Henryk V cudownie ocalony

Henry_V_of_England

Na twarzy Henryka V na tym popularnym portrecie nie widać śladu po ranie. © Wikimedia Commons.

Oglądając kolorowe pisma, nietrudno popaść w kompleksy. Wszyscy celebryci są na fotografiach piękni, szczupli i młodzi, a na ich wygładzonych twarzach nie widać żadnego defektu. I chociaż Photoshop jest wynalazkiem czasów współczesnych, pomysł tworzenia wyidealizowanych portretów wykorzystywano już od stuleci. Dlatego też na obliczu Elżbiety I próżno szukać śladów po ospie, z powodu której omal nie umarła, a na policzku Henryka V nie zobaczymy blizny po ranie, którą powinien był przypłacić życiem.

Bitwa pod Shrewsbury

Niewiele osób wie, że Henryk V Lancaster (1387–1422) miał niewielką szansę, aby zostać królem Anglii i gdyby nie kunszt pewnego fałszerza monet, druzgocąca klęska Francuzów w bitwie pod Azincourt i dominacja Anglików na kontynencie nie miałyby nigdy miejsca. Nie byłoby także Tudorów, bo Henryk V nie dożyłby małżeństwa z francuską królewną Katarzyną de Valois, która owdowiawszy, poślubiła walijskiego sługę, Owena Tudora. Słowem, historia Anglii potoczyłaby się zupełnie inaczej, gdyby szesnastoletni następca tronu umarł od rany zadanej ręką buntownika. Fakt, że ją otrzymał, nie jest niczym nadzwyczajnym, ale to, że w ogóle przeżył, zakrawa na cud, i przez sześć wieków nie udało się naukowcom tej zagadki do końca rozwikłać.

Młody książę Walii był synem Henryka Bolingbrokeʼa, uzurpatora, który po obaleniu swojego kuzyna Ryszarda II zasiadł na tronie jako Henryk IV i przeciwko któremu w 1403 roku wystąpił inny krewny, Henryk Percy zwany Raptusem. To u jego boku następca tronu zdobywał wcześniej doświadczenie wojskowe, lecz kiedy Percy zbuntował się przeciwko królowi, stali się wrogami.

Do decydującej bitwy doszło latem w 1403 roku pod Shrewsbury, gdzie książę Walii stanął na czele czterotysięcznej armii. Przeciwnicy ulokowali się na wzgórzu, skąd razili atakujących gradem strzał, które przeszywały powietrze z prędkością 320 kilometrów na godzinę. Od ich ilości pociemniało niebo, a jedna dosięgła przyszłego króla, kiedy podniósł przyłbicę, aby zaczerpnąć powietrza. Metalowy grot bodkin, zdolny przebić cieńszą zbroję, ugodził go tuż pod lewym okiem i wbił się na głębokość 15 centymetrów. A ponieważ uszkodził nerw podoczodołowy odpowiadający za czucie w policzku, książę walczył jeszcze przez jakiś czas.

Podobną ranę odniósł w bitwie Henryk Percy: gdy uniósł przyłbicę, jeden z królewskich łuczników ugodził go strzałą w gardło. On jednak nie miał tyle szczęścia i nie dane mu było przeżyć. Po zabiciu przywódcy, buntownicy stracili ducha walki i zostali pokonani. Królewska armia odniosła zwycięstwo, ale radość tłumił niepokój o rannego księcia.

O włos od śmierci

Młodego Henryka przewieziono do zamku Kenilworth w środkowej Anglii, gdzie podjęto próbę wyciągnięcia strzały, niestety nieudaną, bo drewniany promień oddzielił się od grotu, który pozostał w ranie. Wtedy też medycy zrozumieli, że sytuacja jest bardzo poważna: strzała przebiła zatokę szczękową i nos i zatrzymała się w pobliżu żuchwy po drugiej stronie twarzy, niedaleko pnia mózgu i tętnicy szyjnej. A czas naglił. Następca tronu z godziny na godzinę był coraz bliższy śmierci. Groziło mu zakażenie. Gorączkował.

Kto jednak i w jaki sposób mógłby usunąć grot z tak newralgicznego miejsca, w dodatku nie powodując dalszych obrażeń? Doradcy księcia wybrali Johna Bradmoreʼa. Był to ślusarz i lekarz sądowy znany z talentu do obróbki metalu, z którego wykonywał narzędzia chirurgiczne dla siebie i w celach handlowych. Swoje uzdolnienia wykorzystywał także w bardziej dochodowych zajęciach, wykonując biżuterię i fałszując monety. I właśnie za fałszerstwo trafił niedawno do lochu. Było to poważne przestępstwo, za które mógł zapłacić głową, więc kiedy obiecano mu darowanie kary w zamian za uratowanie księcia, miał niewiele do stracenia.

Na obmyślenie sposobu usunięcia grotu i wynalezienie odpowiedniego narzędzia pozostało mu zaledwie kilka godzin. Czas ten wykorzystał na przygotowanie niezwykłego przyrządu. Najpierw wykuł metalowy pręt, który był centralnym elementem swego rodzaju szczypców, potem w dwóch kawałkach metalu wyżłobił cylindryczne nacięcia, by po ich złączeniu powstała rurka pasująca do rany w głowie księcia. Wewnątrz niej umieścił ruchomy pręt. Ogólnie rzecz ujmując, przyrząd działał na zasadzie dzisiejszego korkociągu. Chociaż nie ma dowodów na to, że Bradmore wykonał narzędzie sam, zważywszy na powagę sytuacji i fakt, że od udanej operacji zależało jego życie, wydaje się mało prawdopodobne, aby zlecił to zadanie komuś innemu.

rekonstrukcja

Komputerowa rekonstrukcja rany Henryka V. © Kadr z filmu Makabryczna medycyna, z serii Zapomniane odkrycia starożytności, Produced by Wild-Drem Films History, 2008 A&E Tellevision Networks.

Bradmore wiedział, że grot strzały od wewnątrz posiada otwór, w którym wcześniej był umiejscowiony drewniany promień strzały. Stworzone przez niego szczypce miały wsunąć się w ranę, a następnie w otwór metalowego grotu, potem dzięki pokrętłu (korkociągowi) rozszerzyć się wewnątrz i mocno go pochwycić. Na koniec wystarczyło pociągnąć. Szansa, że uda się tego dokonać za pierwszym razem, była znikoma. Działanie metodą prób i błędów nie wchodziło jednak w rachubę, bo w razie przesunięcia się grotu księciu groziła niechybna śmierć. Od tętnicy szyjnej dzieliły ją milimetry. Przed przystąpieniem do operacji Bradmore kazał wlać w ranę miód, aby zminimalizować opór. Narzędzie spełniło swoje zadanie i grot z powodzeniem usunięto. Na koniec rana została oczyszczona alkoholem. Nie wiadomo, jakim cudem książę przetrwał bez znieczulenia ten inwazyjny zabieg, może był nieprzytomny, ale obyło się bez powikłań. Młody organizm zwalczył gorączkę i nie doszło do zakażenia, które w średniowieczu zbierało większe żniwo niż natychmiastowa śmierć na polu walki.

W ten sposób John Bradmore nie tylko ocalił przyszłego Henryka V, ale zyskał sławę wielkiego chirurga i w uznaniu zasług do końca życia wypłacano mu 10 suwerenów rocznie. Przez lata sporządzał również leki dla króla, o czym świadczą zapisy dotyczące wynagrodzenia, jakie za nie pobierał. Mało tego, ten dawny skazaniec został autorem Filomeny, jednego z pierwszych traktatów poświęconych zabiegom chirurgicznym. Nie wiedział tylko jednego – że zmienił bieg historii Anglii i Francji.

Bibliografia:

Dan Jones, Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii, Wydawnictwo Astra, Kraków 2014.
Makabryczna medycyna, z serii Zapomniane odkrycia starożytności, Produced by Wild-Drem Films History, 2008 A&E Tellevision Networks.