Czy uda ci się przetrwać w XIV-wiecznej Anglii?

W mieście, na dworze, w klasztorze. Czy uda ci się przetrwać w XIV-wiecznej Anglii?

Czy jesteś gotowy na dietę złożoną z gotowanego boczku, chleba i grochu, konieczność zapuszczenia wzbudzającej zaufanie brody i publiczne pocałunki z innymi mężczyznami na znak pokoju? Czy odnajdziesz się w świecie, w którym kobiecie nie wolno wzruszać ramionami, kąpiel raz na tydzień i codzienne czesanie włosów są dowodem próżności, w której zarazę powodowało niekorzystne ustawienie planet, próchnicę leczono za pomocą opium, a siedmiolatek za kradzież trafiał na szubienicę?

historii à rebours

Czy można pisać o historii w sposób, który nie nuży, ale porywa czytelnika od pierwszych stron, nie pozwalając mu przestać czytać? Czy książka o tematyce historycznej, napisana przez uznanego historyka, obfitująca w daty i dane liczbowe, może być napisana w sposób tak lekki i przystępny, że czyta się ją jak najlepszą powieść historyczną? Ian Mortimer udowadnia, że kluczem do sukcesu jest spojrzenie na historię z innej perspektywy, ubranie jej w odpowiednią formę, a może raczej zrzucenie sztywnego gorsetu reguł rządzących klasycznymi opracowaniami historycznymi.

Historyk z krwi i kości zabiera więc czytelników w nietuzinkową podróż do XIV-wiecznej Anglii i przybliża jej realia w tak sugestywny sposób, że lektura książki staje się prawdziwą podróżą wehikułem czasu! Obraz średniowiecznej Anglii nakreślony przez autora nie jest jednak fikcją, ale historyczną prawdą, popartą faktami i datami, materiałami źródłowymi i kronikami. Jest to jednak książka – jak podkreśla sam autor – napisana z punktu widzenia człowieka, a dokładniej człowieka współczesnego, który przenosi się do XIV stulecia. Patrzymy więc na ówczesny świat oczami podróżnika w czasie, który po dotarciu do celu przeżywa przyziemne rozterki. Zastanawia się, w co się odziać, co zjeść, w co się zaopatrzyć, czego się wystrzegać. Dotykamy codziennego życia średniowiecznych ludzi i czynnie w nim uczestniczymy.

Koło Fortuny – popularny symbol w średniowiecznej Anglii. Spersonifikowana Fortuna obraca wielkim kołem, na którym królowie, duchowni, mieszczanie i chłopi wznoszą się wysoko, by po chwili chwały upaść na sam dół.

Z książki dowiadujemy się m.in., jak witano się na ulicach XIV-wiecznego Londynu, czym zastępowano papier toaletowy i dlaczego lekarze próbowali krwi swoich pacjentów. To wnikliwe, staranne opracowanie nie jest pozycją popularnonaukową, ale daleko mu też do nużącego wykładu historyka. Ian Mortimer zrywa z akademickim ujęciem tematu i proponuje niebanalne podejście, które wywraca do góry nogami dotychczasowy sposób postrzegania historii. Jak pisze we wstępie: 

Klucz do przeszłości może tkwić w ruinach albo w archiwum, ale sposobem na jej zrozumienie jesteśmy – i zawsze będziemy – my sami.

Pozbywając się sztywnych ram, Mortimer zyskał swobodę mówienia o sprawach ważnych dla ludzi w danej epoce i skoncentrował się na tym, co podróżnik w czasie  powinien wiedzieć.

[…] mieszkańcy tamtej epoki byli takimi samymi ludźmi jak ty i często reagowali w sposób, w jaki każdy inny zareagowałby w ich położeniu. Pomysł podróży do średniowiecza pozwoli ci zrozumieć tych ludzi nie tylko w teorii, lecz także ujrzeć kwintesencję ich człowieczeństwa, ich nadziei i obaw, ich powszednich dramatów.

Jak zatem przetrwać w XIV-wiecznej Anglii…?

Ian Mortimer szczegółowo analizuje aspekty średniowiecznego życia, nie szczędząc informacji zaczerpniętych z rękopisów i kronik. Opowiada o wszystkim, o co sami spytalibyśmy średniowiecznego człowieka, gdybyśmy mieli okazję porozmawiać z nim o warunkach życia w dawnych czasach. Z książki dowiadujemy się, czym myto zęby, z jakich żartów śmiano się do łez, ile kosztowała koszula, kto powinien golić brodę i na czym polegała zabawa „ślepiec w kapturze”.

Wszystkie kobiety o wysokim statusie mają długie włosy, lecz nie wypada nosić ich rozpuszczonych ani pokazywać się publicznie bez nakrycia głowy. Na tym obrazie służąca zaplata włosy swojej pani w dwa długie warkocze, po czym układa je w stylu „baranich rogów”.

Podróżując po średniowiecznej Anglii, natkniemy się także na sport opisywany przez niektórych jako: „Odstręczający […] bardziej prostacki, prymitywny i bezwartościowy niż jakakolwiek inna gra, rzadko kończący się bez żadnej szkody czy uszczerbku na zdrowiu graczy”. Tym sportem jest… piłka nożna. Choć taki opis może się wydawać odrobinę stronniczy, patrząc na grę sam możesz odnieść wrażenie, że to po prostu… mêlée bez broni!

Opisy zawarte w książce nie tylko zapadają w pamięć, ale są na tyle plastyczne i sugestywne, że pobudzają wyobraźnię. Oddziałują na wszystkie zmysły – stwierdzenia dotyczące higieny osobistej drażnią zmysł węchu, niektóre opisy średniowiecznej strawy wzbudzają apetyt, inne wywołują obrzydzenie, wzmianki o średniowiecznej modzie karmią oczy obrazami bogactwa tkanin, zdobień i faktur, a kakofonia dźwięków wypełniająca ulice i jarmarki zdaje się dudnić czytelnikowi w uszach.

Być może w osłupienie wprawić cię mogą zasady higieny osobistej: 

Smród niemytego ciała oznacza męskość. Jedyna dbałość mężczyzn o higienę przejawia się w tym, że raz po raz wkładają oni nową koszulę i regularnie są odwszawiani przez kobiety z rodziny. Narastająca wrażliwość mężczyzn i kobiet na inne zapachy daje się jednak zauważyć pod koniec wieku, gdy ludzie – zwłaszcza w miastach – regularnie używają już perfum, w szczególności piżma, cybetu, lawendy i wody różanej, a określenie „pachnieć jak róża” nabiera dosłownego sensu. […]

Nie każdy królewski obiad jest ucztą. Tu król spożywa posiłek w towarzystwie najbliższych doradców. Zwróć uwagę na baldachim nad jego głową, almarię ze srebrnymi naczyniami oraz minstreli.

Sugestywne są także fragmenty opisujące ówczesny jadłospis, w których autor porównuje produkty dostępne dziś i w tamtym czasie.

[…] w tym rozdziale na ogół czytać będziesz o potrawach smaczniejszych niż szczury, konie i psy. O skrajnościach warto jednak pamiętać, przeglądając metaforyczne karty dań średniowiecznej Anglii. Niektóre z twoich ulubionych potraw mogą się okazać niedostępne.

Nie ma ziemniaków czy pomidorów, bo pochodzą z ziem jeszcze nieodkrytych. […] Jak wszyscy prawdziwi podróżnicy nie masz innego wyjścia, jak tylko jeść to, co dostępne, bo w wielu wypadkach jedyną alternatywą jest głód. Jeśli niezmienna dieta złożona z gotowanego boczku, chleba żytniego i grochu cię nie zachwyca, bądź szczęśliwy, że nie trafiłeś do domu, w którym boczek zjełczał, mąkę zjadły szczury, a groch zwilgotniał i spleśniał. […]

Jeśli z kolei martwisz się, że dokuczy ci głód w czasie postu – porzuć obawy, zwłaszcza jeśli jesteś gościem na królewskim dworze…

Czy jedzenie na pańskim stole staje się skromne i pokorne, by odzwierciedlić religijną naturę obyczaju? Skąd! W dzień rybny na pierwsze danie możesz dostać minogi pieczone w occie z pieprzem, imbirem i cynamonem, płotki lub węgorze w cieście, pieczone śledzie z cukrem, szczupaka w galantynie, gotowanego dorsza atlantyckiego lub kurka […].

A jeśli zabrakłoby ryb? Cóż, jest i na to sposób…

Foki, morświny, delfiny, bernikle, maskonury i bobry liczą się jako ryby, ponieważ zaczynają swój żywot w wodzie. Są więc z rozkoszą jadane również w dni bezmięsne. Średniowieczna wiedza o rybach jest więc mocno ograniczona […].

Czy nadal marzysz o podróżach w czasie? Jeśli tak, zapraszamy do lektury niezwykłej książki, dzięki której poznasz prawdziwe średniowiecze!

http://wydawnictwo-astra.pl/produkt/zycie-codzienne-sredniowiecznej-anglii/

CLOSE
CLOSE