Bitwa pod Stoke, czyli jak Henryk VII walczył o koronę z „barbarzyńcami” i synem organmistrza

Rycina przedstawiająca pretendenta Lamberta Simnela po koronacji na "króla Edwarda VI". © Wikimedia Commons.

Rycina przedstawiająca pretendenta Lamberta Simnela po koronacji na „króla Edwarda VI”. © Wikimedia Commons.

Ciężko być królem, gdy nosi się koronę wywalczoną w bitwie, a wszyscy wokół spiskują, jak by tu pozbawić cię tronu. Trzeba mieć oczy z tyłu głowy, bo nie wiadomo, z której strony zaatakują wrogowie i jaką strategię obmyślą. Mogą na przykład wpaść na diaboliczny pomysł, żeby obwołać dziecko z gminu królewiczem i ustanowić je następcą tronu, a potem ruszyć z armią przez cały kraj na spotkanie z obecnym władcą. Na szczęście Henryk VII Tudor znakomicie przygotował się na taką ewentualność, a bitwa pod Stoke była ostatnią, którą on czy którykolwiek król z dynastii Tudorów miał stoczyć w obronie swoich praw do tronu.

Spiski, wszędzie spiski…

30 października 1485 roku dwudziestoośmioletni Henryk VII został koronowany w opactwie westminsterskim. Małgorzata Beaufort ponoć szlochała wzruszona, gdy jej syna namaszczono na władcę „w całym triumfie i chwale”. Minęły zaledwie dwa lata, odkąd była świadkiem koronacji Ryszarda III, i miała świadomość, że jej jedynak wcale nie może czuć się bezpiecznie. Starał się wzmocnić swoją pozycję poprzez obietnicę poślubienia Elżbiety York, co zresztą zrobił 18 stycznia 1486 roku, gdy tylko Parlament zdjął z niej piętno bękarta, jakim obciążył dziewczynę w atmosferze skandalu jej wuj.

„Wygląd miał niezwykle przystojny, twarz pełną radości, zwłaszcza gdy przemawiał” – wspominał Henryka Tudora historyk i dyplomata Polydore Vergil. Obraz wiszący w National Portrait Gallery datowany na ok. 1505 rok nie odzwierciedla urody władcy, jego oblicze nosiło wówczas oznaki pogarszającego się zdrowia. Już w dniu koronacji władca miał głowę pełną zmartwień – i to nie bez powodu. Krajem wstrząsały powstania zbrojne, a spiskom nie było końca. Do uszu Henryka już od pewnego czasu docierały pogłoski, że gdzieś w Irlandii przebywa uzurpator, a z własnego doświadczenia wiedział, że objęcie tronu siłą to duże ryzyko. Oczekiwał, że inni mogą poddać próbie jego determinację do utrzymania korony.

Syn organmistrza prawowitym królem?

Wczesną wiosną 1487 roku pewien duchowny sprowadził do Dublina syna organmistrza z Oxfordu, Lamberta Simnela, i przedstawił go jako hrabiego Warwick, choć ten prawdziwy był wówczas więźniem Tower. Niemal natychmiast chłopca ogłosił królem irlandzki kanclerz, Sir Thomas FitzGerald, brat hrabiego Kildare – najpotężniejszego człowieka w Irlandii. FitzGeraldowie błyskawicznie skontaktowali się z dysydentami z dynastii Yorków, którzy schronili się we Flanders. Ich przywódcami byli lord Lovell i John de la Pole. Zgodnie uznali, że należy jak najszybciej dokonać inwazji na Anglię, do czego zachęcała ich zresztą Małgorzata York, która ponoć „prześladowała Henryka z nieposkromioną nienawiścią i płomiennym gniewem, nieustannie szukając sposobu, by go skrzywdzić”. Udzieliła im wsparcia finansowego i wojskowego. W Zielone Świątki, które przypadły na 24 maja, Lambert formalnie został uznany przez irlandzki Parlament za panującego władcę, ukoronowany i namaszczony jako „król Edward VI” przez arcybiskupa Dublina. Z braku korony pożyczono diadem od… figury Najjaśniejszej Panienki.

Nieustannie czujny, pomimo mylących informacji dostarczanych przez wielu szpiegów, Henryk zaczął już podejrzewać, że coś jest na rzeczy i yorkiści planują inwazję. Jego głównym zmartwieniem było bezpieczeństwo królowej i matki. „Modlimy się o to, abyś przybył do nas w towarzystwie naszej najdroższej żony i pani matki” – pisał do szambelana królowej, hrabiego Ormonde. 13 maja król wezwał stronników do zamku Kenilworth, aby omówić przygotowania do kampanii.

Podejrzliwy Henryk VII nawet pod wygranej pod Stoke nie czuł się pewien na tronie Anglii. © Wikimedia Commons.

Podejrzliwy Henryk VII nawet pod wygranej pod Stoke nie czuł się pewien na tronie Anglii. © Wikimedia Commons.

Zaprawieni w boju żołnierze i półnadzy chłopi

W tym czasie do Dublina przybyli lord Lovell i hrabia Lincoln wraz z resztą yorkistów. Towarzyszyło im niespełna dwa tysiące szwajcarskich i niemieckich najemników pod rozkazami osławionego pułkownika Martina Schwartza, niegdyś szewca z Augsburga. Według relacji, nieustraszony Schwartz był mężem „o wielu wojennych talentach”. Ich siły wzmocnili jeszcze FitzGeraldowie. 4 czerwca 1487 roku armia rebeliancka przypłynęła do Furness na wybrzeżu Kumbrii i ruszyła poprzez Góry Pennińskie do Wensleydale, następnie minęła York i pomaszerowała do Doncaster i dalej na południe w kierunku Newark. Tempo marszu było zawrotne – 15 czerwca wojska dotarły nad rzekę Trent, będącą tradycyjną granicą między północą i południem kraju, jeszcze z czasów rzymskich.

Christopher Urswick przyniósł królowi Henrykowi wieści, że armia yorkistów jest już w Lancashire. I choć trudno dziś o konkretne liczby, król miał na tyle duże wsparcie ze strony swoich magnatów, że zdołał zebrać znaczne siły. Sami Stanleyowie dostarczyli sześć tysięcy zbrojnych, a ojczym Henryka wysłał do walki każdego, kogo zdołał powołać pod broń jego syn, lord Strange. Do pomocy swojemu władcy pospieszyli również syn Williama Hastingsa – Edward, któremu ojciec przywrócił tytuł barona i włości, oraz arcybiskup Morton z siostrzeńcem, biskupem Worcesteru, sprowadzając znaczne siły ze swoich obszernych posiadłości. Dwaj ostatni walczyli ze swoimi wojskami w pierwszych szeregach, wraz z lordem Oxfordem. Sam król pojechał do Coventry i Leicester, zbierając wojska i przygotowując się do bitwy.

O 9 rano 16 czerwca 1487 roku yorkiści w liczbie około dziewięciu tysięcy stanęli w dolinie niedaleko wioski zwanej przez miejscowych Stoke. Armia Henryka, licząca ok. 15 tysięcy zbrojnych, ustawiona w trzy kolumny w formacji eszelonowej, miała zmierzyć się z zaprawionymi w boju landsknechtami Schwartza i dobrze uzbrojonymi wojskami Lincolna. Świetnie wyszkoleni najemnicy dzierżyli halabardy, kusze i arkebuzy, ale król i jego dowódcy widzieli, że trzon wrogich sił stanowili nieobuci, półnadzy irlandzcy chłopi, uzbrojeni ledwie w topory, długie noże i oszczepy. Nie to jednak dodawało żołnierzom króla odwagi. Gdy ujrzeli najemników z obcego kraju, wstąpił w nich chrześcijański duch walki. „Jak czarną zawieruchą spłoszone gołębie” – pisał Bernard André, cytując Eneidę Wergiliusza – „ludzie natychmiast chwycili za broń. Oto armia królewska miała rozbić hordę barbarzyńców”. Pomimo wysokiego morale, król Henryk i tak zagrzewał swoje wojska do boju płomienną mową. W relacjach nadano jej znacznie bardziej poetycki wydźwięk, ale ogólny przekaz został zachowany. Król obwieścił, że Lincoln „bezczelnie” zawiązał spisek z „głupią i bezwstydną” kobietą i że teraz pokłada zaufanie „w Bogu jedynym, który nas uczynił zwycięzcami” pod Bosworth, aby „pozwolił nam ponownie zatriumfować”. Modlitwa została wysłuchana.

Czerwony Rynsztok spłynął krwią

Mimo ewidentnej przewagi po stronie sił króla, Lincoln najwyraźniej palił się do bitwy. Rozpoczął gradem bełtów wypuszczonych w stronę wojsk królewskich, a i łucznicy króla nie pozostali dłużni. Pamiętając o tym, że w szeregach yorkistów było wielu pozbawionych zbroi Irlandczyków, efekt przypominał raczej rzeź. Próbując uniknąć ostatecznej masakry, rebelianci natarli, co było zdecydowanie w smak zarówno najemnikom z kontynentu, jak i dzikim Irlandczykom, jednak nie zdołali przechylić szali zwycięstwa na stronę yorkistów. Armia Lincolna walczyła odważnie, ale nieuzbrojeni Irlandczycy doznali straszliwych strat – według jednego ze źródeł poległo aż cztery tysiące ludzi, leżeli „naszpikowani strzałami jak jeże” przez łuczników hrabiego Oxfordu. Najemnicy walczyli tak zaciekle, że linia obrony Oxforda ugięła się w pewnym momencie pod ich naporem, ale ostatecznie wszyscy polegli u boku swojego dowódcy. Krew rebeliantów według relacji tworzyła ogromne kałuże na polu bitwy i wpływała do leśnego zagajnika, który nazwano później Czerwonym Rynsztokiem. Wśród innych ofiar byli Lincoln i Sir Thomas FitzGerald, a lord Lovell, dawny przyjaciel króla Ryszarda, był widziany po raz ostatni, jak salwował się konno ucieczką przez rzekę Trent. Po stronie królewskiej armii zginęło niewiele mniej, bo około 3 tysięcy żołnierzy.

Król poprowadził zwycięską armię do miasta Lincoln, gdzie odbyła się wystawna uczta i gdzie dla przykładu powieszono kilku Irlandczyków i Anglików, żeby już nikt nie ważył się kwestionować praw Henryka do korony. A uzurpator Lambert Simnel został wtrącony do Tower, skąd później trafił na służbę do… samego króla. Z biegiem lat awansował na królewskiego sokolnika, co oczywiście było od początku zaplanowane – kiedyś Henryk poczynił zjadliwą uwagę na wieść o koronacji Simnela, że Irlandczycy to „nawet małpom korony założą”.

Płyta upamiętniająca bitwę pod Stoke. © Wikimedia Commons, Peter Mattock.

Płyta upamiętniająca bitwę pod Stoke. © Wikimedia Commons, Peter Mattock.

Jak pozbyć się teściowej? Wystarczy podejrzenie o spisek!

Yorkiści już nigdy nie odważyli się wystawić zbrojnych przeciwko Tudorom – spiskowali po cichu. Sprawie nie udało się ukręcić łba, a zwycięstwo w bitwie nie zapewniło królowi spokojnego snu. Panowie z północy przyłączyli się do rebelii, a lista podejrzanych o udział w niej wydawała się nie mieć końca. Gdy plotka o tym, że Henryk przegrał bitwę, dotarła do Londynu, wybuchły zamieszki. Kronikarz miejski pisał, że „fałszywi Anglicy” donosili o śmierci króla. Yorkiści wyszli ze swoich kryjówek, by ogłosić osadzonego w Tower Warwicka królem. Punktem kulminacyjnym tego nerwowego roku 1487 była koronacja Elżbiety York w dzień św. Katarzyny – 25 listopada. Ceremonię oglądała matka króla, ale brakowało królowej wdowy, Elżbiety Woodville, która cieszyła się luksusową emeryturą w… klasztorze, z dala od trosk władzy i problemów dworu. Skąd pomysł, żeby pozbyć się teściowej? Na początku Henryk traktował ją bardzo dobrze, przywracając włości odebrane przez Ryszarda i rozważał wydanie za mąż. Rozmyślił się jednak i skonfiskował wdowie dobra Elżbiety, zsyłając ją do klasztoru w Bermondsey, gdzie zmarła pięć lat później. Dlaczego król zmienił zdanie? Prawdopodobnie cieniem na wzajemne relacje położyły się podejrzenia o spiskowanie z yorkistami. Źródła potwierdzają jednak, że Elżbiecie udało się pogodzić z zięciem na początku 1488 roku – udowodniła swoją niewinność. Nie odzyskała jednak dóbr ani nie opuściła Bermondsey. Najwyraźniej Henryk wolał nie utrzymywać z teściową zbyt bliskich stosunków, choć z Elżbietą stworzył bardzo udane małżeństwo, którego owocem było siedmioro dzieci (czworo przeżyło wiek niemowlęcy, w tym syn i następca tronu). Ale to już zupełnie inna historia.

Bibliografia:

A. Haigh, The Military Campaigns of the Wars of the Roses, Pennsylvania: Combined Publishing 1995.
Jones, The Wars of the Roses. The Fall of the Plantagenets and the Rise of the Tudors, Viking Penguin: New York 2014.
Seward, A Brief History of the Wars of the Roses. The Bloody Rivalry for the Throne of England, London: Robinson 2007.
Wise, G. A. Embleton, Wars of The Roses, London: Osprey Military 1996.