Szpetna buzia, piękna dusza – za co w średniowieczu okaleczano kobiety?

Drzeworyt przedstawiający kary, jakie powszechnie stosowano w średniowieczu; ok. 1510. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Okaleczanie kobiecych twarzy kojarzy się z barbarzyńskimi praktykami stosowanymi w prymitywnych krajach. Tymczasem jeszcze do niedawna sądy karały w ten sposób za różne przewinienia, a zazdrośni mężowie obcinali nosy i uszy, nie patrząc na zapisy prawne. Oszpecona w ten sposób kobieta była spychana na margines społeczeństwa. Wyjątkiem były… święte dziewice.

Środkowe i późne średniowiecze jawi się jako okres w historii Europy, w którym szeroko stosowano okaleczenie jako narzędzie wymierzania sprawiedliwości. Johan Huizinga w Jesieni średniowiecza podkreślał, że w surowym wymiarze kary upatrywano jednej z koniecznych funkcji władzy państwowej. „W okrucieństwie sądowym późnego średniowiecza – pisał – uderza nas nie chorobliwa perwersja, ale raczej zwierzęca, tępa rozkosz połączona z jarmarcznymi przyjemnościami, których dostarczał ludowi okrutny wymiar kary”.

Doskonałość w agonii

Między połową wieku XII i końcem XVI coraz większą wagę zaczęto przywiązywać do wyglądu twarzy męskich i kobiecych. Było to wynikiem zarówno poznawania przez Europejczyków ludzi o różnej powierzchowności, jak i ponownego odkrycia starożytnej pseudonauki odczytywania cech osobowych z twarzy. W najmniejszych ubytkach na ciele upatrywano oznak grzechu, z czym wiązał się wzrost pobożności i kultu ran Chrystusa. Szukano zbawienia poprzez głębokie fizyczne umartwianie oraz chęć wyzwolenia się z ograniczeń ciała wzorem świętych i ascetów późnego antyku i wczesnego średniowiecza. Ten wymiar duchowości przyciągał zwłaszcza kobiety, a związek między bólem cielesnym a uzdrowieniem duszy i świętością stał się kluczem do ówczesnej myśli religijnej. Wykrzywioną w agonii twarz Jezusa Chrystusa św. Klara z Asyżu w liście do Agnieszki Przemyślidki przedstawiła jako „nieskalane lustro”, w którym co dzień należy się przeglądać. Umartwianie cielesne miało być wyrazem pokory, krokiem na drodze do zbawienia. Tę drogę obrała ofiarowana Bogu z intencją uratowania Węgier przed Tatarami córka króla Beli IV, XIII-wieczna mistyczka i stygmatyczka św. Małgorzata Węgierska. Umartwiała się na wiele sposobów: służyła śmiertelnie chorym, biczowała się dyscypliną i nosiła tylko stare ubrania, po których pełzało robactwo. Gdy inne siostry zakonne odmówiły siedzenia obok niej, odpowiedziała, że pragnie kaleczyć swoje ciało z miłości do Jezusa.

Obraz ukazujący śmierć św. Małgorzaty Węgierskiej. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Witraż z wizerunkiem św. Brygidy z Kildare. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Cnota wymaga wyrzeczeń

Z traktatów średniowiecznych wyłania się skomplikowany związek między zewnętrznym pięknem kobiety a jej cnotliwością. Zwłaszcza teksty religijne przedstawiają drastyczne czasem oszpecenie twarzy jako dostępną dla kobiet szansę na zbawienie. Żywoty św. Ody von Brabant z XII w., a także św. Małgorzaty Węgierskiej i św. Małgorzaty z Kortony, żyjących stulecie później, pełne są niedoszłych lub faktycznych przypadków okaleczenia twarzy. W żywocie węgierskiej królewny znajdujemy zapis, że oddana do zakonu dominikanek w dzieciństwie, w czasie najazdu Tatarów groziła odcięciem ust, by uniknąć gwałtu. Straszyła także odcięciem nosa oraz wyłupieniem oczu, gdyby próbowano, wbrew jej woli, wydać ją za mąż. Jezuita o. Jan Poszakowski w swoim Kalendarzu prześwietnych dam za rok 1741 przytaczał inne wzory cnotliwości: „Pani Oda prześwietna w Hannonijej panna, z miłości czystości nos sobie urznęła”, zaś o św. Triduanie ze Szkocji pisał, że „oczy swe wyłupiwszy, posłała zaletnikowi”. Tradycja heroicznych dziewic była długa i barwna. Święta Brygida z Kildare miała ponoć wyłupić sobie oko, by uniknąć małżeństwa, a św. Ebba „z inszemi mniszkami, gdy poganie Anglią pustoszyli, ona z swemi nosy i wargi brzytwą sobie oberznąwszy dla zachowania czystości, pogan przestraszyła”. Z kolei św. Euzebia „z 39 mniszkami dla zachowania czystości panieńskiej w dobyciu miasta od Saracenów nosy i wargi sobie urzneły”. Takie akty były znane jako virginitas deformitate defensa, czyli okaleczenie w celu ochrony dziewictwa, i cieszyły się powszechnym szacunkiem.

Święta Małgorzata z Kortony na XVIII-wiecznym obrazie. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Pokuta za rozpustę i świętość w brudzie

Na tle innych świętych i dziewic ciekawą postacią jest św. Małgorzata z Kortony, która w młodości przez wiele lat była kochanką pewnego arystokraty i urodziła nieślubne dziecko. Nawróciła się po zamordowaniu ukochanego, a życie zakonne spędzała, pokutując za wcześniejsze uczynki i rozmawiając z Chrystusem. Według tradycji była niezwykle piękną kobietą, a Chrystus miał jej powiedzieć, że jej troska o urodę sprawiała mu ból, więc święta odrzuciła swą fizyczność, by zbliżyć się do Niego. Pościła, niszczyła skórę kamieniami i wcierała w nią pył, a także regularnie puszczała sobie krew. W jej żywocie czytamy, że uznała post za niedostatecznie oszpecający, więc poprosiła spowiednika o zgodę na odcięcie sobie nosa i górnej wargi. Ponoć miała mu powiedzieć: „Zasługuję na to i gorąco tego pragnę, albowiem piękno mojej twarzy wiele dusz naraziło na szwank”. Ten odmówił jednak i zagroził, że więcej jej nie wyspowiada, jeśli dopuści się samookaleczenia. Odmówił również Chrystus, gdy poprosiła Go, by poraził ją trądem.

Błogosławiona Oda von Brabant nie pytała nikogo o zgodę, gdy odcinała sobie nos po tym, jak rodzice próbowali zmusić ją do ślubu. W jej żywocie czytamy, że zamknęła się w komnacie matki, gdzie modliła się do Boga, po czym wzięła miecz wiszący nad łożem i okaleczyła sobie twarz. Ręka drżała jej jednak i nie udało jej się odciąć nosa jednym cięciem. Miała powiedzieć wtedy: „Ach mieczu, czemuż to twoje kąsające ostrze nie pragnie zniszczyć urody mej twarzy?!”. Wzniosła miecz ponownie i przyciskając ostrze mocniej, odcięła nos, zbierając tryskającą krew do misy. Oszpecona Oda wiodła żywot zakonny „z twarzą brudną, miłując pokorę”. Zrezygnowała ze stosowania „godnych nierządnicy smarowideł, które wiodą na ścieżkę cudzołóstwa”. Bóg dodatkowo zesłał na nią chorobę i oszpecił twarz wrzodami. Siostry zakonne uznały Odę za trędowatą i natychmiast odizolowały. Była to duchowa próba, gdyż Oda wróciła do zdrowia. Morał z jej żywota był jasny: dopiero gdy poddała się cierpliwie chorobie zesłanej przez Boga, zamiast decydować sama, mogła w pełni realizować się w życiu duchowym.

Święty Grzegorz, biskup Tours, ukazany w manuskrypcie. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Kto nos okalecza, oblicze oszpeca

Dlaczego akurat odcinanie nosa stało się tak popularne w średniowieczu? Okazuje się, że w kodeksach, kapitularzach czy kronikach z epoki ten motyw powtarza się niezwykle często. Poganie odcinali nosy chrześcijanom, chrześcijanie – pogańskim idolom, a zdrajców zmuszano do okaleczania się nawzajem. Jak pisze pierwszy historyk Franków, św. Grzegorz, będący biskupem Tours od 573 roku, nieposłuszne zakonnice z klasztoru św. Radegundy ukarano w następujący sposób: „Niektóre do słupów przywiązano i porządnie wychłostano. Innym obcięto włosy, ręce, a nawet uszy i nosy”. Wśród duchowieństwa taka kara miała silne ugruntowanie w biblijnej historii egipskiej nierządnicy Oholibie, która oddawała się rozpuście nawet po śmierci własnej siostry, która zginęła za te same przewinienia. Bóg mówi do niej: „Skieruję przeciwko tobie moją zapalczywość, tak że srogo będą się z tobą obchodzili; odetną ci nos i uszy, a to, co po tobie zostanie, upadnie pod mieczem” (Ez 23: 25). Tym samym opisana przez Grzegorza kara wymierzona zakonnicom za bunt wobec ich ksieni nakazuje je traktować również jako nierządnice. Autor ten podkreślał, że faktycznie wiele z nich zaszło w ciążę.

Dziś możemy zapytać, co symbolizowało takie straszliwe okaleczenie? Kluczem do tajemnicy jest patriarchalne średniowieczne pojęcie honoru i władzy z wykroczeniami przeciwko nim, egzekwowanymi w widoczny sposób. Najbardziej widocznym i najbardziej trwałym było oszpecenie twarzy. Osoby tak okaleczonej nie tylko nie dało się rozpoznać, lecz także nie uważano jej za człowieka. W ten sposób ukaranych pozbawiano statusu, miejsca w społeczeństwie i szacunku innych. Dowodzi tego spór prawny z 1485 roku między alzackim miastem Kaysersberg oraz hrabią Hansem von Lupfen o jurysdykcję nad traktami między Kaysersbergiem i Ammerschwiller. Pewna kobieta „razem z krewnymi zaatakowała na trakcie biedną niewiastę, rzuciła ją na ziemię i odcięła jej nos”. Według hrabiego była to wyjątkowo ohydna zbrodnia, ponieważ jego zdaniem nos jest tą częścią człowieka, której usunięcie całkowicie go oszpeca. Rozumowanie ludzi średniowiecza było proste: gdy nos zostaje okaleczony, okaleczona zostaje osoba. W średniowieczu pokutowały porzekadła, zgodnie z którymi utrata nosa jest równoznaczna z utratą twarzy także w sensie metaforycznym, a więc honoru. Mawiano: „Non trunces nares, faciem quia dedecorares” – „Kto nos okalecza, oblicze oszpeca”. Tak też należy rozumieć średniowieczne kary. Już prawo frankońskie z V i VI wieku jasno stanowiło, że okaleczenie twarzy bliźniego karano ciężkimi grzywnami. Karol Wielki powtórzył te zakazy w kodeksach z VIII w. Okaleczenie twarzy mogło się odbywać jedynie z mocy prawa. Wbrew popularnemu osądowi, nie była to jednak kara typowo chrześcijańska. Historyk i kronikarz rzymski z VI w., Jordanes, opisywał w swoim traktacie O pochodzeniu i czynach Gotów przypadek pierwszej żony króla Wandalów Huneryka, którą odesłano do ojca z obciętym nosem i uszami. Mężowi wystarczyło tylko podejrzenie, że chciała otruć swojego teścia.

Fresk z klasztoru dominikanów ukazujący aresztowanie Chrystusa i Piotra Apostoła, który własnoręcznie odcina ucho jednemu z przybyłych – Malchosowi. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Cudzołożnice, geje i pedofile pod nóż

Jedynym dowodem na obcięcie nosa (konkretnie „rozcięcie nozdrzy”) w prawodawstwie angielskim przed XI w. jest źródło hagiograficzne, Żywot św. Swituna, w którym święty leczy niewinną ofiarę wspomnianej kary. Z czasem prawo królewskie stosowane wobec złodziei rozciągnięto także na cudzołożnice. Kodeks z początku XI w. stanowi, że „Niewiasta dopuszczająca się cudzołóstwa z innym mężem za żywota swego małżonka, gdy ujawni się jej występek, cierpieć będzie publiczną hańbę, mąż otrzyma jej dobra, a jej obetną nos i uszy”. Taka kara dla cudzołożnic miała już precedens w Bizancjum. W kodeksach cesarzy Leona III Izauryjczyka oraz Konstantyna V Kopronima z VIII w. karano obcięciem nosa i innymi formami okaleczeń kazirodców i winnych seksu z nieletnimi. Kary takie wymierzano zarówno mężczyznom, jak i kobietom. Dopiero XIII-wieczne prawo sycylijskie z czasów króla Rogera II i cesarza Fryderyka II zakładało karanie za pomocą obcinania nosów cudzołożnic i stręczycielek własnych córek. Mąż miał także prawo oszpecić w ten sposób niewierną żonę.

Rycina z „De Curtorum Chirurgia per Insitionem Libri Duo” autorstwa Gaspare’a Tagliacozziego. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Beznose prostytutki, żony i kochanki

W niemieckich i szwajcarskich aktach miejskich jeszcze z końca XV i początku XVI w. również można znaleźć kary oszpecania kobiet, przy czym częściej takich aktów dopuszczali się bezprawnie zdradzeni mężowie lub żony, mszczący się na niewiernych współmałżonkach lub kochankach. Obcinanie nosów w akcie prywatnej zemsty przewija się w średniowiecznych źródłach sądowych i miejskich. 14 kwietnia 1479 roku do Rady Miejskiej w Norymbergii trafiła skarga Fritza Schrepplera zwanego „Młodym Schrepplerem”, który „przyznał się do uczynku, jaki chciał popełnić na żonie na placu targowym, mianowicie chciał jej obciąć nos”. W roku 1469 w Bazylei żona Heinricha Halbysena odcięła nos innej kobiecie, a Rada Miejska uznała, że mąż ją do tego podburzył, więc nakazała schwytanie jego wraz ze służącym, o ile udałoby się ich odnaleźć. Z kolei stulecie wcześniej, w 1347 r., w Norymberdze pewną rajfurkę ukarano ucięciem nosa, a w tym samym czasie prawo miejskie w Augsburgu przewidywało karanie prostytutek odnalezionych w mieście „wycięciem nosa z twarzy”. Pośród wygnanych z miasta przestępców XIV-wieczne augsburskie księgi odnotowują „beznosą Annę” oraz „beznosą nierządnicę z Ulm”. Nie wiadomo, czy kobiety te ukarano zgodnie z prawem, czy był to jakiś rodzaj zemsty, lecz każdy wiedział, czym sobie na to zasłużyły.

Czasem okaleczenie stosowano jako formę złagodzenia ostrzejszego wyroku, jak w przypadku sprawy odnotowanej w aktach sądowych ze Shropshire z 1203 roku. Pewna kobieta imieniem Alice była zamieszana w morderstwo nieznanej z imienia mieszkanki Lilleshall. Uciekła do Staffordshire, gdzie schwytano ją, i odnaleziono przy niej rzeczy należące do ofiary. Zabrana na przesłuchanie do Shropshire, najpierw wyparła się wszystkiego, a następnie zeznała przed sądem, że złoczyńcy zmusili ją do milczenia, za co otrzymała nagrodę w postaci łupu. Przed sądem ziemskim wycofała się jednak z tych zeznań. W aktach czytamy, że „Zasłużyła na śmierć, lecz w drodze dyspensacji niechaj jej wyłupią oczy” [eruantur ei occuli].

Nawet w Wenecji, gdzie okaleczanie kobiet widniało w oficjalnym katalogu kar cielesnych, stosowano je głównie w formie groźby wobec bezprawnego powrotu osób wygnanych za przestępstwa seksualne. Wykonywano ją w wyjątkowych przypadkach. W roku 1462 i po raz kolejny 12 lat później ukarano tak nieletnich chłopców oddających się w bierny sposób aktom homoseksualnym. W pozostałych przypadkach karę tę wymierzano jedynie kobietom.

Gaspare Tagliacozzi na XVI-wiecznym portrecie. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Jak nie stracić nosa i jak go odzyskać

Okaleczanie jako forma sprawiedliwej kary spopularyzowało się z czasem w średniowiecznej literaturze, która obfitowała w przykłady niegodnego życia kobiet. Średniowieczna poetka Maria Francuska w swoich Opowieściach spisała podanie ludowe zatytułowane Wilkołak, w którym mąż odgryza nos niewiernej żonie za to, że skazała go na życie tytułowego wilkołaka. Geoffrey de la Tour-Landry napisał z kolei dla swoich córek książkę, która spopularyzowała się w XV w. w wersji niemieckiej Marquarda von Steina pod tytułem Der Ritter vom Turn z grafikami Albrechta Dürera. Wielki malarz zilustrował zarówno przypowieści biblijne, jak i sytuacje znane z życia codziennego ludzi średniowiecza, jak próżność kobiecą radującą diabła czy ropuchę znalezioną na sercu złej kobiety po jej śmierci. Pojawia się tu również motyw okaleczenia twarzy jako kary za cudzołóstwo, lecz zostaje on odwrócony. Oto prawa dziewica, niesłusznie i publicznie oskarżona przez zazdrosną żonę o uwiedzenie męża, tak okalecza nos żony, że wskutek deformacji mąż ją zostawia. Morał płynący z historii? Trzymaj język za zębami i nie rzucaj kalumnii na innych.

W traktatach chirurgicznych z okresu późnego średniowiecza znajdujemy mnóstwo wzmianek o urazach nosa. Dyskutowano na przykład, czy obcięty nos może odrosnąć. Na to pytanie odpowiedział w swojej słynnej Chirurgii lekarz nadworny króla francuskiego Henri de Mondeville, ucinając wszelkie dysputy kategorycznym: „Nie”. Inne XV-wieczne autorytety wykazywały więcej optymizmu. W swojej farmakopei z 1460 r. Heinrich von Pfolspundt zawarł receptę na „uczynienie nowego nosa”. Jak na ironię, zmiany przyszły dopiero wraz z epidemią syfilisu w XVI-wiecznej Europie. Infekcja kości i zapadnięcie się nosa, prowadzące do jego całkowitej utraty, były objawami tej nieuleczalnej wówczas choroby. W związku z rosnącym zapotrzebowaniem ze strony pacjentów rozwinęła się na Zachodzie chirurgia plastyczna. Gaspare Tagliacozzi w swojej najbardziej znanej pracy De Curtorum Chirurgia per Insitionem Libri Duo (1597) pisał: „Przywracamy, odbudowujemy i tworzymy te części ciała, które chory otrzymał od natury, lecz los mu je odebrał. Nie po to, by cieszyć oko, lecz podnieść na duchu i umyśle chorego”. Jego słowa do dziś cytowane są przez współczesnych chirurgów plastycznych, którzy uznają go za ojca i pioniera tej gałęzi medycyny.