Tajemnica zaginionej kolonii Roanoke

Angielski odkrywca, sir Walter Raleigh, ze swoim najstarszym synem, Walterem (1602). © Shutterstock.com, Everett Historical.

Anglicy nie mieli szczęścia w próbach osiedlenia się w Nowym Świecie. Gdy w końcu w latach 80. XVI wieku udało się założyć osadę na wybrzeżu Karoliny Północnej, po trzech latach po jej pozostałościach hulał wiatr. Spekulacje na temat tego, co właściwie spotkało osadników z Roanoke, nie mają końca. Ponad sto osób: mężczyzn, kobiet i dzieci, zniknęło bez śladu, a historycy mogą jedynie snuć hipotezy, czy odeszli sami, czy może spotkała ich jakaś tragedia.

Sponsorem wyprawy był sir Walter Raleigh, faworyt angielskiej królowej Elżbiety I. Zainwestował zawrotną sumę 50 tys. funtów, wysyłając osiemnaście statków w poszukiwaniu idealnego miejsca na założenie osady. Dowództwo dwóch statków, które wypłynęły z Anglii w kwietniu 1584 roku, objęli Philip Amadas i Arthur Barlowe. Otrzymali oni rozkazy poszukiwania terytoriów na północ od należącej do Hiszpanii La Florida i nawiązania przyjaznych relacji z miejscową ludnością. Wprawdzie na początku wywarli dobre wrażenie, ale z biegiem lat było już tylko gorzej.

Na początku była przyjaźń

16 lipca 1584 roku Amadas i Barlowe zakotwiczyli przy wyspie Roanoke, a na ich spotkanie wypłynęła miejscowa łódź. Towarzyszący wyprawie Thomas Harriot pisał o miejscowych: „To ludzie ubrani w luźne koszule z jelenich skór i podobne fartuchy, którymi się opasują na dole, resztę pozostawiając nagą, budowy są zupełnie innej niż Anglicy, nie używają ostrych narzędzi ani żelaznej czy stalowej broni, którą mogliby nam zagrozić, nie wiedzą też, jak ją wyrabiać”. Witano się przyjaźnie, ale trudno było o udaną konwersację, gdy żadna ze stron nie rozumiała ani słowa. Amadas i jego towarzysze zaoferowali ubrania i jedzenie, w zamian otrzymując ryby ze świeżego połowu. Następnego dnia na oficjalne powitanie przybył Granganimeo – brat wodza Algonkinów (tak nazywano miejscowe plemiona) wraz z pięćdziesięcioma mężczyznami. Przez pięć tygodni pobytu na Roanoke i w okolicach Anglicy nie sprawiali problemów, handlując cyną i miedzią z Algonkinami, od których z kolei otrzymywali skóry i jedzenie. Opuszczając wyspę we wrześniu 1584 roku, Amadas i Barlowe w ramach „wymiany kulturowej” zabrali ze sobą dwóch miejscowych o imionach Manteo i Wanchese.

Pionierzy sprowadzają zarazę

W kwietniu 1585 roku do wybrzeża Karoliny Północnej przybiła flota pod dowództwem sir Richarda Grenville’a złożona z siedmiu okrętów i około sześciuset ludzi. Mieli założyć stałą osadę o nazwie „Virginia” – na cześć królowej Elżbiety. Zły omen pojawił się jeszcze zanim osadnicy postawili stopę na suchym lądzie – sztorm rozproszył okręty na morzu i ledwie dopłynęły one do celu 27 lipca 1585 roku.

Przed gubernatorem Ralphem Lanem i stu sześcioma pionierami postawiono trudne zadanie założenia tzw. Pierwszej Kolonii i budowy Fortu Raleigh. Na początku szło im nieźle: kwitł handel z miejscowymi, angielskie metale i dobra wymieniano na jedzenie, skóry i perły. Niestety, szerzyły się także europejskie choroby, jak odra czy ospa, zbierając śmiertelne żniwo. Thomas Harriot pisał: „Nie było osady, gdzie po kilku dniach od naszego odejścia ludzie nie zaczynaliby bardzo szybko umierać”. Algonkinowie wierzyli, że to bóstwa kolonistów kontrolowały choroby, więc wódz wioski – Wingina – próbował w imieniu swojego ludu wybłagać u osadników litość. Bezskutecznie. Stosunki szybko uległy ochłodzeniu, a gdy przyjazny kolonistom brat wodza, Granganimeo, nie przeżył ciężkiej zimy 1585 roku, przyjaźń zmieniła się we wrogość. Po śmierci brata Wingina zmienił imię na Pemisipan i zaczął oswajać się z myślą, że czas położyć kres kolonii. Czyżby tu leżała odpowiedź na pytanie o tajemnicze zniknięcie osadników?

Wyrżnąć miejscowych – i uciec do Anglii

Mając dość miedzi od Anglików, Pemisipan przekonał pobratymców do ataku na kolonię. Najpierw odcięto fort od dostaw żywności i przeniesiono się na ląd, do Dasemunkepeuc, tym samym całkowicie izolując kolonistów. Potem zniszczono groble rybackie, żeby odebrać kolonistom jedyne pewne źródło pożywienia. Ostatnim etapem miał być atak Algonkinów na fort. Jednak mieszkańcy nie siedzieli z założonymi rękoma: gubernator sprzymierzył się z plemieniem Chanoaków i miał szpiega wśród miejscowych – syna wodza, Skiko. Wszystkich napotkanych Algonkinów wyłapywano i mordowano, aby zapobiec ostrzeżeniu wojowników. Bitwa wisiała w powietrzu, jednak trudno uznać, by Anglicy dali przykład honorowej walki. Gubernator Lane zakradł się ze swoimi ludźmi do Dasemunkepeuc, gdzie zaczęto strzelać do zaskoczonych, bezbronnych ludzi, urządzając prawdziwą jatkę. Kilku kolonistów dopadło Pemisipana i odrąbało mu głowę.

Po takim wydarzeniu nie można się było raczej spodziewać fajki pokoju, więc w forcie głodowano, wypatrując statków z zapasami. Gdy przypłynął sam Francis Drake – osadnicy świętowali. On jednak przybył przede wszystkim z ofertą. Lane miał wybór: albo bierze dwa okręty i płynie do zatoki Chesapeake, albo wraca do Anglii. Gubernator wiedział doskonale, że spalili za sobą wszelkie mosty. Za chwilę wybór dokonał się sam, gdy trwający cztery dni sztorm przetrzebił flotę Drake’a. 18 czerwca 1586 roku Anglicy opuścili Roanoke w takim pośpiechu, że zostawili kilku kolonistów, którzy prawdopodobnie odprowadzali Skiko do ojca. Zostali oni później zabici przez miejscowych. Anglicy zniknęli z Roanoke – ale tylko na chwilę.

Tańczący Indianie Secotan z Północnej Karoliny – barwna akwarela wykonana przez Johna White’a. © Wikimedia Commons.

Anglicy wracają jak złe wspomnienie

Miejscowi mogli odetchnąć i wrócić do swoich wiosek, ale jeśli myśleli, że pozbyli się Anglików na dobre – to mocno się przeliczyli. Za niespełna rok na Roanoke miał pojawić się John White wraz z grupą ok. stu pięćdziesięciu osób, wśród których znajdowali się mężczyźni, kobiety i dzieci, a także Manteo i Towaye. Co ciekawe, White dobrze wiedział, że na wyspie nie ma czego szukać, bo chyba już bardziej nie dało się zepsuć stosunków z miejscowymi, więc chciał zasiedlić Chesapeake, a pechową Roanoke ominąć z daleka. Gdy jednak trzy statki dobiły do Karoliny Północnej 8 maja 1587 roku, pilot flotylli Simao Fernandes odmówił zabrania osadników na Chesapeake. Uznał, że pora roku była na to niesprzyjająca. Ponownie osadnicy trafili na feralną wyspę.

Pierwszy zły omen pojawił się ledwie po sześciu dniach, gdy jeden z osadników, George Howe, oddalił się w poszukiwaniu krabów. Miejscowi natychmiast go schwytali, zadając mu „szesnaście ran strzałami i roztrzaskując głowę na kawałki”. White zrozumiał, że musi zyskać sprzymierzeńców, więc wysłał Manteo wraz z kilkoma ludźmi do plemienia przyjaznych dotychczas Kroatan. Wydano ucztę, a dawne urazy poszły w zapomnienie. White poprosił, aby Kroatanie wynegocjowali pokój i wznowienie przyjaźni z pozostałymi plemionami. Gdy w ciągu tygodnia nie udało się zrealizować misji, zaczęto przygotowywać się do bitwy. Anglicy ewidentnie nie wyciągnęli nauczki z wcześniejszych doświadczeń, bo ta eskapada miała okazać się jeszcze większą porażką niż ostatnia.

Wieczorem 8 sierpnia 1587 roku kapitan Stafford zabrał dwudziestu czterech żołnierzy i wyruszył na Dasemunkepeuc. Anglicy ukryli się w lesie i przypuścili atak tuż przed wschodem słońca. Jednak chwała szybko zmieniła się w hańbę, gdy żołnierze zorientowali się, że przez pomyłkę wymordowali Kroatan. Wrogowie, obawiając się zemsty za zabicie Howe’a, dawno już opuścili Dasemunkepeuc. W ramach zadośćuczynienia kilka dni później Anglicy nagrodzili Manteo za jego lojalność i po przyjęciu przez niego chrztu mianowali go Lordem Roanoke i Dasemunkepeuc. Był to pierwszy tytuł szlachecki nadany rdzennemu Amerykaninowi. Czy jednak to wystarczyło, czy może dawni przyjaciele szykowali zemstę za zniewagę i mieli wkrótce wyrżnąć w pień wszystkich mieszkańców?

Pomnik królowej Elżbiety I w Elizabethan Gardens (Ogrodach Elżbietańskich) upamiętniający Zaginioną Kolonię i jej mieszkańców. © Shutterstock.com, Zack, Frank.

Niebezpieczeństwo czyha z każdej strony

Tymczasem zapasy topniały i poważnie obawiano się nadchodzącej zimy. Jedynym sposobem na zagwarantowanie terminowości dostawy miało być wysłanie White’a do Anglii. Gubernator niechętnie przystał na ten plan i miał ku temu prywatne powody. 18 sierpnia na świat przyszła jego wnuczka – Virginia Dare, córka Ananiasa Dare’a i Eleanor, pierwsza chrześcijanka urodzona w Nowym Świecie. Gdy gubernator przygotowywał się do odpłynięcia, koloniści rozmawiali na temat przeniesienia osady na Chesapeake. Najwyraźniej zagrożenie ze strony miejscowych wciąż nie słabło. White wydał instrukcje, aby wyryto na drzewie nowe miejsce osiedlenia, a w razie niebezpieczeństwa – także symbol krzyża maltańskiego. Pożegnał się z rodziną i rankiem 27 sierpnia 1587 roku odpłynął do Anglii.

Lata 1587–1589 były frustrujące dla White’a ze względu na narastający konflikt z Hiszpanią (9 października 1587 roku wybuchła wojna). Królowa Elżbieta zakazała wypraw morskich do Ameryki, a próba dotarcia do kolonii w 1588 roku nie powiodła się, ponieważ na White’a napadli francuscy piraci i zmusili ograbiony statek do powrotu. Dopiero w maju 1590 roku dołączył do Abrahama Cocke’a, a dwa miesiące później dwa statki – „Hopewell” i „Moonlight” – dotarły do wybrzeży Ameryki. White i część załogi zeszła na ląd, ale fort był opustoszały. Na drzewie wycięto litery „CRO”, a na palisadzie: „CROATOAN”, ale nigdzie nie było nawet śladu krzyża maltańskiego. White podejrzewał, że koloniści musieli się przenieść wraz z Manteo do pobliskiej osady Kroatan, a na widok splądrowanego fortu stwierdził: „Tego nie mógł uczynić nikt inny, jak Dzicy wrogowie z Dasamongwepeuk”. Może to jednak wrogowie napadli na osadników, wymordowali ich i ograbili? Albo dawni przyjaciele wzięli odwet? A może po prostu głód zmusił osadników do odejścia? Niestety, z powodu burzy nie dało się przeszukać wyspy. Przed powrotem do Anglii kapitan wystrzelił z dział w nadziei, że osadnicy usłyszą i dadzą jakiś sygnał. Niestety tak się nie stało. W 1603 roku Raleigh wysłał dwa statki na poszukiwanie „Zaginionych kolonistów”, ale bezskutecznie. Ich losy miały na zawsze przepaść w mrokach historii.

Legendy, dziewice i winnice

Historia Zaginionej Kolonii Roanoke obrosła dziś legendami i mitami. Wielu historyków uważa, że koloniści przeżyli i zasymilowali się z miejscowym ludem Chesapeake. Słynny wódz Paspegów i ojciec Pokahontas – Powatan – miał później wybić całe plemię i wszystkich angielskich kolonistów (ponoć chwalił się tym w 1606 roku). Mogli jednak przeżyć ich potomkowie. W 1701 roku angielski badacz John Lawson pisał o niezwykłej grupie jasnoskórych mieszkańców Wysp Kroatan, których „wielu przodków było piśmiennymi białymi ludźmi”.

Z historii Zaginionej Kolonii wywodzi się również legenda o Białej Łani. Wnuczka gubernatora, Virginia, wyrosła na piękną dziewczynę, która wzbudziła zachwyt Kroatan. Wśród jej adoratorów byli szlachetny Okisko i zazdrosny czarownik – Chico. Odrzucony czarownik zemścił się, zmieniając ją w białą łanię. Łania-dziewica została przypadkowo zabita, gdy jeden z wojowników dowodził swoich umiejętności. Z jej krwi wyrosła wspaniała winnica, która zrodziła najsłodsze owoce, a z win produkowanych z tej odmiany Karolina Północna słynie do dziś.

Źródła

T. Harriot, A Briefe and True Report of the New Found Land Of Virginia, 1590, [online] www.gutenberg.org [dostęp: 20 sierpnia 2015].

J.S. Jones, Memorials of North Carolina, Scatchered and Adams, New York 1838.

H. McMillan, Sir Walter Raleigh’s Lost Colony, Advance Presses, 1888.

Ch. W. Porter, ADVENTURERS TO A NEW WORLD. The Roanoke Colony, 1585–87, U.S. Government Printing Office, Washington 1972.

C.W. Sams, The Conquest of Virginia The First Attempt Being an Account of Sir Walter Raleigh’s Colony on Roanoke Island, Based on Original Records, and Incidents in the Life of Raleigh 1584–1602, Keyser-Doherty, Virginia 1924.

J. White, The Fifth Voyage of M. John White into the West Indies and Parts of America called Virginia, in the year 1590, Document No. AJ-038, Wisconsin Historical Libraries.