Zawód: kat

Ponura zakapturzona postać kata przyprawia o dreszcz, wydaje się nie z tego świata, fascynuje i wzbudza odrazę. Mimo że kat wymierzał karę w imieniu sprawiedliwości, od dawien dawna jego zawód nie cieszył się poważaniem społecznym. Przeciwnie – wraz z lichwiarzem, hyclem i rzeźnikiem oraz przedstawicielami innych „brudnych” zawodów – katowi odmawia się szacunku i usuwa poza nawias społeczny. 

John Foxe zginął męczeńską śmiercią w płomieniach.
Wikimedia Commons, domena publiczna.

Kat – egzekutor miejski

Kat wykonywał ważną i potrzebną funkcję w społeczności – ktoś przecież musiał wykonywać wyroki sądów. W średniowieczu nie każde miasto miało swojego kata – w razie potrzeby „wypożyczano” go do przeprowadzenia egzekucji, ale nie tylko – kat zajmował się bowiem również „wydobywaniem” zeznań od podejrzanych, czyli po prostu torturami. Za „delegację” kat zawsze otrzymywał dodatkowe wynagrodzenie. Co ciekawe, kwota była zróżnicowana w zależności od metody egzekucji – przykładowo spalenie na stosie było wyceniane wyżej (ponieważ do obowiązku kata należał zakup drewna oraz słomy). Katu zwracano koszty podróży i wydatki na strój. W księgach rachunkowych miast można znaleźć na przykład wzmianki o wypłacie „za słomę, pochówek skazańca, zakup świec do więzienia i za czyszczenie cel”.

Mistrz czy oprawca?

W Niemczech tortury jako narzędzie skutecznie wymuszające przyznanie się do winy podczas dochodzenia stosowano już w XII wieku, w Polsce zapewne od wieku XIV (wiadomo o tym z tzw. ksiąg zeznań na mękach). Domeną kata było zatem zadawanie bólu – czy to podczas wymyślnych tortur (liczba i nazwy narzędzi tortur co wrażliwszych czytelników mogą przyprawić o mdłości), czy też podczas samej egzekucji. Od umiejętności kata zależało bowiem, czy skazaniec będzie cierpiał krótko lub wcale, czy też oddany w ręce nieudolnego partacza, nim wyzionie ducha, będzie przechodził niewyobrażalne męki. Kat Anny Boleyn sprowadzony na jej egzekucję z Calais uważany był za mistrza w swym fachu – ściął ją szybko i sprawnie – „nim byś odmówił Ojcze Nasz” – jak wspominał jeden ze świadków. Okazał jej przy tym wiele współczucia i z relacji wynika, iż sam był przejęty sytuacją, z jaką przyszło mu się zmierzyć. Dla odmiany kat zatrudniony do ścięcia toporem Thomasa Cromwella był podobno kiepski, na dodatek pijany i musiał kilkakrotnie walić toporem, nim odrąbał mu głowę. Skrajnym przypadkiem niekompetencji był jednak kat, któremu powierzono egzekucję Margaret Pole, hrabiny Salisbury, i który uśmiercił ją, zadawszy dopiero dziesięć lub jedenaście ciosów toporem. Rekordzistą pozostaje jednak kat, który w XVII wieku we Francji przeprowadzał egzekucję hrabiego de Chalaise – by go uśmiercić, potrzebował aż 29 ciosów!

Marii Stuart, królowej Szkotów, kat odebrał życie toporem. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Izby tortur

Jeśli chodzi o tortury, to odbywały się one zwykle w izbach, niedostępnych zwykłym śmiertelnikom – w lochach. Osoby uczestniczące w zadawaniu mąk jako świadkowie zwykle siedziały tyłem do ofiar, unikając z nimi kontaktu wzrokowego. Temu miało również służyć zakładanie przesłuchiwanym kaptura na głowę, choć możemy przypuszczać, że celem było także zdezorientowanie i przerażenie więźnia. Jak wynika z zapisów historycznych, jednocześnie chodziło o coś zupełnie innego, a mianowicie o uchronienie osób postronnych przed złym spojrzeniem przestępcy (zwłaszcza w procesach o czary). Niemniej pełnione funkcje nie narażały urzędników i sędziów na infamię, tak jak było to w przypadku katów – można przypuszczać, że społeczność odrzucała kata z uwagi na jego fizyczny kontakt z ciałem złoczyńcy. Co więcej, kontakt z katem w izbie tortur mógł spowodować utratę dobrego imienia oskarżonego niesłusznie skazanego na męki. W kronikach można znaleźć prośby do władców o przywrócenie dobrej sławy szlachcicom, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji.

U pobożnych chrześcijan męki zadawane przez kata kojarzyły się z katuszami piekielnymi. Sam Mikołaj Rej wysuwa paralele między diabłem a katem, a izba tortur staje się w jego twórczości nośną metaforą czeluści piekielnych.

Rycina ukazująca ścięcie mieczem. Wikimedia Commons, domena publiczna

Rodzaje kar

Kat przeprowadzał trzy rodzaje kar: banicję, kary cielesne i tzw. karę na gardle. W przypadku wygnania skazańca towarzyszył mu w drodze za mury miasta, bijąc go po drodze wiązką słomy i wygłaszając ostrzeżenie przed powrotem do miasta. Ceremonia ta miała charakter publiczny, zgromadzony tłum obrzucał wygnanego błotem lub zgniłymi warzywami i wykrzykiwał pod jego adresem obraźliwe uwagi. Wygnanie miało inne poważniejsze konsekwencje – tak jak w przypadku kary śmierci, skazańca pozbawiano praw i konfiskowano mu majątek. Banicja stanowiła więc łagodniejszą odmianę kary śmierci – skazanego nie unicestwiano fizycznie, lecz niejako „przestawał istnieć” dla społeczności.

Najpowszechniej wymierzaną przez kata karą cielesną była chłosta, która przede wszystkim oznaczała hańbę dla skazanego. Często biciu przy pręgierzu towarzyszyło publiczne obcięcie włosów. Choć nie sposób dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, czy kat sam wymierzał tę karę, czy zlecał ją swemu pomocnikowi, to jednak musiał być w nią zaangażowany, skoro symbolem profesji katowskiej oprócz miecza i powroza była również rózga.

Inną karą cielesną było okaleczenie, które naznaczało przestępcę nieusuwalnym piętnem odróżniającym go od społeczności dobrych ludzi. W zależności od przewinienia złoczyńców naznaczano znakiem na twarzy, obcinano uszy, palce lub dłonie, wypalano znaki na ciele. Jak twierdzi Hanna Zaremska, wraz z rozwojem miast tego typu kary traciły jednak na znaczeniu, być może z powodu tortur w trakcie dochodzenia, które często trwale okaleczały podejrzanych.

Egzekucja ukazana na miniaturze w kronice Froissarta. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Egzekucje

W średniowiecznej i renesansowej Europie kara śmierci (kara „na gardle”) najczęściej oznaczała powieszenie, choć równie często stosowano ścięcie, utopienie i spalenie na stosie (znane z procesów czarownic i heretyków). Zdarzało się również, że złoczyńców zakopywano żywcem. Co ciekawe, ścięcie wszędzie uznawano za karę bardziej honorową niż powieszenie. Gdy monarcha w przypływie dobroci zmieniał stryczek na karę miecza, sądzono, że to objaw jego miłosierdzia. Szubienice zwykle lokowano na obrzeżach miast poza murami, ponieważ wisielec pozostawał na widoku publicznym jeszcze przez jakiś czas po śmierci. Czasem jednak – jak w przypadku zdrajców w Anglii – zwłoki ćwiartowano i umieszczano w różnych miejscach stolicy lub rozsyłano do różnych regionów królestwa. W tym przypadku, oprócz funkcji odstraszającej, chodziło o to, by nie było grobu zdrajcy, który można by otaczać kultem. Warto przy tym wspomnieć, że sama egzekucja zdrajcy była wyjątkowo okrutna: ciągnięto go na płocie poza mury miasta, następnie podwieszano, wciąż żyjącego spuszczano w dół, następnie patroszono go i kastrowano. Na oczach wciąż żywego nieszczęśnika palono jego wnętrzności, a po śmierci zwłoki ćwiartowano. Nie ma co się dziwić, że wielu szlachetnie urodzonych spiskowców miało nadzieję, że król złagodzi ten straszliwy wyrok, a samo ścięcie jawiło się wręcz jako wybawienie.

Egzekucja była publicznym spektaklem grozy, a kat mistrzem tej ponurej ceremonii i doskonałym znawcą anatomii. Akt uśmiercenia stanowił tabu – zwłok skazańca nie wolno było dotykać postronnym, sznurowi czy częściom ciała zmarłego przypisywano magiczną moc, a handlem tymi „lekami” zajmowały  się nie tylko czarownice, lecz właśnie kaci.

Charles Henri Sanson – kat, wykonawca wyroków śmierci w Paryżu w latach 1778–1795. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Jak zostać katem?

Decydując się na objęcie obowiązków kata, człowiek zyskiwał szczególną pozycję społeczną. Z jednej strony był egzekutorem wymiaru sprawiedliwości, z drugiej jednak wiązała go ze światem przestępców wyjątkowa relacja. Kat nie mógł usunąć piętna swego zawodu i zrobić kariery w innej „branży”. Otaczała go aura niesamowitości, wzbudzał zabobonny lęk. Nie miał „normalnych” znajomych, rzadko zakładał rodzinę, a jeżeli już decydował się na taki krok, to na przykład żenił się z córką innego kata. W pewnym sensie – tak jak złoczyńcy, których zabijał – stał poza marginesem społeczeństwa. Kto zatem chciał zostać katem? Stała pensja z pewnością mogła kusić, poza tym w niektórych księstwach niemieckich kat, który ściął odpowiednią liczbę głów, mógł uzyskać tytuł szlachecki. Niemniej katów często rekrutowano spośród ułaskawionych skazańców, co dodatkowo wzmacniało dwuznaczność jego roli. Oto człowiek skazany na karę śmierci wyrokiem prawa, zostaje ułaskawiony, by w imieniu prawa zabijać innych! Zdarzało się, że kat miał także inny zawód, równie atrakcyjny – był na przykład hyclem i dozorcą więziennym. Rzecz jasna, zawód ten przechodził również z ojca na syna. W czasach nowożytnych znane są całe dynastie katów. We Francji zasłynęła rodzina Sansonów, sprawująca oficjalny urząd katowski w latach 1688–1847, a później rodzina Deiblerów. W Anglii najsłynniejszym klanem katowskim była rodzina Pierrepointów, której najmłodszy przedstawiciel, Albert, zasłynął tym, że na starość stał się zagorzałym przeciwnikiem kary śmierci.

Jak na ironię losu, zdarzało się, że kat także ginął w trakcie wykonywania swych obowiązków służbowych – jeden z Sansonów poślizgnął się na zalanym krwią szafocie i w wyniku upadku skręcił kark. A co do partaczy – oficjalny kat II Rzeczpospolitej, znany jako Stefan Maciejowski, po zakończeniu „kariery”, usunięty z policji za pijaństwo i grożenie policjantowi, próbował się powiesić – bezskutecznie!

 

Źródła:

Hanna Zaremska, Niegodne rzemiosło. Kat w społeczeństwie Polski XIV–XVI w., PWN, Warszawa 1986.

Michael Kerrigan, Dzieje tortur od starożytności do dziś, przeł. Maja Kittel, Bellona, Warszawa 2010–2013.