Janczarzy kontra rycerze. Starcie tytanów

Pobór chłopców chrześcijańskich do korpusu janczarów (dewszirme). Wikimedia Commons, domena publiczna.

Czworobok piechoty janczarów otaczający sułtana i jego świtę stał na wzniesieniu niewzruszenie i beznamiętnie, nie zważając na bitewny zgiełk. Ponad krzyki i nawoływania uciekających towarzyszy, oddalający się głuchy tętent kopyt koni jeźdźców przebijał się coraz wyraźniej hałas dochodzący z szeregów „giaurów”. Słychać było odgłosy trąbek i bębnów, krzyki w węgierskiej i niemieckiej mowie, widać też było powiewające różnobarwne chorągwie oraz przebłyski chylącego się ku zachodowi słońca w orężu i wspaniałych pancerzach rycerzy szykujących się do ostatecznego ataku. Tego dnia, 10 listopada 1444 roku, miała się rozegrać bitwa pod Warną.

Ten bezładny harmider był teraz jednak zagłuszany przez inny odgłos: miarowy tętent oraz sapanie kilkuset ciężkich, rycerskich rumaków cwałującego wprost na janczarów oddziału niewiernych, przez łopot powiewających na wietrze chorągwi, chrzęst zbroi i słowa nieznanej, a coraz wyraźniej słyszanej bojowej pieśni. Niewierni byli już coraz bliżej, chmara wystrzelonych janczarskich strzał ich nie powstrzymała, choć tu i ówdzie widać było konie i poszczególnych jeźdźców padających na ziemie. Las zniżających się do ataku kopii był coraz bliżej, aż straszliwy łoskot zderzających się ze sobą mas wojsk, ludzkie krzyki i rżenie koni przekonał tych z tylnych szeregów, że już doszło do starcia. Stojący w środku czworoboku młody janczar Kodża Hyzyr mocniej ściskał w ręku swój oręż, w duchu westchnąwszy do Allaha o pomoc. Jeśli teraz miałby polec, zasłużyłby na pójście do raju, jeśli zaś zwycięży, nagroda i tak go nie ominie. Jeśli tylko udałoby mu się dosięgnąć tego chrześcijańskiego rycerza we wspaniałym, wybijającym się spośród innych rynsztunku, mieczem wyrąbującego sobie przejście w stronę stanowiska sułtana. Był nim młody król Władysław, zwany przez potomnych Warneńczykiem. Już może wiedział, że podąża wprost ku swemu przeznaczeniu…

Aga janczarów, XV-wieczny rysunek Gentile Belliniego. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Nowe wojsko sułtana

Kiedy w XIV wieku na Europę padł cień osmańskiego władcy, pogrążone we wzajemnych sporach chrześcijańskie państwa nie od razu pojęły, co im zagraża. Nie była to bowiem pierwsza próba inwazji tureckich nomadów na Stary Kontynent, a ze sposobem ich wojowania rycerskie armie chrześcijańskie nauczyły się sobie radzić. Złożone w przeważającej większości z konnych lekkozbrojnych łuczników, w bezpośrednim starciu z ciężkozbrojną rycerską kawalerią mogły polegać najczęściej na swoich atutach: szybkości, zwrotności, sile rażenia na odległość i umiejętnościach taktycznych. Na polach bitew często to jednak nie wystarczało, a w przypadkach konieczności oblegania i zdobywania coraz lepiej ufortyfikowanych miast tureccy nomadowie wyraźnie odstawali, nie dysponując wystarczająco doświadczonym wojownikiem do tego typu działań.

Osmanowie, od połowy stulecia coraz silniej zdobywając sobie grunt na europejskim brzegu, stanęli wobec konieczności dostosowania swojej wojskowości do warunków lokalnych Bałkanów: przewagi obszarów górzystych, stosunkowo wysokiej urbanizacji. Niezbędne stało się stworzenie piechoty, a okazało się, że najlepszym materiałem do stworzenia elitarnej armii pieszej są jeńcy i niewolnicy. Pomysł sam w sobie nie był wyjątkowy. Osmańscy Turcy zainspirowali się egipską formacją mameluków wywodzących się z czerkieskich, tureckich lub gruzińskich niewolników. To właśnie oni po obaleniu dynastii Ajjubidów w 1250 roku tworzyli polityczną i wojskową elitę Egiptu, powołując sułtanów z własnego grona. Swojej skuteczności bojowej i determinacji dowiedli nie tylko w walkach z chrześcijańskimi krzyżowcami w Ziemi Świętej, ale i podczas inwazji Mongołów w Syrii. O początkach janczarskiej piechoty opowiada anonimowa XV-wieczna kronika osmańska, przedstawiając dialog między dwoma tureckimi dostojnikami Murada I (1360–1389):

Powiedział Kara Rustam: „Z jeńców, których nasi wojownicy zagarnęli na świętej wojnie, jedna piąta zgodnie z nakazem Boga należy do padyszacha. Dlaczego nie zabierasz tej części?” Sędzia wojskowy Kara Halil odrzekł: „Przedstawię tę kwestię padyszachowi!” On przełożył sprawę Gazi Muradowi, który powiedział: „Jeśli jest to nakazem Boga, wówczas pobieraj [udział]”. Przywołali następnie Kara Rustama i oświadczyli: „Mistrzu, spełniaj nakaz Boga” […]

Później on poinstruował również Gazi Ewrenosa, by zabierał jednego z każdej piątki jeńców pojmanych na wyprawach […]. Oni postępowali wedle tej zasady dalej. Dokonywali dewszirme (poboru) młodych ludzi; zabierali po jednym z każdych pięciu jeńców pojmanych na wyprawach i przekazywali ich Porcie. Następnie posyłano tych młodych ludzi do Turków w prowincjach, ażeby uczyli ich tureckiego, a ci z kolei posyłali ich do Anatolii. Turcy wykorzystywali tych młodych ludzi przez jakiś czas do pracy w polu i posługiwali się nimi, aż nauczyli się tureckiego. Po kilku latach odsyłano ich Porcie i czyniono wojownikami, nadając im nazwę yeni ceri (nowe wojsko)[1].

Tak wyglądały legendarne początki janczarów. Drogę podobną do opisanej powyżej mógł także przejść janczar Kodża Hyzyr. Był prawdopodobnie chrześcijańskim chłopcem, wyrwanym z objęć swych rodziców, by przejść zwyczajną drogę jemu podobnych poborowych niewolników, od sługi u tureckiej rodziny, przez przyjęcie wiary Proroka, szkołę i koszary janczarów, aż do służby sułtańskiej i garnizonowej oraz na pola bitew.

Pochód wojska Osmanów. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Osmańskich janczarów żywot i sprawy

Szkolenie mogło trwać nawet osiem lat. Kadet poznawał wówczas nie tylko sztukę walki, zapasy, jazdę konną, strzelanie z łuku i miotanie oszczepem, posługiwanie się różnymi rodzajami broni białej – toporem, szablą, jataganem czy berdyszem. Uczył się przede wszystkim karności i dyscypliny, bezwzględnego posłuszeństwa wobec nakazów przełożonych i woli padyszacha; wpajano mu także wierność zasadom islamu.

O ich organizacji pisał pod koniec XV wieku pewien serbski żołnierz pomocniczy w służbie sułtańskiej Konstanty z Ostrowicy, który sam również niesłusznie nazywany był „janczarem”. Miał on okazję przyjrzeć im się uważnie:

A na dworze janczarów bywa około czterech tysięcy, między którymi jest takowe urządzenie: mają nad sobą hetmana, którego zowią aga, wielki pan: dziesięć złotych ma służby na jeden dzień, a jego marszałek złoty na każdy dzień; setnikom (dają) na dwa dni złoty, dziesiętnikom na ośm dni złoty, niższym na dziesięć dni złoty. Synowie też ich wszyscy służbę mają od tego cesarza [sułtana], którzy z chłopiąt wyrastają. A żaden dworzanin, gdy się czego dopuści a przewini, nie bywa karany na służbie, ale [na] gardle. A wszakoż żadnego nie śmieją karać jawnie, ale tajemnie dla innych dworzan, by się nie wzburzyli. Żaden też janczarzyn ani ich dziesiętnik na koniu nie śmie jechać, krom samego hetmana, a jego marszałka. Toć też wszytko między niemi zrządzono jest, są jedni strzelcy, którzy z łuków strzelają, drudzy puszkarze (co) z hufnic (biją), drudzy z rusznic, drudzy (z) samostrzałów, a na każdy dzień muszą się okazywać (ze) strzelbą przed swymi hetmany. I daje każdemu na każdy rok złoty na łuk, a k temu hazukę, koszulę, gacie wielkie podług ich obyczaju ze trzech łokci płótna uczynione a koszulę z ośmiu[2].

Żołd płacony był regularnie, materiały i oporządzenia były wydawane z przydziału. Poza tym janczarzy mogli liczyć na dodatkowe premie z okazji intronizacji nowego władcy i innych okoliczności oraz mieli swój udział w łupach. Mogli też mieć nadzieję na szczególne nagrody za odwagę lub wybitne czyny wojenne.

W koszarach wiedli jednak egzystencję dość monotonną, wypełnioną ciągłymi ćwiczeniami, nie mogli się żenić, pić alkoholu czy uprawiać hazardu.

Ich wygląd zewnętrzny był dość charakterystyczny. Janczar ubrany był w obszerny kaftan, którego jednak nie można nazywać mundurem; jego kolor mógł się różnić w obrębie tej samej jednostki. Najczęściej spotykany był czerwony, chociaż często występowały także niebieski i zielony, natomiast żółty był zarezerwowany dla oddziałów straży. Z daleka rozpoznawano ich po nakryciu głowy, na które składała się nakładana na czoło miedziana lub mosiężna obręcz ze sporych rozmiarów nakryciem na głowę z białego płótna, opadającym do tyłu na kark i ramiona. Nakrycie to miało niewielkie walory obronne, a głównym zadaniem takiej formy była dekoracja i zaprezentowanie dużych piór nadanych przez agę w nagrodę za dzielność lub dostarczenie przełożonym ściętych głów wrogów. Sam aga janczarów nosił natomiast wysoką spiczastą czapkę.

Zarówno w obronie, jak i w ataku janczarzy byli niezrównani. Przez wiele stuleci żadna chrześcijańska czy muzułmańska piechota nie mogła się z nimi mierzyć, a nawet zakuci w zbroje rycerze bali się ich jak ognia, pamiętając doświadczenia spod Nikopolis (1396), Warny (1444) czy Konstantynopola (1453), do których to zwycięstw przyczynili się głównie janczarzy. Ich liczebność stopniowo wzrastała. Jeśli za czasów Murada II janczarów było kilka tysięcy, to pod koniec wieku korpus ich liczył już kilkanaście tysięcy, by dojść do stu tysięcy dwa stulecia później. Żołnierze ci w miarę upływu czasu stopniowo zastępowali łuk – odziedziczony po tradycyjnych tureckich armiach – długim, ciężkim muszkietem. Tym samym zastępowali jednak szybkostrzelność i mobilność siłą ognia. Kadencja strzału była powolna, a skuteczność w walce opiera się na precyzyjnym ostrzale zza szańców przeszkód polowych w obronie pozycyjnej.

Janczar w XVII wieku. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Chwała i upadek

O zabójczej skuteczności osmańskiego „nowego wojska” przekonał się król Władysław w ostatnich chwilach swojego życia, a Kodża Hyzyr miał pod Warną swoje własne chwile chwały, dzięki którym stał się najsłynniejszym janczarem wszech czasów. Anonimowa kronika turecka relacjonuje:

W sercu przeklętego króla zwyciężyła pokusa szatana, czyniąc go zbyt ufnym. W zarozumiałości swojej uważając się za bohatera, sądził, iż wojska on sam jeden rozpędzi, i dlatego uderzył w ich środek, gdzie stał sułtan Murad. Gdy jednak dotarł do skraju szyku, koń jego potknął się, on sam spadł z niego na twarz. W tym miejscu znajdowało się dwóch janczarów, a imię jednego było Kodża Hyzyr, a był jednym z dzielnych junaków w pobliżu, który uciął głowę przeklętego króla i zaniósł do sułtana Murada[3].

Przekaz ten uzupełnia ze swej strony także bardziej szczegółowa informacja Konstantego z Ostrowicy:

Ujrzawszy [Kodża Hyzyr] tedy czystą zbroję, na kapalinie pióropusz z czystą zaponą niewielką, i urzezał mu [królowi] głowę, tak z pióropuszem i z kapalinem niósł przed cesarza, a porzuciwszy ją przed nim, rzekł: Szczęsny panie, toć jest głowa niejakiego nieprzyjaciela twego znamienitego. Cesarz wnet posłał po więźniów, którzy pojmani byli, aby powiedzieli,

czyja by to głowa była; a byli [między] jeńcy niektórzy komornicy królewscy, a spytani powiedzieli, iż jest iście głowa królewska [zaś] z wielką żałością krzyczeli a płakali […]. A tego janczara, który głowę był uciął, uczynił go znamienitym wojewodą a dał mu dosyć koni i pieniędzy, aż ów wielkim panem był[4].

Nagroda godna sułtańskiej szczodrobliwości. Niewielu z nich jednak mogło dostąpić podobnej chwały.

Od wieków zarówno po janczarach, jak i po rycerzach nie ma śladu. Po długoletniej dominacji na polach bitew stali się w końcu „tureckimi pretorianami”, bardziej angażując się w dworskie intrygi i obalanie oraz ustanawianie władców niż w poszerzanie chwały domu Osmana. Gdy w 1826 roku zbuntowali się na wieść o zamierzonym rozwiązaniu ich korpusu, sułtan Mahmud II nakazał otworzyć do nich ogień z dział. Wszystkim ocalałym janczarom pościnano głowy. Smutny koniec jednych z najlepszych wojowników wszech czasów…

Bibliografia:

Baczkowski K., Dzieje Polski późnośredniowiecznej (1370–1506), Kraków 1999.

Hauziński J., Kraje i kultury śródziemnomorskie, Poznań 1990.

Nicolle D., Janczarzy, tłum. K. Ziółkowski, Oświęcim 2017.

Potkowski E., Warna 1444, Warszawa 1990

Pamiętniki Janczara, czyli Kronika turecka Konstantego z Ostrowicy napisana między r. 1496 a 1501, wyd. J. Łoś, Kraków 1912.

[1] Anonim (tzw. Anonim Giesego), Historia rodu Osmana, tłum. (z niewielkimi zmia­nami) na podstawie: J. Hauziński, Kraje i kultury śródziemnomorskie, Poznań 1990, s. 299.

[2] Tekst na podstawie zmienionej wersji staropolskiej: Pamiętniki Janczara, czyli Kronika turecka Konstantego z Ostrowicy napisana między r. 1496 a 1501, wyd. J. Łoś, Kraków 1912, s. 129–130.

[3] Anonim, Historia rodu Osmana, tłum. na podst. K. Baczkowski, Dzieje Polski późnośredniowiecznej (1370–1506), Kraków 1999, s. 156–157.

[4] Tekst na podstawie zmienionej wersji staropolskiej: Pamiętniki Janczara, s. 64–65.