„…tutaj, do mego rękawa”. Ludwik XI i polityczna korupcja

Portret Ludwika XI. Wikimedia Commons, domena publiczna.

„Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie” – ta znana powszechnie maksyma Lorda Actona streszcza znane od stuleci zasady łapówkarstwa i korupcji stosowane wobec „ludzi władzy” wszystkich systemów politycznych w dziejach. Zasada stara jak sama ludzkość, która już u zarania swojego istnienia pojęła, że władza i wpływy są takim samym wymiernym i sprzedawalnym „towarem” jak każdy inny, i że za odpowiednią cenę dzierżący ją potentaci mogą się nią z innymi podzielić. W niektórych państwach zasada ta miała charakter systemowy.

Pajęcza sieć

System korupcji działa najczęściej oddolnie, gdyż z zasady to władcom najbardziej brakuje pieniędzy, a poddanym najbardziej brakuje władzy. Tylko najpotężniejsi i najbardziej wizjonerscy potentaci pojęli, że w pewnych ściśle kontrolowanych warunkach proces ten można odwrócić.

Jednym z nich był król Francji Ludwik XI Walezjusz, panujący w latach 1461–1483. Dzisiaj mówi się o nim niemal w samych superlatywach. Położył podwaliny pod nowożytne państwo francuskie, zreformował administrację, powiększył stałą armię, ostatecznie zakończył wojnę stuletnią z Anglią, zlikwidował (choć głównie rękami Szwajcarów) problem burgundzki, zakładał manufaktury, dbał o rozwój miast. I chociaż nazywano go „Rozważnym” (le Prudent), to jednak nieoficjalnie był określany innym przydomkiem: „Pająk”, gdyż na podobieństwo pająka oplótł siecią swoich wpływów i zależności nie tylko obcych władców, ale także własnych oraz cudzych poddanych. Oczywiście nigdy nie dokonałby tego wszystkiego, nie dysponując gotówką, ale w monarchii Walezjuszów nigdy tak naprawdę jej nie brakowało, zasługą króla było znalezienie odpowiednich sposobów na zapełnienie królewskiego skarbca. W tym celu przyciągał do siebie zdolnych i kompetentnych ludzi: jurystów, dyplomatów, finansistów i nawet zwykłych karierowiczów, często pochodzących z drobnej szlachty lub mieszczaństwa, których odpowiednio motywował i którym powierzał resorty, zadania i konkretne misje. Król odsuwał od wpływów i znaczenia arystokratów oraz książąt krwi, którym nie ufał przynajmniej od czasu wojny z Ligą Dobra Publicznego i bitwy pod Montlhéry w 1465 roku.

Jedną z najczęściej stosowanych podstępnych metod kaptowania zwolenników i sług było ściąganie ich z obozu własnych wrogów. Tą drogą do królewskiej służby dostał się zdolny polityk i dyplomata Philippe de Commynes, do 1472 roku służący jako szambelan i doradca głównemu wrogowi Ludwika, księciu Burgundii Karolowi Zuchwałemu. Na wieść o zdradzie swego zaufanego sługi książę Karol wpadł we wściekłość i kazał skonfiskować wszystkie jego włości w jego państwach. Commynes, mianowany seneszalem Poitou oraz udekorowany Orderem św. Michała i zaopatrzony w liczne lenna, w tym księstwo Talmont i seniorię Argenton, służył odtąd z oddaniem królowi Francji. To właśnie jemu zawdzięczany cenny portret psychologiczny i polityczny władcy, odmalowany w jego Pamiętnikach. On też przekazał wiele autentycznych historii, anegdot i przemyśleń dotyczących panowania króla, tego najwybitniejszego, choć też najbardziej pokrętnego władcy z rodu Walezjuszów. Król zwykł bowiem mawiać: Qui ne sait dissimuler ne sait régner (Kto nie umie udawać, nie umie rządzić). W odniesieniu do polityki królewskiej trudno się z tym nie zgodzić.

Spotkanie królów Anglii i Francji na moście w Picquigny. Wikimedia Commons, domena publiczna.

To nie pensja, to trybut!

Jednak to nie szambelan księcia Burgundii okazał się najcenniejszym „nabytkiem” królewskim. Przyszedł moment, kiedy pensję od władcy Francji przyjmował król Anglii oraz cały jego dwór. Commynes ze swadą uchwycił nie tylko moment, kiedy to się stało, ale i niezwykłe towarzyszące im okoliczności „łapówkodawstwa” i „łapówkobiorstwa”.

Po ataku armii Edwarda IV na Francję w 1475 roku, szybko zakończonym układem w Picquigny, podpisanym 29 sierpnia, Walezjusz uznał, że zamiast walczyć, korzystniej będzie niejako wziąć całą Anglię na swój żołd. Niejawne klauzule traktatu wyszczególniały kwoty, które otrzymał nie tylko londyński skarbiec czy personalnie angielski monarcha, ale także poszczególne osobistości jego dworu. I tak król Edward otrzymywał od ręki 75 000 skudów w złocie (a dodatkowo 50 000 okupu za uwolnienie z Tower Małgorzaty Andegaweńskiej[1]), oraz pensję roczną w wysokości 50 000 skudów. W sumie miał otrzymać 425 000. Nie dość na tym. Poszczególni magnaci mieli uzyskiwać odpowiednio: wielki szambelan William Hastings – 2000 skudów rocznie, Thomas Montgomery i Thomas Howard – po 1200, lord kanclerz Thomas Rotherham – 1000, inni mniej, w tym po części w zastawie stołowej i klejnotach. W sumie na tę część angielskiej elity Ludwik XI wydał 16 000 skudów. A co z tysiącami angielskich żołnierzy przybyłych w liczbie kilkunastu tysięcy, by wspomóc swego króla w „odzyskaniu” francuskiej korony? Walezjusz zaprosił ich wszystkich na swój koszt na kilkudniowe obżarstwo i opilstwo do Amiens, z czego nie omieszkali skorzystać. Wkrótce grupy pijanych i wałęsających się po tawernach i gospodach żołnierzy nie przypominały już „armii inwazyjnej”, która ruszyła na podbój zamorskiego królestwa. W zamian Ludwik uzyskiwał wycofanie Anglików na ich wyspę, wydanie zakładników i zerwanie przymierza z Karolem Zuchwałym. Tylko tyle, dla króla Francji było to jednak „aż tyle”, gdyż dzięki temu zyskiwał wolną rękę wobec księcia Burgundii.

Mantykora o twarzy Williama Hastingsa. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Wszystko to było możliwe tylko dzięki temu, że Ludwik odkrył – a było to odkrycie naprawdę genialne – że ludzkim poczynaniem sterują odpowiednie nazwy i pozory. Gdyby ich właściwie używać, można wmówić wielu jego wrogom niemal wszystko. Aby zatem Edward IV i jego rodacy mogli zachować twarz, ich pensję nazwano dla niepoznaki „trybutem”. To brzmiało już o wiele lepiej dla dumnych synów Albionu. O mało wszystko się jednak nie wydało za sprawą pewnego nieostrożnego francuskiego magnata, wicehrabiego Narbony. Commynes, obserwując w towarzystwie jednego z angielskich zakładników z okna pałacu w Senlis przemarsz burgundzkiego oddziału, towarzyszącego poselstwu od księcia Karola, opisuje reakcję Anglika:

Jeden z Anglików zaczął żałować układu i rzekł mi, stojąc w oknie, iż gdyby widział z księciem Burgundii wielu takich ludzi, to mogłoby się zdarzyć, jako wcale nie zawarliby owego pokoju. Pan de Narbonne, dziś zwany panem de Foix, usłyszał te słowa i rzekł mu: „Czyżbyście byli takimi prostakami, by sądzić, jako książę Burgundii nie miał większej liczby takich ludzi? Odprawił ich jeno po to, by odetchnęli, lecz wy tak bardzo pragnęliście powrócić, iż sześćset beczek wina i pensja, dana wam przez naszego króla, wysłały was w wielkim pośpiechu do Anglii”. Anglik się rozgniewał i rzekł: „Tak właśnie każdy nam mówił, jako będziecie z nas kpić. Nazywacie pensją pieniądze, dane nam przez [waszego] króla? To trybut, i na świętego Jerzego będziecie jeszcze o tym mówić, kiedy powrócimy”. Przerwałem tę wymianę zdań i obróciłem całość w żart. Lecz Anglik tym się nie zadowolił i rzekł o tym słowo [naszemu] królowi, który wpadł w straszny gniew przeciwko panu de Narbonne[2].

Zadziwiająca zaprawdę gra pozorów tak z jednej, jak i z drugiej strony. 

Portret Philippe’a de Commynes. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Otwarty rękaw

Ludwik XI nie byłby jednak sobą, gdyby nawet korupcyjnych wydatków nie usiłował „wciągnąć w koszty” swojej własnej monarszej „działalności gospodarczej”. Od obdarowanych żądał bowiem pokwitowań otrzymania uzyskanych tą drogą dochodów. Dzięki temu miał z jednej strony porządek w księgowości, z drugiej – „haka” na delikwenta na wypadek volte-face. Wszystko w papierach wyglądałoby pięknie, gdyby jeden z „pensjonariuszy”, a był nim nie kto inny jak wspomniany lord szambelan Anglii, w końcu się nie „postawił” wobec wysłannika króla Francji, Pierre’a Claireta. Nieoceniony w takich wypadkach Commynes i tym razem nie zawodzi:

Tenże Piotr Clairet, który był wielce rozumnym mężem, odbył rozmowę z szambelanem sam na sam całkiem prywatnie w jego komnacie w Londynie. Po przekazaniu od króla koniecznych słów okazał mu dwa tysiące talarów w złocie (gdyż w innej monecie nigdy król darów cudzoziemcom nie czynił), a jak tylko szambelan przyjął te pieniądze, Pierre Clairet poprosił go, by uczynił zadość jego misji, podpisując owo pokwitowanie. Tenże pan Hastings stawiał trudności. Wówczas Clairet na nowo prosił go, by dał mu jedynie list w trzech liniach, przeznaczony dla króla, w którym by potwierdzał, iż otrzymał pieniądze, a to dla wypełnienia swej misji wobec króla, jego pana, z obawy, by ten nie pomyślał, iż je sobie przywłaszczył, gdyż pan to był wielce podejrzliwy. Tenże szambelan widząc, iż prośba Claireta była słuszna, odpowiedział panu szambelanowi: „To, co mówicie, brzmi wielce rozsądnie; lecz ten dar jest z woli króla, a nie z moich żądań; jeśli macie życzenie, bym go wziął, to włóżcie go tutaj, do mego rękawa, lecz nie otrzymacie ani listu, ani potwierdzenia, gdyż nie pragnę, by mówiono o mnie, iż wielki szambelan Anglii został pensjonariuszem króla Francji, ani by moje pokwitowania zostały odnalezione w Izbie Rachunkowej”. Tenże Clairet na to zamilkł, pozostawiając mu pieniądze; pojechał zdać sprawę królowi, który był wielce rozgniewany, iż ten nie przywiózł mu pokwitowania; lecz pochwalił go i podziękował szambelanowi więcej niż wszelkim innym sługom króla Anglii. I odtąd szambelan zawsze był opłacany, nie wydając pokwitowania.

Mimo tego jedno z pokwitowań od Hastingsa znalazło się w paryskiej Izbie Rachunkowej, o czym nasz pamiętnikarz nie omieszkał wspomnieć. Czy to ono dało w 1483 roku podstawy do egzekucji lorda szambelana za sprawą Ryszarda, księcia Gloucester[3], który miał wkrótce potem objąć tron Anglii jako Ryszard III? Tego nie wiadomo. Tak się jednak składa, że książę Ryszard także figurował na liście obdarowanych przez Ludwika XI, owego „Pająka”, trzymających wszystko i wszystkich w garści.

Wszystkich? Może jednak nie, była bowiem pewna Osoba, która jednak oparła się pokusie i nie spełniła królewskiej woli, czego Walezjusz nie omieszkał Jej wypomnieć. Westchnął wówczas z nieukrywanym wyrzutem:

O Najświętsza Panno, nawet teraz, kiedy ofiarowałem Ci tysiąc czterysta skudów, ani trochę mi nie pomagasz![4]

Bibliografia:

Commynes, Memoires (Livres IV–VI), par J. Dufournet, Paris 2007.

Murray Kendall, Ludwik XI. Europa w sieci Pająka, tłum. I. Szymańska, Warszawa 1976.

Murray Kendall, Ryszard III, tłum. K. Jurasz-Dąbska, Warszawa 1980.

[1] Wdowy po Henryku VI Lancasterze. Była ona córką „dobrego króla René”, któremu Ludwik XI zamierzał wyświadczyć przysługę w zamian za jego lenna.

[2] Cytat w tłum. własnym za: Philippe de Commynes, Memoires (Livres IV–VI), par J. Dufournet, Paris 2007, s. 110 i 112.

[3] William Hastings został po śmierci Edwarda IV oskarżony przez regenta Ryszarda, księcia Gloucester, o zdradę i natychmiast ścięty 14 czerwca 1483 roku.

[4] P. Murray Kendall, Ludwik XI. Europa w sieci Pająka, tłum. I. Szymańska, Warszawa 1976, s. 276.