„Pij własną krew, Beaumanoir, a pragnienie ci minie!” Ostatnia walka Trzydziestu

Bretania, zamek Ploërmel, sobota rano 27 marca 1351 roku. Spod otwartej brany powoli wyjeżdżają konni rycerze przybrani w najlepszy, paradny rynsztunek. Jest ich trzydziestu: siedmiu rycerzy i dwudziestu trzech giermków. Lśnią w porannym słońcu pyszne, wypolerowane zbroje, łopocą na wietrze proporce, kurzawa tylko podnosi się spod kopyt masywnych, bojowych rumaków pokrytych czaprakami ze znakami herbowymi ich jeźdźców. Postronny świadek mógłby sądzić, że oto jacyś znamienici rycerze podążają na turniej zwołany przez możnego pana, nie zważając na fakt, iż jest to sam środek wojny. Znający się na rzeczy „król herbowy” mógłby rozpoznać znaki i „klejnoty” rodowe rycerzy angielskich, ale i kilka bretońskich oraz niemieckich. Zdążają na umówione miejsce spotkania pod wielkim, starym dębem rosnącym w połowie drogi między Ploërmel a Josselin.

Pogrzeb Jana III, miniatura z kroniki Froissarta. Wikimedia Commons, domena publiczna.

W wirze bretońskiej wojny domowej

Trwała wojna stuletnia, a właściwie ostatnia faza wojny „trzystuletniej”, rozpoczętej jeszcze w XII stuleciu, z chwilą kiedy była królowa Francji, Eleonora, poślubiła dziedzica korony angielskiej Henryka Plantageneta, wnosząc mu w posagu bogatą Akwitanię. Ich daleki potomek, król angielski Edward III, rozpoczął w 1337 roku wojnę z rządzącymi od niedawna Walezjuszami o koronę Francji, w której to wojnie Anglia dotychczas odnosiła same zwycięstwa: najpierw w bitwie morskiej pod Sluys (1340), a następnie w starciach lądowych pod Crecy (1346) i Calais (1347), ale głównego celu – francuskiej korony – jak dotąd nie udawało jej się zdobyć. Gdy nadmorskie Calais skapitulowało przed Edwardem, zawarto rozejm, i wydawało się, że na jakiś czas nastanie pokój. Nie było to do końca prawdą, gdyż Anglicy szybko znaleźli nową okazję do destabilizacji królestwa Filipa VI Walezjusza. Pretekstem do ukrytej, a później już coraz bardziej jawnej interwencji były wydarzenia rozgrywające się od kilku lat w księstwie Bretanii.

W miarę jak starzał się książę Jan III, zaczynały się uaktywniać sprzeczne siły dążące do przejęcia po nim schedy, chociaż bowiem Jan III trzykrotnie wstępował w związki małżeńskie, to w chwili śmierci pozostawił po sobie wyłącznie nieprawowite potomstwo. Jego brat Gwidon z Penthièvre zmarł dziesięć lat wcześniej. Wprawdzie żył jeszcze brat przyrodni Jan z Montfort, jednak obaj pozostawali sobie niechętni.

Wobec problemu z bezpośrednią sukcesją król Filip VI zamierzał zająć księstwo, by wzmocnić domenę Walezjuszów, a sam Jan III nie był przeciwny pozostawieniu Bretanii Walezjuszom, a jako kompensatę dziedzicom Bretanii ofiarowano utworzone na tę okoliczność księstwo Orleanu. Jednak opór samych Bretończyków wobec konszachtów ich księcia z monarchą francuskim spowodował, że Jan III musiał go porzucić. Jedyną pozostałością tych planów był wzrost w samej Bretanii niechęci wobec króla Francji.

Bezpośrednią dziedziczką Jana III była jego bratanica Joanna, hrabina Penthièvre, jedyna córka Gwidona. Żadnych wątpliwości w tej kwestii nie było: obyczaj Bretanii dopuszczał zastąpienie zmarłego dziedzica przez jego własnego spadkobiercę. Przeciwko Joannie z Penthièvre wysunięto jednak potencjalne prawa jej stryja Jana z Montfort. Przyłączyli się do niego wszyscy ci, w których Joanna budziła niepokój. Tak jak uczyniono dwadzieścia lat wcześniej z koroną francuską, tak i teraz stwierdzono, że przejęcie praw tą drogą może być stosowane w przypadku lenn bretońskich, jednak nie samego księstwa.

Z uwagi na swoje własne roszczenia do francuskiej korony Filip VI nie był zbyt skłonny do uznawania praw kobiet w kwestii dziedziczenia. Z drugiej strony musiał jednak respektować francuski obyczaj, który zakładał pierwszeństwo przechodzenia lenn na młodszych synów przed córką najstarszego. Mimo tego sygnalizował już swój pogląd w tej kwestii, odkąd w 1337 roku, po wielu projektach małżeńsko-sojuszniczych, zaczęto mówić o wydaniu Joanny z Penthièvre za królewskiego bratanka Karola z Blois, księcia z rodu Walezjuszów. Nie zważając na ten paradoks, król Francji, zawdzięczający tron nowym zasadom odsuwającym kobiety, sam stał się rzecznikiem swojej nowej bratanicy.

Kryzys rozpoczął się 30 kwietnia 1341 roku w chwili śmierci Jana III. Miał ciągnąć się przez 23 lata. Tymczasem jednak doszło do rozbicia bretońskiej jedności: część rycerstwa i miast popierała Jana z Montfort, inna część – Joannę i jej męża Karola z Blois. Początkowo przewagę zdobył Montfort, opanowując większość zamków i miast Bretanii. Gdy jednak stało się jasne, że Filip VI Walezjusz odmówi przyjęcia jego hołdu, a przez to nadania mu inwestytury na księstwo, poszukał sobie innego francuskiego monarchy gotowego to uczynić – w Londynie. Hołd złożony przez Montforta przed Edwardem III w Windsorze w lipcu 1341 oznaczał, że do bretońskiej wojny domowej wmieszali się angielscy Plantageneci.

Obraz Octave’a Penguilly l’Haridona Walka Trzydziestu. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Przez cztery lata, aż do śmierci Jana z Montfort, zwycięstwo przechylało się to na jedną, to na drugą stronę. Pomimo wsparcia Anglików ostateczny wynik konfrontacji był wciąż niepewny, a sam Jan z Montfort zmarł w 1345 roku w obleganej twierdzy Hennebont, pozostawiając wdowę, Joannę Flandryjską oraz małoletniego syna Jana, przyszłego księcia Bretanii Jana Zdobywcę. Walka między stronnictwami Montfortów i Blois jeszcze się wzmogła. Nazwano ją „wojną między dwiema Joannami”, od imion głównych antagonistek obu stronnictw, w rzeczywistości jednak był to ciąg dalszy konfliktu między Anglią a Francją, tyle że królowie posłużyli się rękami samych Bretończyków.

Na głównej scenie tej fazy wojny stuletniej dochodziło do spektakularnych pochodów, bitew, oblężeń i podbojów, odchodziła w cień złota epoka rycerstwa, rozpoczęta jeszcze w czasach krucjat, a pierwsze skrzypce zaczynali grać zawodowi żołnierze najemni. Ale nawet zwycięskim Anglikom nie zawsze odpowiadał triumf „długiego łuku” i odchodzenie w przeszłość rycerskich zasad. W targanej wojną domową Bretanii doszło do szczególnego pojedynku, dowodzącego, że rycerski etos jeszcze wówczas nie minął: do słynnej walki Trzydziestu[1].

Miniatura z 1480 roku przedstawiająca walkę Trzydziestu. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Oblężenie, którego nie było

Cała sprawa pozostałaby jedynie kwestią drugorzędną, gdyby kronikarze nie zapewnili jej miejsca w historii, mocno podnosząc etos rycerski tej walki.

Walka Trzydziestu to wojna przemieniona w ceremonię. To zbiorowy pojedynek w stylu nadawanym mu przez heroldów, ogłaszających walkę wedle ścisłych i rygorystycznych reguł honoru i lojalności. Jest to drobny epizod toczącej się wojny, lecz również przykład niebezpiecznych rozrywek znudzonego rycerstwa, u którego wojna podjazdowa i uganianie się za przeciwnikiem po gościńcach wciąż nie wzbudzały zapału.

Inicjatywa wyszła od kapitana twierdzy Josselin, Jana de Beaumanoir, jednego ze zwolenników Joanny z Penthièvre i Karola z Blois. Około połowy marca 1351 roku przybywa on pod Ploërmel, gdzie garnizonem dowodził rycerz będący na służbie u Montfortów. Do dziś nie ma pewności co do jego tożsamości. Kronikarz francuski Jan Froissart określa go jako „Brandebourch” (czyżby Brandenburg?), co każe myśleć o nim jako o Niemcu, jednak w innych przekazach pojawia się także jako Bemborough, Bembro lub Brembo, a jedna z możliwych do przyjęcia teorii sugeruje, że tak naprawdę forma odmiejscowa mogła brzmieć „Pembroke”. Mógł zatem równie dobrze być Anglikiem. Także jego imię pozostaje zagadką – w jednych przekazach określany jest jako Ryszard, a w innych Robert.

Kazał on podnieść most zwodzony i zamknąć bramę. Do oblężenia jednak nie doszło. Bretończyk rzucił: „Czyż nie znalazłby się tam w zamku choć jeden, dwóch czy trzech towarzyszy, którzy by zechcieli skrzyżować swoje miecze przeciwko trzem innym z miłości do swoich przyjaciół?”[2]. Bamboroughowi nie pozostało zatem nic innego, jak podnieść rękawicę. Jego odpowiedź okazała się godna słów do niego skierowanych. Miała to być walka o honor, nie o jakieś polityczne czy inne zawiłości. Dowódca angielki stwierdził jednak jasno, co sądzi o jednostkowym czy potrójnym pojedynku proponowanym przez Roberta z Beaumanoir: to nie wystarczy, nie byłoby z tego dość chwały. Kronikarz Froissart relacjonuje odpowiedź Bamborougha:

Oby przyjaciele nie zapragnęli, aby dać się w ten sposób jakże nędznie w pojedynku pozabijać. Albowiem byłoby to zbytnie igranie z fortuną. Tym samym zasłużyliby bardziej na nazwę głupców i szaleńców, niż zyskaliby honor i chwałę.

Wszelako rzeknę wam, co uczynimy, jeśli wola. Weźmiemy dwudziestu lubo trzydziestu towarzyszy z waszego garnizonu, a ja wezmę tyluż z naszego. I tak udamy się w pole, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał ani nam zawadzał. I przykażemy tak jednym, jako i drugim towarzyszom pod karą stryczka, jako i tym wszystkim, którzy będą na to patrzeć, by nikt walczącym nie użyczał wsparcia ni pomocy[3].

A zatem ustalono walkę w formule trzydziestu na trzydziestu, turniej nie tyle o zwycięstwo, ile o honor i sławę. Beaumanoirowi pozostało tylko przyklasnąć:

Na mą wiarę! – rzekł pan Robert de Beaumanoir – Zgadzam się na to; a potwierdźcie to też nie zwlekając. Zatem niech będzie was trzydziestu, a nas także będzie trzydziestu. A poprzysięgnę na mą wiarę”. „Takoż przysięgam – rzekł Bamborough – gdyż zyskamy tym sposobem więcej honoru niż w pojedynku”[4].

W obu obozach wybrano po trzydziestu. Bamborough skompletował swoją drużynę z Anglików, kilku Bretończyków i Niemców. Wszystko to zajęło trzy dni. Rankiem w dniu walki ochotnicy wysłuchali mszy, uzbroili się i stanęli na wyznaczonym polu. Po czterech czy pięciu z każdego obozu stanęło konno, a wszyscy pozostali pieszo. Chociaż Francuzi Beaumanoira kazali na siebie czekać, Anglicy powitali ich godnie. Bitwa – a właściwie krwawy turniej – wreszcie mogła się rozpocząć. Wydawało się, że oto powraca wspaniała rycerska epoka.

Karol z Blois. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Walka Trzydziestu

Dziesięciu rycerzy i dwudziestu giermków, z których wszyscy byli Bretończykami[5], dołączyli do Beaumanoira. Gdy grupa Bamborougha została skompletowana, liczyła dwudziestu Anglików, sześciu Niemców i czterech Bretończyków. O ustalonej porze i umówionym miejscu wszyscy stanęli do sprawy. Niezbyt obszerną relację Froissarta uzupełniają w tym miejscu późniejsze przekazy, wzbogacając jego opis o barwne – choć po części z pewnością legendarne – szczegóły.

Najpierw przybył Bamborough, a potem Bretończycy. Dwaj wodzowie, przed walką, przemawiali do swoich towarzyszy. Najpierw odezwał się Beaumanoir: „Stańcie w szyku jeden przy drugim. Anglicy chcą naszej zguby, pokażcie im wasze dumne oblicza, a Bamboroughowi biada!”. Również Bamborough miał wygłosić krótką mowę do swoich: „Zabijemy lub pochwycimy Beaumanoira i wszystkich jego towarzyszy. A przyprowadzimy ocalałych do naszego miłego króla Edwarda, który potraktuje ich wedle swego uznania. Bretania i wkrótce cała Francja będą do niego należeć!”.

Beaumanoir dał sygnał do walki: „Na Syna [Panny] Marii! Bamborough, zginiesz haniebnie przed godziną komplety[6], a wszyscy twoi zostaną zabici, dostaną się do niewoli lub znajdą się w więzach. Naprzód, przyjaciele, i do dzieła!” Rozpoczął się zatem bój. Po dwóch godzinach walki wręcz obie strony, wyczerpane i zmęczone, wycofały się za obopólną zgodą, aby nabrać sił do dalszej walki i odświeżyć się. Był jeden zabity po stronie bretońskiej, dwóch po angielskiej. Walczący przeciwnicy odłożyli broń, napili się schłodzonego wina, opatrzyli rany. Nie trzeba było się śpieszyć. Przecież miało się do czynienia z rycerzami z dobrych domów. Wykorzystanie słabości przeciwnika byłoby hańbą.

Po przerwie wznowiono walkę. Wówczas to podobno Bamborough rzucił się na Beaumanoira, zadał mu cios, który go na chwilę oszołomił, i chwycił go wpół: „Poddaj się – zawołał – nie zabiję cię, ale oddam cię memu panu, któremu was obiecałem”. „Na świętego Idziego! – odpowiedzieć miał dowódca Bretończyków – nie będzie tak, jak ci się zdaje!”. Byłby jednak uległ, gdyby nie został uratowany przez jednego ze swoich towarzyszy, Alaina de Keranrais, który po zranieniu Bamborougha kopią ściął mu głowę.

Po śmierci swojego przywódcy Anglicy, na pewien czas oszołomieni, zebrali się ponownie do boju i walka trwała jeszcze jakiś czas. Niemiecki najemnik Croquart, który zastąpił swego dowódcę, zdecydował się wówczas przyjąć taktykę walki liniowej, by każdy walczący był chroniony z boków. Przyniosło to skutek. Padli kolejni zabici: trzech ze strony zwolenników Blois, czterech od Montfortów. Upał był dokuczliwy, a ranny i ociekający krwią Beaumanoir, dręczony pragnieniem, poprosił o coś do picia. Wówczas jeden z jego towarzyszy, Gotfryd z Bois, rzucił w jego stronę słowa, które przeszły do legendy: „Pij własną krew, Beaumanoir, a pragnienie ci minie!”. Dowódca podniesiony na duchu ruszył na wroga, ale Croquart umiejętnie nie dopuścił do rozbicia pancernej linii. Wówczas Wilhelm de Montauban dosiadł konia, co było dozwolone, i pognał na angielski szyk, powalając od razu dziesięciu wrogów. Pancerna linia została przełamana, a Beaumanoir i jego ludzie zostali ogłoszeni zwycięzcami. Ocalali Anglicy złożyli broń – wszak salwowanie się ucieczką byłoby niehonorowe. Nie ma jednak pewności co do strat obu stron. Według jednych przekazów Bretończycy naliczyli sześciu zabitych, a Anglicy dziewięciu, nie licząc tych wszystkich, którzy później zmarli od ran. Inne wersje mówią odpowiednio o dziesięciu i piętnastu. Walka Trzydziestu dobiegła końca.

Herb rodu Beaumanoir. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Legenda

Nigdy od czasów krucjat nie słyszano o podobnym wyczynie. Przez całe lata pokazywano sobie ocalałych; ich pokiereszowane twarze świadczyły o ich bohaterstwie. Nie pozostało ich zresztą wielu. Kilka dni później część zwycięzców zostało zabitych w zasadzce. Skutki pojedynku pod dębem były znikome. Pomimo zwycięstwa w polu i kilku miesiącach oblężenia zamek Ploërmel i tak nie został wzięty przez stronników Karola z Blois. Ci ostatni, połączywszy się z wojskami króla Francji Jana II Dobrego, próbowali wykorzystać swą przewagę w bitwie pod Mauron, gdzie zostali rozbici 14 sierpnia 1352 roku. Na ponad dekadę w Bretanii prowadzono głównie wojnę podjazdową, a jej wynik był wciąż nierozstrzygnięty. Dopiero w bitwie pod Auray 29 września 1364 roku Karol z Blois poniósł ostateczną klęskę, znajdując śmierć na polu walki, a młody Jan z Montfort został księciem Bretanii.

Walka Trzydziestu przeszła jednak do legendy jako ostatni rycerski pojedynek zbiorowy w duchu legend arturiańskich. Chwalebne podzwonne odchodzącej epoki…

Bibliografia:

https://www.herodote.net/27_mars_1351-evenement-13510327.php

 http://www.infobretagne.com/combat_des_trente.htm

http://bcd.bzh/becedia/fr/le-combat-des-trente

[Froissart], Le combat des trente Bretons contre trente Anglois, publié d’après le manuscrit de la Bibliotheque du Roi, par G.-A. Chapelet, Paris 1835.

Favier, La guerre de Cent Ans, Paris 1980.

[1] J. Favier, La guerre de Cent Ans, Paris 1980, s. 130–137.

[2] Froissart, cytat za: Le combat des trente Bretons contre trente Anglois, publié d’après le manuscrit de la Bibliotheque du Roi, par G.-A. Chapelet, Paris 1835, s. 63.

[3] Tamże, s. 63–64.

[4] Tamże, s. 64.

[5] Froissart nazywa ich jednak „Francuzami”.

[6] Kompleta w liturgii kościelnej, ostatnia modlitwa, odmawiana w nocy przed udaniem się na spoczynek.