Notre-Dame de Paris – niesławna koronacja

Notre-Dame de Paris, paryska katedra Panny Marii. Trudno o miejsce bardziej związane z burzliwymi dziejami Francji niż główna świątynia chrześcijańska jej stolicy. Katedra, budowana przez niemal dwa stulecia, między XII a XIV wiekiem, była niemym świadkiem wielu zarówno zwykłych, jak i podniosłych, a czasem tragicznych wydarzeń rozgrywających się na sekwańskiej wyspie Cité, w samym centrum Paryża.

Świątynia zawsze była kościołem parafialnym rodziny królewskiej, a zanim Walezjusze przenieśli swoją siedzibę do Luwru, królowie mogli z okien Palais de la Cité obserwować wznoszące się coraz wyżej ku niebu masywne ściany naw i strzeliste wieże, słuchać głębokiego dźwięku dzwonów i śpiewów chórów, uczestniczyć w nabożeństwach, procesjach i ceremoniach. To w katedrze tradycyjnie zatrzymywali się na modlitwę władcy powracający z koronacji w Reims. Jednak tylko dwukrotnie w swoich dziejach sama katedra byłą sceną ceremonii koronacyjnej francuskich monarchów[1]. Zwłaszcza pierwsza ceremonia, która odbyła się 16 grudnia 1431 roku, została zapamiętana jako najsmutniejsza, najbardziej nużąca i nieudana koronacja w dziejach tej świątyni.

Koronacja Henryka VI w Notre-Dame według miniatury z rękopisu kroniki Jana de Wavrin. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Pusta katedra

Wojna o koronę Kapetyngów między Walezjuszami a Plantagenetami (a po nich Lancasterami) trwała już prawie stulecie, a Francja do niedawna była tak osłabiona, jak nigdy wcześniej, podzielona de facto od czasów zwycięstwa Henryka V pod Azincourt (1415) i traktatu w Troyes (1420) na trzy części. Na północy i zachodzie, włączając w to Paryż, Bordeaux czy Caen, panoszyli się Anglicy, a wschód kraju zajmowali sprzymierzeni z nimi Burgundczycy. Jedynie południe zachowywało wierność Walezjuszom, rządzącym formalnie ze swojej tymczasowej siedziby w Bourges. Nominalnym władcą „angielskiej” części Francji pozostawał małoletni król Henryk VI Lancaster, faktycznie rządy spoczywały jednak w rękach regenta, jego stryja Jana, księcia Bedford.

Sytuacja zmieniła się na korzyść Walezjuszy dopiero w 1429 roku w związku z pojawieniem się świętej dziewicy i mistyczki Joanny d’Arc. Zdobywszy zaufanie Karola VII Walezjusza, Joanna stanęła na czele jego armii i w maju tego roku pokonała angielską armię oblegającą Orlean. Wyprawa, którą poprowadziła do Szampanii, przyczyniła się do zajęcia miasta koronacyjnego Reims. Tam też 17 lipca Karol został koronowany na króla Francji. Dla dalszego przebiegu konfliktu miało to decydujące znaczenie. Francja wciąż miała dwóch zwalczających się monarchów, ale tylko jeden z nich był teraz koronowany, a zatem w oczach Francuzów – prawowity. Pomimo trwającej wciąż ze zmiennym szczęściem wojny szala zwycięstwa zdawała się przechylać na stronę dotychczasowego „króla z Bourges”.

Bedford postanowił temu zaradzić dwa lata później, przeprowadzając konkurencyjną koronację Henryka VI na króla Francji. Specjalnie w tym celu sprowadził 10-letniego władcę z Londynu. Droga do Reims była zamknięta, na miejsce koronacji wybrano zatem paryską katedrę Notre Dame. Było to jednak złamanie wielowiekowej tradycji. Wszystko jeszcze mogłoby wyglądać nie najgorzej, gdyby ceremonia przyćmiła swoim splendorem dotychczasowe podobne święta. Francuzi, a zwłaszcza paryżanie, byli zawsze na ten aspekt bardzo wyczuleni. Tu jednak doszła do głosu typowa angielska powściągliwość.

Przedstawienie Notre Dame z XVI wieku. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Niewiele byśmy wiedzieli o nastrojach panujących wówczas w stolicy Francji, gdyby nie przetrwał pewien anonimowy rękopis, znany pod nazwą Dziennika mieszczanina paryskiego. Dzięki niemu wiadomo, jak Anglicy zabrali się do dzieła. Nie zrobił większego wrażenia triumfalny wjazd młodego władcy na białym koniu do podparyskiego Saint-Denis, dokonany 31 listopada w asyście 25 heroldów i tyluż trębaczy. Lud od razu zauważył, że wielcy panowie, towarzyszący zazwyczaj tłumnie królowi, byli tym razem nieliczni. Większość prałatów królestwa również była nieobecna. Przybył kardynał Henryk Beaufort, arcybiskup Winchesteru, który zresztą udzielił świętego namaszczenia w otoczeniu biskupów Paryża, Beauvais i Noyon oraz kanclerza Ludwika Luksemburskiego, biskupa Thérouanne. Był również obecny jeden z biskupów angielskich, blisko związany z młodym królem – Wilhelm, biskup Norwick. Nawet arcybiskup Sens nie zadał sobie trudu stawienia się na koronacji, chociaż Paryż leżał w granicach jego archidiecezji. Zapowiedziano przybycie papieskiego legata, ale nikt go nie zobaczył. Duchowieństwo publicznie okazywało niezadowolenie. Kanonicy z Notre Dame wysłali deputację do Beauforta, by zaprotestować przeciwko wydatkom, które musieli ponieść na pokrycie kosztów ceremonii. Gdzie byli parowie Francji? Widać było tylko angielskich hrabiów Salisbury, Warwick i Stafford. A z przybycia na koronację wymówił się nawet główny sojusznik angielski, książę Burgundii Filip Dobry.

Dla Anglików był to poważny cios. Bedford nakazał zbudować nawet w katedrze Notre Dame dziwaczną konstrukcję, licząc zapewne na obecność większych tłumów na ceremonii, o czym nie omieszkał poinformować autor paryskiego dziennika:

Zatem, szesnastego dnia grudnia w niedzielę, przybył rzeczony król Henryk z Palais Royal do paryskiej [katedry] Notre Dame, a przybył pieszo z samego rana, w asyście procesji dobrego miasta Paryża, a wszyscy melodyjnie śpiewali. A w kościele było rusztowanie, […] równie długie, co szerokie, a było na tyle duże, że na każdym ze stopni mieściło się dziesięciu ludzi i więcej, a kiedy na nim się stało, to można było pójść ponad krucyfiksem do chóru, jak i na zewnątrz, a wszystkie stopnie były pomalowane i pokryte na lazurowo, oraz ozdobione [herbami] kwiatów lilii; a tamtędy wkroczył on i jego świta i zszedł do chóru, i tam też został namaszczony przez kardynała z Winchesteru[2].

Biskup Paryża Jakub du Châtelier otwarcie zaprotestował: przecież to jemu, jako biskupowi stolicy, należało się dopełnienie królewskiej koronacji, a nie kardynałowi Beaufortowi. Zapomniał jednak, że bez Anglików koronacja byłaby celebrowana w Reims.

Współczesne wnętrze katedry (przed pożarem z 15 kwietnia 2019 roku). Wikimedia Commons, domena publiczna

Odgrzewana pieczeń

Na uczcie zjawiło się tyle ludu, że mistrzowie z Uniwersytetu Paryskiego oraz juryści z Parlamentu[3] trzykrotnie zawracali, zanim dotarli do wielkiej sali. Lud zajmował tu od rana miejsca. W końcu paryscy juryści dotarli do sali bankietowej, oraz…

…zasiedli do stołów, które były dla nich przygotowane, ale byli już tam szewcy, musztardnicy, winiarze i pomocnicy murarzy. Usiłowano ich stamtąd wyrzucić; ale kiedy zdołano usunąć jednego czy dwóch, zaraz z drugiej strony dosiadało się sześciu czy siedmiu[4].

Już wówczas rozsierdzeni notable, będący dotąd duszą stronnictwa burgundzkiego[5], jeszcze bardziej się oburzyli, kiedy rozstawiono talerze. Anglicy podawali odgrzewane pieczenie. Ten aspekt kulinarny zdawał się mieć dla organizatorów drugorzędne znaczenie. Autor Dziennika mieszczanina paryskiego zanotował jednak złośliwie:

Zatem zostali tak marnie obsłużeni, iż nikt niczego nie chwalił, gdyż większość mięsiwa, szczególnie dla ludu, była przyrządzana już od czwartku, a była to przecież niedziela, co dla Francuzów było rzeczą wielce niespotykaną. Albowiem to Anglicy byli mistrzami ceremonii i niewiele ich zajmowało, czy rzecz była przygotowana, jak należy, byleby się ze swego zadania wywiązać. I w rzeczy samej nikt tego nie pochwalił, nawet chorzy z Hôtel-Dieu mówili, jako za ich żywota w Paryżu nie widzieli tak ubogiej ani nędznej uczty[6].

Bedford i jego ludzie przysporzyli sobie tym samym kilku wrogów więcej. Warto dodać, że szemrano, iż na świętowanie Bedford zużył pieniądze z podatków. Zresztą i tak nie darowano mu, że pozwolił swym ludziom w ten sposób potraktować wykwintną kuchnię francuską.

Czy mieszczanie celowo zachowali się w ten sposób? Podczas uroczystego wjazdu dwa tygodnie wcześniej pokazano pod Châtelet misterium na drodze przejazdu młodego króla, udającego się do pałacu na Cité przez ulicę Saint-Denis i Pont au Change[7]. Misterium to ukazywało króla dziecię, udekorowanego podwójną koroną i w otoczeniu wszystkich książąt kwiatu lilii[8]. Co ciekawe, wszystkich książąt – zwłaszcza tych, których później na ceremonii zabrakło.

Wizerunek regenta Jana Lancastera, księcia Bedford (z lewej). Wikimedia Commons, domena publiczna

Mieszczanin zapamiętał, jak niewiele dla niego wydano pieniędzy. Odgrzana uczta, kiepskie gonitwy, wielka nuda. Parlament nie mógł uzyskać z tej okazji nawet wypłaty swoich zaległych honorariów. Nikt zatem nie był zadowolony. Henryk VI nie ułaskawił więźniów, nie uzdrowił dotykiem żadnych cierpiących, nie zniósł podatków. Bez cienia żenady mieszczanin paryski zapisał w swoim dzienniku, że więcej było radości i zabawy nawet na weselu mieszczańskiego syna[9].

Jakby tego było mało, w Notre Dame Anglicy z królewskiego otoczenia chcieli sobie przywłaszczyć podczas Ofiarowania flakonik na wino z pozłacanego srebra. Kanonicy pospieszyli z interwencją i w końcu zdołali go odzyskać. Incydent pozostał jednak w pamięci. Efekt był fatalny. Paryski lud szemrał, i do zamieszek wystarczyła tylko iskra. Na domiar złego nadeszła fatalna pogoda, padał deszcz, dni były krótkie, a ceny chleba rosły. Paryżanie tak bardzo okazywali swoje niezadowolenie, że Henryk VI opuścił francuską stolicę zaraz po Bożym Narodzeniu 1431 roku. Po jego wyjeździe pozostał jedynie niesmak.

Gdy pięć lat później Anglicy musieli się wynosić z Paryża, ustępując przed wojskami Walezjuszów, nikt z paryżan za nimi nie płakał.

I jak tu zaprzeczać słowom, że przez żołądek trafia się do serca?

Bibliografia:

Bordonove, Joanna d’Arc, przeł. B. Szwercman-Czarnota, Warszawa 2003.

Favier, La guerre de Cent Ans, Paris 1980.

Journal d’un bourgeois de Paris, 1405-1449, publ. A. Tuetey, Paris 1881.

 

[1] Drugą koronacją w Notre Dame była cesarska koronacja Napoleona I i Józefiny, przeprowadzona 2 grudnia 1804 roku.

[2] Journal d’un bourgeois de Paris, 1405-1449, publ: A.Tuetey, Paris 1881, s. 277.

[3] Parlamentem nazywano w średniowiecznej Francji najwyższy trybunał sądowy.

[4] Journal d’un bourgeois de Paris, s. 278.

[5] Francją trzęsły wówczas dwa wielkie stronnictwa: proangielskie stronnictwo „burgunczyków” oraz prowalezjuszowskie „armaniaków”.

[6] Journal d’un bourgeois de Paris, s. 278.

[7] Pont au Change (Most Wymiany) łączył wyspę Cité z prawobrzeżnym miastem.

[8] Książętami kwiatu lilii nazywano szeroko rozumianą rodzinę królewską.

[9] Journal d’un bourgeois de Paris, s. 279.