Tajny agent Henryka V

Heraldyczne przedstawienie Gilberta de Lannoy. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Na przełomie roku 1422 i 1423 przez Egipt i Syrię podróżował dość osobliwy mąż. Jego strój, mowa i postawa wskazywały na Franka, do tego człowieka znacznego i obytego w świecie. Znał nieco słów w miejscowej mowie, więc mogło się zdawać, że kiedyś już w tych stronach bywał. Wędrował, nie spiesząc się, od miasta do miasta, dokładnie wszystko oglądając i skrzętnie coś po drodze notując. Od egipskiej Aleksandrii kierował się w stronę Kairu, góry Synaj, Jerozolimy, Damaszku oraz innych miejsc, co ciekawe, nie zawsze znajdujących się na szlaku chrześcijańskich pielgrzymek. W każdym z nich zachowywał się podobnie. Oglądał pielgrzymim zwyczajem miejsca święte, lecz spoglądał uważnie na baszty i bramy miejskie, objeżdżał je wokół, sprawdzał grubość murów przy podstawie i skrzętnie coś zapisywał, podobno na użytek przyszłych pątników. Kim był ten cudzoziemiec? Nagabywany przez miejscowych urzędników, prostował się z dumą, a skłaniając z lekka głowę, mówił przez tłumacza: „Jam jest Gilbert de Lannoy1, pan na Santes, ambasador Ich Wysokości króla Anglii Henryka i króla Francji Karola… A Vostre plaisir2”.

Ostatni błędny rycerz Europy

Gilbert II de Lannoy (1386–1462), flandryjski podróżnik i pamiętnikarz, pochodził z okolic Lille przy obecnej granicy francusko-belgijskiej. Z racji pochodzenia oraz pozycji społecznej miał podążyć śladami ojca, Gilberta I, zostając rycerzem, dyplomatą i urzędnikiem w służbie miejscowych feudałów. Rzeczywiście, w tej roli przez całe swe życie się sprawdzał, jednak niespokojny duch, ciekawość świata i zacięcie literackie wciąż gnały Gilberta z miejsca na miejsce, co sprawiło, że stał się największym podróżnikiem-dyplomatą swoich czasów, w dodatku jednym z nielicznych, którzy spisali wspomnienia ze swoich misji i wypraw.

Pierwszą podróż poza rodzinne strony odbył w 1399 roku, w wieku 13 lat, towarzysząc Waleranowi, hrabiemu Saint-Pol, w wyprawie na wyspę Wight przeciwko zwolennikom Henryka Lancastera, ostatnią zaś w 1450 roku, udając się na pielgrzymkę do Rzymu. Daje to w sumie 51 lat wypełnionych podróżami, poselstwami i misjami dyplomatycznymi, przerywanych niekiedy wojnami oraz administracją powierzonych mu włości. Mapa jego podróży rzeczywiście robi wrażenie, jeśli weźmie się pod uwagę ówczesne lądowe i morskie możliwości transportowe, obejmując obszar od Portugalii i Granady po Litwę i Nowogród Wielki oraz od Irlandii i Szkocji po Egipt i Syrię. Trudno znaleźć obszar Europy, do którego choć raz by nie zawitał (może poza Półwyspem Skandynawskim i bałkańskim interiorem), a jego misje aż dwukrotnie zaprowadziły go do ówczesnej Polski, gdzie w latach 1413 i 1422 był przyjmowany na dworze Władysława Jagiełły.

Pozostawił po sobie kilka pism. Poza Podróżami i poselstwami3, zawierającymi opis jego wojaży, zredagowanymi już po jego śmierci na podstawie luźnych zapisków, napisał dwie szczegółowe relacje ze swej drugiej podróży do Lewantu: jedną zatytułowaną Pielgrzymki, a drugą Raporty; obie zostały włączone do tekstu Podróży i poselstw. Jest też autorem kilku Opinii przeznaczonych dla księcia Burgundii Filipa Dobrego, a dotyczących aktualnych problemów politycznych (między innymi spraw husyckich). Przypisuje mu się także autorstwo traktatów Wychowanie młodego władcy oraz Instrukcje ojcowskie, choć w tym wypadku zdania są podzielone, gdyż ich autorem mógł być jego brat Hugo de Lannoy4.

Czy wśród swoich licznych wypraw Gilbert de Lannoy odbywał również misje szpiegowskie? Nie ma wątpliwości, że przynajmniej jedna z nich miała taki charakter. W latach 1421–1423 podróżował przez Europę Środkowo-Wschodnią do Lewantu, gdzie dla króla Anglii Henryka V miał wykonać ważne zadanie…

Bitwa pod Azincourt, w której Gilbert został ranny i trafił do angielskiej niewoli.  Wikimedia Commons, domena publiczna.

W stronę Lewantu

Przygoda życia Gilberta de Lannoy rozpoczęła się w roku 1415 na polu bitwy pod Azincourt. Walcząc po stronie króla Francji, Gilbert został ranny i wzięty do niewoli przez Anglików, cudem unikając śmierci w płomieniach improwizowanego lazaretu podczas nakazanej przez Henryka V masakry rannych jeńców. Trafiwszy następnie do Calais i do Anglii, został wykupiony za cenę 1200 skudów w złocie (nie licząc konia, wartego według niego 100 franków), co jak na zwykłego rycerza było sumą dość znaczną.

Co ciekawe, nie była to jego pierwsza angielska niewola, gdyż ledwo w poprzednim roku został na krótko aresztowany w Anglii, będąc jakoby w drodze do Groty św. Patryka w Irlandii. Jednak o przyczynach tego incydentu nie wspomina w swojej relacji. Czyżby powodem była jego domniemana misja wywiadowcza?

Wykupiony z niewoli wrócił na kontynent i dostał się na dwór ówczesnego hrabiego Charolais, a przyszłego księcia Burgundii Filipa, w którego służbie miał pozostać do końca swojej kariery. Przez pewien czas był jego najbardziej zaufanym szambelanem, stale przebywając w jego otoczeniu i utrzymując nawet nadzór nad Tajną Pieczęcią. Tak było aż do czasów słynnego spotkania w 1419 roku na moście w Montereau ojca Filipa – Jana bez Trwogi – z delfinem Francji Karolem (przyszłym Karolem VII), podczas którego ten pierwszy został zamordowany. Oznaczało to ostateczne przejście Burgundii na stronę Anglików, w związku z czym Gilbert otrzymał swoją pierwszą wielką misję dyplomatyczną, reprezentując nowego księcia Burgundii w negocjacjach z Henrykiem V. On sam pisze o tym w ten sposób:

A kiedy pan mój, książę Filip, został księciem Burgundii, wysłał mnie w poselstwie wraz z biskupem Arras, przebywającym wtenczas w Mante, do króla Anglii, dla [zawarcia] pokoju między królami Francji i Anglii, który to pokój został wówczas zatwierdzony w tym czasie, o którym mowa5.

Wspomniany pokój to słynny traktat z Troyes, zawarty ostatecznie w maju 1420 roku, na mocy którego Henryk V został regentem i następcą tronu francuskiego; przewidziana została wtedy przyszła unia personalna między dwoma królestwami. Tym samym Henrykowi wydawało się, że główny cel wojen, ciągnących się z przerwami od 1337 roku, został przez Anglię osiągnięty, choć do realizacji traktatu należało jeszcze przekonać zwolenników delfina.

Nastał czas na nowe przedsięwzięcie. Król Anglii zwrócił wzrok w stronę Lewantu.

Filip III, książę Burgundii. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Lądem przez Europę…

Epoka krucjat nie zakończyła się wraz z opuszczeniem Ziemi Świętej. Przez całe późne średniowiecze idea przepędzenia stamtąd niewiernych powracała przy najróżniejszych okazjach. Zaprzątała także myśli Henryka V. Był już, jak mu się zdawało, na dobrej drodze do zjednoczenia wrogich sobie do tej pory królestw, postanowił więc podążyć tropami swego słynnego przodka – Ryszarda Lwie Serce, ku Jerozolimie. Sprawę tę omawiał z całą pewnością z Filipem Burgundzkim podczas wspólnego oblegania Montereau i Melun w czerwcu 1420 roku. Henryk szukał odpowiedniego człowieka do przeprowadzenia rekonesansu w Lewancie, zapewne właśnie wtedy Filip polecił mu Gilberta de Lannoy. Być może Henryk pamiętał Gilberta, jeśli nie z czasów Azincourt, to z okresu negocjacji przed zawarciem traktatu w Troyes. Ale jeśli nawet wtedy nie zwrócił baczniejszej uwagi na ambasadora księcia Burgundii, to teraz miał okazję to uczynić. Pan de Lannoy przypadł zapewne królowi do gustu, gdyż łączyły ich nie tylko rycerski charakter, niespokojny duch, upór w dążeniu do celu, ale też… nierealne już wtedy marzenia o wskrzeszeniu Outremer. Gilbert nadawał się do tego zadania jak nikt inny, wszak przed około dwudziestu laty odbył swoją pierwszą podróż do Egiptu i Jerozolimy, towarzysząc jako giermek seneszalowi Hainaut, Janowi de Warchin. O czym dokładnie rozmawiali rycerz burgundzki i król Anglii, nie wiadomo, gdyż Gilbert po latach podsumował ich spotkanie bardzo krótko:

W tym to czasie udałem się w podróż lądem do Jerozolimy na życzenie króla Anglii i króla Francji i mojego pana księcia Filipa, głównego sprawcy [wyprawy]6.

Oczywiście zaangażowanie króla Francji było jedynie pozorem. Karol VI Szalony z powodu swojej niepoczytalności nie był w stanie niczego organizować, niemniej Henryk V jako regent królestwa Francji miał prawo występować także w jego imieniu.

Głównym organizatorem i fundatorem całego przedsięwzięcia pozostał jednak książę Burgundii, natomiast król Anglii zaopatrzył Gilberta w konieczne glejty i listy polecające do władców europejskich z prośbą o dalsze wsparcie organizacyjne i dyplomatyczne całego przedsięwzięcia. Wybrano dłuższą drogę, lądową, przez Europę Środkową i Bałkany, co miało również związek z przeprowadzeniem krucjatowej akcji propagandowej na dworach monarszych tej części Europy.

Przekazawszy z żalem Tajną Pieczęć swojemu szwagrowi, panu de Roubaix, Gilbert wyruszył wiosną 1421 roku w towarzystwie siedmiu kompanów, udając się z Flandrii w kierunku państwa krzyżackiego. Droga wiodła przez kraje północnoniemieckie i księstwa zachodniopomorskie do Gdańska, gdzie Gilbert spotkał się z wielkim mistrzem Michałem Küchmeistrem, by najprawdopodobniej przez Malbork wkroczyć na ziemie polskie i udać się na dwór Władysława Jagiełły.

Gilbert wyjątkowo obszernie (mimo że zwykle był oszczędny w słowach) opisuje swoje spotkanie z polskim królem oraz towarzyszące mu kulturalne „wydarzenia”:

Zatem z Prus udałem się do króla Polski przez miasto Sandomierz na Rusi (sic!), którego zastałem na odludnych krańcach Polski w pewnym nędznym miejscu, zwanym Oziminy, w którym odprawiłem moje pokojowe poselstwo od dwóch wyżej wspomnianych królów i okazałem mu cenne dary od króla Anglii. Ten zaś uczynił mi wielki honor i wysłał przede mnie [poczet] dobre trzydzieści mil, by mnie do siebie sprowadzić na swój koszt. I dał mi na tym odludziu wielce piękną kwaterę, całą z zielonych liści i gałęzi [sporządzoną], by mą osobę przy sobie zachować, i zaprowadził mnie na łowy, [polegające na] chwytaniu żywcem niedźwiedzi i uraczył mnie dwoma wielce wystawnymi obiadami, a na jednym szczególnym było sześćdziesiąt par potraw. I sadzał mnie do swego stołu, i wysyłał mi wciąż prowianty7.

Henryk V. Czy naprawdę był gotów do krucjaty? Wikimedia Commons, domena publiczna.

Po tak miłym wstępie można było zatem przejść do polityki:

I przekazał mi listy, o które go prosiłem, przeznaczone dla cesarza Turcji, który był się udał na wyprawę przeciw królowi Węgier, abym miał glejty na przejazd przez Turcję, lecz rzekł mi, że ów cesarz umarł, przez co cała Turcja jest w stanie wojny i nie mogę jechać lądem8.

Po wymianie upominków (dokładny katalog darów polskiego króla Gilbert wyszczególnił w swojej relacji, zaś listę prezentów od Henryka V dla Jagiełły zamieścił w swojej kronice Jan Długosz9) oraz przekazaniu przez Jagiełłę glejtów i listów na dalszą drogę, de Lannoy ruszył w kierunku Lwowa i granicy mołdawskiej. Po drodze zaliczył jeszcze spotkanie z księciem Witoldem w Kamieńcu Litewskim (jego opis zajął w relacji Gilberta jeszcze więcej miejsca niż tego w Oziminach), skąd wyprawił do Henryka V swojego kapelana, z całą pewnością z relacją o swych dotychczasowych dokonaniach oraz zamierzeniach.

Gilbert dotarł w końcu do Mołdawii. Tam dał się przekonać hospodarowi Aleksandrowi, że przeprawa przez Bałkany jest błędem z uwagi na turecką wojnę domową, więc zdecydował się na przekroczenie Dniestru i trasę przez Krym i Morze Czarne do Konstantynopola.

Jednak jeszcze przed wkroczeniem na Dzikie Pola, w rejonie Białogrodu (Monte Castro), zamieszkiwanego w większości przez Genueńczyków, spotkała go niemiła przygoda. Został napadnięty i obrabowany przez zbójców i cudem umknął z ich niewoli w samej tylko koszuli. Dzięki interwencji hospodara bandyci zostali ujęci, a rzeczy Gilberta odzyskane. Udobruchany burgundzki rycerz nawet wstawił się u swoich wybawców, by darowali życie rzezimieszkom.

Jadąc następnie lądem do Kaffy, był przyjmowany z honorem przez jednego z tatarskich lenników Litwy, którego nasz podróżnik nazywa Jambo (przydały się tu listy i glejty od Witolda), by po kolejnych, nie do końca bezpiecznych, spotkaniach z Tatarami na „stepach akermańskich” i na Krymie, osiemnastego dnia dotrzeć do genueńskiej kolonii. Oznaczało to koniec lądowego etapu podróży. Teraz na burgundzkiego rycerza czekało otwarte morze.

…i statkiem przez morza

Zaokrętowawszy się w Kaffie na wenecką galerę, udał się następnie do Konstantynopola, tu również sprawując swoje poselstwo od króla Anglii przed starym cesarzem Manuelem II Paleologiem oraz jego synem i współwładcą Janem. I tym jednak razem turysta wziął górę nad dyplomatą, bowiem w relacji Gilberta niewiele miejsca zajmuje poruszana w poselstwie kwestia unii Kościołów łacińskiego i greckiego, za to bardzo wiele opis jego przyjęcia na dworze bizantyjskim, cudowności miasta oraz oglądanych wówczas świętych relikwii.

Planowanej wówczas podróży przed oblicze tureckiego sułtana sprzeciwił się cesarz, podnosząc po raz kolejny kwestię wielowładzy i wojny domowej, w związku z czym niepocieszony rycerz burgundzki udał się morzem na Rodos, skąd, zostawiwszy swoje cenne rzeczy oraz świtę, w towarzystwie tylko dwóch kompanów: Jana de la Roy oraz „króla herbowego” (herolda) Artois, wyprawił się przez kreteńską Kandię do egipskiej Aleksandrii.

Nastał już rok 1422 i zaczęła się najniebezpieczniejsza część jego wyprawy. Gilbert porzucił godność ambasadora i przeistoczył się w szpiega.

Drzeworyt przedstawiający Konstantynopol. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Tajna misja

De Lannoy dotarł do Lewantu w niebezpiecznym okresie, jako że państwo mameluków od jakiegoś czasu pogrążało się w anarchii. Walki wewnętrzne, przewroty pałacowe, bunty i zamieszki trwały od wielu lat, zamieniając kwitnące niegdyś kraje Lewantu w pogorzelisko. Do tego dochodziły jeszcze ataki chrześcijańskich piratów z Cypru, upadek handlu i klęski żywiołowe. Dopiero od marca 1422 roku rozpoczął się okres krótkotrwałej stabilizacji władzy centralnej związany z objęciem tronu sułtańskiego przez Barsbaja al-Zahiriego, pod którego rządami państwo mameluków zdawało się powracać do swojej dawnej świetności i znaczenia. Sytuacja ta z jednej strony nie sprzyjała ruchom pielgrzymkowym i narażała pątników na niebezpieczeństwo utraty mienia, wolności, a nawet życia, z drugiej strony, odwracała również uwagę miejscowych władz od pozornie niegroźnych i nieuzbrojonych grup niewiernych, jeśli tylko zachowywały się w sposób niebudzący podejrzeń.

Zadaniem Gilberta de Lannoy było przeprowadzenie rekonesansu wojskowo-topograficznego i sporządzenie odpowiedniego raportu. Trzeba przyznać, że wywiązał się z niego należycie. Powstały wówczas aż dwa jego dzieła: Pielgrzymki, zwykły katalog miejsc świętych i związanych z nimi biblijnych i apokryficznych odniesień, oraz kilkakrotnie obszerniejsze Raporty10, zawierające opisy miast, portów i twierdz całego regionu (w tym muzułmańskich stolic – Kairu i Aleppo), wraz z połączeniami i odległościami między nimi, korzystnymi miejscami do desantu oddziałów, fortyfikacjami i instalacjami technicznymi (oczywiście na miarę epoki), warunkami pogodowymi itp. Można się domyślać, że pierwotnie oba teksty składały się z luźnych notatek (może nawet w części zaszyfrowanych), dla niepoznaki wymieszanych w celu uniknięcia słusznych poniekąd podejrzeń muzułmańskich władz.

Oto jak Gilbert opisuje port w mieście Tyr:

Tyr jest położony na wybrzeżu syryjskim, nad samym morzem, 25 mil [zarówno] morzem, jak i lądem od Akki. Trzeba wiedzieć, że przed miastem, w morzu, znajduje się cztery czy pięć wielkich i długich skał, z których niektóre wystają nieco ponad [poziom] wody, a inne nie, które to skały tworzą port w Tyrze. A do tego portu mogą wejść okręty o [wyporności] od 60 do 80 beczek, nie większe, oraz wszystkie inne płaskie barki. O jest tam bardzo dobry port, osłonięty od wszystkich wiatrów. I jest tam wiele wejść, między skałami, które są dobre do wpłynięcia dla tych małych barek…11.

O swoich przygodach w tych stronach de Lannoy pisze niewiele. Dostajemy tylko krótkie informacje na temat trasy, zawarte w Podróżach i poselstwach, wypadające niezwykle blado na tle opisu wcześniejszej, europejskiej części wędrówki. No cóż, tajemnica zobowiązuje… Czy nawiązywał również kontakty, kaptował „tajnych współpracowników”, ustalał „plany operacyjne”, tego nie wiadomo. Wspomina jedynie o spotkaniu w Kairze z patriarchą „Indii” (chodzi bez wątpienia o przywódcę religijnego jakobickich chrześcijan), z którym rozmawiał jako poseł króla Francji; może to wskazywać na chęć nawiązania kontaktu z miejscową „piątą kolumną”.

Rycina z 1493 roku ukazująca Jerozolimę. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Mury świętej Jerozolimy

W roku 1423 de Lannoy wrócił do Europy. Koniec swojej misji przedstawił jednak zadziwiająco krótko:

[Z Jerozolimy] powróciłem na Rodos, a stąd zwyczajną drogą do Wenecji, a stąd powróciłem przez Niemcy, gdzie zostałem uwięziony przez Bastarda Lotaryńskiego, lecz hrabia Vaudemont kazał mnie uwolnić12.

Skąd ten brak szczegółów? Czyżby nie miał już o czym pisać, a Wenecja była mniej warta zachwytów od Konstantynopola? Przyczyna jest prosta. Być może już na Rodos, a najpóźniej w Wenecji, Gilbert pojął, że wszystkie jego trudy i starania okazały się daremne. Henryk V zmarł bowiem w podparyskim zamku Vincennes 22 sierpnia 1422 roku. Bez króla Anglii planów krucjatowych nie miał kto realizować, zwłaszcza w obliczu trwającej wciąż wojny.

Gilbertowi pozostała zatem ostatnia rzecz do zrobienia: zdanie relacji z misji następcy króla, wówczas dwuletniemu Henrykowi VI i jego Radzie:

Roku [14] 23, powróciwszy z owej podróży, udałem się do Londynu, do młodego króla Anglii, by przedstawić mój raport z misji, którą mi był powierzył zmarły król Anglii, jego ojciec. A oddałem mu, jak i jego Radzie, złoty zegar, który miałem ofiarować od owego króla, jego ojca, wielkiemu Turkowi. A dał mi [młody] król na odchodnym 300 nobli i opłacił wszystkie me wydatki13.

Nie wiadomo, czy ktokolwiek z Rady przekazał wówczas Gilbertowi na pociechę ostatnie słowa Henryka V:

Ty wiesz, Boże, iż zawsze zamierzałem i zamierzam nadal, jeśli przeżyję, odbudować mury świętej Jerozolimy…14.

1 Czyt. Lanua.

2 Dewiza pana de Lannoy brzmiała właśnie: „Vostre plaisir”, czyli w wolnym tłumaczeniu: „Do Waszych usług”.

3 Voyages et ambassades 1399–1450 [w:] Oeuvres de Ghillebert de Lannoy, voyager, diplomate et moraliste, par Ch. Potevin, Imp. de P. Et J. Lefever, Louvain 1878.

4 Por. B. Sterchi, Hugues de Lannoy, auteur de l’Enseignement de vraie noblesse, de lInstruction d’un jeune prince et des Enseignements paternels [online: https://www.cairn.info/revue-le-moyen-age-2004-1-page-79.htm#re25no25]

5 Voyages et ambassades…, s. 50–51.

6 Tamże, s. 51.

7 Tamże, s. 53.

8 Tamże, s. 53–54.

9 Długosz nazywa jednak Gilberta omyłkowo Wilhelmem; por. J. Długosz, Roczniki, czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, ks. XI, 1413–1430, PWN, Warszawa 1985, s. 154.

10 Oba sprawozdania zostały włączone do tekstu jego Podróży i poselstw; por. Voyages et ambassades…, s. 73–162.

11 Tamże, s. 147–148.

12 Tamże, s. 71.

13 Tamże, s. 161–162.

14 Cytat na podst. G. Bidwell, Ostatni rycerz króla Artura, przekł. A. Bidwell, Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1977, s. 248.