Wieczorem 16 maja 1943 roku 19 Lancasterów ze specjalnie powołanego do tajnej misji 617 Dywizjonu Bombowego wystartowało z bazy w Scampton. Samoloty przemknęły nad Anglią na wysokości wierzchołków drzew i pod osłoną nocy skierowały się ku terytorium wroga. Każdy z nich niósł tajną broń… Kilkaset kilometrów dalej leżały ich cele – potężne zapory wodne niemieckiego Zagłębia Ruhry. Nalot należał do najbardziej śmiałych i skomplikowanych operacji powietrznych drugiej wojny światowej. Do dziś misja słynnego Dywizjonu Niszczycieli Zapór jest uważana za jedną z najtrudniejszych w historii lotnictwa wojskowego. Ta noc miała przejść do historii.

Niszczyciele zapór. James Holland

Operacja Chastise od początku wywoływała skrajne emocje. Akcja zbombardowania niemieckich zapór pierwotnie wyglądała na niewykonalną i tak skomplikowaną, że z powodzeniem można ją było nazwać misją samobójczą. Jej przygotowaniom towarzyszył ekscytujący wyścig z czasem, tym bardziej że projekt skaczącej bomby niósł wiele niepewności i obaw. Autor pozwala nam przeżyć wspólnie z bohaterami wszystkie emocje, jakie towarzyszyły im podczas tamtych wydarzeń. Napięcie rośnie wraz z poznaniem celu misji. Zaciekła walka toczy się o trzy najważniejsze i największe zapory: Möhne, Eder i Sorpe. Cel jest niezwykle istotny, ponieważ zniszczenie zapór spowoduje katastrofalne spustoszenia w dolinie Ruhry i poważnie osłabi morale wroga oraz jego możliwości militarne, zatrzymując pracę hut i fabryk III Rzeszy. To plan, od którego pomyślnej realizacji zależał bieg wojny.

Nalot na zapory to naprawdę niebywała historia. Niezwykła broń, 133 ludzi i 19 Lancasterów lecących na wysokości wierzchołków drzew, w nocy, nad terytorium wroga, zrzucających skaczące bomby w celu zniszczenia niemieckich zapór. To fenomenalna opowieść o brawurze, pomysłowości i niezwykłej odwadze.

Próby skaczącej bomby, grudzień 1942 r.

Na początku pragnę podziękować pisarzowi Rowlandowi White, mojemu staremu przyjacielowi, za zachęcenie mnie do stworzenia takiej pracy. Co prawda, moją pierwszą reakcją była wątpliwość: „Czy nie napisano o tym już setek książek?”, jednak później przekonałem się, że zgodnie z jego stwierdzeniem, odpowiedź na to pytanie brzmi: „nie”. W ciągu ostatnich trzydziestu lat ukazały się jedynie dwie znaczące prace dotyczące nalotu na zapory i zaledwie jedna opowieść narracyjna, zatytułowana The Dambusters, autorstwa Paula Brickhilla, napisana w 1951 roku, jeszcze przed odtajnieniem akt dotyczących tego wydarzenia.

Nasza wiedza na temat nalotu opiera się na filmie z Richardem Toddem i Michaelem Redgrave’em, w regularnych odstępach czasu emitowanym w telewizji i słusznie uznanym za wspaniały, ale – jak to często bywa z filmami – dokładne odwzorowanie faktów nie jest jego mocną stroną. Aby zmieścić całą historię w dziewięćdziesięciu minutach, trzeba było pominąć wiele szczegółów.

Ubiegłego lata, w trakcie pisania niniejszej książki, byłem również zaangażowany w produkcję filmu dla stacji BBC. Często pytano nas, co nagrywamy. Kiedy wyjaśnialiśmy, za każdym razem dziewięć kolejnych pytań na dziesięć brzmiało: „A jak nazwiecie psa?”. W pewnym sensie to smutne, że ludzie zapamiętali z tego nadzwyczajnego wydarzenia wyłącznie trzy postacie: Barnesa Wallisa, Guya Gibsona i… Niggera – psa. A co z resztą? Czy wszyscy pozostali biorący udział w nalocie młodzi ludzie odeszli w niepamięć?

Pies był oczywiście najmniej istotną postacią tej historii, ale jest symbolem potęgi Hollywoodu. Biura hangaru nr 2 w Scampton, gdzie sformował się Dywizjon 617 i skąd wyruszył, by zniszczyć tamy, są dzisiaj opuszczone i wymarłe, natomiast grób Niggera otaczają świeżo pomalowane żelazne balustrady, krótko przycięta trawa i jaskrawe, regularnie podlewane kwiaty. Napis na kamiennej płycie nagrobnej mówi o nalocie na zapory Möhne i Eder – dwie wymienione w filmie. Nic nie wspomina natomiast o trzeciej, tamie Sorpe, również zaatakowanej tamtej nocy.

Powódź w Kassel, ok. 48 kilometrów od zapory Eder.

Kiedy docierałem do często już zapominanych szczegółów dotyczących nalotu na zapory, uderzyło mnie to, jak wiele wnoszą one do całej historii. Szkielet to szkielet, ale gdy oblec go mięśniami i skórą, szybko ujawnia się jeszcze ciekawsza opowieść – nie o dowództwie dywizjonu w stylu „Top Gun”, lecz o politykach, o nauce i pomysłowych projektach, opowieść o wyjątkowych, a jednocześnie zwyczajnych ludziach. Gibson i Wallis to postacie rzeczywiste, a nie fikcyjne – a przez to bardziej złożone i pełne sprzeczności, a więc intrygujące. Czas i miejsce nalotu w szerszym kontekście działań wojennych oraz na tle całej drugiej wojny światowej odsłaniają kolejny wymiar tego wydarzenia. Był to epizod bardziej złożony i wielowymiarowy, niż można by przypuszczać.

Starałem się możliwie najdokładniej przedstawić wydarzenia tamtych dni, jednak w oficjalnych zapiskach, dokumentach i osobistych relacjach pojawia się wiele nieścisłości i sprzeczności. Raz po raz oceniałem to, co się najprawdopodobniej wydarzyło i wyrażałem swoją opinię. W uwagach zawarłem wszelkie cytaty, oprócz tych, które pochodzą bezpośrednio od moich rozmówców. Natomiast nie zamieściłem tu żadnych statystyk ani liczb. Na końcu książki znajduje się pełna lista źródeł, z których czerpałem informacje.

Po nalocie nadszedł czas na celebrowanie sukcesu. Król i królowa odwiedzili Scampton, a później dywizjon udał się do Londynu na ceremonię wręczenia medali. Gibson – na zdjęciu stojący obok króla – otrzymał Krzyż Wiktorii, na który bez wątpienia zasłużył.

Historia nalotu na zapory to fantastyczna opowieść o przedsięwzięciu bardziej niezwykłym, śmiałym i zapierającym dech w piersiach, niż początkowo przypuszczałem. Mam nadzieję, że udało mi się choć w części przekazać to w niniejszej książce.

James Holland (styczeń 2012 roku)

James Holland fragment książki Niszczyciele zapór. Wydawnictwo Astra 2014