Skrytobójcy w angielskich domach za czasów Tudorów

1.Margate_Tudor_House

Typowy dom w stylu Tudorów. © Wikimedia Commons.

„Nie ma jak w domu”, powiadamy, a Anglicy dodają: „Mój dom jest moją twierdzą”. Dom jest schronieniem, wokół domu skupia się codzienne życie rodzinne. Lecz jak wynika ze statystyk, w domu dochodzi do ogromnej liczby wypadków, także śmiertelnych. I niewiele zmieniło się pod tym względem od czasów Tudorów.

Epoka panowania dynastii Tudorów to okres wielkiego rozwoju cywilizacyjnego, między innymi za sprawą wypraw do nowo odkrytych lądów. Niestety, oprócz wspaniałych nowych potraw, przywędrowały stamtąd do Europy także i zagrożenia.

Zgubne nowinki w kuchni

Kupcy i kolonizatorzy przywozili z zamorskich krajów nowe towary w dużych ilościach, dzięki czemu stawały się one dostępne dla większej części społeczności. Oprócz nowych rodzajów tkanin czy drewna, pojawiły się także nowe warzywa i owoce: ziemniaki, pomidory czy pomarańcze (wcześniej w języku angielskim nie było ponoć słowa na określenie ich koloru), tytoń, ale przede wszystkim cukier, który znacząco odmienił kuchnię angielską, i to on paradoksalnie okazał się najbardziej zabójczy z nowinek Nowego Świata.

Taniejący cukier, dostępny dla przeciętnego Anglika, stał się pożądanym towarem, za pomocą którego można było wyrazić swój status i zamożność. Cukier dodawano do wszystkich dań, nie tylko deserów, ale nawet do mięs. Słodycze stały się niezwykle popularne: zajadano się orzechami w cukrze, z cukru tworzono małe dzieła sztuki, na przykład desery wyglądem przypominające połeć bekonu czy plastry schabu, w rzeczywistości składające się niemal wyłącznie z cukru.

Nie zdawano sobie sprawy ze szkodliwości cukru ani nie łączono jego spożycia z pojawieniem się próchnicy, która od tej pory stała się prawdziwą plagą. Porównując żuchwy dwóch osób zmarłych w podobnym wieku, jednej żyjącej w średniowieczu, a drugiej w XVI wieku, zauważamy znacząco odmienny stan uzębienia – u pierwszej zęby są kompletne i prawie nie mają ubytków, podczas gdy u drugiej braki w uzębieniu są wyraźne, a zęby wciąż pozostające w szczęce zostały prawie do korzeni zżarte przez próchnicę. Oczywiście do tak fatalnego stanu uzębienia przyczyniał się również brak higieny – zęby czyszczono za pomocą wykałaczek (drewnianych lub alabastrowych), słodkiego proszku i pasty (np. z dodatkiem miodu), usta także płukano słodkimi roztworami wody różanej, która miała poprawić oddech, ale nie usuwała przyczyny choroby.

Oczywiście nie istniały gabinety dentystyczne, a jedynym sposobem pozbycia się bólu zęba było jego usunięcie. To jednak często nie eliminowało stanu zapalnego – bakterie przenikały do układu krwionośnego i powodowały rozwój poważnych schorzeń serca, nerek i innych ważnych organów, które często powodowały zgon. Fakt, że cukier powoduje uzależnienie, sprawił, że już w niedługim czasie większość ludzi nie wyobrażała sobie życia bez słodyczy, a ów skrytobójca na dobre zagościł w kuchniach Tudorów. Wśród głównych przyczyn śmierci Anglików ówczesne archiwa wymieniają: zarazę, gorączkę, suchoty i… choroby zębów.

Wypocznij, panie, przy kominku

Bogaciło się królestwo, bogacili się więc i jego mieszkańcy, budując nowe domy i urządzając je w nowoczesny sposób. Wcześniej w domach źródłem ciepła było palenisko na środku głównej izby, a nadmiaru dymu pozbywano się przez okna. Oczywiście wentylacja była niedostateczna, a zadymienie dokuczliwe, więc jeśli tylko było to możliwe, wykonywano prace domowe na zewnątrz. Wraz z epoką Tudorów pojawiły się nowe rozwiązania architektoniczne i nowe technologie – kominy. Przesunięcie komina pod ścianę umożliwiło podział pomieszczenia na kilka mniejszych pokoi, łatwiejszych do ogrzania za pomocą indywidualnych kominków i zapewniających mieszkańcom większą prywatność. Jednakże wprowadzając takie rozwiązania, nie uniknięto błędów konstrukcyjnych, co często kończyło się pożarami i zaczadzeniem – tym razem skrytobójca działał nie w kuchni, a w całym domostwie. Kominy budowano z drewna, błota i wikliny, a przecież były to materiały łatwopalne. Później głównym materiałem budowlanym kominów stała się cegła, jednak i ona wcale nie okazała się bezpiecznym rozwiązaniem. Rozgrzana do wysokiej temperatury, rozszerzała się i pękała, przez co dochodziło do zawalenia konstrukcji. Niejeden nowobogacki mieszkaniec takiej rezydencji stracił w ten sposób życie. Nie od razu też zrozumiano, że powinno się zamontować w kominku specjalny ekran ochronny, a przewody kominowe należy regularnie czyścić – osadzająca się sadza i inne zanieczyszczenia oraz dym stawały się przyczyną pożarów, zwłaszcza gdy pełzający w kominie ogień dotarł do krytego strzechą dachu…

Jako że pożary były zmorą tamtej epoki, w XVII wieku wreszcie wprowadzono pierwsze przepisy przeciwpożarowe i kary dla tych, którzy ich nie przestrzegali.

Nie wszyscy pochwalali zmiany w architekturze:

„Teraz mamy mnogość kominów, a przecie latorośle nasze uskarżają się na reumatyzmy, katary i łamania głowy. Wówczas nie mieliśmy ich i głowy nas nigdy nie bolały” (W. Harrison, Księga II, rozdział XXII, [w:] G. M. Trevelyan, Historia społeczna Anglii¸ tłum. Adam Klimowicz, PIW, Warszawa 1961).

Jednak stopniowo, choć często kosztem ludzkiego życia, uczono się nowej sztuki budowania kominków, a dziś żaden porządny angielski dom czy mieszkanie nie mogą się bez niego obejść.

Myrtle Grove w Youghal jest rzadkim przykładem domu Tudorowskiego z czasów późnego średniowiecza. Przebywał w nim Walter Raleigh w czasie swojego pobytu w Irlandii. © Wikimedia Commons, geograph.org.uk, Mike Searle

Myrtle Grove w Youghal jest rzadkim przykładem domu Tudorowskiego z czasów późnego średniowiecza. Przebywał w nim Walter Raleigh w czasie swojego pobytu w Irlandii. © Wikimedia Commons, geograph.org.uk, Mike Searle.

Jak zrobić pranie i przeżyć

Oczywiście w domach nie było bieżącej wody, należało ją przynosić, więc bliskość stawu, rzeki czy innego źródła wody była bezcenna. Główny ciężar (dosłownie i w przenośni) zaopatrzenia domu w wodę spoczywał na barkach kobiet. One też – bez względu na porę roku i pogodę – wykonywały żmudne i męczące prace domowe, przede wszystkim pranie i zmywanie naczyń. Co ciekawe, utonięcie stanowiło jedną z głównych przyczyn nagłych zgonów w tamtym okresie. Porównajmy dane statystyczne: w 2010 roku utonięcia stanowiły 2% liczby wszystkich wypadków śmiertelnych, podczas gdy w XVI wieku – 40%!

Jak to możliwe, że tyle osób tonęło w płytkiej przecież wodzie strumyka czy stawu w pobliżu domu? Po pierwsze, brzeg często był ubłocony, a więc śliski. Wystarczył moment nieuwagi, by stracić równowagę i wpaść do wody. Dotyczyło to także sytuacji intymnych, gdyż ludzie powszechnie załatwiali się do wody – niewłaściwy kąt pochylenia i nieszczęście gotowe! Po drugie, woda często była lodowata, a wełniane ubranie, zwłaszcza suknie kobiet, szybko nasiąkało wodą i swym ciężarem wciągało delikwenta (lub raczej delikwentkę) pod wodę. W reakcji na lodowatą wodę, człowiek bezwarunkowo wykonuje gwałtowny wdech, co oznacza, że wpadając pod wodę, pod wpływem szoku zachłystuje się wodą i dusi. Wydostanie się nawet z dość płytkiego zbiornika może okazać się trudne. Ciało w zimnej wodzie szybko traci ciepło i następuje śmierć. Aby przeciwdziałać takim sytuacjom, w późniejszej epoce Tudorów zaczęto grodzić niebezpieczne zbiorniki, zakrywać studnie, wprowadzono pompy i starano się prać i zmywać w grupie. Zabiegi te okazały się na tyle skuteczne, że utonięcia przestały być tak poważną przyczyną zgonu.

Zabójcze infekcje

Jednak i wnętrze domu, o czym już zdążyliśmy się przekonać, wcale nie było bezpieczne. Ludzie i zwierzęta praktycznie mieszkali razem, nieustanny tłum krzątał się, wchodząc i wychodząc. Podłogę domu wykładano warstwami sitowia i siana. Podobno dolnych warstw nie wymieniano przez wiele lat… Gnieździło się w nich robactwo, gdyż odpadki, resztki jedzenia i płyny usuwano właśnie na podłogę. Lepiej nie myśleć, co jeszcze się tam kryło i jak nieznośny musiał być odór…

Niektórzy sądzą, że to obraz utrwalony tylko przez jedną złośliwą relację Erazma z Rotterdamu i że gospodynie urządzały wiosenne porządki, wymiatając sitowie i rozkładając nowe… na wiosnę.

Jeśli miejsce zamieszkania jest jednocześnie śmietnikiem i toaletą, kurnikiem i placem zabaw, nic dziwnego, że największe żniwo w tamtych czasach zgarniał tyfus i inne choroby „brudnych rąk” (których przecież nie myto, bo po co).

Z tego też głównie powodu umierały kobiety przy porodzie (w Wielkiej Brytanii w czasach Tudorów 20 na 1000, dziś 8 na 100 000).

Ale każda rana mogła okazać się zabójcza – skaleczenie, jeśli wdało się zakażenie, zabijało wiele osób, podobnie złamanie kończyny – infekcje ujawniały się nie od razu, ale po pięciu, dziesięciu czy nawet piętnastu dniach od chwili wypadku. Wśród przyczyn zgonów wymienionych w raportach koronera w latach 1558–1560 pojawiają się między innymi: zgniecenie jąder podczas zabawy bożonarodzeniowej, rany odniesione podczas zapasów, wypadek łuczniczy, uderzenie cegłą czy rany zadane przez… zbiegłego niedźwiedzia.

Każdy medykiem dla siebie samego

Modlitwa błagalna o uwolnienie od kiły. © Wikimedia Commons, http://wellcomeimages.org/indexplus/image/L0011148.html

Modlitwa błagalna o uwolnienie od kiły. © Wikimedia Commons.

W tamtych czasach przy różnorakich dolegliwościach nie szukano rady lekarza, lecz odwoływano się do znanych domowych sposobów leczniczych. W każdym przydomowym ogródku hodowano zioła i rośliny lecznicze – wrotycz, rumianek, szałwię czy rutę. Jednak niewłaściwe dawki naparów, a nawet pora roku, kiedy zrywano daną roślinę, mogły okazać się kluczowe dla przeżycia pacjenta. Przepisy na cudowne leki czerpano z ksiąg, które rozpowszechniły się wraz z wynalezieniem druku. A ponieważ nie wiedziano prawie nic o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu, tłumaczono chorobę, opierając się na starożytnej zasadzie zaburzenia równowagi czterech humorów. Nie słyszano o bakteriach i wirusach. Sekcje zwłok były zabronione, i dopiero Henryk VIII zezwolił medykom na zbadanie wnętrza ciała wisielca. Często faktyczną przyczyną zgonu była nie sama choroba, ale błędne wyobrażenia na temat ludzkiego ciała, uprzedzenia i przesądy w połączeniu z ustną tradycją bądź kolejnymi „bestsellerami”. Uważano, że choroba i deformacja są karą boską za grzechy popełnione przez chorego. Szczególnie bolesnym i zarazem powszechnie kojarzonym z grzechem schorzeniem był syfilis, którego pierwsze przypadki odnotowano pod koniec XV wieku (nie wiadomo, czy przywlekli go do Europy uczestnicy wypraw Kolumba czy wcześniej obecny patogen stał się zjadliwy, stwarzając śmiertelne zagrożenie). I tak przenosimy się do sypialni domu Tudorów, której tajemnice niestety często okazywały się nie tak prywatne, jakby chcieli tego sami zainteresowani. Mężowie odwiedzający domy publiczne zarażali swe żony, a widoczne objawy choroby – wrzody, wysypka, blizny i charakterystyczne rany tkanek miękkich czy światłowstręt – czyniły chorych wyrzutkami społeczeństwa, których w powszechnym mniemaniu Bóg dotkliwie karał za rozwiązłość. Medycy gorączkowo szukali skutecznego lekarstwa, lecz żadne nie działało. Wreszcie spróbowano rtęci i tu sukcesy początkowo okazywały się spektakularne, choć ostatecznie kuracja okazywała się bardziej zabójcza niż uzdrawiająca. Dlaczego rtęć? Leczyła pewne dolegliwości skórne i dlatego stosowano ją na zmiany syfilityczne na skórze. Później zaczęto stosować zastrzyki z rtęci, wprost w penisa, lub smarowano kremem z rtęci wrzody i ropnie. Przykładowy przepis na cudowny krem doktora Baxtera zakładał użycie rtęci, smalcu, wosku pszczelego i ziół. Owszem, dało się go wetrzeć w skórę, jednak 35-procentowe stężenie rtęci ulatniające się w postaci oparów mogło być zabójcze także dla wszystkich obecnych podczas kuracji w tym samym pomieszczeniu. Rtęć ostatecznie uznano za nieskuteczną w walce z chorobą, a tą udało się opanować dopiero wraz z wynalezieniem antybiotyków.

Podsumowując, epoka Tudorów to czas wielkich odkryć geograficznych i zmian, nie tylko religijnych i społecznych, ale dotyczących także sfery życia codziennego. Efektem był zasadniczo odmienny charakter życia ludzi i architektury ich domostw, kojarzonych przez wszystkich właśnie z epoką świetności Anglii i panowaniem Tudorów. Zmiany te zaś miały stworzyć podwaliny kolejnej epoki – nowoczesności.

Bibliografia:

Film BBC Hidden Killers in Tudor Houses, https://www.youtube.com/watch?v=RCWWeBe2aoA
M. Trevelyan, Historia społeczna Anglii¸ tłum. Adam Klimowicz, PIW, Warszawa 1961.
St. Clare Byrne, Życie codzienne w Anglii elżbietańskiej, PIW, Warszawa 1971.