Pole Złotogłowia – czyli jak się bratać, to po królewsku!

Od 7 do 24 czerwca 1520 roku w dolinie na południe od Calais miało miejsce słynne spotkanie Henryka VIII i Franciszka I. Władcy bawili i zadziwiali się nawzajem, a zwłaszcza swych gości, poprzez turnieje, uczty, bale maskowe i osiągnięcia ówczesnej architektury.

Kronikarze tamtych czasów opisywali spotkanie władców Francji i Anglii mianem Pola Złotogłowia z powodu niezwykle kosztownych, przetykanych złotem tkanin, które zdominowały dekoracje namiotów, pawilonów i strojów. Spotkanie monarchów miało przebiegać pod znakiem przyjaźni i idei rycerskości, ale każdy pragnął zaprezentować się jako najbogatszy i najpotężniejszy. Rywalizacja była widoczna już na etapie logistycznym całego przedsięwzięcia: obydwie strony obawiały się, że partner nie dotrzyma umowy, chcąc przyćmić drugiego. Pozornie organizowane z zamiarem podkreślenia przyjaźni między obydwiema potęgami, spotkanie nie przyniosło konkretnych politycznych rezultatów. Stało się za to okazją do demonstracji potęgi obydwu dworów poprzez pokaz bogactwa i prawdziwy przepych.

Historyczne spotkanie dwóch monarchów 7 czerwca 1520 roku. © Wikimedia Commons.

Historyczne spotkanie dwóch monarchów 7 czerwca 1520 roku. © Wikimedia Commons.

Zastaw się, a postaw się

W 1520 roku Henryk dobiegał trzydziestki i zasiadał na angielskim tronie od jedenastu lat. W jego epoce wystawne życie stało się symbolem potęgi, a król rozumiał konieczność posiadania wielkiego dworu. Wzmacnianie pozycji na arenie europejskiej zaczął od pokazu ekstrawagancji oraz wystawności swojego dworu. Organizował rozrywki, turnieje i bankiety, aby pokazać innym władcom, że jest im równy. Albo potężniejszy.

Spotkanie z Franciszkiem było doskonałą okazją do demonstracji siły – w pokojowy sposób. Gdy przygotowania do imprezy w lutym ruszyły pełną parą, zdecydowano między innymi, że stary pałac w Guines nie jest dość luksusowy dla pary królewskiej. Można więc było albo zakwaterować Henryka i Katarzynę w innym miejscu, albo… zbudować nowy. W zaledwie sześć tygodni powstał tymczasowy pałac z ceglanych fundamentów, o wysokości 2,5 m i powierzchni niemal 10 000 m2, z czterema wieżami, stróżówką i wewnętrznym dziedzińcem. Drewniane ściany pomalowano tak, by wyglądały na kamienne, i zaimpregnowano na wypadek niepogody. Do budowy półokrągłych okien na piętrze zużyto ponad 1,5 tys. metrów kwadratowych szkła, a jedne z pałacowych drzwi wyposażono w „dwa pozłacane filary z posągami Kupidyna i Bachusa, z których wypływały strumieniem małmazja i bordo do srebrnych pucharów, a każdy mógł z nich pić”. Do dekoracji wykorzystano najwspanialsze ozdoby z Anglii: srebrno i złoto, jedwabie, gobeliny oraz meble obite złotogłowiem. W kaplicy umieszczono ogromne srebrne organy i złotogłów dodatkowo zdobiony perłami, który okrywał ołtarz. Król wydał ponad 6 tys. funtów na same materiały budowlane konieczne do wzniesienia pałacu, a przecież mógł on pomieścić (wraz z pobliskim zamkiem) jedynie parę królewską i ograniczoną liczbę doradców. Większość gości z Anglii rozlokowano w namiotach i pawilonach, a całe obozowisko liczyło 820 elementów. Żeby wykarmić świtę króla Henryka, potrzeba było ponad 2 tysiące owiec oraz niezliczoną liczbę krów, świń i drobiu.

Druga strona także nie skąpiła grosza. Znani ze swojej fantazji Francuzi postanowili na przykład umieścić w środku obozu złote kule i osobliwe urządzenia, a także złocony posąg św. Michała, z którego pleców spływał błękitny płaszcz w złote kwiaty. W prawej dłoni archanioł trzymał strzałę, a w lewej tarczę z godłem Francji. Członkowie dworu i świty Franciszka przez kilkanaście czerwcowych dni nosili wyłącznie jedwabie, aksamity i złotogłów, klejnotami obwieszano się jak przysłowiowe choinki, a koszty całej imprezy były tak ogromne, że jak czytamy u Morrisa: „Wielu nobilów niosło na plecach swoje zamki, lasy i farmy”.

Henryk VIII wypływa z Dover na słynne Pole Złotogłowia. © Wikimedia Commons.

Henryk VIII wypływa z Dover na słynne Pole Złotogłowia. © Wikimedia Commons.

Dwustu gwardzistów, dwunastu kapelanów i trzy tysiące koni

Henryk VIII przybył na Pole Złotogłowia z niemal czterotysięczną świtą na czele z organizatorem imprezy – kardynałem Wolseyem. Królowi towarzyszyła liczna służba, w tym dwunastu kapelanów, dwunastu sierżantów broni, 200 „najwyższych i najlepszych” gwardzistów, siedemdziesięciu pokojowców, 266 oficerów domostwa i 205 stajennych. Królowej towarzyszyła jej własna świta licząca 1175 osób. W sumie zjawiło się 5172 angielskich gości, do tego niemal trzy tysiące koni. Od każdego z przybyłych oczekiwano, że swoją obecnością będzie reprezentował przepych angielskiej monarchii, więc na podróż nierzadko przeznaczano całe majątki. Pięć dużych statków i kilka mniejszych przepłynęło Kanał wyładowane ludźmi i zapasami. Dwór angielski wydał na jedzenie 8839 funtów, a na wino, piwo i ale kolejne 1568 funtów. Miecze i uzbrojenie pochłonęły ponad tysiąc funtów, a kolejne trzy tysiące poszło na odzież dla ludzi i zbroje dla koni. Jeden z królewskich koni przyozdobiony był przetykanym srebrem aksamitem ze złotymi ozdobami w kształcie dzikiej róży – całkiem przyjemnego kwiatu, jeśli obchodzić się z nim łagodnie, ale uzbrojonego w ostre ciernie, które potrafią pokaleczyć przy nieodpowiednim potraktowaniu. Trudno nie pokusić się o skojarzenie z charakterem samego Henryka.

Braterstwo na pokaz?

Po przybyciu do Calais w ostatnim dniu maja Henryk wysłał Wolseya z wizytą do Franciszka. Zawsze gotowy godnie reprezentować swojego władcę, Wolsey podróżował ze świtą liczącą 50 gentlemanów, w karmazynowych aksamitach i złotych łańcuchach. Pierwsze spotkanie władców miało odbyć się konno „na otwartej przestrzeni, nie w otoczeniu (…) pawilonów”. Podkreślano dworski protokół i równość, w tym m.in. to, że „gdy król angielski wchodzi na terytorium króla francuskiego, ma uzyskiwać prymat i vice versa”. Do spotkania doszło w czwartek 7 czerwca. Henryk przybył w towarzystwie 39 szlachciców i gentlemanów, siedmiu biskupów, dwóch książąt, jednego markiza, dziesięciu earlów, 500 członków królewskiej gwardii oraz 2000 żołnierzy kroczących na czele procesji przy dźwiękach trąb. Gdy wreszcie Henryk i Franciszek stanęli twarzą w twarz, objęli się niczym bracia, a następnie „ujęli za ręce i weszli do wspaniałego pawilonu ze złotogłowia, który przygotował angielski król”. Henryk upierał się, żeby stać po lewicy Franciszka, ponieważ spotkanie miało miejsce na angielskiej ziemi, a więc to on był „gospodarzem”. Władcy poprzysięgli przyjaźń i sojusz na spotkaniu, które trwało około godziny. Potem rozpoczęły się zabawy i zawody.

Francuski monarcha Franciszek I. © Wikimedia Commons.

Lew Tudorów na łopatkach

Po spotkaniu władców nadeszła pora potyczek, turniejów rycerskich, zawodów łuczniczych i zapasów, bali maskowych oraz występów minstreli czy nadwornych chórów, a także wystawnych bankietów. Turnieje zapewniały nie tylko rozrywkę, ale również dawały możliwość demonstracji siły. Choć uczestnicy używali stępionej broni i ciężkiej zbroi, aby uniknąć urazów, walki prowadzono na poważnie – liczył się przecież honor monarchii. Już samo pole długości ponad 970 metrów, z ogromnymi widowniami i dwiema prywatnymi komnatami dla władców, było symbolem angielskiego splendoru.

Zgodnie z ówczesnym zwyczajem turniejowym walczono w imię Boże, honorowo i uczciwie. Drzewo Honoru wraz z dwoma innymi, reprezentującymi Anglię i Francję, stanęło na szczycie sztucznego wzniesienia, a na nim zawisły tarcze reprezentujące trzy typy rozgrywek: pojedynek konny na kopie, turniej w otwartym polu oraz zbrojna walka piechurów. Każdy chętny do udziału w rozgrywkach musiał podejść do drzewa i dotknąć odpowiedniej tarczy.

Obaj władcy zgłosili chęć udziału w pojedynku na kopie, ale nie potykali się ze sobą. Starli się za to w zapasach, podczas których drobnej budowy Franciszkowi udało się sprytem rozłożyć wysportowanego i potężnego przeciwnika na łopatki. Gorąca krew Tudorów zawrzała w Henryku – jak to możliwe, że przegrał z tym cherlakiem, który ledwie był w stanie unieść miecz?! Franciszek załagodził gniew Henryka dobrotliwymi słowami, a angielski król zwyciężył później w konkursie łuczniczym, co ostatecznie osłodziło mu porażkę.

Niech żyje bal!

Wspaniałe bankiety, maskarady i tańce trwały pomiędzy turniejami, a to stwarzało okazję do kolejnych demonstracji splendoru. Bankiety musiały być wystawne, często trzykrotnie w trakcie zabawy podawano sute dania. Z cukru rzeźbiono królewskie zwierzęta, takie jak lamparty czy gronostaje, albo alegoryczne postaci – Matkę Boską czy Gabriela. Posiłki anonsowali trębacze, a w trakcie ich spożywania gości zabawiano śpiewem i muzyką.

W sobotę 10 czerwca Henryk pojechał bawić się do Ardes, a Franciszek przybył w tym samym celu do Guînes. Angielski król przyozdobiony złotogłowiem wyszywanym klejnotami i ozdobami z czystego złota, ze wspaniałym kołnierzem z klejnotów z pewnością podbił tego dnia mnóstwo serc.

Głównym punktem każdego wieczoru była maskarada, jako że bale maskowe były niezwykle modne w XVI-wiecznej Europie. Organizowano je zgodnie z wybranym motywem, np. romansu średniowiecznego czy mitologii klasycznej. Podczas finałowego balu Henryk pojawił się w przebraniu Herkulesa, przystrojony w koszulę ze srebrnego adamaszku, na głowie miał liście z zielonego adamaszku, na plecach „lwią skórę” ze złotego adamaszku, a za nim podążało „Dziewięć Cnót” ze złotymi brodami przystrojonych w złotogłów.

Fragment ryciny przedstawiający jeden z namiotów na Polu Złotogłowia.© Wikimedia Commons.

Fragment ryciny przedstawiający jeden z namiotów na Polu Złotogłowia. © Wikimedia Commons.

Kto da więcej?

Ostateczną możliwość prezentacji bogactwa stwarzała ceremonia wręczania nagród. Królowa Katarzyna obdarowała wówczas klejnotami najlepszych francuskich rycerzy, a Franciszkowi podarowała pierścień z diamentem i rubinem. Henryk również obsypał Francuzów klejnotami, złotą zastawą i pieniędzmi. Z kolei królowa Klaudia podarowała Henrykowi lektykę obitą złotogłowiem, a Wolseyowi wysadzany klejnotami krucyfiks. Jak czytamy u Charlesa Millsa, Franciszek pozwolił sobie pewnego dnia na gest wykraczający daleko poza zasady dworskiego protokołu. Wybrał się do Guines niemal bez świty. Wszedł do pałacu, wprawiając w osłupienie gwardzistów, i zwrócił się do nich słowami: „Złóżcie broń, jesteście moimi więźniami”, po czym ruszył do komnaty Henryka, którego zastał śpiącego. Obudził go, deklarując z uśmiechem, że jest jego więźniem, a Henryk ucieszył się z tej „nieoczekiwanej sztuczki”. Władcy wymienili się prezentami i odtąd nie przestrzegali już protokołu.

Ta wymiana podarków, choć miała uchodzić za dowód braterstwa, była w rzeczywistości niczym więcej jak demonstracją bogactwa. Rywalizacja między Anglią a Francją stopniowo rosła i ostatecznie doprowadziła do wojny, a Pole Złotogłowia przyniosło Henrykowi korzyść wyłącznie jako pokaz jego potęgi. Przyjaźń okazała się nietrwała, bo w ciągu zaledwie miesiąca Henryk zawarł przeciwko Francji sojusz z siostrzeńcem swojej żony, Karolem V, a po pięciu latach w bitwie pod Pawią stanął po stronie cesarza. Franciszek okazał wielkie męstwo na polu bitwy, ale poniósł porażkę i trafił do niewoli. „Wszystko stracone, prócz honoru” – pisał gorzko. Tyle przyszło mu z Pola Złotogłowia.

Bibliografia:

Limoncelli A., The Field of Cloth of Gold: Henry VIII’s Display of Princely Magnificence, James Blair Historical Review, Spring 2010, p. 6–15.
Mills Ch., The History of Chivalry or Knighthood and its times, vol. II, Longmans London 1825.
Morris Ch., Historical Tales, J.B. Lippincott Company, Philadelphia 1902.