Czy Elżbieta I kupiła perły Barbary Radziwiłłówny?

Tekst ukazał się w magazynie Tudorowie. Magazyn o historii Anglii w numerze 2/2016

Korona Imperium Brytyjskiego zawiera blisko trzy tysiące diamentów, po kilkanaście szafirów i szmaragdów oraz 269 pereł, z czego cztery największe należały do ostatniej z Tudorów. A jak wiadomo, Elżbieta I je uwielbiała. Część z nich odziedziczyła, niektóre pochodziły z pirackich łupów, a część podobno kazała „zrabować” swojemu wysłannikowi w Polsce…

3.1024px-Queen_Elizabeth_I_by_George_Gower

Elżbieta I była wielką wielbicielką pereł. Portret z Armadą. © Wikimedia Commons (luminarium.org).

Wielbicielka pereł

Perły cieszą się popularnością już od kilku tysięcy lat – jako element biżuterii, remedium na rozmaite choroby, talizman chroniący przed złymi mocami, afrodyzjak czy oznaka bogactwa i statusu. Nic więc dziwnego, że ten wytwór małża broniącego się przed obcym ciałem, od wieków otoczony aurą tajemniczości, doceniła Elżbieta I (1533–1603), która chciała zostać posiadaczką najwspanialszej kolekcji pereł w Europie. Wiele z nich odziedziczyła po ojcu, część zagrabiła Szkotom, inne pochodziły z hiszpańskich statków przejętych przez korsarzy plądrujących kolonie w imię Korony, a jeszcze inne kupowała w Portugalii, Burgundii i Nawarze.

Symbolizujące czystość i niewinność perły służyły do zdobienia sukien Elżbiety, która kreowała się na Królową Dziewicę – kogoś, kto w nowej protestanckiej Anglii miał zastąpić czczoną do niedawna Matkę Boską. Upodobanie angielskiej monarchini do pereł zdradza chociażby Portret z Armadą (1588) George’a Gowera, na którym widać ich całe setki: w haftach i lamowaniach sukni, w sznurach na piersi, a nawet we włosach. Niezwykła wystawność tego i innych strojów, w których królowa pozowała do licznych portretów, miała onieśmielać poddanych i skutecznie służyła tudorowskiej propagandzie. Podobnie jak perły, które ponoć nieustannie gubiła. Nawet jeśli część z nich była fałszywa – jak twierdzi badaczka Alison Sim – stanowiło to nie lada problem dla służby, zobowiązanej dbać o królewskie stroje.

Barbara_radziwill_16th_century

Barbara RadziwiłłównBarbara Radziwiłłówna w słynnym perłowym czepcu. © Wikimedia Commons.

Perły Barbary Radziwiłłówny

Równie wielką wielbicielką pereł była Barbara Radziwiłłówna (1520?–1551), którą Zygmunt August (1520–1572) poślubił wbrew woli szlachty i matki, znienawidzonej przez Polaków, pragmatycznej Bony. Zanim jednak owdowiała „litewska nierządnica” wpadła w oko ostatniemu z Jagiellonów, rodzina wydała ją za Stanisława Gasztołda i zadbała o bogaty posag, w którym znajdowało się m.in. dziesięć perłowych kołnierzy, siedem „bramek”, dwa szamerunki, trzy czepce i obojczyk czarny z perłami.

O perłowych kołnierzach i czepcach Barbary Radziwiłłówny zrobiło się głośno w całej Europie, kiedy została królową Polski, i chociaż nie nosiła ich na co dzień, stały się jej znakiem rozpoznawczym, czego dowodzą zachowane portrety. Nawet jeśli kwestia urody Litwinki, która zawróciła w głowie samemu królowi, pozostaje dziś sprawą dyskusyjną, taka biżuteria bez wątpienia wzbudzała podziw i mogła przykuć uwagę Elżbiety I. Barbara ponadto obficie zdobiła perłami suknie, na ogół szyte z gładkich tkanin w kolorze złotym, czarnym i czerwonym, które stanowiły również doskonałe tło dla naszyjników, medalionów, krzyży itp. Na wielu portretach ukazywano ją w charakterystycznym perłowym czepcu z perłową opaską zachodzącą pod brodę, który najpiękniej wygląda na wyidealizowanych XIX-wiecznych malowidłach i grafikach. Bez tej ozdoby nie mogły się oczywiście obyć stroje królowej w filmach Barbara Radziwiłłówna (1936) z Jadwigą Smosarską czy Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny (1982) z Anną Dymną w roli głównej.

Koronowana na kilka miesięcy przed śmiercią, chora już Barbara, nie nacieszyła się długo pięknymi perłami, które zakochany Zygmunt August sprowadzał dla niej w hurtowych ilościach z Holandii, dokąd docierały z Indii. Umarła w jego ramionach 8 maja 1551 roku, prawdopodobnie na raka narządów rodnych, a zrozpaczony król nigdy nie pogodził się z jej śmiercią.

simmler

Zygmunt August nigdy nie pogodził się ze śmiercią Barbary. Pamiątki po niej, w tym słynne perły, przechowywał do końca życia. © Wikimedia Commons (cyfrowe.mnw.art.pl).

Kto zagrabił perły?

Zygmunt August przeżył Barbarę o 21 lat, w ciągu których imał się rozmaitych sposobów, aby… skontaktować się z jej duchem! Według legendy miał go wywołać Twardowski, zaprzedany diabłu czarnoksiężnik, a w rzeczywistości zaślepiony król stał się ofiarą przebiegłych dworzan, którzy potrafili zbić niezły kapitał na jego słabości, podsuwając mu kochanki podobne do zmarłej. Wciąż niezdolny zapomnieć o kobiecie, dla której wzgardził nawet racją stanu, na zamku w Tykocinie przechowywał niczym najcenniejsze relikwie jej haftowane perłami szaty i klejnoty, które obiecał w testamencie swoim siostrom. Anna Jagiellonka wspomniała jednak w liście do Zofii, że nie otrzymała sukien, bo zjadły je szczury.

A co się stało ze słynnymi perłami? Jedna z teorii głosi, że trafiły do Anny, a inna, że zostały skradzione – być może z grobowca Barbary, a być może po śmierci króla, bo nie ma dowodów na to, że została pochowana w perłowym kołnierzu.

Schorowany Zygmunt August zmarł na zamku w Knyszynie 7 lipca 1572 roku. Obecni przy jego śmierci senatorowie opieczętowali komnaty, w których pośród innych skarbów znajdowały się pamiątki po Barbarze, ale nie uchroniło ich to przed grabieżą. Jak wynika z raportu powołanej przez sejm komisji śledczej, w kradzież zamieszana była wpływowa koteria Mikołaja i Jerzego Mniszchów. Chaos związany w pierwszą polską elekcją, a następnie krótkie rządy Henryka Walezego nie sprzyjały jednak śledztwu, którego zaniechano po ucieczce Walezjusza1 (1574) do Francji. Niemniej wciąż plotkowano, że klienci Mniszchów wynosili z knyszyńskiego zamku ciężkie skrzynie już na cztery dni przed śmiercią Zygmunta Augusta i jeszcze w noc po jego zgonie. Miał o tym również świadczyć fakt, że związani z Mniszchami ludzie zaczęli nagle szastać pieniędzmi; była wśród nich m.in. Barbara Giżanka, kochanka podsunięta królowi przez Mniszchów, którzy wykorzystali jej podobieństwo do zmarłej Radziwiłłówny. Niewykluczone, że zagrabione bogactwa umożliwiły Jerzemu Mniszchowi sfinansowanie wyprawy na Moskwę, gdzie chciał osadzić na tronie swojego zięcia Dymitra Samozwańca. Część pieniędzy, które wydał na przygotowania wojenne, mogły pochodzić z transakcji zawartej potajemnie z wysłannikami angielskiej królowej, którzy od lat zabiegali o kupno pereł Radziwiłłówny.

barabara

W grobowcu Barbary Radziwiłłówny nie znaleziono słynnych pereł. © Wikimedia Commons (Ludomir Sleńdziński).

Zaginiona korespondencja

Czy perły Barbary Radziwiłłówny rzeczywiście trafiły do rąk ostatniej z Tudorów? Czy zabiegała o ich kupno po śmierci Barbary? Czy wysłała po nie swoich agentów do Polski po śmierci Zygmunta Augusta? Czy udało im się sfinalizować transakcję?

Nie ma na to dowodów, choć w 1914 roku jeden z kustoszy londyńskiego British Museum miał odnaleźć listy Elżbiety I, w których królowa zlecała swoim agentom w Polsce ich nabycie. Pisał o tym we Wspomnieniach niejaki Marian Rosco-Bogdanowicz2 (1862–1955), swego czasu szambelan cesarza Austro-Węgier, sprytny jegomość i pamiętnikarz, który w 1900 roku podziwiał perły Elżbiety, opadające długimi sznurami niemal do kolan, na szyi byłej królowej hanowerskiej Marii. Dwór hanowerski miał je odziedziczyć w spadku, a królowa Wiktoria na próżno procesowała się z nim o ich posiadanie.

Fakt, że po korespondencji Elżbiety I z agentami w Polsce nie ma śladów w londyńskich archiwach, a Rosco-Bogdanowicz był hochsztaplerem, czyni jego relację mało wiarygodną. Hanna Widacka, autorka publikacji z zakresu historii sztuki, uważa jednak, że w jego opowieści może tkwić ziarno prawdy. Chociaż wiódł on barwne życie i nieraz skompromitował się na wiedeńskim dworze, w Paryżu, Brukseli i Londynie, opisane przez niego anegdoty z życia wyższych sfer (nieraz frywolne, bo nie zawsze przejmował się etykietą) nie mogą być w stu procentach wyssane z palca.

Niestety, Rosco-Bogdanowicz nie sprecyzował, gdzie dokładnie kustosz British Museum natrafił na korespondencję Elżbiety I, a w dostępnych zbiorach listów z epoki elżbietańskiej nie ma po niej śladu. Niemniej, na rewelacje Rosco-Bogdanowicza powołuje się wielu badaczy i pisarzy, łącznie ze Stanisławem Szenicem, który wspominał o tym w swoim zbiorze felietonów zatytułowanym Ongiś (1975).

Sprawa pereł Barbary Radziwiłłówny pozostaje otwarta, a teoria, że trafiły do angielskiego skarbca, jest jedną z wielu. Czy kiedykolwiek się potwierdzi? Jeśli Rosco-Bogdanowicz nie fantazjował, w angielskich archiwach wciąż czeka na odnalezienie zaginiona korespondencja królowej Elżbiety…

Bibliografia
J. Besala, Król i jego ukochana poddana [w:] Najsłynniejsze miłości królów polskich, Bellona, Warszawa 2009–2012.
A. Grzybowski, Elżbieta Wielka, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1984.
K. Janicki, Damy złotego wieku, Znak Horyzont, Kraków 2014.
http://historia.focus.pl/swiat/gdzie-sa-perly-barbary-1103
http://www.elizabethancostume.net/jewelry/
http://www.wilanow-palac.pl/perly_krolowej_barbary_radziwillowny.html
1 Henryk de Valois (1551–1589) nie był specjalnie zainteresowany sprawami Polski. Na wieść o śmierci starszego brata wyjechał potajemnie do Francji, gdzie rządził jako ostatni przedstawiciel dynastii Walezjuszy. Zanim został wybrany na króla Polski, bez powodzenia zabiegał o rękę królowej Elżbiety I i jej kuzynki, szkockiej królowej Marii Stuart.
2 Ostatnie lata życia Rosco-Bogdanowicz spędził w Krakowie, gdzie spisał swoje barwne Wspomnienia, wydane w 1959 roku przez Wydawnictwo Literackie.