Henryk VIII kontra Franciszek I: wojna na olej i temperę

Henryk VIII ukazany na rycinie jako Salomon. © Wikimedia Commons.

Rywalizować? Czemu nie. I to nie tylko w pojedynku, na miecze. Równie skuteczny może być przecież… pędzel malarski. W propagandowej wojnie dwóch potężnych monarchów nie wahało się użyć żadnego środka, a ich rycerzami w pojedynku stali się renesansowi artyści.

Bitwa na zamki

Henryk VIII i Franciszek I Walezjusz byli nie tylko rywalami w życiu politycznym, ale także w dziedzinie sztuki. Mając przed oczami wspaniały dwór angielski, łatwo zapomnieć, że podczas gdy na kontynencie kwitł już z całą mocą renesans, dynastia Tudorów stawiała dopiero pierwsze kroki na europejskiej scenie politycznej. Dlatego też Henryk VIII, tak samo jak znakomicie wykształcony i wyrafinowany Franciszek I, był zdeterminowany, aby inni postrzegali go jako władcę nowoczesnego, znakomicie odnajdującego się we współczesnej mu kulturze i sztuce.

Obaj wspomniani królowie nie żałowali też wydatków – szczególnie na polu architektury. Franciszek I sprowadził do Francji wielu artystów, głównie w celu przebudowy oraz upiększenia królewskich i magnackich siedzib. Angaż otrzymał nawet sam Leonardo da Vinci, który właśnie we Francji spędził ostatnie lata życia. Podobnie w swoim królestwie działał Henryk VIII. Bardzo bliska jego sercu była budowa pałacu Nonsuch, królewskiej rezydencji, która miała być pomnikiem potęgi angielskiego króla i odpowiedzią na francuski, wpływowy ośrodek sztuki renesansowej – odnawiany i rozbudowywany przez Franciszka I pałac Fontainebleu.

Franciszek I jako Jan Chrzciciel. © Wikimedia Commons.

Świętym być

Rywalizacja lub wręcz propagandowa wojna jest również widoczna na portretach obu władców oraz ich rodzin. Od roku 1516 funkcję nadwornego malarza na dworze francuskim pełnił utalentowany Jean Clouet. Jego wspaniały obraz przedstawiający trzydziestoletniego Franciszka I przykuwa oko majestatyczną postawą portretowanego mężczyzny, bogactwem stroju i subtelnymi, acz bardzo czytelnymi dla ówczesnego odbiorcy symbolami królewskiej władzy. Krok dalej poszedł malarz, tworząc portret siostry króla, Małgorzaty z Nawarry. W obrazie zwraca uwagę przede wszystkim podobne do portretu Franciszka I tło, co ma na celu podkreślenie jej królewskiego pochodzenia i rangi. Małgorzata trzyma w dłoni zieloną papugę. Dla ówczesnych zielona papuga symbolizowała dziewictwo Maryi, a motywu tego użył między innymi Jan van Eyck w obrazie Madonna kanonika van der Paele. Dlaczego właśnie papuga? Powszechnie mniemano, że ptak ten pozdrawia ludzi słowem „Ave”, którego przecież użył Archanioł Gabriel podczas Zwiastowania. Ta dość czytelna symbolika miała prawdopodobnie za zadanie zasugerować czystość Małgorzaty, dla której małżeństwo z królem Nawarry było drugim związkiem. Z pierwszym mężem, zmarłym w 1525 roku, nie miała dzieci. Obraz Małgorzaty to nie jedyne dzieło, na którym członek rodziny królewskiej przedstawiony jest jako jeden ze świętych – wystarczy wspomnieć portret Franciszka I jako Jana Chrzciciela, również pędzla Cloueta.

Obraz ukazujący Pole Złotogłowia i jaszczurkę na niebie. © Wikimedia Commons.

W rywalizacji tej Henryk VIII nie pozostawał w tyle. W 1538 roku nadwornym malarzem angielskiego króla został inny utalentowany renesansowy artysta – Hans Holbein. On również potrafił wykorzystać symbolikę religijną w popularyzacji idei bliskich władcy. Na miniaturze jego autorstwa Henryk VIII przedstawiony jest jako król Salomon, reprezentujący Boga, przyjmujący hołd od królowej Saby, czyli Kościoła. Potwierdzona zostaje przez to pozycja Henryka VIII jako głowy Kościoła anglikańskiego. Równie życzliwy dla Henryka jest wcześniejszy obraz anonimowego angielskiego artysty przedstawiający słynne spotkanie Henryka VIII z Franciszkiem I, czyli Pole Złotogłowia, z dominującą na niebie jaszczurką, a sam król Henryk jest przedstawiony jako usytuowana centralnie, błyszcząca postać na białym koniu. Pieczołowicie oddany jest rozmach i przepych tej pokojowej, ale nadal jednak demonstracji siły. Dzisiaj nazwalibyśmy to znakomitym przykładem angielskiej wizualnej propagandy, bo trudno ocenić teraz, w tym ogromie opisywanego przez kronikarzy przepychu, który król wyłożył więcej pieniędzy lub zaprezentował się godniej ze swoim dworem.

Majestatyczny Henryk VIII na słynnym portrecie Hansa Holbeina; olej na desce. © Wikimedia Commons.

Mam dziecko i nie zawaham się go użyć

Rywalizacja dotyczyła zresztą nie tylko samych władców. Monarchowie równie chętnie chwalili się dziećmi, szczególnie gdy dopisało im szczęście i doczekali się zdrowego dziedzica. Obaj synowie Franciszka I, Franciszek III Bretoński oraz Henryk II Walezjusz, uwiecznieni zostali już jako mali chłopcy (Henryk razem ze swoim psem). Miniaturki portretów trafiły nawet na dwór Henryka VIII. Zostały wysłane przez siostrę króla Małgorzatę w roku 1526 z nadzieją, że Henryk wstawi się u króla Hiszpanii, Karola V Habsburga, za przetrzymywanymi w roli zakładników synami Franciszka I. Niewiele jednak udało się wskórać. W krótkim czasie odesłano tylko na dwór francuski podobnych rozmiarów portrety Henryka VIII i księżniczki Marii… Po narodzinach Edwarda VI Hans Holbein z pewnością otrzymał zlecenie namalowania długo oczekiwanego męskiego potomka. Najpierw więc powstał piękny wizerunek młodego dziedzica tronu, z maleńkim złotym berłem w dłoni. Jest to jednak raczej świadectwo, że pojawił się przyszły król Anglii, a nie realistyczny obraz dziecka. Dopiero kolejny portret przedstawia sześcioletniego Edwarda, z – jakżeby inaczej – zwierzątkiem na ręku, niemalże identycznie, jak wcześniej został uwieczniony Henryk II.

Ostateczny zwycięzca

Po latach rywalizacji Henryk VIII odnalazł w końcu swój unikalny styl. Każdy zna przecież portret Henryka spoglądającego wprost przed siebie, jakby na oglądającego obraz, z rękami na biodrach i szeroko rozstawionymi nogami. To wizerunek mężczyzny pewnego siebie, potężnego i wojowniczego. Postawa ta wyjątkowo musiała spodobać się samemu królowi, bo w ten sposób przedstawiany był jeszcze wielokrotnie. I z perspektywy czasu w rywalizacji na wizualną propagandę to słynnego Tudora można nazwać zwycięzcą.