Polacy na krucjatach

Czy Władysław Wygnaniec mógł być pierwszym polskim krzyżowcem? Wikimedia Commons, domena publiczna.

W swojej bestsellerowej powieści „Krzyżowcy” przedwojenna pisarka Zofia Kossak-Szczucka przedstawiła przygody polskich rycerzy, którzy wskutek dziejowych zawirowań biorą udział w I krucjacie. Przewijający się przez karty książki Polacy to postaci fikcyjne, choć nie oznacza to, że nasi rodacy nie przyjmowali krzyża i nie ruszali do Ziemi Świętej. Jakkolwiek ruch krucjatowy nie zdobył nigdy w Polsce tak wielkiej popularności jak w zachodniej Europie, wśród jego mieszkańców znalazło się kilku takich, którzy wyruszyli na Bliski Wschód, by walczyć z Saracenami.

Zapoczątkowany przez papieża Urbana II zbrojny ruch pielgrzymkowy sprawił, że w przeciągu następnych dwustu lat tysiące rycerzy porzuciło swoje włości i postanowiło walczyć w Ziemi Świętej przeciwko niewiernym. Sukcesem zakończyła się tylko I krucjata, a powstałe w jej wyniku łacińskie państwa na Bliskim Wschodzie szybko przeszły do defensywy, tracąc ostatecznie Jerozolimę na rzecz muzułmanów, ale papieskie wezwanie do świętej wojny wciąż rozpalało wyobraźnię katolików zachodniej Europy. Inaczej sprawa wyglądała w Polsce, która wysłała do walki o Jeruzalem zaledwie garstkę ludzi. Powodów takiego stanu rzeczy było kilka – po pierwsze, apogeum krucjat przypadło na okres rozbicia dzielnicowego, rywalizujący ze sobą piastowscy książęta byli bardziej zainteresowani walką o schedę z krewnymi niż błąkaniem się po świecie. Po drugie, jeśli któryś z Piastów poczuł chęć do walki z niewiernymi, nie musiał ich szukać w Ziemi Świętej – pod bokiem byli przecież Litwini, Prusowie i Jaćwingowie, z racji bliskości o wiele groźniejsi dla Polaków niż znani wyłącznie z opowieści wyznawcy islamu. Wreszcie podczas gdy mieszkańców Zachodu pchało w dalekie podróże przeludnienie ich ojczyzn i chęć zdobycia bogactw na Wschodzie, w Polsce wciąż brakowało rąk do pracy i tutejsi władcy byli zainteresowani raczej ściąganiem do swych włości nowych kolonistów niż wysyłką poddanych na święte wojny. Podsumowując te wszystkie czynniki, nie powinno nas dziwić, że papieskie wezwania do walki o Jeruzalem spotykały się nad Wisłą z dość chłodnym przyjęciem. Do legendy przeszła odpowiedź księcia Leszka Białego, który w liście do papieża Honoriusza III wyjaśniał, że nie może ruszyć do Palestyny, gdyż słyszał, że w Ziemi Świętej nie ma piwa…

Pomimo wymienionych czynników, skutecznie zniechęcających Piastów i ich wasali do udziału w krucjatach, historia odnotowała kilku pochodzących znad Wisły krzyżowców, którzy zdecydowali się wyruszyć w długą i niebezpieczną wyprawę do Jerozolimy.

Piast Anonim

W roku 1144 do Europy dotarła przerażająca wiadomość. Muzułmanie odbili z rąk mieszkających w Ziemi Świętej Franków Edessę. Papież Eugeniusz III wezwał chrześcijan do nowej krucjaty. Wieści o wyprawie zelektryzowały Europę. Księża z ambon nawoływali wiernych do walki przeciw wyznawcom islamu, a wędrowni trubadurzy, nawiązując do przyjęcia krzyża przez francuskiego króla Ludwika VII, nucili po dworach przy dźwiękach lutni A kto z Ludwikiem wyruszy / Niechaj nie trapi go trwoga / Ominie piekło, a duszę / Anioły wezmą do Boga[1].

Władca Francji nie był jedyną koronowaną głową, która w roku 1147 poprowadziła swoje hufce na odsiecz Królestwu Jerozolimskiemu. W daleką podróż ruszył też król niemiecki Konrad III. Wśród wiedzionych przez niego zbrojnych zastępów znalazł się, według relacji bizantyńskiego kronikarza Jana Kinnamosa, niewymieniony z imienia władca,  przewodzący, jak pisał dziejopis, zamieszkującemu na zachód od Węgier plemieniu Lechitów. Kim była ta tajemnicza postać?

Tożsamość pierwszego znanego ze źródeł polskiego krzyżowca pozostaje zagadką. Większość historyków wysuwa kandydaturę księcia Władysława II Wygnańca, który wyparty z Polski przez młodszych braci, znalazł schronienie na dworze Konrada III. Teoria ta wydaje się tym bardziej kusząca, że książę banita uznał niemieckiego króla za swego seniora, więc jego udział w wyprawie krzyżowej wynikałby ze zobowiązań lennych. Oprócz tego Władysławem mogły kierować także względy religijne – pielgrzymka do Ziemi Świętej anulowałaby ciążącą na nim klątwę kościelną.

Niemiecki udział w II krucjacie okazał się totalną porażką. Gdy 25 października 1147 roku krzyżowcy starli się z Turkami pod Doryleum, bitwa zakończyła się sromotną klęską, w wyniku której Konrad III wraz z niedobitkami swojej potężnej do niedawna armii musiał schronić się w Nicei. Resztki niemieckich oddziałów dołączyły ostatecznie do przybyłych w późniejszym terminie wojsk francuskich dowodzonych przez Ludwika VII. Ciągłe niesnaski między koronowanymi głowami doprowadziły ostatecznie wyprawę do smutnego końca – nie dokonano żadnych chwalebnych czynów i nie odzyskano Edessy. Jesienią 1148 roku rozczarowany i wymęczony przez klimat Ziemi Świętej Konrad ruszył w drogę do domu.  Prawdopodobnie w podróży powrotnej towarzyszył mu również tajemniczy polski książę.

Bitwa pod Doryleum w 1147 roku. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Z Sandomierza do Jerozolimy

Pięć lat po zakończeniu II krucjaty odbył podróż do Ziemi Świętej książę Henryk Sandomierski. Młody Piast, w roku 1154 opuściwszy swą dzielnicę, wraz z oddziałem rycerzy udał się na Wschód, by wspomóc orężem walczące z muzułmańskimi sąsiadami Królestwo Jerozolimskie. Pielgrzymka ta odbiła się szerokim echem w całej Polsce, o czym świadczą  liczne zapisy rocznikarskie. Niestety, te skromne wzmianki potwierdzają jedynie fakt odbycia wyprawy przez księcia, nie podając żadnych szczegółów dotyczących przygód, które stały się udziałem Henryka. Najbardziej obfita w szczegóły relacja poświęcona jerozolimskim perypetiom Piasta jest bardzo odległa od opisywanych wydarzeń, wyszła bowiem w XV wieku spod pióra Jana Długosza.

To, że Henryk Sandomierski wyruszył z pielgrzymką do Jeruzalem, nie jest faktem zbytnio zaskakującym. Władca ten słynął z niezwykłej pobożności, czego jawnym dowodem było to, że nigdy się nie ożenił i najprawdopodobniej żył w celibacie. Podczas gdy jego bracia zajęci byli doraźną polityką, on kierował swój umysł ku sprawom ducha i poszukiwał chwały wiecznej. Owo dążenie doprowadziło go do śmierci w roku 1166, kiedy to poległ w trakcie wyprawy krzyżowej przeciwko pogańskim Prusom.

Ze świadectwa Długosza wiemy, że książę opuścił Polskę na czele drużyny rycerzy ochotników i dotarłszy do Ziemi Świętej, oddał się na usługi królowi jerozolimskiemu Baldwinowi III. Po roku walki ku chwale Chrystusa Henryk na czele mocno przetrzebionego oddziału (część polskich rycerzy zginęła z rąk muzułmanów, inni umarli na wskutek gorącego klimatu) ruszył w drogę powrotną do kraju. Jako swoistą pamiątkę z pielgrzymki przywiózł do Polski przedstawicieli zakonu joannitów, dla których ufundował szpital i kościół w Zagości.

Do Ziemi Świętej pielgrzymkę odbył również Henryk Sandomierski. Wikimedia Commons.

Pielgrzym Jaksa

Henryk Sandomierski to jedyny znany nam z imienia książę piastowski pielgrzymujący do Ziemi Świętej. Kolejna postać, którą chciałbym zaprezentować, to już krzyżowiec nieco mniejszego kalibru. Mowa tu o Jaksie z Miechowa, który w roku 1162 wyprawił się w podróż na Wschód.

Pomiędzy historykami wciąż trwa spór o to, kim właściwie był ów możnowładca. Część badaczy utożsamia go ze słowiańskim księciem Jaksą z brandenburskiej Kopanicy, który w latach pięćdziesiątych XII wieku toczył boje o dziedzictwo swego ludu z niemieckim margrabią Albrechtem Niedźwiedziem. Pokonany miał jakoby zbiec do Polski i zamieszkać w Miechowie. Teorię tę oprotestowało jednak inne stronnictwo historyczne, na czele którego stał wybitny znawca dziejów piastowskich, Gerard Labuda. Należący do niego historycy twierdzą, że brandenburski Jaksa i Jaksa z Miechowa to zupełnie dwie różne postacie. Na takie dictum zwolennicy tezy o istnieniu tylko jednego Jaksy wyjmują monety przypisywane obu Jaksom i dowodzą, że widniejącą na nich postać brodatego mężczyzny jest bez wątpienia portretem  tej samej osoby.

Abstrahując od tego, czy Jaksa z Miechowa był rdzennym Polakiem, czy Słowianinem Połabskim, pewne jest, że w roku 1162 udał się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Co go skłoniło do tak dalekiej wyprawy? Sporą rolę odegrać mogły względy rodzinne. Na krótko przed wyruszeniem Jaksy w drogę zmarł jego syn. Być może podróż do miejsc świętych miała za zadanie zmazanie doczesnych win potomka i przyniesienie pocieszenia pogrążonemu w żałobie możnowładcy. Wiadomo też, że pan z Miechowa złożył ślub, iż sprowadzi do Polski zakon bożogrobców, który rezydował w Jerozolimie. Przysięgi tej Jaksa dotrzymał, gdyż wracając do kraju, zabrał ze sobą kilku zakonników i pakunek worków z zebraną w okolicach Jeruzalem ziemią. Niezwykły ładunek został w Miechowie rozsypany w miejscu, w którym wzniesiono klasztor dla sprowadzonych ze Wschodu mnichów.

Jednym z „kandydatów” na krzyżowca, kryjącego się pod określeniem „książę polski”, jest między innymi Władysław Odonic. Wikimedia Commons.

Kolejny Anonim

Nie wiemy, czy jacyś Polacy udali się na III wyprawą krzyżową zorganizowaną po przejęciu Jerozolimy przez Saladyna. Szczęśliwie źródła milczą też na temat ewentualnego udziału polskiego rycerstwa w niechlubnej IV krucjacie zakończonej złupieniem Konstantynopola. Nieco więcej informacji pojawia się przy okazji V krucjaty, która ruszyła w roku 1217. Późniejszy o prawie trzydzieści lat dokument króla węgierskiego Beli IV wspomina, iż w szeregach maszerujących na Saracenów krzyżowców znalazł się jakiś Piast. Niestety, madziarskie pismo nie precyzuje, z którym z władców dzielnicowych mamy tu do czynienia, i określa go tylko jako „księcia polskiego”.  Podobnie jak w przypadku pierwszego polskiego uczestnika wypraw krzyżowych tożsamość tajemniczego krzyżowca pozostaje zagadką.

Istnieje cały szereg kandydatów mogących kryć się pod enigmatycznym określeniem „książę polski”. Część historyków uważa, że był to późniejszy bohater walk z Mongołami – Henryk Pobożny. Inni wskazują Kazimierza Opolskiego, swoich zwolenników ma też Władysław Odonic, o którym wiadomo, że w roku 1217 przebywał na Węgrzech wskutek konfliktu ze stryjem, Władysławem Laskonogim, w związku z czym mógł dołączyć do biorących udział w krucjacie oddziałów węgierskich. Który z nich jednak naprawdę ścierał się z niewiernymi w Ziemi Świętej, najprawdopodobniej nigdy się nie dowiemy.

Epilog

Jak widać, ruch krucjatowy nigdy nie cieszył się w Polsce tak dużym zainteresowaniem jak w krajach Europy Zachodniej. Podczas gdy Francuzi, Niemcy, a nawet Czesi byli gotowi ginąć w Ziemi Świętej, Polacy mocno trzymali się rzeczywistości. Ci, którzy czuli chęć walki z poganami, wyprawiali się raczej na północny wschód, by walczyć z plemionami pruskimi. W XIII wieku nie musieli nawet w poszukiwaniu niewiernych ruszać się z domu, nasz kraj został bowiem najechany przez Mongołów, którzy doskonale spełniali definicję okrutnych pogan. W ostatecznym rozrachunku ruch krucjatowy przyniósł nam nieprzyjemne reperkusje w postaci sprowadzenia przez księcia Konrada Mazowieckiego krzyżaków, którzy na długie lata mieli stać się ościeniem kłującym najpierw książąt, a później królów polskich.

Bibliografia

Benyskiewicz K., Rycerstwo polskie wobec pogan i pogaństwa w XI-XIII w., Rycerstwo Europy Środkowo-Wschodniej wobec idei krucjat, pod red. W. Peltz, J. Dudek, Zielona Góra 2002,

Teterycz-Puzio A., Polscy krzyżowcy. Fascynująca historia wypraw Polaków do Ziemi Świętej, Poznań 2017,

[1] Anonimowa pieśń starofrancuska z okresu II krucjaty. Tłumaczenie Jacek Kowalski.