Rzeźnicy z toporami i krzyżowcy na haju. Terapie medyczne w epoce krucjat

Ranni na polu walki krzyżowcy wielokrotnie musieli zdać się na łaskę domorosłych medyków. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Średniowieczne metody leczenia do dziś budzą grozę wśród lekarzy i pacjentów. Krzyżowcy, dziesiątkowani przez zarazy, ranni w bitwach i podatni na nieznane choroby, pokładali wiarę w Bogu i oddawali się w ręce rzeźników. Przy odrobinie szczęścia trafiali na bardziej postępowego medyka lub chirurga, który nie tylko wyleczył, ale nawet znieczulił.

Wiedza medyczna średniowiecza opierała się na naukach starożytnych Greków. Wierzono, że ciało składa się z czterech „humorów”: krwi, żółci i czarnej żółci oraz śluzu, powiązanych z czterema żywiołami i czterema porami roku. Były również cztery własności materii: gorąco, suchość, chłód i wilgotność, które przeciwstawiano humorom, żywiołom i porom roku. Gdy pacjent czuł się źle, diagnozowano brak równowagi humorów w ciele. Obserwowano go więc i zalecano terapię, która przywracała równowagę, usuwając nadmiar humorów, np. przez upuszczanie krwi (powszechnie praktykowane wiosną u mnichów). Zły lekarz mógł poważnie zaszkodzić, dobry może i niewiele pomógł, ale przynajmniej nie zabił pacjenta.

W czasach krucjat teoria humorów miała już półtora tysiąca lat, a związane z nią praktyki stały się popularne wśród lekarzy islamskich, którzy przetłumaczyli na arabski wiele starożytnych tekstów. Do XI–XII wieku tłumacze włoscy i hiszpańscy przekładali te same księgi na łacinę. Jedną z nich była Liber pantegni zmarłego w 994 roku Haly Abbasa, w całości przetłumaczona w 1127 roku. Później pojawił się Kanon medycyny Awicenny, z którego korzystano aż do XVII wieku. To właśnie muzułmańskim lekarzom medycyna Zachodu zawdzięcza zwrot w kierunku leczenia za pomocą lekarstw i związków chemicznych.

W 970 roku Abu Mansur Muwaffak skatalogował prawie 600 leków na bazie związków roślinnych, 75 na bazie minerałów oraz 44 na bazie substancji pochodzenia zwierzęcego. W XIII wieku Ibn Al-Baitar z Malagi spisał 1400 leków, z których przynajmniej 300 dotychczas było nieznanych medycynie zachodniej. W świecie arabskim znano je już w starożytności – Persowie wierzyli, że Ahura Mazda w początkach świata stworzył także 10 tys. leczniczych ziół, w tym mak, winogrona, mandragorę, cykutę i wilczą jagodę, które przejęła medycyna zachodnia. Lekarze arabscy makiem leczyli bóle głowy, melancholię, choroby płuc, zapalenie oskrzeli i opłucnej, opuchliznę brzucha lub nerek, a także bóle wywołane kamieniami nerkowymi.

Okładka ze średniowiecznego rękopisu Kanonu medycyny Awicenny. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Roślina radości na wrzody i melancholię

Starożytni doskonale znali opium i wykorzystywali je szeroko w medycynie. Wzmianki na ten temat można znaleźć w tekstach egipskich, greckich czy asyryjskich. Egipcjanie stosowali opium w leczeniu bólu, dla Rzymian było panaceum. Pliniusz w księdze XX swojej Historii naturalnej podaje, że leczono nim słoniowatość, krosty, padaczkę, problemy z wątrobą czy ukąszenia skorpiona, a Wergiliusz porównywał zapomnienie po opium do rzeki Lete, samą roślinę przypisując bogini Ceres. Grecy raczyli się opium, aby wprowadzić się w stan ekstazy koniecznej do spełnienia obrzędów, a Sumeryjczycy nazywali je Hul Gil – „rośliną radości”. Odniesienia zarówno do opium, jak i marihuany można znaleźć w tekstach autorów, którzy wywarli ogromny wpływ na medycynę arabską, a przez nią również na medycynę zachodnią. Dioskurydes w I wieku n.e. wspominał pięć rodzajów maku, w tym mak lekarski, i pisał, że można go stosować zewnętrznie lub wewnętrznie. Galen (130–201) zalecał moczenie wełny w soku makowym na okłady, a na bezsenność – czopki z opium. Obydwaj znali i zalecali też marihuanę, np. do tłumienia… nadmiaru żądz.

Dominikanie leczą narkotykami

W średniowieczu chirurgia rozwijała się w niezwykle szybkim tempie, zwłaszcza dzięki doświadczeniu z pól bitewnych. Zachowały się przekazy na temat aktywności medyków i chirurgów w trakcie wypraw, np. leczących rany Godfryda z Bouillon po spotkaniu z niedźwiedziem. Jako anestetyki popularne były wówczas korzeń mandragory, bieluń i opium, a wino stosowano do odkażania. W XIII wieku dominikanin Teodoryk z Lukki pisał: „Każdego dnia widzimy nowe instrumenty i metody [usuwania strzał z ciał rycerzy] wynajdywane przez zmyślnych chirurgów.” W 1236 roku brat Teodoryk opracował pionierską metodę znieczulania przed zabiegami, zalecając przykładanie do nosa pacjenta gąbek moczonych w narkotycznych wywarach. Był on również gorącym orędownikiem stosowania opium i mandragory w trudnych przypadkach. A tych nie brakowało.

Krzyżowcy w trakcie kampanii doznawali rozmaitych obrażeń podczas oblężeń, zasadzek, bitew i potyczek, ale również w trakcie wypadków, jak przewrócenie się wieży oblężniczej czy upadek z murów. Możni zazwyczaj mieli własnych medyków i chirurgów, niżej urodzeni mogli zaś liczyć na pomoc choćby ze strony golibrodów czy łamignatów, którzy w razie potrzeby zatamowali krwotok albo nastawili połamane kończyny. W przypadku głębokich ran kłutych, jak ta, którą odniósł król Baldwin I w zasadzce w 1103 roku, konieczny był specjalista. Królewski medyk oczyścił ranę, a gdy król dorobił się jeszcze ropnia na nodze, pomogły okłady z octu. Nie wiemy, czy władca mężnie zniósł zabieg, czy trzeba było zastosować narkotyczny anestetyk, by ulżyć mu w cierpieniu.

Karta z Materia Medica Dioscurides… Wikimedia Commons, domena publiczna.

Medyk czy rzeźnik?

Wgląd w medyczne praktyki w epoce krucjat daje lektura Assises des Bourgeois de Jérusalem, spisanych w latach 40. XIII wieku. Jeden z rozdziałów poświęcono pracy chirurga, który zajmował się pęknięciami czaszki oraz nastawiał połamane kończyny, a także metodom leczenia ran i wrzodów. Z kolei praca medyka opisana została w rozdziale drugim: zajmował się on ogólnymi przypadłościami, jak gorączka i dreszcze, biegunka, wysypka i obrzęki. Miał znać teorię humorów i zgodnie z nią administrować leczeniem, a w tekście możemy przeczytać o upuszczaniu krwi oraz silnych środkach przeczyszczających. Praktykę doskonale ilustruje historia z okresu drugiej krucjaty opowiedziana przez Thabita, wyjątkowego chrześcijańskiego medyka z ogromną wiedzą dietetyczną, chirurgiczną i farmakologiczną, znawcę medycyny arabskiej. Opium było mu doskonale znane, choć w tym przypadku nie było konieczne.

Thabit relacjonował: „Przywiedli do mnie rycerza z ropniem na nodze oraz kobietę chorą na imbecylizm. Rycerzowi zaaplikowałem niewielki kataplazm, aż wrzód otworzył się i zaleczył, a kobiecie zaleciłem dietę dla wilgotnych humorów. Potem przyszedł do nich frankijski lekarz i powiedział: «Ten człek nie potrafi ich leczyć». Zapytał rycerza, czy woli żyć z jedną nogą, czy umrzeć z obydwiema. Rycerz odpowiedział, że woli żyć z jedną. Medyk nakazał więc, by mu przywiedli silnego rycerza z ostrym toporem. Pojawił się, ja stałem obok. Medyk położył nogę pacjenta na pieńku i nakazał rycerzowi uderzyć toporem i odrąbać nogę. Uderzył, a ja patrzyłem, lecz noga nadal tkwiła przy ciele. Uderzył po raz wtóry, szpik z nogi wypłynął, a pacjent wyzionął ducha. Medyk następnie zbadał niewiastę i rzekł: «Na głowie tej kobiety jest diabeł, który ją opętał. Zgolić jej włosy». Zgolono je, kobieta powróciła do jedzenia czosnku i musztardy, a imbecylizm pogorszył się. Medyk wykoncypował, że diabeł wszedł jej do głowy. Wziął więc brzytwę, wyciął głęboki znak krzyża, aż odsłonił kość czaszki i natarł ją solą. Kobieta odeszła równie szybko. Spytałem, czy moje usługi są już zbędne, a gdy tak powiedzieli, powróciłem do domu bogatszy o wiedzę na temat ich metod leczenia”.

W Europie Zachodniej w okresie krucjat medycyna dopiero rozwijała się jako profesja, więc praktycy nie posiadali ani wykształcenia akademickiego, ani też nie cieszyli się powszechnym poważaniem. Mieli status podobny do rzemieślników, którzy nabyli umiejętności, terminując u mistrza, i trudno się dziwić obecności rzeźników na polach bitew. Informacje na temat obecności medyków na wyprawach krzyżowych pochodzą dopiero z XIII wieku. Większość miała tytuł łaciński magistra, ukończone studia w zakresie siedmiu sztuk wyzwolonych oraz medycyny. Wiedzę w zakresie anatomii i fizjologii czerpali z tekstów Galena, a z fizyki – od Awicenny.

Barwna karta z Codex Manesse. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Krzyżowcy na leczeniu u pogan

Powracający do domów krzyżowcy przywieźli nowe metody leczenia Awicenny, a więc także opium. Narkotyczny napój, zawierający duże dawki tej substancji, rozpowszechnił się w późnym średniowieczu. W Anglii miał on dosłownie zwalić z nóg pacjenta, „gdy inni go tną”. Łagodniejsze dawki pomagały zasnąć krzyżowcom zmagającym się ze strasznymi wspomnieniami z wojen oraz cierpiącym na bezsenność. Takie lekarstwo zwane dwale wspomina Geoffrey Chaucer w XIV wieku, pisząc o Alynie i Johnie, którzy kładą się spać tym razem bez potrzeby owego leku. W XIII wieku opium thebaicum stosował lekarz papieża Mikołaja IV.

Tymczasem wśród osadników w Ziemi Świętej, zmęczonych usługami rodzimych rzeźników i łamignatów, szybko zapanowała moda na korzystanie z usług „pogańskich” medyków. Gdy król Jerozolimy Amalryk I  poszukiwał w desperacji leku na trąd dla swojego syna, przyszłego Baldwina IV, posłał do Egiptu po Abū Sulāymāna Dāwūda. Synowie medyka służyli Amalrykowi do czasu podboju Jerozolimy w 1187 roku, gdy dołączyli do dworu Saladyna. Do końca XII wieku lekarze pracujący w szpitalu św. Jana w Jerozolimie składali przysięgi na świętych lub też „śluby”, co dowodzi, że nie zawsze byli to chrześcijanie. I choć pierwsze źródła potwierdzające posiadanie przez lekarzy licencji na wykonywanie zawodu pochodzą z lat 40. XIII wieku, to ówczesne prawo stanowiło, że wszyscy medycy, czy to „zza morza lub z krajów pogańskich”, musieli przejść sprawdzian pod okiem najlepszych miejscowych lekarzy i w obecności biskupa. Licencje to kolejny nabytek ze świata islamu: najwcześniejszy znany przykład europejski pochodzi z XII wieku z Sycylii, w Persji nadawano je już trzysta lat wcześniej.

Również medykom arabskim, a konkretnie Awicennie, zawdzięczamy pierwsze medyczne doniesienia o skutkach ubocznych opium. Uważali oni, że przytępia umysł, upośledza świadomość, osłabia zdrowy osąd i trawienie. I choć nazywał opium „jednym z największych lekarstw”, to zaznaczał, że skuteczność uzależniona jest od odpowiedniej dawki, ponieważ zbyt duża powoduje „utratę sił ducha i śmierć”. O zagrożeniach marihuany pisał z kolei Ibn Al-Baitar, wskazując na pogorszenie funkcji umysłowych, a w konsekwencji szaleństwo i śmierć. „Widziałem – pisał – różne sposoby zażywania jej przez biedaków. Niektórzy gotują liście, ugniatają masę i robią z niej tabletki. Inni suszą ją i miażdżą, dodając do łuskanego sezamu z cukrem, a potem długo żują. Czerpią z tego wiele przyjemności, radości i euforii, co może powodować zatrucie, a także wywołuje najbliższy szaleństwu stan, jaki kiedykolwiek widziałem”.

Rycina ukazująca sposoby leczenia chorób psychicznych. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Marco Polo na odwyku

Z krajów arabskich opium dotarło do Azji, gdzie zaczęto je stosować w medycynie chińskiej. W XI wieku doradca cesarza Su Sung pisał, że „na mdłości i wymioty pomoże napój z nasion maku przyrządzony następującym sposobem. Trzy dziesiąte kwarty nasion białego maku, trzy dziesiąte uncji proszku z żeń-szenia należy dobrze ugnieść z 13-centymetrowym kawałkiem bulwy chińskiego ignamu. Zagotować w dwóch kwartach wody. Z tego wziąć 6/10 kwarty, dodać nieco syropu z surowego imbiru i soli. Dobrze zmieszać i podzielić na porcje, które można zażywać rano lub wieczorem bez żadnej szkody dla innych lekarstw”.

Popularność substancji leczniczo-narkotycznych wzrosła również wraz z odkryciami Marca Polo w XIII i XIV wieku oraz Vasco da Gamy stulecie później. Wenecjanin prawdopodobnie zachorował na gruźlicę, w której kaszel i gorączkę leczono opium. Według jednej z teorii tłumaczących, dlaczego przez cały rok przebywał w Badachszanie, będącym już wówczas głównym producentem maku lekarskiego w regionie, powodem był właśnie opiumowy nałóg i trudny, bolesny odwyk. Pod koniec XV wieku da Gama dotarł do Indii, co zaowocowało ustanowieniem szlaku handlowego i portugalskiego monopolu handlowego. Jednym z głównych towarów importowanych z Indii było opium.

Zabieg chirurgiczny ukazany na karcie tureckiego manuskryptu. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Ponowne odkrycie dobrodziejstw opium pomogło w karierze renesansowym lekarzom, np. Paracelsusowi, który nazywał swój prywatny zapas „kamieniem nieśmiertelności”. To on wynalazł laudanum, które w oryginalnych przepisach prawdopodobnie miało formę tabletek, prócz opium zawierających także cynamon, żabi skrzek, zmiażdżone perły oraz lulek czarny. Później laudanum przyrządzano, rozpuszczając opium w alkoholu i podawano na uspokojenie czy bezsenność. Tak pisał o nim Szekspir w Otellu: „Mak ni mandragora, / Ani napoje senne całej ziemi / Do oczu twoich słodkich snów nie wrócą, / Któreś miał wczora”.

Dziś opiaty nadal są szeroko stosowane w medycynie. Równie długa i obszerna jest historia tych narkotyków. Marihuana zaś przeżywa medyczny renesans. Wydaje się, że słowa ojców medycyny, według których jedynie dawka dzieli truciznę od leku, nigdy nie były bardziej aktualne.