Łucznicy i puszkarze. Stuletni wyścig zbrojeń. Cz. 1

W dziejach zmagań wojennych technika i technologia militarna odgrywały zawsze równie istotną rolę co strategia i taktyka. Jednak przez całe tysiąclecia rywalizacja w tej dziedzinie polegała zazwyczaj na przysłowiowym starciu między młotem a kowadłem, czyli między technologią zaczepną a obronną. W czasie wojny stuletniej przyszedł jednak czas na znaczące nowinki związane także z bronią rażącą z dystansu, która już na zawsze miała zmienić sposób prowadzenia wojen.

Ćwiczenia łuczników, miniatura z rękopisu Psauterza Lutterella. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Cień Robin Hooda

Zdawałoby się, że ze zwykłym łukiem średniowieczne rycerstwo było już zapoznane i znalazło na nie skuteczne remedium. Ta znana już w czasach prehistorycznych broń przeszła w ciągu wieków znaczne ewolucje: od najprostszej formy w postaci wygiętej witki połączonej z dwóch krańców cięciwą z powroza lub ścięgien zwierzęcych, przez bardziej wyszukany łuk refleksyjny jazdy koczowniczej wytwarzany z klejonych deszczułek, aż po najbardziej zaawansowaną formę w postaci kuszy. Dodać należy – kuszy różnego kalibru i przeznaczenia, w najcięższej wersji tak zwanej balisty, odgrywającej nawet rolę ciężkiej artylerii.

Wojna stuletnia 1337-1453, Wydawnictwo Astra 2021.

Odpowiedzią na przewagę, jaką na polach bitew dawał łuk i broń miotająca, był wzmożony rozwój ciężkozbrojnej jazdy rycerskiej. Stosowała ona taktykę przełamującej szarży czołowej i dysponowała wzmocnionym osobistym uzbrojeniem ochronnym, ostatecznie ewoluującym do pełnej zbroi płytowej, która odpowiednio oddalonego rycerza i jego wierzchowca czyniła niemal niezniszczalnymi. W XIV stuleciu jedynie ciężkie kusze o naciągu korbowym lub lewarowym, a zatem zaawansowane technologiczne, skomplikowane w obsłudze i wolnostrzelne, mogły poradzić sobie z taką ochroną. Zazwyczaj nie wystarczało to, aby przechylić szalę bitwy na właściwą stronę. Na szarżę ciężkozbrojnego rycerstwa piechota przez długi czas miała tylko jeden sposób: pozbawić go jego podstawowych atutów, którymi były szybkość, masa oraz impet. Inaczej mówiąc, osadzić rycerza w miejscu – czy to przez przygotowanie odpowiednich przeszkód polowych (zasieków, wilczych dołów, fos lub palisad), czy przez ustawienie naprzeciw jego szarży niewzruszonych szeregów pikinierów lub halabardników. A najlepiej byłoby połączyć jedno z drugim. Wyspiarze, poszukujący swojej szansy w nadchodzącej wojnie z pielęgnującym tradycje krucjatowe rycerstwem francuskim, postanowili jednak powrócić do prostego, walijskiego długiego łuku (ang. longbow), wpisanego w miejscową tradycję w wyniku tysiącletnich walk Anglosasów, a po nich Anglonormanów z brytyjskimi Celtami – Walijczykami i Szkotami. Wyciągając wnioski z kampanii w Walii i Szkocji, król Anglii Edward I wprowadził prawo, które zachęcało łuczników do trenowania w niedziele i zakazywało uprawiania innych sportów niż łucznictwo. W ten sposób Anglicy powszechnie opanowali umiejętność posługiwania się długim łukiem – potężną bronią do strzelania na znaczną odległość. Dostosowali do niej swój sposób walki, zmniejszając jazdę, ale używając większej liczby łuczników i piechurów, chronionych przed szarżami wbitymi w ziemię na ukos palami.

Walka angielskich łuczników z genueńskimi kusznikami w bitwie pod Crécy, miniatura z Kroniki Jeana Froissarta. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Siła długiego łuku

Do wykonania długiego łuku wykorzystywano gałęzie cisu lub ewentualnie wiązu, cechujące się giętkością i wytrzymałością. Dodatkowo drewno nasączano tłuszczem zwierzęcym, woskiem i olejem. Dobierano je w takich proporcjach, aby łuk nie zmieniał swojego profilu na skutek niekorzystnych warunków atmosferycznych – w wyniku zawilgocenia lub wysuszenia. Co więcej, walijscy wytwórcy długich łuków, ustalając łagodnie wygięty profil tej broni o długości około dwóch metrów, doszli do ważnego odkrycia, bezpośrednio powiązując długość łęczyska z siłą naciągu. Im dłuższe było łęczysko, tym dłuższa była cięciwa, a energia kinetyczna rosła proporcjonalnie z odchyleniem cięciwy od stanu spoczynku. Ze zwykłych łuków kontynentalnych strzelano, naciągając cięciwę do piersi, a we wschodnich łukach refleksyjnych uzyskiwano właściwy naciąg cięciwy, odciągając łęczysko od piersi w stronę przeciwną do linii strzału. Natomiast z długiego łuku mierzono, ściągając cięciwę ku oku, dzięki czemu strzelec mógł mierzyć, śledząc swój cel wzdłuż wektora strzały, co znacznie zwiększało szansę na precyzyjne trafienie.

Jako cięciwy używano splotu konopnego, mocowanego na końcach łuku w rogowych oprawach. Strzały, wykonywane niemal wyłącznie z drewna jesionowego, były o wiele dłuższe niż używane wówczas tradycyjne krótkie ich wersje, znacznie ustępujące im zarówno pod względem jakości wykonania, jak i szybkości, zasięgu, celności oraz siły przebicia. Dodatkową celność zapewniał system stabilizacji strzał wykorzystujący cztery rzędy gęsich piór, czasami skośnie zamocowanych na końcówce drzewca, co nadawało pociskowi ruch obrotowy. Tak wykończona strzała charakteryzowała się bardzo wyrównaną i stabilną trajektorią, nie stawiała też większego oporu powietrzu i leciała z dużą prędkością.

Do różnych celów używano różnorodnych strzał, na przykład strzały używane do rażenia opancerzonego przeciwnika były cięższe, a zasięg takiego strzału nie był większy niż zasięg strzału ze zwykłego łuku krótkiego, dochodząc do około 250 metrów. Jednak największą zaletą tej broni była jej ogromna siła przebicia. Długi łuk kumulował potężną energię kinetyczną, a zatem zapewniał ogromną siłę rażenia. Strzała wystrzelona z łuku z odległości 100–150 metrów przebijała kolczugę, a z odległości kilkudziesięciu metrów nawet tarczę, pancerz płytowy i hełm, osiągając wydajność porównywalną z bełtem kuszy. Była to więc bardzo skuteczna, zabójcza broń, co poświadcza relacja XII-wiecznego kronikarza Geralda Walijczyka:

Podczas wojny z Walijczykami jeden z żołnierzy [angielskich] został trafiony strzałą wystrzeloną w niego przez Walijczyka. Przeszła ona przez jego udo, wysoko w górnej części, gdzie było ono chronione od wewnątrz i na zewnątrz żelaznymi nogawicami, a następnie przez warstwę skórzanej tuniki. Następnie wniknęła w tę część siodła, która nazywa się alva lub siedzenie. W końcu utkwiła w jego koniu, wnikając tak głęboko, że zabiła zwierzę[1].

Zasadnicza różnica z dotychczasowymi walkami polegała jednak na tym, że teraz zamierzano użyć łuczników na niespotykaną wcześniej, masową skalę. Odstąpienie od typu armii rycerskiej na rzecz zaciągu zaznajomionego z łukiem pospólstwa miejskiego i wiejskiego skutkowało zmianą charakteru walki, która z bezpośredniego starcia, takiego jak rycerski pojedynek na kopie, miecze i topory, zmieniała się w konfrontację z dystansu. Skuteczność tego rozwiązania w walce z ciężkim rycerstwem polegała zatem nie tyle na nowatorskim rozwiązaniu technicznym, ile na innym sposobie jego użycia.

Współczesna replika długiego łuku walijskiego. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Zamiast bowiem pomocniczych oddziałów łuczników, wspierających z flanek lub z drugiej linii swoich kawalerzystów, postanowiono użyć łuczników jako podstawowej siły zaczepno-obronnej. Klasyczną bitwą tego typu była ta stoczona pod Crécy w 1346 roku. Szarżujący Francuzi byli z dystansu dosłownie zasypywani gradem strzał spadających na nich z dużym impetem z góry, raniących zwłaszcza konie w miejscach niechronionych przez napierśniki. W efekcie francuskie rycerstwo został niemal rozstrzelane, zanim zdołało zewrzeć szyk z angielską jazdą. Oznaczało to początek końca kawalerii rycerskiej na polach bitewnych i dominację na nich, przez następnych kilkadziesiąt lat, angielskich łuczników.

Nie był to jednak koniec nowinek w wojnie stuletniej. Francuzi szykowali bowiem równie skuteczną ripostę.

Bibliografia:

https://astrahistoria.pl/niezawodna-bron-anglikow/

http://www.slowianscylucznicy.fora.pl/forum-historyczne,7/dlugi-luk-walijski-w-historii,181.html

https://en.wikipedia.org/wiki/English_longbow

Bacon Roger, Dzieło większe, przeł. T. Włodarczyk, Kęty 2006.

Contamine Philippe, Wojna w średniowieczu, przeł. M. Czajka, Warszawa 1999.

Favier Jean, La guerre de Cent Ans, Paris 1986.

Finó J.F., L’artillerie en France à la fin du Moyen Âge, „Gladius”, t. XII: 1974, s. 13–31.

Prądzyński Rafał, Gawędy o łucznictwie, Warszawa 2002.


[1] Gerald Walijczyk, Itinerarium Cambriae (1191), przekład własny za: https://en.wikipedia.org/wiki/English_longbow.