Łucznicy i puszkarze. Stuletni wyścig zbrojeń. Cz. 2

Potęga „ognistego dzbana”

Potęgę ognia w wojnie doceniali już starożytni. Wystarczy wspomnieć choćby stosowanie ogniowych zapór w walkach polowych czy miotanie płonących materiałów z trebuszów lub balist w stronę szeregów wroga czy wreszcie wylewanie płonącej smoły na wspinających się po murach żołnierzy. We wczesnym średniowieczu krok dalej postąpili Bizantyjczycy, wynajdując tzw. ogień grecki, niegasnącą na wodzie płynną mieszankę na bazie ropy naftowej, skuteczną zwłaszcza przy zwalczaniu wrogich okrętów.

Dopiero jednak Chińczycy około IX wieku opracowali eksplodującą mieszankę w optymalnych proporcjach saletry, siarki i węgla drzewnego, czyli słynny proch czarny. Stąd był już tylko krok do użycia jej na polach bitew, co rzeczywiście nastąpiło najpóźniej w XII stuleciu. Proch służył na Dalekim Wschodzie do sporządzania pocisków dymnych, zapalających i wybuchowych. Do Europy wczesna broń palna dotarła wraz z podbojami Mongołów (bitwy pod Legnicą i Sajó w 1241 roku), choć nie ma pewności, kiedy po raz pierwszy użyli jej chrześcijanie. Tak czy inaczej była już znana w 1267 roku – przepis na proch czarny podawał w swoim encyklopedycznym dziele Opus Maius angielski franciszkanin Roger Bacon. Jeszcze ciekawsze informacje czerpiemy z rękopisów dzieła De secretis secretorum Aristoteis pióra innego Anglika, znanego jako Walter z Milmete. 

Wojna stuletnia 1337-1453, Wydawnictwo Astra 2021.

Być może wpływ dzieł tych uczonych na rodaków spowodował, że właśnie Anglicy zdecydowali się po raz pierwszy w historii użyć artylerii w bitwie polowej w starciu pod Crécy (wcześniej obie strony konfliktu użyły jej na okrętach podczas morskiej bitwy pod Sluys w 1340 roku). Te wczesne bombardy czy też, jak je wówczas nazywano, „ogniste (lub żelazne) dzbany”, spowodowały wprawdzie więcej huku i dymu, niż rzeczywistych szkód we francuskich szeregach, dały jednak niewątpliwy efektowny popis wizualny i akustyczny, przy okazji też płosząc konie i potęgując ogólne zamieszanie wywołane ostrzałem z łuków. Broń palna zaczynała coraz bardziej dowodzić swojej przydatności podczas oblegania twierdz, chociaż jeszcze przez długie dziesięciolecia była zawodna pod względem celności i zasięgu oddawanych strzałów. Sposób działania musiał czynić wielkie wrażenie na ludziach średniowiecza:

Bombarda jest urządzeniem żelaznym, bardzo mocnym, mającym z przodu szeroki przewód, w którym umieszcza się okrągły kamień o tym samym kształcie co przewód, a z tyłu działo dwa razy dłuższe niż przewód, z którym jest związane, ale węższe; do innego wkłada się czarny proch zrobiony z saletry, siarki i węgla z drewna wierzbowego przez otwór owego działa w kierunku wylotu. I gdy otwór rzeczonego wylotu zostanie zatkany z jednej strony drewnianym czopem wbitym do wnętrza, a z drugiej umieszczonym tam okrągłym kamieniem, podkłada się ogień przez małą dziurkę w dziale i siłą zapalonego prochu kamień zostaje bardzo gwałtownie wyrzucony[1].

Walka ognia i wiatru

Można zatem zadać pytanie, dlaczego Anglicy, po tak obiecujących początkach, nie postawili na ten rodzaj broni w dalszej fazie wojny stuletniej? Powodem były znaczne koszty masowego wytwarzania tego typu szybko zużywającej się broni, na które borykająca się z problemami finansowymi Anglia nie zawsze mogła sobie pozwolić, a także niebezpieczeństwa związane z samą obsługą, wymagające specjalistycznej wiedzy i praktyki. Jak niebezpieczna była służba, można się było przekonać choćby z licznych opisów tragicznych wypadków podczas użytkowania. Puszkarzom zalecano przystępować do działania w stanie łaski uświecającej, po spowiedzi i komunii, częste bowiem były przypadki spalenia żywcem obsługi dział w trakcie niefortunnych wystrzałów. Taki tragiczny los spotkał na przykład króla Szkocji Jakuba II Stuarta, który został zabity w 1460 roku podczas oblężenia twierdzy Roxburgh przez eksplodującą armatę, którą sam chciał odpalić. Mając zatem do wyboru różne odmiany średniowiecznej „broni masowego rażenia”, Anglicy zdecydowanie stawiali na łuk.  

Mons Meg na zamku w Edynburgu. Wikimedia commons, domena publiczna.

Natomiast Francuzi, po wprowadzeniu stałych podatków na potrzeby wojny, mając możliwości angażowania wykwalifikowanych mistrzów odlewników z sąsiednich Włoch, z których doświadczenia korzystali w swojej fazie inicjacji, byli w tej uprzywilejowanej pozycji, że trudności logistyczne i techniczne mogli łatwo przezwyciężyć. Stawiali przy tym na różnorodność zarówno pod względem kalibru, zasięgu, jak i przeznaczenia broni palnej: od podręcznych, jednoosobowych serpentyn, hakownicy czy kulewryny, przez cięższy, ale wciąż podręczny folgierz i falkonet, aż do moździerza i wielkiej bombardy przeznaczonych do burzenia murów podczas oblężeń. Przykładem swoistej megalomanii ówczesnych ludwisarzy może być wyprodukowane w warsztatach burgundzkich, a zachowane do dziś w zamku edynburskim w Szkocji działo o Mons Meg (Potworna Małgośka), zdolne miotać 250-kilogramowe kule na odległość 2,5 km. To – można pokusić się o porównanie – taka średniowieczna Gruba Berta.

 Stopniowo udoskonalano materiały produkcyjne. Żelazne lufy wczesnych dział zastąpiono brązowymi, a następnie spiżowymi, a kamienne początkowo kule zamieniano na żelazne, a w końcu na ołowiane. Prawdziwą rewolucją było natomiast wynalezienie praktycznej lawety na kołach przez Genueńczyka pozostającego w służbie Francji, znanego tam jako Louis Giribaud (czyżby Luigi Giribaldi?), co umożliwiło manewrowanie działami podczas walki. Wcześniej bowiem montowane były nieruchomo, w jednej pozycji. Inną ważną modyfikacją było zastosowanie wydrążanych, napełnianych prochem kul, eksplodujących odłamkami przy uderzeniu.  

Wystrzał z kulewryny, miniatura z dzieła Konrada Kyesera, ok. 1400 rok. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Postarano się również o odpowiednią organizację. Po reformach wojskowych króla Karola VII Walezjusza (zwanego Zwycięskim lub „Dobrze Obsłużonym”), artylerią dowodził Pierre de Bessonneau, którego z kolei w 1444 roku zastąpił Gaspard Bureau, wspomagany przez brata Jeana. To w znacznej mierze im Francuzi zawdzięczali masową produkcję broni palnej, która pozwoliła zdobyć przewagę nad nielicznymi angielskimi puszkarzami i łucznikami w ostatniej fazie wojny. Francuska artyleria nie była oczywiście jedynym czynnikiem ostatecznego francuskiego sukcesu, ale jednak znaczącym.

Do bezpośredniej konfrontacji broni palnej z łukami na większą skalę doszło w czasie bitwy pod Formigny w 1450 roku. Zmasowany ostrzał z kulewryn zmusił angielskich łuczników do opuszczenia swoich obwarowanych fosą i palisadą pozycji i odsłonienia flanek, a ich oddziały do ustawienia się w niezabezpieczonym szyku, co dało francuskiej jeździe dało możliwość ataku. Skończyło się niepodzielne panowanie długiego łuku na polach bitewnych północnej Francji.     

Również ostatnia wielka bitwa wojny stuletniej, pod Castillon w 1453 roku, była popisem sztuki artyleryjskiej Francuzów. Szarżujący na francuski obóz Anglicy dostali się pod bezpośredni ogień dział, który zdziesiątkował ich szeregi, w głównej mierze doprowadzając do ich klęski. Tak jak ponad stulecie wcześniej strzały angielskich łuczników zmasakrowały po raz pierwszy rycerstwo króla Francji pod Crécy.

Historia zatoczyła koło…  

Bibliografia:

https://astrahistoria.pl/niezawodna-bron-anglikow/

http://www.slowianscylucznicy.fora.pl/forum-historyczne,7/dlugi-luk-walijski-w-historii,181.html

https://en.wikipedia.org/wiki/English_longbow

Bacon Roger, Dzieło większe, przeł. T. Włodarczyk, Kęty 2006.

Contamine Philippe, Wojna w średniowieczu, przeł. M. Czajka, Warszawa 1999.

Favier Jean, La guerre de Cent Ans, Paris 1986.

Finó J.F., L’artillerie en France à la fin du Moyen Âge, „Gladius”, t. XII: 1974, s. 13–31.

Prądzyński Rafał, Gawędy o łucznictwie, Warszawa 2002.


[1] Chronicon Tarvisinum (1376), cyt. za: Ph. Contamine, Wojna w średniowieczu, s. 151.