Kobiety wojny Dwóch Róż

Sarah Gristwood, Kobiety wojny Dwóch Róż, Wydawnictwo Astra 2019.

Wojna Dwóch Róż przedstawiana jest zazwyczaj z perspektywy mężczyzn – Ryszarda, księcia Yorku, Henryka VI, Edwarda IV i Henryka VII. Sara Gristwood proponuje zupełnie nowe spojrzenie na konflikt Lancasterów i Yorków, w którym główną rolę odgrywają kobiety. Autorka śledzi losy siedmiu z nich – tych, które aktywnie uczestniczyły w politycznych rozgrywkach podczas wojny domowej.

Większość z siedmiu kobiet, których losy tworzą rdzeń tej książki, była już tematem co najmniej jednego studium biograficznego. Celem niniejszego opracowania jest jednak połączenie historii poszczególnych kobiet w jedną opowieść, prześledzenie łączących je powiązań – często sprzecznych z sojuszami zawieranymi przez mężczyzn – i pokazanie, do jakiego stopnia ich życiorysy były do siebie podobne.

Elizabeth Woodville była królową Anglii jako żona Edwarda IV. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Kobiety w wojnie mężczyzn

Wśród grona najwaleczniejszych kobiet jest Elizabeth Woodville – piękna wdowa, która podbiła serce króla Edwarda IV i która budziła zapiekłą niechęć pozbawionej korony Cecylii Neville: matki klanu Yorków, która oprócz Edwarda IV urodziła również Ryszarda III. Niezwykle ambitna Margaret Beaufort, matka Henryka VII, była głową rodu Lancasterów i kolejną matką królów, która nigdy do końca nie pogodziła się z tym, że jej samej los odebrał szansę na koronę. Małgorzata, córka Cecylii, mieszkała w Burgundii, ale jako siostra dwóch monarchów z rodu Yorków nie wyzbyła się skłonności, by próbować swoich sił w angielskiej polityce.

Nieszczęsna Anna Neville, żona Ryszarda III, była zbyt niepozorną osobą, aby toczyć spory z teściową. Za to Marguerite d’Anjou, żona Henryka VI z rodu Lancasterów, kruszyła kopie z połową świata. A Elżbieta York okazała się ostatecznie tą białą różą Yorków, która poślubiła czerwoną różę Lancasterów w osobie Henryka VII i zakończyła walki o tron.

Druga połowa XV stulecia kipi wręcz od kobiecej energii, a mimo to życiorysy ostatnich kobiet z rodu Plantagenetów pozostają stosunkowo słabo zanalizowane. Próba opowiedzenia o XV wieku z punktu widzenia kobiet napotyka wiele trudności, wśród których jeden z problemów stanowią wybrakowane źródła. Upieranie się, że kobiety działały na równych prawach z mężczyznami i na tej samej płaszczyźnie co oni, groziłoby stawianiem twierdzeń niemających poparcia w znanych nam faktach. Należy przede wszystkim zdać sobie sprawę z głębokich różnic dzielących naszą epokę od ówczesnej mentalności. Jednocześnie jednak trzeba rozpoznać zrozumiałe dla nas emocje: gorączkowe pragnienie Elżbiety York, by znaleźć swoje miejsce w świecie, czy obsesyjną miłość Margaret Beaufort do syna. To jedyny sposób wyobrażenia sobie przeżyć kogoś, kogo koło Fortuny raz wynosi gwałtownie w górę, by zaraz posłać go z powrotem w dół. Ponadto, mimo że taktyka wojenna nie wchodzi w zakres tematyki niniejszej książki, każda bitwa oznaczała korzyść lub stratę dla żon, córek i matek, których los ważył się – a nieraz ulegał niewyobrażalnym wręcz przemianom – na arenie, na którą nie miały nawet wstępu.

Cecylia Neville, matka królów Edwarda IV i Ryszarda III. Wikimedia Commons, domena publiczna.

I to właśnie w tych czasach, gdy panował terror, działania kobiet okazały się równie istotne jak wydarzenia rozgrywające się na polach bitew, gdzie kuzyn walczył przeciwko kuzynowi. Krąg kobiet, które stały za XV-wiecznymi konfliktami i ich rozwiązaniami, tworzył ciasno splecioną sieć lojalności i zdrad, opartą na więziach równie bliskich i uczuciach równie silnych jak w każdym rodzinnym dramacie, z tą różnicą, że w tym przypadku ważyły się losy całego królestwa. Ich sojusze i ambicje pomogły ukształtować nowy świat. To one były matkami i akuszerkami – jeśli nie współczesnej Anglii, to przynajmniej dynastii Tudorów.

Poza polem bitwy

Świat kobiet wojny Dwóch Róż tworzyła nie tylko wojna. Gdybyśmy nadmiernie skupili się na szalonej gonitwie wydarzeń militarnych i politycznych, otrzymalibyśmy zniekształcony obraz, odarty z kontekstu codziennych problemów, a także – przyjemności. Składały się na nie „meszek aksamitu i jedwabisty nos psa myśliwskiego; nieprzyjemny ciężar obszytych futrem szat ceremonialnych w upalny dzień; dziewczęca skłonność do zatracenia się w czytanym romansie; tupiące o ziemię stopy »młódki przybyłej z Hiszpanii«, która tańczyła przed Elżbietą York, i stwardniałe dłonie Mariony, praczki wymienionej w rachunkach Marguerite d’Anjou i utrzymującej w czystości bieliznę królowej; opowieści o Ginewrze i Lancelocie, rozpowszechnione przez mężczyznę, który znał te kobiety; a także przykład świętych dziewic, których żywoty z takim oddaniem studiowały”.

Anna Neville prawdopodobnie nie zaznała szczęścia u boku żadnego z mężów. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Spuścizna

Więzy łączące te kobiety i ich potomków miały trwać jeszcze długo po ich śmierci. Śmiercionośny spór między kuzynami toczył się przez kolejne stulecie, a do starć dochodziło przeważnie z dala od pola bitwy, na arenie, na której kobiety mogły w sposób bardziej widoczny brać udział w rywalizacji. Wnuczka Elżbiety York, Maria zwana „Krwawą”, walczyła o tron ze swoją krewniaczką Jane Grey (potomkinią młodszej córki Elżbiety, Marii); Elżbieta Tudor zmuszona była stracić królową Szkotów, która pochodziła od starszej córki Elżbiety York, Małgorzaty. Suma ich doświadczeń, różnych modeli kobiecej działalności, które uosabiały, okazała się jednak bardzo owocna w skutkach.

Elżbieta York poślubiła czerwoną różę Lancasterów – Henryka VII. Wikimedia Commons, domena publiczna.

W postaciach angielskich królowych małżonek od podboju do panowania Tudorów dostrzec można stopniowe przejście do sfery wyłącznie rodzinnej: od czasów, w których silna kobieta „była zaliczana do mężczyzn zasiadających przy bożym stole”, do epoki, w której jakakolwiek oznaka takiej „męskiej” siły budziła już głęboki niepokój. Mimo to w kolejnym stuleciu koncepcja silnej kobiety (którą wówczas postrzegano niemalże jako trzecią płeć) osiągnęła swoje apogeum. Elżbieta I, być może najznamienitsza władczyni Anglii, wykorzystywała wszelkie niejednoznaczności związane z płcią, chociażby w swej słynnej mowie pod Tilbury. Rozwiązała – przynajmniej na czas własnego życia – problem, z którym bezskutecznie zmagała się Marguerite d’Anjou: jak pogodzić wymogi, które stawia władza, z przymusem bycia „kobiecą”.

Późniejsze osiągnięcia Elżbiety nie miały oczywiście charakteru genetycznego czy dynastycznego. To jej trwała spuścizna dla wszystkich kobiet, które nastąpiły po niej. Choć fizycznie Elżbieta I wywodziła się od Elżbiety York, z Marguerite mogło ją łączyć dziedzictwo innego rodzaju. Być może ten fakt sprawia, że Marguerite – jakkolwiek okrutnie obeszła się z nią wojna – również ma swój udział w ostatecznym zwycięstwie.