Przed sądem kościelnym w epoce Tudorów

Torturowanie kobiety oskarżonej o czary. © Wikimedia Commons.

Torturowanie kobiety oskarżonej o czary.
© Wikimedia Commons.

W nowożytnej Anglii działało wiele sądów oraz instytucji, których zadaniem było zwalczanie wykroczeń i przestępstw. Jednak sądy królestwa nie mogły ścigać wszystkich zbrodniarzy. Przestępstwa i zbrodnie przeciwko świętej wierze katolickiej, a później anglikańskiej zwalczały instytucje Kościoła. W tym wypadku rodzaj wyznania nie miał znaczenia.

Czym zajmowały się sądy kościelne?

Pod koniec XII w. angielski Kościół ustanowił niezależną jurysdykcję zarówno nad duchownymi, jaki i nad osobami świeckimi. Od tej pory niektóre sprawy były rozstrzygane nie przez sądy świeckie, a kościelne. Pod koniec średniowiecza prawodawstwo i jego egzekwowanie było świetnie ugruntowane i głęboko zakorzenione. Reformacja, także w Anglii, zakończyła zależność królestwa od Rzymu. Prawo kościelne jednak nie zmieniło się do 1640 r., a co więcej – rozszerzyło swe wpływy. W 1575 r. wizytacje arcybiskupa Yorku w jego archidiecezji wykazały o 1200 aktów oskarżenia więcej niż w czasach jego poprzednika w 1536 r., który prowadził ich 5000. Anglia podzielona była na dwa arcybiskupstwa: Yorku i Canterbury. Każde z nich miało swój sąd prowincjonalny, który sprawował jurysdykcję nad całą prowincją. Każda diecezja, zarządzana przez biskupa, miała również swój własny sąd, podobnie jak parafia. Sądom kościelnym podlegały urzędy, które zajmowały się udzielaniem sakramentów małżeństwa, uwierzytelnianiem testamentów oraz rozjemstwem sporów między stronami; a także biura, które brały na siebie sprawy dyscyplinujące oraz przypadki łamania kościelnego „prawa karnego”.

Wbrew powszechnemu mniemaniu, głównym zadaniem sądów kościelnych nie było karanie oskarżonego, a jego reformowanie i naprowadzanie na właściwą – jedyną i słuszną – drogę. Krótko mówiąc, przywrócenie go na „łono Kościoła” i zbliżenie do Boga. Oskarżeni otrzymywali upomnienie, mogli zostać skazani na publiczną pokutę, która z kolei mogła być zamieniona w niektórych przypadkach na karę pieniężną wypłacaną na cel charytatywny, a w ostateczności na ekskomunikę. Ta ostatnia kara niosła ze sobą nie tylko kościelne, ale i świeckie obostrzenia. Obłożona nią osoba nie mogła pełnić funkcji publicznych ani zostać pochowana w poświęconej ziemi. Z drugiej strony, w przeciwieństwie do sądów świeckich, sądy kościelne miały ograniczone kompetencje egzekwowania przepisów, a nawet wyroków. Jakie w takim razie sprawy trafiały przed sąd?

Sąd karze śmiercią kobiety oskarżone o czary, Anglia 1655. © Wikimedia Commons.

Sąd karze śmiercią kobiety oskarżone o czary, Anglia 1655. © Wikimedia Commons.

Jak i dlaczego stawano przed sądem?

W 1585 r. biskup Salisbury przeprowadzał wizytację swej diecezji. W Wiltshire toczyło się 685 aktów oskarżenia, z czego 214 (31%) dotyczyło przestępstw seksualnych, 178 (26%) odnosiło się do napraw Kościoła i konserwacji jego wyposażenia, a 147 (21%) dotyczyło nieuczestniczenia w mszach oraz sakramentach. W czasach Elżbiety I, w Essex na 20 000 kościołów toczyło się 2000 spraw związanych z nadużyciami seksualnymi. Spory musiały być poważne, ponieważ w diecezji York na sprawy dotyczące nadużyć seksualnych założono nową, odrębną kategorię. Pozostałe kwestie w XVI w. dotyczyły: niekompetencji oraz niezdolności do publicznego przemawiania, głoszenie słowa bożego bez zezwolenia, brak odwiedzin u chorych, pozostawiania zmarłych bez pochówku, udzielania sakramentów i prowadzenia wspólnoty lub parafii pomimo nałożonej ekskomuniki, odmowy stosowania się do Księgi powszechnych modlitw, złego (lub w ogóle) prowadzenia ksiąg parafialnych, kradzieży dokumentów parafialnych, nadużyć, mieszania się do procesów sądowych, skandalicznego zachowania w czasie świąt, pijaństwa, przekleństw i bluźnierczych przemów, sprzyjania papieżowi (papizm), a nawet… strzyżenia owiec w kościele. Do najpoważniejszych przestępstw należały: gry w czasie adwentu, korumpowanie urzędnika państwowego, składanie fałszach zeznań oraz oszustwa, kłamstwa, pobicia i przestępstwa seksualne, odmowa wypowiedzenia 10 przykazań, ukrywanie chleba komunijnego, taniec w niedzielę, bijatyki w czasie mszy, gra w piłkę nożną w czasie mszy, herezja, odmowa uczęszczania do kościoła, granie na instrumentach muzycznych w niedzielę, szukanie pomocy u wiedźmy, uprawianie czarów, stosowanie przemocy wobec żony, wandalizm, pijaństwo i rzucanie kamieniami w kościół. Trzeba przyznać, że lista ta jest bardzo długa, a w niektórych przypadkach zmusza do zastanowienia się nad dość dziwnym poczuciem sprawiedliwości. W przypadku wielu z tych „przestępstw” starano się przeciwdziałać. Od 1559 r. w każdym kościele na tablicy ogłoszeń musiało wisieć 10 przykazań, ze względu na to, że nie wszyscy parafianie byli biegli w czytaniu; na każdej mszy czy spotkaniu parafialnym czytano dekalog.

Tomasz Morus został skazany na śmierć i stracony 6 lipca 1535 roku. © Wikimedia Commons.

Tomasz Morus został skazany na śmierć i stracony 6 lipca 1535 roku. © Wikimedia Commons.

A w jaki sposób poddany mógł stanąć przed sądem? Droga była niezwykle prosta. Do odpowiedzialności można było zostać pociągniętym już po tym, gdy wypowiedziało się nieprawomyślne słowa w czasie rozmowy, i tak np. dwóch parafian można było postawić przed sądem na podstawie indywidualnego oskarżenia, donosu osoby świeckiej lub duchownego. Zazwyczaj jednak sprawę do sądu kierowali specjalni, nieoficjalni urzędnicy, nazywani strażnikami Kościoła. Byli oni wybierani – zazwyczaj dwóch – na spotkaniach w parafii. Musieli być szanowanymi posiadaczami ziemskimi lub należeć do klasy bogatszych kupców i mieszczan (w miastach). Jednym z ich wielu obowiązków było donoszenie o nieprawomyślnych wypowiedziach na temat religii, ale również na temat urzędników kościelnych. Zadanie to było traktowane jako zaszczytne. A sprawy dotyczące herezji, no cóż… zmieniały się jak w kalejdoskopie. W czasie długiego procesu zrywania Anglii z katolicyzmem i papiestwem, który zapoczątkował Henryk VIII, a zakończyła ostatecznie jego córka Elżbiety I, często inkwizytorzy i sędziwe kościelni stawali przed sądem. Na podstawie rozszerzonego w latach 30. „Aktu o zdradzie”, pozwalającego uznać za zdradę kwestionowanie władzy króla, także jako głowy Kościoła, w 1535 r. ścięto biskupa Rochester, Johna Fishera, oraz Tomasza Morusa. Nie miało to jednak miejsca przed sądem kościelnym, a świeckim[1].

Biskup Rochester, John Fisher, został ścięty w czerwcu 1535 roku. © Wikimedia Commons.

Biskup Rochester, John Fisher, został ścięty w czerwcu 1535 roku. © Wikimedia Commons.

(Nie?)poważne sprawy

W 1599 r. urzędnik kościelny z Chipping Ongar w aktach sprawy zanotował: William Farrington, ksiądz, żyje w naszym mieście, pracując w sprzeczności z artykułami i prawami kościelnymi. Odmawiamy mu otrzymywania jakichkolwiek sakramentów w naszym kościele przez trzy czwarte roku i nakazujemy mu opuszczenie miasta. Uważamy go za szkodliwego, kontrowersyjnego i nieżyczliwego człowieka, najgorszego z naszych urzędników [kościelnych – przyp. aut.] i szkodliwego dla wszystkich wyznawców, jest bowiem heretykiem, obłudnikiem i cierpią przez niego inni[2]. Na tym przykładzie widać chęć kontrolowania aktywności życia duchownego. Świadczy o tym swoista mieszanka zarzutów natury religijnej oraz świeckiej. Rok później przed sądem stanął William Haynes z Sowthbemflete, który w niedziele w czasie mszy tańczył z minstrelami na trawie, a Thomas Harris wtórował mu w zabawie. Mamy tu do czynienia z podobną sprawą, z tym że nie wiadomo, czy gorsze dla sądu jest to, że oskarżony tańczy w czasie mszy, czy że w ogóle to robi. Prawdopodobnie obie okoliczności były równie ważne.

W 1592 r. William Hylls z Sandon, jak nam doniesiono, jest bardzo lubieżny i niemiły wobec swej żony i odnosi się do niej w sposób ohydny, nie tylko odmawiając jej swego towarzystwa, ale również bijąc ją, bez cienia współczucia[3]. W czasie śledztwa Hylls przyznał się, że kiedy bił żonę i wykorzystywał ją, jej siostra i dzieci, których ojców nie zna, przebywały w jego domu. Również i ją pobił. Z tego powodu wyraża skruchę i obiecuje poprawę. Postawienie przed kościelnym wymiarem sprawiedliwości w 1600 r. kolejnej osoby wydaje się raczej oczywiste. William Wallis wraz z żoną Stanforda Riversa osiedlili się na południowej grobli parafii. W tym samym czasie jego prawowita żona urodziła dziecko i nadal leżała w połogu. Nie wrócił do domu przez cały miesiąc. Sprawa ta jest raczej – nawet dla nas – oczywista: skarga i proces miały na celu napiętnowanie mężczyzny, który żyje z obcą żoną, zaniedbuje własną małżonkę, która w dodatku niedawno urodziła jego dziecko. W tym samym roku przed sąd trafił Thomas Peryn z Rayleigh jako pospolity pijaczyna i awanturnik. Z akt sprawy dowiadujemy się, że nadużywał alkoholu również w czasie mszy, co za całą pewnością stało się powodem jego denuncjacji.

W nowożytnej Anglii nie było miejsca na nieobyczajne zachowanie i na łamanie powszechnie uznawanych za prawidłowe norm. Żaden sąd świecki nie wnikał tak głęboko i nie kontrolował tylu aspektów życia jednostki jak sądy kościelne. Z drugiej strony, jasno widać, że kilka z tych wykroczeń znajdzie się z biegiem czasu obiektem zainteresowania sądów świeckich, jak np. bicie kobiet czy nadużywanie alkoholu w miejscu publicznym. Powracając do działalności sądów kościelnych, należy podkreślić, że w znacznie mniejszym stopniu były one zainteresowane wykroczeniami przeciw moralności samych sądów, a bardziej ludzi, np. sąsiadów. Oczywiście, nie można wszystkiego zrzucać na zawiść samych ludzi. Nie należy zapominać, że hierarchia kościelna – czy to katolicka, czy protestancka – była żywo zainteresowana ściganiem i karaniem „bezbożników i odszczepieńców”.

Bibliografia

Briggs J., Harrison Ch., McInnes A., Vincent D., Crime and Punsihment in England, London 1996
Lockyer R., Tudor and Stuart Britain 1485 – 1714, London – New York 2005
Meyer G. J., Tudorowie. Prawdziwa historia niesławnej dynastii, Kraków 2012.
Sharpe J.S., Crime in Elary Modern Engalnd 1550 – 1750, London – New York 1999

[1] G. J. Meyer, Tudorowie. Prawdziwa historia niesławnej dynastii, Kraków 2012, s. 184–185.
[2] Cyt. za: Briggs J., Harrison Ch., McInnes A., Vincent D., Crime and Punsihment in England, London 1996, s. 30–31.
[3] Ibidem, s. 31.