Sekretne życie Władysława Warneńczyka

Władysław Jagiełło, ojciec Warneńczyka. © Wikimedia Commons, domena publiczna.

O pierworodnym synu Jagiełły ostatnio znów zrobiło się głośno. Wiązało się to głównie z opublikowaniem sensacyjnej teorii Manuela Rosy, dopatrującej się jego bezpośrednich związków rodzinnych z Krzysztofem Kolumbem. Abstrahując jednak od budzących uzasadnioną wątpliwość „rewelacji” portugalskiego historyka, nie należy zapominać, że młody król miał także inne sekrety, nie mniej tajemnicze niż te przedstawione przez portugalskiego badacza. Czy młody król był rzeczywistym synem Jagiełły, czy miał do czynienia z magią? Na ile uzasadniony jest pogląd o jego homoseksualizmie? I wreszcie czy możliwe było, że przeżył bitwę pod Warną i zawędrował aż na Maderę? To zagadki, które czynią Warneńczyka jednym, z najbardziej tajemniczych monarchów swoich czasów.

Skandal na dworze Władysława Jagiełły

Na początku 1427 roku krakowski dwór królewski stał się miejscem głośnego skandalu obyczajowego z udziałem królowej Zofii Holszańskiej. Starzejący się król Władysław Jagiełło dał wiarę rozsiewanym od pewnego czasu pogłoskom i publicznie wytoczył swojej czwartej już żonie proces o niewierność małżeńską. Nie było to pierwsze tego typu oskarżenie, które padło ze strony podejrzliwego męża na królową. Podobne zarzuty czynił niegdyś Jagiełło swojej pierwszej małżonce – późniejszej świętej, Jadwidze Andegaweńskiej, a po niej kilkakrotnie jej następczyni – Annie Cylejskiej. Za każdym razem zarzuty uznawano za niesłuszne i skandal wyciszano. Tym razem sprawa miała wyglądać inaczej, gdyż w grę wchodziła kwestia legalnego pochodzenia potencjalnych następców tronu – królewiczów Władysława (późniejszego Warneńczyka) oraz Kazimierza. Oskarżenie rzucił, wedle przekazu Jana Długosza, wielki książę Witold, a Jagiełło, nachylając ucho ku oszczerstwom, kazał uwięzić i poddać torturom dwie dwórki królowej, siostry Katarzynę i Elżbietę Szczukowskie, a te (nie dziwota!) jak z rękawa zaczęły sypać imionami rycerzy, którzy mieli dopuścić się zbrodni cudzołóstwa z królową Zofią. Padły zatem imiona: Hińczy z Rogowa, Piotra Kurowskiego, Wawrzyńca Zaręby z Kalinowy i kilku innych. Część z oskarżonych na czele z Hińczą została uwięziona, a pozostałym udało się ujść. Zanosiło się na polską odsłonę skandalu wieży Nesle. Tym razem jednak nie dopuszczono do rozdmuchania na taką skalę problemu rzeczywistej lub wydumanej niewierności. Królowa złożyła tradycyjną przysięgę oczyszczającą, a po pewnym czasie uwięzionych rycerzy uwolniono, panny wydano szybko za mąż, a cały skandal zatuszowano.

Nikt już nie podnosił oficjalnie kwestii nieprawego pochodzenia królewiczów. Co więcej, dopatrywano się ich wyraźnego fizycznego podobieństwa do Jagiełły, przynajmniej w przypadku Kazimierza Jagiellończyka, przypominającego ojca średnim wzrostem, postawą, obyczajami i sposobem bycia oraz… niezłomnością, uporem w dążeniu do celu i zmysłem politycznym. Co ciekawe jednak, podobnych cech nie dopatrzono się u jego starszego brata (poza opinią samego Jagiełły, twierdzącego, jakoby dziewięcioletni starszy syn był „z twarzy i przymiotów do niego wielce podobny”). Był on słusznego wzrostu, choć podobno nie był urodziwy i ulegał wpływom otoczenia. Nie brakowało mu także osobistej odwagi. Co zaś dotyczy pozostałych cech, to trudno coś konkretnego powiedzieć ze względu na nieukształtowany jeszcze w chwili śmierci charakter dwudziestoletniego młodzieńca.

Czy stanowi to dostateczną przesłankę do podniesienia sprawy pochodzenia starszego z Jagiellończyków? Z pewnością nie. Wątpliwości jednak pozostały, a biorąc pod uwagę zaginięcie królewskich szczątków, kwestia ta zapewne już nigdy nie zostanie rozstrzygnięta.

Władysław Warneńczyk w bitwie pod Warną. © Wikimedia Commons, domena publiczna.

Tajemnica pewnego modlitewnika

26 października 1893 roku kierownik Stacji Naukowej Akademii Umiejętności Józef Korzeniowski dokonał w Bibliotece Bodlejańskiej w Oxfordzie spektakularnego odkrycia. W ręce wpadł mu tajemniczy łaciński rękopis, oznaczony sygnaturą 15857, iluminowany kilkunastoma miniaturami. Analizując treść zabytku, w którym kilkakrotnie pojawia się imię „Władysław”, oraz symbolikę miniatur, zwłaszcza motyw heraldyczny białego orła w koronie na czerwonym tle, odkrywca powiązał rękopis z piętnastowieczną Polską, nazywając go „Modlitewnikiem Władysława Warneńczyka”, pod którą to nazwą odtąd powszechnie występuje. Okaz trafił do wspomnianej biblioteki w XVIII wieku z Francji za sprawą dra Richarda Rawlinsona, dokąd w nieznanym czasie, nie później jednak niż w 1630 roku[1], został wywieziony z Polski, niewykluczone że za sprawą kogoś z otoczenia efemerycznego króla polskiego Henryka III Walezego, który w 1574 roku opuścił swoje nadwiślańskie królestwo, by objąć tron francuski.

Wbrew swojej nazwie ten tajemniczy dokument wcale modlitewnikiem nie jest. Jest to rodzaj podręcznika krystalomancji, czyli dziedziny białej magii związanej z odkrywaniem ludzkich losów widocznych w krysztale lub też traktującego go jako przekaźnik do kontaktu z mocami niebiańskimi: aniołami, świętymi, Matką Bożą czy nawet samym Chrystusem. Krystalomanta musiał do zabiegów magicznych podchodzić oczyszczony, zalecano zatem wcześniejszą spowiedź i odpowiednie modlitwy, by następnie przystąpić do właściwych praktyk magicznych za pomocą stosownych zaklęć i formułek. Kościół nie popierał tego rodzaju praktyk, ale też w sposób zdecydowany ich nie potępiał, traktując je z pewną dozą pobłażliwości – jak alchemię lub astrologię. Co ciekawe, kryształ nie zawsze miał formę owalną, zdarzały się również kształty kubiczne, a na dwóch ze wspomnianych miniatur ów artefakt przypomina trójlistną koniczynę.

Jeszcze przed publikacją rękopisu w 1928 roku pojawiły się głosy kwestionujące związek „Modlitewnika…” z osobą Władysława Warneńczyka, opierając się głównie na stylistyce przedstawień ikonograficznych, charakterystycznych raczej dla ostatniej ćwierci XV wieku niż lat 1434–1440, przyjętych przez Józefa Korzeniowskiego. Zwolennicy tej teorii wiązali jej pierwszego właściciela z pierworodnym synem Kazimierza Jagiellończyka, Władysławem. Pogląd ten zdaje się dominować także i dzisiaj. Jednak miniatury przedstawiają władcę niewątpliwie noszącego godność królewską – na jednej z nich widać owego Władysława w postaci stojącej z niemal pełnymi atrybutami monarszymi: koroną na głowie, mieczem w jednej ręce i berłem w drugiej. Na pozostałych miniaturach widać władcę w pozycji klęczącej, modlącego się przed Matką Boską, Chrystusem lub aniołami, jednak zawsze z koroną królewską i berłem złożonymi u stóp. Władysław Kazimierzowic od 1471 roku był królem czeskim, a od 1490 także i węgierskim, dlaczego w takim razie malarz nie umieścił na miniaturach wizerunku srebrnego lwa, tylko wyłącznie białego orła? Czy oznacza to, że należałoby mimo wszystko powrócić do pierwotnej teorii i przypisać zlecenie spisania „Modlitewnika…” Warneńczykowi?

Teoria ta pociąga za sobą kolejną. Być może Władysław Warneńczyk faktycznie interesował się tą dziedziną magii lub nawet aktywnie praktykował krystalomancję, co oznacza, że mógł mieć więcej wspólnego z Harrym Potterem niż z Krzysztofem Kolumbem. Wyraźnych dowodów na to w postaci przekazów kronikarskich, listów czy dokumentów jednak nie ma.

Czy zatem to „kryształ przeznaczenia” przekonał Władysława do złamania traktatu szegedyńskiego i wszczęcia w 1444 roku kolejnej wojny z Turkami, zakończonej klęską warneńską? Jeśli tak było, to artefakt ten nie dowiódł w takim razie swojej przydatności.

Woskowa pieczęć Władysława Warneńczyka. © Wikimedia Commons, domena publiczna.

Władysław Warneńczyk gejem?  

Społeczność gejowska w Polsce obrała sobie za patrona drugiego z Jagiellonów. W 2008 roku, w rocznicę urodzin króla (31 października) jej przedstawiciele planowali nawet prowokacyjne złożenie kwiatów na symbolicznym grobowcu króla na Wawelu. Skąd ten pogląd? Czy odpowiada on przekazom z epoki i opiniom potomnych?

Okazuje się, że winnym całego zamieszania jest interpretacja jednego fragmentu kroniki Jana Długosza, rzekomo przypisującego Warneńczykowi skłonności homoseksualne. Krakowski kanonik, analizując w księdze XII swojego dzieła przyczyny klęski pod Warną, widzi w niej karę Niebios za grzechy króla Władysława. Kwestia ta nie jest co prawda całkowicie nowa, gdyż wielu piętnastowiecznych i późniejszych kronikarzy obarczało winą za klęskę właśnie młodziutkiego króla. O ile jednak autorzy chrześcijańscy podnosili raczej kwestię młodzieńczej zapalczywości monarchy, będącej rzekomo główną przyczyną klęski na polu bitwy, zaś tureccy dziejopisowie sprawę złamania świeżo zatwierdzonego rozejmu szegedyńskiego, to polski kronikarz, opierając się na pewnych pogłoskach, opowiada o grzechach króla natury obyczajowej. Czy jednak kronikarzowi faktycznie chodzi o homoseksualizm? Podobne skłonności Długosz określa – podobnie jak w oskarżeniach wobec Bolesława Śmiałego – mianem sodomii, którego to terminu w tym wypadku nie użył. Jedyny fragment, który można interpretować pod tym kątem, brzmi w oryginale łacińskim następująco:

…qui in marium libidinem proclivus…[2],

co starszy, dziewiętnastowieczny przekład Długosza autorstwa Karola Macherzyńskiego oddaje w ten sposób:

gdy zbyt chuciom cielesnym podległy[3],

a dopiero współczesny przekład Julii Mrukówny z 2004 roku tłumaczy go następująco:

on, skłonny do rozkoszy męskich[4],

co wydaje się jednak nadinterpretacją lub niezbyt zręcznym sformułowaniem, gdyż można ten fragment równie dobrze przetłumaczyć w taki oto sposób:

on, skłaniający się ku żądzom właściwych mężom[5],

co można wyjaśnić jako normalne w okresie młodzieńczym zainteresowanie płcią przeciwną i być może nazbyt gwałtownie folgowanie własnemu temperamentowi.

Jak widać zatem, cała afera z gejowskimi preferencjami Warneńczyka opiera się w zasadzie na interpretacji przekładu Julii Mrukówny. Istotnie, poza jedną – zmierzającą w tym kierunku interpretacją wspomnianego fragmentu w biografii Warneńczyka, pióra Karola Olejnika[6] – trudno przed 2004 rokiem wskazać w literaturze komentarze na temat homoseksualnych skłonności Władysława III. U dawnych dziejopisów za pierwszego polskiego króla-geja uchodził, o czym była już mowa, Bolesław Śmiały, u nowszych zaś dopiero Henryk Walezy, lubiący otaczać się swoimi „minionami”. Czy zatem całą sprawę obyczajową należałoby między bajki włożyć? Wiele na to wskazuje, a środowiska gejów i lesbijek w Polsce będą jednak musiały poszukać sobie nowego patrona.

Pomnik-mauzoleum Władysława Warneńczyka na polu bitwy pod Warną. © Wikimedia Commons, Mathae.

Tajemnica bitwy pod Warną

10 października 1444 roku wojska węgierskie wspomagane przez Wołochów, Polaków i nieliczne oddziały tzw. krzyżowców z Europy Zachodniej pod nominalnym dowództwem Władysława III, a faktycznym wybitnego wodza i polityka Jana Hunyadyego, stoczyły wielką bitwę z armią turecką, dowodzoną przez sułtana Murada II. Bitwa stanowiła końcowy epizod tzw. drugiej wyprawy bułgarskiej króla Władysława, mającej w zamierzeniu doprowadzić do całkowitego wyparcia Turków z Europy. Jednak od początku źle przygotowana, zarówno militarnie, jak i dyplomatycznie, doprowadziła uczestników na pole pod Warną, do konfrontacji z trzykrotnie liczniejszymi wojskami osmańskimi. Nad armią chrześcijańską, liczącą według szacunkowych danych około dziewiętnaście tysięcy żołnierzy, od początku wisiało fatum. Zawiodła szersza pomoc Zachodu, zawiedli genueńscy i greccy sojusznicy. Wobec nieprzyjaciela król pozostał ze swoją armią samotny.

Bitwa zakończyła się sromotną klęską. W ataku na stojący w odwodzie czworobok janczarów, broniących sułtana, miał polec sam król Władysław. Czy jednak rzeczywiście tak się stało? Sprawa nie wydaje się wcale tak oczywista. Atak na środek wojsk sułtańskich nastąpił w chwili, kiedy zwycięstwo zdawało się chylić na stronę Węgrów. Oba skrzydła wojsk osmańskich były albo w rozsypce, albo poważnie osłabione, a Jan Hunyady przegrupowywał właśnie wojska w celu dokonania ataku na zajmujących centrum pozycji tureckich janczarów. Wtedy niespodziewanie król Władysław na czele niewielkiego przybocznego hufca złożonego głównie z rycerzy polskich ruszył do szturmu na sułtańską piechotę. Oddział został wkrótce otoczony przez janczarów i wybity w pień. Nikt z królewskiego otoczenia po bitwie nie powrócił, by zdać relację z walki i losów młodego władcy, toteż zdani jesteśmy jedynie na przekazy tureckie. Oficjalne zawiadomienie sułtana Murada II o zwycięstwie, rozsyłane wkrótce po bitwie do władców muzułmańskich, mówi jednak wyraźnie o wzięciu króla węgierskiego do niewoli i ścięciu na polu bitwy. Według tych samych relacji jego zakonserwowaną w miodzie głowę (lub może raczej tylko skórę ściągniętą z głowy) obwożono później od miasta do miasta, wystawiając ją na widok publiczny. Podobną, różniącą się jedynie w szczegółach, relację jego śmierci przekazują piętnastowieczni osmańscy dziejopisowie – tzw. Anonim turecki, Mehmed Neszri, Konstanty z Ostrowicy oraz późniejszy, ale korzystający ze wcześniejszych przekazów, Hodża Saad-ed-din. Ciała króla po bitwie nie odnaleziono lub nie rozpoznano, co nie powinno jednak dziwić, jeśli się pamięta, że po pierwsze było pozbawione głowy, a po drugie najprawdopodobniej odarte zaraz po bitwie ze zbroi i wszelkich oznak. Zachowała się co prawda informacja w wierszu niemieckiego poety Behaima o pochówku bezgłowych zwłok królewskich przez Greków (choć raczej należało się spodziewać Bułgarów) w jednej z cerkwi w Warnie, jednak jest to przekaz bardzo wątpliwy, a poszukiwania grobu podejmowane kilkakrotnie w XIX wieku oraz na początku XX stulecia nie przyniosły rezultatów. Czy jednak możliwe byłoby, że w jakiś sposób król przeżył tę szaleńczą bitwę? Pozornie wydaje się to mało prawdopodobne z uwagi na okoliczności – otoczenie i pokonanie królewskiego hufca przybocznego przez janczarów. Co prawda w bitewnym zamieszaniu Turcy mogli wziąć za króla innego rycerza, ale Konstanty z Ostrowicy twierdzi, że pokazywali oni głowę jeńcom wziętym do niewoli, a ci potwierdzili tożsamość Warneńczyka. Z uwagi jednak na fakt, że również jeńcy zostali zgładzeni, nie mogli później zaświadczyć wobec swoich, czy rzeczywiście było to prawdą. Relacja Konstantego powstała co prawda kilkadziesiąt lat po wydarzeniach, około 1500 roku, jednak jej autor mógł rzeczywiście korzystać z przekazów naocznych świadków, gdyż w tych czasach jako żołnierz wchodzący w skład serbskiego kontyngentu posiłkowego brał udział w wojnach u boku Turków. Szczęśliwe powroty osób uznanych za poległych zdarzały się co prawda dość często, także po bitwie pod Warną. I tak na przykład z dwóch braci Sulimów, synów Zawiszy Czarnego, jeden Stanisław faktycznie poległ w boju, ale drugi, Marcin, przeżył bitwę, by powrócić do kraju w 1446 roku. Czy podobna historia nie mogła mieć miejsca również w przypadku Władysława?

Wchodzimy tu w krąg przypuszczeń, domysłów i niesprawdzonych teorii spiskowych, przyjmujących za dobrą monetę wiele współczesnych relacji z przypadków odnalezienia po latach „cudownie ocalonych” pseudo-Warneńczyków. Faktycznie, nie brakowało wtedy wieści, że król żyje i nawet przygotowuje się do kolejnej wojny. Monarchę widziano ponoć w Serbii, Konstantynopolu, Wenecji, Cyprze i wielu innych krajach. Po Europie krążyły nawet rzekome listy królewskie, dodatkowo wywołując zamieszanie i podtrzymując stan niepewności, czego skutkiem było między innymi kilkuletnie bezkrólewie w Polsce. Było tylko kwestią czasu, kiedy zaczną się pojawiać w Europie osoby podające się za króla lub „rozpoznawane” przez postronnych, choć już nie przez ludzi z dawnego królewskiego otoczenia. Głośnym echem odbiła się między innymi sprawa Jana z Wilczyny, działającego w 1451 roku w Niemczech i na Śląsku, czy Mikołaja Rychlika, który w 1459 roku w Poznaniu ogłosił, że jest królem Władysławem. Te i inne przypadki impostury było szybko demaskowane, a „bohaterom” wydarzeń wymierzano stosowne kary. Niemniej proceder trwał jeszcze długie lata, dyskretnie wspierany czasem przez możnych tego świata dla doraźnych celów politycznych.  Dopiero w XX i XXI wieku „sprawa Warneńczyka” nabrała nowego wymiaru za sprawą dwóch autorów – Polaka i Portugalczyka, którzy odkurzyli dawno zapomniane hipotezy, ubierając je w nowe sensacyjne szaty.

Czy Władysław Warneńczyk rzeczywiście mógł być przodkiem Krzysztofa Kolumba? © Wikimedia Commons, domena publiczna.

Temat nie do ominięcia: tajemnica pochodzenia Krzysztofa Kolumba 

W 1991 roku ukazała się w Londynie pośmiertna praca emigracyjnego teatrologa i literata Leopolda Kielanowskiego zatytułowana Odyseja Władysława Warneńczyka. Pod tym niewiele mówiącym tytułem autor przedstawił niezwykle rozbudowaną teorię „powarneńskich” losów króla Władysława. Autor, niemający w swoich badaniach zbyt wiele do czynienia z historią średniowiecza, oparł własne rozważania na „wątku portugalskim”. Trzeba lojalnie zaznaczyć, że ślad ten ma pewne źródłowe w przekazach piętnastowiecznych, pojawiających się dosyć wcześnie. Już w 1452 roku docierały do Polski wieści o pobycie króla w tym kraju. Przekazywał je dominikanin, bliżej nieznany Mikołaj Floris, piszący do ówczesnego wielkiego mistrza krzyżackiego Ludwiga von Erlichshausena o pokucie Władysława u jego boku jako „towarzysza i współpustelnika”. Odpisy listu, w opinii wielu badaczy uchodzącego za spreparowany apokryf, musiały krążyć w licznych kopiach po ówczesnej Polsce i Mazowszu, skoro wspomniano ten trop w okolicznościowej miejscowej poezji.

Wedle teorii Kielanowskiego Władysław Warneńczyk miał przeżyć bitwę i przez Bośnię, po wielu perypetiach, dotrzeć do Ziemi Świętej, gdzie w klasztorze św. Katarzyny na Górze Synaj złożył ponoć śluby dalszej walki z niewiernymi. Następnie udał się rzekomo do Portugalii, gdzie występował pod przybranym imieniem Henryka Niemca (port. Henrique Alemão) i tytułem rycerza św. Katarzyny. Zawędrowawszy na Maderę, ożenił się z bliżej nieznaną „panią Anną” (Senhorinha Annes) i doczekał się z nią syna Zygmunta (Segismundo). Chociaż sam Henryk Niemiec jest postacią historyczną (zachował się dokument z 1457 roku autorstwa króla portugalskiego Alfonsa V nadający mu włości na Maderze), jednak legenda o jego królewskim pochodzeniu jest późniejsza, gdyż pochodzi dopiero z początku XVIII stulecia i pojawia się w dziele Księga szlachecka z wyspy Madery autorstwa Henrique’a Henriquesa de Noronha. Choć autor wspomnianej księgi powołuje się na dokumenty, na podstawie których w XVI wieku potwierdzono pochodzenie potomków owego Henryka od polskich królów, dokumentów tych nigdy nie odnaleziono. A może nigdy nie istniały?

Tropem Kielanowskiego poszedł portugalski historyk Manuel Rosa, który natrafiwszy na przekład książki Kielanowskiego w jego ojczystym języku, wydany na Maderze w 1996 roku, powiązał jego teorię z nie do końca wyjaśnioną zagadką pochodzenia Krzysztofa Kolumba. Po wieloletnich poszukiwaniach tropów i przesłanek wspierających jego tezę opublikował wyniki swoich badań w książce Kolumb. Historia nieznana, w której za pomocą nadinterpretacji przekazów, misternych kombinacji logicznych oraz piętrowych teorii stara się przekonać czytelników nie tylko do rzekomo portugalskich korzeni Kolumba, ale i jego pochodzeniu od owego tajemniczego Henryka Niemca vel Władysława Warneńczyka. Wedle teorii Rosy, Wielki Admirał Oceanu to w rzeczywistości Segismundo Henriques, który zmienił tożsamość, by nie wywołać skandalu dyplomatycznego związanego z jego pochodzeniem. Ileż zmian tożsamości i zagadek! A dowody? Brak! Portugalski badacz sugeruje co prawda otwarcie grobu Władysława Jagiełły na Wawelu, by porównać materiał genetyczny DNA hipotetycznego dziada Kolumba z tym należącym do jego potomków, jednak pomysł ten nie wywołuje jak dotychczas entuzjazmu wśród polskich badaczy, nawet tych nieodrzucających en bloc jego teorii. Nie może to dziwić po doświadczeniach z otwarciem grobu Kazimierza Jagiellończyka (zresztą brata Warneńczyka) oraz masowym wymieraniem badaczy mających kontakt z królewskimi szczątkami. Sprawa jak na razie jest nierozwiązana. Przełomem mogłoby okazać się odkrycie odręcznych notatek owego Henryka Niemca i porównanie ich z zachowanymi podpisami króla Władysława na dokumentach, gdyż analiza grafologiczna mogłaby stanowić przekonujący dowód w sprawie. Dopóki jednak dowodów brakuje, nie można na nowo pisać historii nieszczęsnego bohatera spod Warny.

Władysław Warneńczyk doczekał się aż trzech grobowców, co wyróżnia go pod tym względem spośród innych polskich monarchów, a zrównuje z samym faraonem Snofru, który jeszcze za życia zbudował sobie aż trzy piramidy. Nagrobki króla można znaleźć w Wiedniu, Krakowie oraz Warnie, gdzie postawiono mu nawet obszerne mauzoleum upamiętniające bitwę z 1444 roku i wszystkich poległych wówczas chrześcijan. Wspomniane trzy grobowce, niejako w nawiązaniu do potrójnego kryształu z jego „Modlitewnika…”, są jednak puste, czekając na ostateczne zamknięcie końcowego rozdziału życia „ostatniego krzyżowca Europy”. Jakże to symboliczne…

Bibliografia 

http://www.se.pl/wiadomosci/super-historia/super-historia-meskie-rozkosze-warnenczyka_413061.html

http://queer.pl/artykul/197019/czy-krol-polski-mogl-byc-gejem-warnenczyk-poniatowski

http://www.dziennikberlinski.pl/index.php/Aktualnosci-2/czy-znaleziono-grob-krola-wladyslawa-warnenczyka.html

http://www.focus.pl/sekrety-nauki/krol-czarodziej-10400?strona=2

Długosz, Roczniki, czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, ks. 11, ks. 12, przekł. J. Mrukówna, PWN, Warszawa 2004.

Kielanowski, Odyseja Władysława Warneńczyka, Oficyna Poetów i Malarzy, London 1991.

Modlitewnik Władysława Warneńczyka w zb. Bibljoteki Bodlejańskiej z uwzględnieniem zapisków J. Korzeniowskiego, wyd. L. Biernacki, R. Gansiniec, W. Podlacha, Koło Związku Bibjotekarzy Polskich, Lwów 1928.

Olejnik, Władysław III Warneńczyk (1424-1444), PTH Oddz. w Szczecinie, Szczecin 1996.

Pamiętniki janczara, czyli Kronika Konstantego z Ostrowicy, wyd. J. Łoś, AU, Kraków 1912.

Rosa, Kolumb. Historia nieznana, przekł. M. Szafrańska-Brandt, Rebis, Poznań 2012.

Swoboda, Warna 1444, KAW, Kraków 1994.

Więckowski, Życie po życiu Władysława Warneńczyka, „Focus Historia” 4/2016, s. 16-19.

[1] Wynika to z adnotacji w rękopisie francuskiego prawnika z Besancon, Jacques’a Prive’a, i daty: 1630.[2] Ioannis Dlugossi, Annales, seu Cronicae incliti Regni Poloniae, Warszawa 2001, s. 327

[3] Jana Długosza, kanonika krakowskiego, Dziejów polskich ksiąg dwanaście, , t. IV, przekł. K. Macherzyński, Kraków 1869, s. 674

[4] Jana Długosza, Roczniki, czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, ks. jedenasta, ks. dwunasta, przekł. J. Mrukówna, Warszawa 2004, s. 360

[5] Przekład własny.

[6] K. Olejnik, Władysław III Warneńczyk (1424-1444), Szczecin 1996, s. 302.