Magia miłosna na Wawelu. Zygmunt Stary i Katarzyna Telniczanka

Związki mężczyzn królewskiej krwi z kobietami niżej urodzonymi nikogo nie dziwiły i jeżeli obywało się bez skandali, nawet je tolerowano. Kiedy jednak monarcha stawał na głowie, aby poślubić poddaną, sprawy miały się zupełnie inaczej. Kobiety, choćby piękne, mądre i dobre, w oczach wielu stawały się nikczemnymi wiedźmami.

Zygmunt Stary według Lucasa Cranacha młodszego. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Zaczarowanie czy wielka miłość dziadka?

Jan Długosz nie miał dobrego zdania o Elżbiecie Granowskiej, którą w 1417 roku potajemnie, ku oburzeniu i zdumieniu szlachty, poślubił Władysław Jagiełło, wówczas dwukrotny wdowiec. Nie dość, że wybranka nie grzeszyła urodą, nie cieszyła się dobrym zdrowiem, była trzykrotną wdową i miała pięcioro dzieci, to jeszcze przekroczyła czterdziestkę. Jak na tamte czasy była po prostu… stara!

Będąc w tak zaawansowanym wieku, Elżbieta nie miała zbyt dużych szans na urodzenie królowi męskiego potomka, więc możni zachodzili w głowę, po co Jagielle taka żona. O wzajemnym uczuciu „młodej” pary nikt nawet nie rozmyślał i już wkrótce pojawiły się plotki, że wdowa zadała królowi jakiś urok. Zniesmaczony Jan Długosz napisał zaś po latach:

Wspomniany król Władysław przejęty tą miłością, którą niektórzy nazywali zaczarowaniem, prosi wspomnianą Elżbietę o wejście z nim w związek małżeński. Nie wstydził się niezwykle wybitny król pojąć za żonę kobietę osłabioną ciągłą, uciążliwą chorobą płuc, swoją podwładną […] Nie wstyd mu było, że przez ten upragniony z tą jedną kobietą związek osłabił osiągającą mnóstwo pomyślnych wyników władzę królewską i że smutnymi namiętnościami doprowadził do jej załamania się[1].

Ślub z wybranką nierówną stanem miał, zdaniem kronikarza, podważać reputację Władysława Jagiełły. Małżeństwo z Elżbietą nigdy jednak nie odcisnęło tak mocnego piętna na losie króla jak niefortunne wybory jego potomków, wnuka Zygmunta Starego, który przez wiele lat żył w konkubinacie z Katarzyną Telniczanką, i prawnuka Zygmunta Augusta, którego tragiczna miłość do Barbary Radziwiłłówny do dziś pobudza wyobraźnię. Istnieje jednak coś, co łączy wszystkie te historie, a mianowicie krążące wśród poddanych plotki, że wszystkie te kobiety omamiły kochanków za pomocą czarów miłosnych lub alkowianych sztuczek.

Elżbieta Granowska, trzecia żona Władysława Jagiełły. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Wielka miłość królewicza Zygmunta       

Kiedy w 1492 roku Kazimierz Jagiellończyk pożegnał się z życiem, młodemu Zygmuntowi nawet się nie śniło, że kiedykolwiek będzie królem. Jako jedno z kilkanaściorga dzieci, był czwartym z kolei żyjącym synem i wówczas nic nie zapowiadało tego, że bracia zejdą ze świata w młodym wieku, nie pozostawiając dziedziców. Choć był przystojny i dobroduszny, nie miał imponujących widoków na przyszłość, zwłaszcza że ojciec nie pozostawił mu żadnej domeny. Mógł tylko liczyć na opiekę najstarszego z braci, Władysława II, króla Czech i Węgier, który przekazał mu w zarząd podupadłe księstwo głogowskie, a potem księstwo opawskie i tytuł namiestnika Śląska oraz Dolnych i Górnych Łużyc.

Kiedy Zygmunt został księciem głogowskim, był już związany z Katarzyną Telniczanką z domu Ochstat. Skromna dziewczyna, podająca się za szlachciankę, choć prawdopodobnie pochodziła z rodziny mieszczańskiej z morawskiej wsi Telnice, zawładnęła sercem królewicza na około dziesięć lat. Niewykluczone, że poznali się na dworze królowej matki, Elżbiety Rakuszanki, gdzie Katarzyna mogła należeć do jej fraucymeru lub pełniła tam służbę.

Chociaż początki znajomości pary nie są znane, ich niesakramentalny związek wyglądał na udany. Żyli jak mąż i żona, bez skandali – Zygmunt był wierny kochance – i dochowali się trojga dzieci: Jana, późniejszego biskupa wileńskiego i poznańskiego, Reginy oraz Katarzyny, a mimo to królowa matka i krakowski dwór nie znosili Telniczanki. Jej niskie urodzenie nie kłuło jednak tak bardzo w oczy, kiedy przebywała z ukochanym z dala od stolicy – na zamku w Głogowie lub w węgierskiej Budzie. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy w odstępie kilku lat zmarli bracia Zygmunta – Jan Olbracht i Aleksander, i kiedy w grudniu 1506 roku Zygmunt został obrany królem Polski. Racja stanu nakazywała mu bowiem zawarcie małżeństwa dynastycznego i spłodzenie legalnego potomka.

Zygmunt, nazwany potem Starym, nie od razu zerwał stosunki z Katarzyną, która razem z nim i dziećmi przybyła do Krakowa, gdzie osiadła w jednej z kamienic przy Rynku. Oficjalnie rozstali się w 1509 roku, kiedy król zaczął rozglądać się za kandydatką na legalną żonę (wkrótce została nią Barbara Zápolya, córka cieszyńskiej Piastówny i węgierskiego magnata).

Prawdopodobnie jeszcze w tym samym roku Zygmunt, chcąc uciąć plotki, że wciąż sypia z Katarzyną, wydał ją za swojego faworyta, blisko sześćdziesięcioletniego Andrzeja Kościeleckiego, który w zamian za zhańbienie się związkiem z królewską konkubiną, w dodatku kobietą niskiego stanu, został obdarzony urzędem wielkiego podskarbiego koronnego. Nie uchroniło to biedaka przed oburzeniem krewnych i pogardą mężów stanu, którzy na dworze ostentacyjnie odwracali się od niego. A kiedy jego żona zaszła w ciążę, cały Wawel aż huczał od plotek – powiadano, że jest to dziecko króla, który nigdy nie wyrzekł się kochanki, a urodziwa Katarzyna przyprawia mężowi rogi.

Zgnębiony Andrzej Kościelecki zmarł w 1515 roku, być może ze zgryzoty, niedługo przed narodzinami córki Beaty (matki słynnej Halszki z Ostroga). Co znamienne, w tym samym roku królewska małżonka Barbara Zápolya również powiła córeczkę i zmarła, zapewne nie dochodząc do siebie po połogu. Król bardzo mocno przeżył stratę żony, ale nie zapomniał o swojej dawnej kochance: wyprawił jej mężowi uroczysty pogrzeb w katedrze wawelskiej, dał jej tytułem dożywocia wsie Słomniki i Rakowice, a w 1517 roku obdarował ją kamienicą przy ulicy Grodzkiej w Krakowie.

Portret Zygmunt wykonany między 1511 a 1518 rokiem, przypisywany Hansowi von Kulmbach. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Bezecna stara Kirke

Podejrzewana o czary Katarzyna Telniczanka nie była lubiana na Wawelu. Z czasem, im bardziej brzydła i gorzkniała (zwłaszcza że jej ukochany Zygmunt znalazł sobie nową żonę – urodziwą i inteligentną Bonę Sforzę), zaczęto nazywać ją żmiją albo też, w nawiązaniu do jej zamiłowania do magii, bezecną starą Kirke.

I tutaj należałoby zadać pytanie, czy Katarzyna rzeczywiście podtrzymywała uczucie kochanka za sprawą eliksirów miłosnych. Kiedy zaś ten został królem i straciła do niego bezpośredni dostęp, nie mogła już zadawać mu czarów. Wątpliwe zatem, aby w 1515 roku, kiedy oboje owdowieli, wrócili do siebie, jak sugerują niektórzy. Kiedy puste miejsce u boku Zygmunta zajęła absorbująca i ambitna Bona, Katarzyna nie miała przy niej szans. Musiała usunąć się w cień i, jak powiadano, próbowała rzucać uroki na kogoś innego. Starania te okazały się jednak bezowocne, bo w Krakowie cieszyła się tak złą sławą, że nikt nie zechciałby jej za żonę. Tak samo było w Wilnie, dokąd udała się z synem Janem po jego nominacji na biskupa wileńskiego w 1519 roku i gdzie próbowała wtrącać się do polityki.

Według nieprzychylnych Katarzynie opinii, na stare lata okropnie zbrzydła, roztyła się i zdziwaczała, a nawet nie była w stanie zapanować nad nieprzyzwoitą skłonnością do młodych mężczyzn. Wrogowie posądzali ją o rozpustę z młodzieńcami, a nawet o próbę uwiedzenia za pomocą czarów ważnych dostojników, i to duchownych. Jednym z nich miał być rzekomo podkanclerzy koronny, biskup poznański Piotr Tomicki, a innym szczęśliwie żonaty kanclerz wielki koronny Krzysztof Szydłowiecki.

Katarzyna Telniczanka była kobietą tak urodziwą, że choć pochodziła z niższych warstw społecznych, zawładnęła sercem króla. Można tylko żałować, że prawdopodobnie nie zachował się żaden jej portret (na zdjęciu obraz anonimowej kobiety z XVI stulecia).

W liście sekretarza królewskiego Andrzeja Krzyckiego, siostrzeńca biskupa, pisanym do chorującego wuja, można znaleźć radę, aby korzystał z pomocy prawdziwych lekarzy i wystrzegał się magicznej kuracji Katarzyny, którą mu zaoferowała. Znany ze zjadliwości sekretarz porównywał dawną królewską kochankę do mitycznej czarodziejki Kirke, która zwodziła Odysa, a w satyrze Na cuchnącą kozłem starkę opisał ją jako starą, szpetną babę uganiającą się za młodzikami.

Czy Katarzyna Telniczanka zasłużyła na tak surową ocenę i wizerunek wiedźmy?

Nawet jeśli zajmowała się znachorstwem, którego nieodłącznym elementem było zamawianie chorób, nie robiła nic, co byłoby wyjątkowe w jej epoce. Ówczesna medycyna nierzadko przecież opierała się na wiedzy ludowej, a i królowa Bona nie stroniła od sztuk tajemnych.

A może u schyłku życia Katarzyna, niezdolna pogodzić się z utratą miłości swojego życia, naprawdę się zmieniła? Może szukała zapomnienia w zabobonach, ucztach i lubieżnych zabawach? Jeśli jej jedyną winą była zawiedziona miłość lub zdeptana ambicja, to zapłaciła bardzo wysoką cenę – straciła reputację. Podobnie zresztą stało się z Barbarą Radziwiłłówną, a później królową Boną, które również oskarżano o uprawianie czarów.

Bibliografia

Besala J., Małżeństwa królewskie. Jagiellonowie, Warszawa 2006–2014.

Besala J., Najsłynniejsze miłości polskich królów, Warszawa 2009–2012.

Długosz D., Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego. Księga 12 (1413–1430), tłum. J. Mrukówna, red. i komentarz S. Gawęda, Warszawa 2009

Morawski K., Czasy Zygmuntowskie na tle prądów odrodzenia, Warszawa 1922.

Pawiński A., Młode lata Zygmunta Starego, Warszawa 1893.

[1] J. Długosz, Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego. Księga 12 (1413–1430), tłum. J. Mrukówna, red. i komentarz S. Gawęda, Warszawa 2009, s. 71.