Kobiety biznesu w dawnej Polsce

Kupcy spotykani na dawnych rynkach nie tworzyli jednolitej grupy. Mieliśmy właścicieli najbogatszych straganów w mieście, tzw. wielkich kramarzy. Najniższą i najbiedniejszą grupę kupiectwa stanowili domokrążcy i tandeciarze. W przeszłości jednak rynki zdominowane były przede wszystkim przez kupców drobnych, straganiarzy i przekupniów. Co ciekawe, we wszystkich tych dziedzinach handlu dominowały kobiety.

Kobieta sprzedająca w kramie ulicznym. Kodeks Baltazara Behema. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Wielkie kramarki

Jeśli miasto budowało sukiennice, niemal zawsze lokowano je w centralnym punkcie rynku. Była to oznaka prestiżu. Dane miasto jawiło się jako ośrodek, w którym odbywa się handel tym intratnym towarem – suknem. Tuż przy sukiennicach stawiano kramy bogate, wykonane, co istotne, z kamienia. W czasie handlu otwierano je na niezadaszoną uliczkę. Szerokie otwory okienne połączone z ladami pozwalały wystawić znaczne ilości towarów. Nad kramem znajdowało się dodatkowe pięterko, a pod nim – piwniczka. Kramy bogate zwykle należały do miasta, ewentualnie były własnością bogatego patrycjusza – a właściwie patrycjuszki, to one bowiem częściej je dzierżawiły i w nich handlowały. W Krakowie na początku XVII wieku zdarzyło się nawet, że przez kilka lat wszystkie takie kramy znajdowały się w rękach kobiet. Nie była to jednak specyfika wyłącznie polska. Przykładowo w XIV wieku w Brugii, jednym z największych centrów handlowych średniowiecznej Europy, niemal dziewięćdziesiąt procent kramów należało do kobiet.

Drobne straganiarki

Stragany, w których odbywał się codzienny handel, niezwiązany z dobrami luksusowymi, można podzielić na dwie główne grupy. W pierwszej znalazły się te należące do cechów i rzemieślników. Bezpośrednio sprzedawano tam towary wytworzone w zakładach rzemieślniczych. Drugi typ kramów tworzyły te, w których pracowały miejskie przekupki zajmujące się handlem różnymi towarami. To nie one jednak, czy ich rodzina, wytwarzały te dobra. Były to zatem przekupki-pośredniczki. Pierwsze ze wspomnianych straganów były zarządzane przez rzemieślniczki czy żony rzemieślników, te drugie z kolei przez kobiety z pospólstwa, dawne służące, a niekiedy urzędniczki. W handlu kramarskim mężczyzn prawie się nie spotykało. Cechy wręcz zabraniały rzemieślnikom zajmowania się sprzedawaniem ich własnych wyrobów i nakazywały, by czyniły to ich żony lub córki. Tak było na przykład u krakowskich krupników, czyli wytwórców kasz. W ich prawach można wyczytać, iż „aby żaden z mistrzów tego cechu nie śmiał przedawać na dwóch jatkach krup, okrom [tj. jednak] wdów w leciech podeszłych, tym pozwalamy”.

Grupy kobiet handlujące poszczególnymi towarami miały różne nazwy. Były zatem maślarki, olejarki, jaglarki (od kasz), gorzałczanki, mączarki, śledziarki, gęsiarki, owieśniczki (od owsa), ogrodniczki (od roślin ogrodowych), wieńczarki (od wieńców), księgarki oraz wiele innych. Zdarzało się, że ich określenia pochodziły od miejsca, w którym prowadziły handel. Tu więc były na przykłąd kramarki, straganiarki, budniczki, wendeciarki, okienniczki, piwniczne czy występujące chyba tylko w krakowskich sukiennicach podkrzyżanki, handlujące „pod krzyżem”, czyli w przejściu poprzecznym Sukiennic.

Kobieta sprzedająca na targu warzywa i owoce. Obraz Joachima Beuckelaera. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Dzień jak co dzień

Co można było dostać na straganach? Tu najlepiej oddać głos Mikołajowi Rejowi, który w jednej ze swoich prac pisał:

Chcesz się przypatrzeć jako się chudzina żywi, idź na krakowski rynek, tam się nadziwujesz. Ano jedna kiełbaski smaży, druga grzelce sprzedaje, druga wątrobę pieczoną z cebulą […] druga z opłatki po rynku biega, druga z wieńcy, druga z ziólki i czyrwoną maścią siedzi. Wiec i u krup, i śledzi, u masła, u świec, u szklenic, u jabłek, u żemeł, u butów, u ryb, u barszczu, u ogórków, a rozmaitych ogrodnich rzeczy siedzi. A kto by ich naliczył.

A jak wyglądała codzienna praca przekupek? Sprzedawczynie same gotowały dla siebie na miejscu ciepłe posiłki, często pracowały do później nocy, grzejąc się przy kociołkach, a chcąc poprawić sobie samopoczucie, nie wylewały za kołnierz. Źródła nieraz wspominają o kramarkach popijających gorzałkę.

Typowym zajęciem straganiarek był tzw. przekup. Cóż to był za niecny proceder? Chłopki mieszkające w podmiejskich wsiach miały możliwość sprzedawania w mieście towarów spożywczych tylko w określone dni tygodnia. Była to tzw. wolnica (od wolnych, pozbawionych kontroli cechu dni). Co oczywiste, taka żywność była znacznie tańsza, więc naturalną koleją rzeczy biedota miejska kupowała tylko w czasie wolnicy. Kramarki starały się wykorzystać tę sytuację. Bardzo często udawały się czy to do okolicznych wsi, czy to przed bramy miejskie, gdzie nagabywały chłopów zmierzających z wozami na wolnicę i starały się podkupić od nich te towary. Na tym właśnie polegał wspomniany przekup. Choć za takie działania groziły niemałe kary, kobiet gotowych do złamania prawa nie brakowało.

Ówcześnie istniało wiele przesądów związanych z kupnem i sprzedażą. Powszechnie uważano, że dzień będzie można zaliczyć do udanych, jeśli pierwszym klientem na straganie okaże się mężczyzna. Nic dziwnego, że przekupki często starały się zbyć niewiasty pojawiające się z samego rana. Zwykle wmawiały im, że akurat nie mają danego towaru lub podawały cenę tak zaporową, że nie było szans na dobicie targu. Z drugiej strony, jeśli rzeczywiście przy kramie pierwszy pojawiał się mężczyzna, to nieraz przekupki wolały sprzedać mu pierwszą rzecz danego dnia nawet ze stratą, byleby tylko nie odszedł bez towaru.

Bolączki codzienności

Kramarki w trakcie pracy zmagały się z wieloma problemami i przeciwnościami losu. Przede wszystkim musiały rywalizować o klienta między sobą, z Żydami czy domokrążcami. Władze miejskie w swoich wilkierzach wskazywały, „aby nikt nie ważył się przekupywać, który nie jest mieszczaninem”. Preferowano swoje, miejscowe przekupki, które wynajmowały stragany i płaciły odpowiednie podatki. Nic dziwnego, że narzekano na konkurencję ze strony kupiectwa żydowskiego. Choć zwykle Żydzi mieli w miastach wydzielone dla siebie dzielnice czy miejsca handlu, to tam, gdzie się dało, i tak starali się otwierać nowe sklepy oraz stragany. Jak narzekał w swoich pracach profesor Uniwersytetu Krakowskiego Sebastian Miczyński, Żydzi „w Krakowie mało nie po wszystkich kamienicach, po piąci, po dziesiąci, po piętnastu, po szesnastu sklepach, a sklepy pełnie towarów i kupiej rozmaitej”. Choć opis Miczyńskiego może być przerysowany, gdyż profesor ten znany był ze swojego antyżydowskiego nastawienia, to zbytnio nie odbiegał od rzeczywistości.

Również domokrążcy i handlarki detaliczne byli dla kramarek niemałą rywalizacją. Trudno ocenić, jak wiele kobiet trudniło się taką pracą. Problem na pewno był widoczny, skoro władze miejskie rokrocznie wydawały statuty zwalczające tego typu handel. Przykładowo na początku XVII wieku w Warszawie za potajemne kupczenie można było spędzić trzy dni w więzieniu. Prawa prawami, a osób nieprzestrzegających miejskich wilkierzy nie brakowało. Rajcy kleparscy w drugiej połowie XVIII wieku narzekali bowiem, iż „z obcych jurydyk i wsiów różni w mieście tutejszym, jakoli też niektórzy obywatele nieposesjonaci pożywienie prowadzą, a żadnych podatków nie płacą”.

Szewcy – miniatura z Kodeksu Baltazara Behema. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Każda straganiarka stale musiała mieć się na baczności z powodu grasujących po rynkach kieszonkowców i rzezimieszków. Skupiska ludzi były najlepszymi miejscami do okradania przechodniów i kramów, ułatwiały bowiem przywłaszczenie czyjegoś mienia, a następnie – szybkie zniknię­cie w tłumie. Szczególnie w nocy kramy zostawione same sobie, z towarem, mogły szybko stać się łupem złodziei. Nic dziwnego, że wiele kramarek najmowało do pilnowania towarów miejscową biedotę. Nie było to jednak do końca bezpieczne. Oto w Poznaniu pewien mężczyzna, niejaki Jan Gęba, próbował taką bezdomną strażniczkę kramu zgwałcić. Jak zeznała później w sądzie, „odepchnął drzwi i wcisnął się do niej do budki […], i oną odkrył i począł gnieść, szarpać, dławić, macać, chcąc ten cielesny uczynek po­pełnić, ale do tego nie przyszło”. Na szczęście obok przechodził strażnik, który odgonił napastnika.

Ostatnim z większych problemów, z jakimi musiały się zmagać kramarki, byli… klienci. Prym wiedli tu szlachcice, którzy nieraz starali się wykorzystać swoją przynależność do „wyższego” stanu. Tak zachowanie szlacheckiej klienteli opisywali w połowie XVIII wieku dwaj austriaccy kupcy:

Szlachta dopuszcza się wobec [kupca] największej samowoli. Nieraz wchodzi do sklepu […], wybiera rozmaite towary, a otrzymawszy owe towary, ustanawia dowolne terminy płatności. Jeśli kupiec na to się nie godzi, to może się jeszcze mienić szczęśliwym, otrzymując odcięty towar z powrotem, najczęściej bowiem szlachcic bierze towar pod pachę, zasypując biednego kupca tysiącem obelg, okazaną nieufność uważa jako ciężką obrazę dla swego szlachectwa, grozi nawet szablą, aż przerażony kupiec musi się cieszyć, jeżeli wszelkiego rodzaju uległością potrafili ułagodzić szaleńca.

Dawne przekupki zarabiające na życie nie miały łatwo. Niemal całe dnie spędzały przy swoim kramie, rywalizując o klienta, który nieraz był wobec nich opryskliwy, uważając się za kogoś lepszego. Jednocześnie musiały pilnować swoich dóbr w dzień i w nocy, by nie zostały skradzione przez lokalnych rzezimieszków i kieszonkowców. Nic dziwnego, że nieraz lubiły napić się gorzałki. Jednak mimo wszystko praca ta dawała im pewną niezależność od mężczyzn. Same zarabiały na swoje utrzymanie i jak widać, musiały być w tym całkiem dobre, skoro niemal wyrugowały z tego interesu mężczyzn.

Bibliografia

  1. Baranowski B., Życie codzienne małego miasteczka w XVII i XVIII wieku,Warszawa 1975.
  2. Głowacka-Penczyńska A., Kobieta w małych miastach Wielkopolski w drugiej połowie XVI i w XVII wieku,Warszawa 2010.
  3. Kamler M., Złoczyńcy. Przestępczość w Koronie w drugiej połowie XVI i w pierwszej połowie XVII wieku (w świetle ksiąg sądowych miejskich), Warszawa 2010.
  4. Karpiński A., Kobieta w mieście polskim w drugiej połowie XVI i w XVII wieku,Warszawa 1995.
  5. Karpiński A., Pauperes. O mieszkańcach Warszawy XVI i XVII wieku,Warszawa 1983.
  6. Karpiński A., Przekupki, kramarki, straganiarki. Zakres feminizacji drobnego handlu w miastach polskich w drugiej połowie XVI i w XVII wieku,„Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” 1990, R. 38, nr 1–2, s. 81–92.
  7. Kazusek S., Żydzi w handlu Krakowa w połowie XVII wieku,Kraków 2005.
  8. Kracik J., Ludzie z przedmieścia historii. Kleparzanie czasów staropolskich,Kraków 1993.
  9. Kucia A., Funkcje rzemieślniczo-handlowe rynków średniowiecznego Krakowa, Kazimierza i Kleparza,[w:] Ulica, plac i cmentarz w publicznej przestrzeni średniowiecznego i nowożytnego miasta Europy Środkowej,red. S. Krabath, J. Piekalski, K. Wachowski, Wrocław 2011, s. 259–267.
  10. Prawa, przywileje i statuta miasta Krakowa (1507–1795), t. II, z. 2, wyd. F. Piekosiński, Kraków 1892.
  11. Rej M., Zwierciadło albo kształt, w którym każdy stan snadnie się może swym sprawom, jako we źwierciadle, przypatrzyć, wyd.  J. Czubek, J. Łoś, Kraków 1914.