Dumny rycerz Tudorów

Złocona zbroja Henryka VIII, wykonana na zamówienie przez Hansa Holbeina młodszego. © Wikimedia Commons, Claire Houck.

Złocona zbroja Henryka VIII, zaprojektowana na zamówienie przez Hansa Holbeina młodszego. © Wikimedia Commons,
Claire Houck.

Przez setki lat rycerze w całej średniowiecznej Europie byli podporą każdej monarchii, jej zbrojnym ramieniem oraz elitą każdej armii, a od postawy ich niewielkich oddziałów niejednokrotnie zależał los bitwy. Jednak rozwój techniki wojskowej, w tym pojawienie się broni palnej, powoli, acz nieubłaganie, kładło kres ich dominacji na polu bitwy.

Rycerstwo i monarchia w XVI w.

Do 1500 r. nie każdy młodzieniec ze stanu rycerskiego chciał i – nie musiał – kontynuować tradycji rodzinnych. Nie wszyscy rycerze wywodzili się z rodu konnych wojowników. Za odwagę nawet zwykły jeździec mógł szybko awansować. W tamtym okresie istniało dużo innych możliwości kariery dla szlachcica, jak choćby zarządzanie majątkiem rodowym (związanym z rolnictwem), kariera handlowa (kupiecka) lub urzędnicza na polu lokalnym czy krajowym. Niektórzy godzili karierę rycerską z inną aktywnością, np. na polu naukowym, tak jak zrobił to między innymi akademik szkoły św. Pawła, Peter Carew (ur. 1514 r.). W późniejszym okresie sprawował on wiele funkcji państwowych, m.in. został szeryfem Devonshire. Młodzieńcy z możnych rodów często pobierali nauki u zasłużonych rodzin, które godnie przygotowywały ich do rycerskiego stanu. Jedną z bardziej wyrazistych i na pewno nietuzinkowych postaci rycerstwa angielskiego w XVI w. był sir Humphrey Gilbert (ok. 1537–1583), który wygłosił mowę na akademii w Londynie, postulując, aby synów szlacheckich – przyszłych rycerzy – uczyć łaciny, literatury, filozofii, prawa, historii, oratorstwa i heraldyki. Poza tym uważał – i miał w tym sporo racji – że studiowanie sztuki wojennej oznaczało uczenie się matematyki, inżynierii, balistyki i teorii wojskowości, które „[…] są tak samo potrzebne jak umiejętność władania mieczem i lancą”.

Królowie także byli rycerzami, zresztą – najważniejszymi. Nie inaczej było z Tudorami. Syn Henryka VII, Henryk VIII, uwielbiał turnieje, i kiedy już zaczął w nich uczestniczyć, nie opuścił żadnego. Wraz ze swoją drużyną rycerzy zbierał kolejne nagrody i laury. Nawet przegrywając, Henryk pozostawał najbardziej zapalonym i wytrzymałym zawodnikiem. Z równie wielkim zaangażowaniem przystąpił do organizacji armii, która była znacznie słabsza od wojsk ówczesnych sojuszników czy wrogów. Popularne wezwanie na turniej przypominało dworzanom, że król „nie chciał mieć wokół siebie młodych dżentelmenów, niezdolnych do walki orężnej”[1].

Portret sir Humphreya Gilberta. © Wikimedia Commons.

Portret sir Humphreya Gilberta. © Wikimedia Commons.

Funkcje rycerstwa w królestwie

Stała armia angielska w XVI w. nie istniała. Nadal była ona zwoływana tylko w razie konieczności. Wyjątkiem były oddziały utrzymywane na granicy północnej, ze Szkocją. W początkowych latach XVI w. magnaci nadal stawiali się ze swym zbrojnym orszakiem na rozkaz króla, tak jak robili to ich ojcowie w XV w. Rycerze na wezwanie monarchy zbierali się w wyznaczonym miejscu i terminie ze swą prywatną armią. Przybywali z oddziałami, które liczyły średnio od 100 do około 800 uzbrojonych ludzi. W praktyce zdarzało się, że zjawiał się „zbrojny orszak”, składający się zaledwie z jednego rycerza i jego dwóch towarzyszy, a czasem… dwóch tysięcy ludzi. Liczby te różniły się w zależności od zamożności rycerza i podległego mu terytorium. Sir Henry Willoughby był na przykład zobowiązany przybyć z 830 ludźmi. Zupełnie inną grupą stanowili zaciężni rycerze z zagranicy.

Oczywiście takie sytuacje nie stanowiły większego problemu. Ewentualna inwazja na wielką skalę była w ówczesnym okresie niemożliwa, a nawet jeśli jakikolwiek przeciwnik próbowałby ją przeprowadzić, Anglicy wiedzieliby o tym wystarczająco wcześnie, by mogli się do niej odpowiednio przygotować. Monarcha powołał specjalną gwardię, która miała rekrutować się spośród synów szlachty, szczególnie tych, którzy nie potrafili walczyć ani władać bronią. Ci rekruci mieli się stać wykwalifikowanymi żołnierzami gotowymi do walki na polu bitwy, wyposażonymi w dwa konie i panoplia, w towarzystwie giermka oraz dwóch konnych łuczników. Król hołdował tradycji rycerskiej, która choć z wolna zmierzała ku końcowi, nie odeszła jeszcze całkiem w zapomnienie. Na szczęście monarcha, a później jego następcy, nie byli doktrynerami.

Zarówno władcy królestwa, jak i dowódcy polowi oraz sama armia bardzo szybko reagowali na zmiany taktyki i sposobów walki. Te jednak przyszły z czasem. Jedyną stałą częścią i zarazem ostoją armii królewskiej była wspomniana już gwardia królewska – „Królewskie Włócznie” – niezwykle aktywna od 1510 do 1515 r. W jej skład wchodzili szlachetnie urodzeni mężczyźni, których początkowo było 50, ale gwardia ta stale się rozrastała. Każdy z jej członków, nawet przebywając na dworze, musiał mieć przy sobie lekkiego kawalerzystę, łucznika i pomocnika. Wchodzący w jej skład yeomani i szlachta rodowa (gentry) obsadzali zamki, garnizony i twierdze. Odpowiadali również za zwoływanie i organizowanie armii na nadchodzącą kampanię. W czasie wyprawy na Boulogne w 1544 r. 73 rycerzy wyruszyło na nią jako gwardia przyboczna króla. Jeden z najbardziej walecznych, sir George Carow, w 1545 r. utonął w wodach Kanału La Manche jako kapitan okrętu „Mary Rose”.

Rola i uzbrojenie rycerza zmieniają się

Rola kawalerii jako siły uderzeniowej i elity każdej armii kończyła się nieubłaganie. Widać to wyraźnie po statystykach walczących stron. Pod Flodden (wrzesień 1513 r.) Anglicy mieli 4000 jeźdźców i 26 000 piechoty, Szkoci odpowiednio 2500 i 14 000. Należy wziąć pod uwagę fakt, że liczba prawdziwej kawalerii – rycerzy – była jeszcze mniejsza. Rycerze Tudorów zmagali się z jedną wielką niedogodnością – deficytem ciężkiej kawalerii, spowodowanym brakiem odpowiednich koni. W 1557 r. pewien włoski obserwator przebywający w Anglii pisał: „Jeśli chodzi o konie nadające się dla ciężkiej kawalerii, na całej wyspie nie ma takich, z wyjątkiem niewielu w Walii”. Tym samym angielska ciężka kawaleria różniła się znacznie od swych europejskich odpowiedników. Z tego powodu wykorzystywano rycerzy zaciężnych. Niemieccy jeźdźcy już dawno zrezygnowali z opancerzenia swego rumaka, a dla angielskich rycerzy nadal było ono bardzo ważne. Ich rumak okazał się zbyt cenny na polu bitwy i zarazem zbyt kosztowny, by móc sobie pozwolić na jego stratę. Rycerz nosił trzyczęściową zbroję i był wyposażony w lekką lancę, której często nadawał imię. Najbogatsi zaopatrywali się w uzbrojenie u najlepszych płatnerzy i kowali na kontynencie: we Włoszech, w Niemczech oraz na terenie dzisiejszej Belgii i Holandii. W 1510 r. król sam zamówił we Flandrii 100 kompletnych zbroi dla swej gwardii przybocznej. Mniej zamożni lub ci, którym król nie zafundował z kasy państwowej uzbrojenia, musieli pocieszyć się tym, co mieli pod ręką. Często było to uzbrojenie, które – jak mawiano – „wyszło już dawno z mody”.

Angielscy rycerze króla Henryka VIII podczas uroczystego turnieju. © Wikimedia Commons.

Rycerze króla Henryka VIII podczas uroczystego turnieju. © Wikimedia Commons.

Anglicy z biegiem czasu wyspecjalizowali się w lekkiej kawalerii, którą dowodził rycerz. Pewien Wenecjanin w 1551 r. tych lekkich kawalerzystów opisał jako „uzbrojonych w stylu albańskim”. Za czasów Tudorów, szczególnie Henryka VIII, ogromną rolę zaczęły odgrywać… tak, tak mundury. Rycerze, zamiast nosić herby swych rodów, na zbroje coraz częściej zakładali tuniki w barwach dynastii (biało-zielone) i herb królestwa: czerwony krzyż św. Grzegorza. Anglicy z czasem stali się tak bardzo wyczuleni na tym punkcie, że nawet Landsknechci byli zobowiązani mieć je na sobie, zarówno w czasie bitwy, jak i w obozie czy na tyłach. Król wydał również prawo przeciwko „strojeniu się”: „[…] nie będzie nosił […] rzeczy pozłacanych ani z jedwabiu w kolorze purpurowym […] poza […] Earlami i powyżej rycerzy króla”. Lista szczegółowo wymieniała, co danemu rycerzowi wolno nosić, a czego nie – od szlachcica najniższej rangi po hrabiego czy barona. Coraz większą rolę w uzbrojeniu, nawet rycerza, odgrywała broń palna, jednak zanim mieli ją wszyscy, upłynęły całe dziesięciolecia. Na uzbrojenie jeźdźca (początkowo tylko rycerza) składały się dwa pistolety, które trzymano przy siodle w skórzanych pokrowcach.

Rycerstwo a armia

Szefami, a zarazem głównodowodzącymi armią, byli yeomani z gwardii królewskiej (utworzonej w 1485 r.), których liczba znacznie wzrosła za czasów panowania Henryka VIII z 200 do 600. Ich rola, poza tym że ochraniali króla i stanowili jego gwardię przyboczną, nigdy nie została ściśle określona. Ludzie ci, będący początkowo zaledwie osobami stanu wolnego, bogatymi chłopami zobowiązanymi do służby wojskowej, z czasem stali się dzierżawcami ziemi szlacheckiej, niezwykle oddanymi Tudorom i głównymi beneficjentami wyprzedaży ziemi poklasztornej. Wspierali także rewolucję angielską i dążyli do ograniczenia przywilejów stanowych szlachty, tzw. gentry, która była ich głównym rywalem o wpływy na dworze. Formacja rozrosła się bardzo szybko, i tak na przykład w grudniu 1544 r. garnizon w Boulogne wspierało 185 rycerzy zwanych Youmenn of Guard. U boku króla stali również przedstawiciele szlachty rodowej – gentlemani (gentry).

W armii Tudorów, jak we wszystkich armiach średniowiecznych, służyły kontyngenty rycerzy zaciężnych, którzy walczyli za pieniądze. W czasie wojen na terytorium Francji w armii Henryka VII i Henryka VIII służyli niemieccy Landsknechci. W armii hrabiego Suffolk, w 1523 r. oddziałem niemieckich rycerzy dowodził Floris von Isselstein, hrabia Buren. Jego syn Maksymilian pełnił tę samą rolę podczas kampanii z 1544 r. u boku Henryka VIII. W szeregach armii królestwa służyli również rycerze, możni francuscy z europejskich posiadłości królewskich.

Płaskorzeźba ukazująca królów Anglii i Francji na Polu Złotogłowia i towarzyszące im rycerstwo. © Wikimedia Commons, Pierre-Yves Beaudouin.

Płaskorzeźba ukazująca królów Anglii i Francji na Polu Złotogłowia i towarzyszące im rycerstwo. © Wikimedia Commons, Pierre-Yves Beaudouin.

Od kampanii przeciw Francji w 1513 r. oddziały angielskie były dzielone na kompanie po 100 ludzi lub więcej, w zależności od potrzeb. Dowodził nimi rycerz w randze kapitana. Jeżeli dany możny przybył do obozu z mniejszą liczbą ludzi, nie przydzielano mu podwładnych z liczniejszych kontyngentów, aby wyrównać liczebność oddziału. Od połowy wieku podział ten na stałe wszedł do praktyki prowadzenia działań wojennych. Dowódcy pomagało czterech ludzi (kaprali), z których każdy miał pod swoimi rozkazami 25. Thomas Audley w swym podręczniku do nauki sztuki wojennej, A.B.C, for the Wars, napisanym dla Edwarda VI, uzasadniał jednak, iż 200 mężczyzn w kompanii było dużo lepszym rozwiązaniem. Zauważył również, iż kapitanowie (cieszący się uposażeniem finansowym w wysokości 4 szylingów) byli niestety często wybierani po znajomości, a nie ze względu na swe zdolności i zasługi wojenne. Pierwszym w pełni fachowym podręcznikiem sztuki wojennej Anglików była książka sir Richarda Morisona z 1539 r.: The Strategames, Sleyghtes, and Policies of Warre”. Stała się ona podstawowym źródłem przepisów, regulaminów, opisów taktyki i strategii, dzięki którym rycerze – kapitanowie mogli szkolić swych podwładnych. Powołana przez Henryka VIII Komisja do Spraw Gromadzenia Wojsk działała również za czasów Edwarda VI i Marii Tudor, jednak to Elżbieta I znacznie ją rozbudowała. Zmieniła się również jej rola. Nie koordynowała ona oddziałów prowadzonych przez rycerzy, ale same armie. Rycerz od końca XVI w. prowadził swój oddział do portu lub miasta zbiórki, gdzie oddawano ich pod rozkaz dowódcy danej armii.

W 1558 r. królowa Maria zniosła statut z Winchester, który zobowiązywał szlachcica do stawienia się ze swym oddziałem w wyznaczonym miejscu. Od tej pory każdy szlachcic posiadający majątek o wartości powyżej dochodu rocznego 1000 funtów i więcej był zobowiązany nie do służby wojskowej, ale do zapewnienia uzbrojenia i wyposażenia dla określonej liczby jeźdźców i żołnierzy pieszych. Mniej zamożni mieli oczywiście mniejsze obciążenia finansowe. Nawet duchowni byli zobowiązani do zebrania 25 000 funtów, aby wspomóc wysiłek zbrojny. Za czasów królowych, które fizycznie nie były zdolne do walki, dowództwo nad armią musiał przejąć generał, który według Barnabego Richa i Roberta Barreta musiał być „szlachetnie urodzony, aby wzbudzać szacunek u swych podwładnych”.

Bibliografia:

Cornish P., McBride A., Henry VIII’s Army, Oxford 2000.
Ericsson C., Henryk VIII, Warszawa 2001.
Gravett Ch., Tudor Knight, Oxford 2006.
Gravett Ch., Knight. Noble Warrior of England 1200 – 1600, Oxford 2008.
Zins H., Historia Anglii, Wrocław–Warszawa–Kraków 2001.

[1] C. Erickson, Henryk VIII, Warszawa 2001, s. 64.