Merlin królowej

Rycina ukazująca Johna Dee i Edwarda Kelleya wywołujących duchy. © Wikimedia Commons.

Nazywano go „Merlinem królowej” i szeptano, że to właśnie na nim Szekspir oparł postać Prospero – pozbawionego tronu księcia-czarnoksiężnika z Burzy. Bez wątpienia był okultystą i alchemikiem, głęboko zaangażowanym w tajemne praktyki kabalistyczne i rozmowy z zaświatami czy aniołami, które wielu jego współczesnych przerażały. Ale był także jednym z najbardziej znanych, poważanych i niezwykłych umysłów epoki elżbietańskiej – na tyle pochłoniętym nauką, że ożenił się dopiero w wieku 48 lat.

Syn kupca czy potomek króla Artura?

John Dee przyszedł na świat w niestabilnych czasach – krótko po zerwaniu Lutra i Anglii z Rzymem, w okresie radykalnych reform. Urodził się w Londynie, według własnoręcznie opracowanego horoskopu 13 lipca 1527 roku. Ojciec, Rowland Dee, służył na dworze Henryka VIII, był także kupcem, łączącym z powodzeniem handel i egzystencję dworską. I choć jego życie zakończyło się hańbą polityczną i finansową, zdążył zadbać o przyszłość syna, wysyłając go na uniwersytet w Cambridge. Po matce John odziedziczył dom i ziemię w Mortlake, niedaleko pałacu Richmond, gdzie ulokował swoją słynną bibliotekę i pracownię alchemiczną. Przyjmował tam znamienite persony, w tym samą królową z dworem, choć tłumy gości utrudniały mu pracę. W nielicznych wolnych chwilach Dee oddawał się badaniom antykwarycznym, dzięki którym wywiódł swoje pochodzenie aż od legendarnego króla Artura (na którego cześć zresztą nazwał swojego syna) oraz od rodu panującego, dowodząc pokrewieństwa ze swoją główną patronką, królową Elżbietą I. W ten sam sposób doszukał się u królowej pochodzenia od walijskiego księcia Madoga i uprawomocnił jej aspiracje do odkryć w Nowym Świecie.

Doskonałe wykształcenie? Na pewno nie w Cambridge!

W wieku 15 lat Dee rozpoczął naukę w Kolegium św. Jana w Cambridge, gdzie – jak czytamy w do dziś zachowanych dziennikach – uczył się pilnie osiemnaście godzin dziennie. Narzucił sobie wręcz mordercze tempo: spał cztery godziny, dwie godziny przeznaczał na jedzenie, picie i inne czynności higieniczne, a pozostały czas – z przerwą na modlitwę – jak pisze: „poświęcałem badaniom i nauce”. Pragnął jednak więcej. Wyruszył do Niderlandów, gdzie studiował nawigację z Gemmą Frisiusem, jednym z najbardziej uznanych geografów swojej epoki, i gdzie poznał uznanego kartografa, Gerardusa Mercatora. Przywiózł ze sobą do Anglii instrumenty nawigacyjne, jakich nikt tam wcześniej nie widział: dwa wielkie globusy dzieła Mercatora, sferę armilarną oraz mosiężną laskę św. Jakuba projektu Frisiusa.

W 1546 roku Dee został wybrany jednym z założycieli nowo utworzonego Trinity College. Pierwszy urlop spędził na Uniwersytecie Lowańskim, gdzie – jak pisze – poznał „uczonych mężów i wielkich matematyków”. Mając ledwie 23 lata, wyruszył latem 1550 roku do Paryża, gdzie jego wykłady na temat Euklidesa wywołały ponoć taką sensację, że otrzymał propozycję zatrudnienia od króla Francji i Uniwersytetu Paryskiego, a chętni wspinali się po murach, aby choć przez okno zobaczyć słynnego uczonego, ponieważ aula nie była w stanie wszystkich pomieścić. Wkrótce jego sława dotarła nawet do cara Rosji, który próbował skusić go dużą sumą, odkąd „doszły go słuchy o jego wiedzy rozległej i mądrości”. Karol V również chciał pozyskać sławnego maga i uczonego dla siebie. Wszystkie oferty Dee odrzucił.

Portret Johna Dee. © Wikimedia Commons.

Ciemnota i zabobon

Astronomia i astrologia w epoce Renesansu nie były odrębnymi dziedzinami wiedzy: duński astronom, odkrywca i konstruktor Tycho Brahe wciąż stawiał horoskopy, tak samo jak jego asystent Johannes Kepler, który stał się później jedną z czołowych postaci rewolucji naukowej XVII wieku. Chemia również nie była w pełni oddzielana od alchemii, zaś medycy regularnie stosowali amulety i talizmany. Matematykę wciąż podejrzewano o związki z czarną magią, a prostym ludziom wydawała się czymś przerażającym. Takie symbole jak plus czy minus dopiero zaczynały wchodzić do użytku. I choć John Dee był niewątpliwie, jak twierdzi George Gascoigne, „wielce uczonym mężem”, to wielu współczesnych przypięło mu łatkę czarnoksiężnika. W kręgach naukowych szanowano go jako rzetelne źródło wiedzy, a w kręgach dworskich cieszył się niemal nieposzlakowaną opinią, ale prosty lud bał się go jako czarnoksiężnika i nekromanty. Okultyzm w epoce Renesansu był ryzykownym hobby – i to nie ze względu na złe duchy, które mogły człowieka opętać, ale raczej na zabobony, które mogły kosztować życie. Giordano Bruno spłonął przecież na stosie w 1600 roku, a wszyscy idole Dee – Roger Bacon, Johannes Trithemius, Heinrich Cornelius Agrippa czy Paracelsus – byli prześladowani z powodu swojej reputacji czarnoksiężników i okultystów. Ten los nie ominął i Johna Dee.

Uroki odczyniał, dzieci uczył, wyprawy zamorskie planował…

Początkowo, pomijając okres od czerwca do sierpnia 1555 roku, gdy siedział w więzieniu pod fałszywym zarzutem użycia magii w celu zauroczenia królowej, Dee cieszył się względami na dworze. Do jego przyjaciół i patronów należeli sir Francis Walsingham, sir Christopher Hatton, a nawet powściągliwy Lord Burghley. John Dudley, książę Northumberland, aby zapewnić dzieciom najlepsze wykształcenie, również w zakresie nawigacji, wybrał Johna Dee na ich nauczyciela. Pamiętajmy, że synem księcia był Robert Dudley, późniejszy hrabia Leicester, faworyt Elżbiety i generalny namiestnik królestwa, człowiek niezwykle bystry i wykształcony. Do zasług Dee można zaliczyć wyznaczenie najkorzystniejszego dnia koronacji królowej Elżbiety czy odczynienie „uroku” po znalezieniu jej portretu z igłą wbitą w serce. John Dee wielokrotnie był proszony o konsultacje przed wyprawami zamorskimi, w sprawach państwowych lub naukowych. W 1583 roku powierzono mu zadanie zreformowania kalendarza juliańskiego, a efekt jego prac powszechnie podziwiano. Królowa Elżbieta obsypywała swojego maga podarkami i złotem, a w 1593 roku mianowała go rektorem Christ’s College. Obiecała mu także, że może bezpiecznie prowadzić swoje badania, co było dla niego ważniejsze od złota i wszelkich tytułów.

Ogromną wartość dla kraju miała także biblioteka Johna Dee. Był on zafascynowany książkami, na których kolekcjonowanie przeznaczył ogromne nakłady energii i pieniędzy. Jego liczące ponad 4 tys. wolumenów zbiory okrzyknięto „największą biblioteką elżbietańskiej Anglii”, ściągali do niej badacze i dygnitarze. W 1583 roku stała się ona centrum planowania wypraw morskich, książki pożyczali z niej członkowie dworu czy Francis Bacon, który zwracał się do Johna Dee o poradę i pomoc. Być może największą zasługą królewskiego maga stało się wyniesienie kraju do roli potęgi morskiej, choć przypisuje mu się również ukucie terminu „Imperium Brytyjskie”. Odegrał też rolę w planach kolonizacji Nowego Świata – razem z lordem Burghley, Johnem Davisem, Adrianem Gilbertem i sir Walterem Raleigh.

Johannes Kepler, matematyk, astronom i astrolog, jedna z czołowych postaci rewolucji naukowych XVII wieku. © Wikimedia Commons.

… a na stare lata – wieszali na nim psy

To wszystko miało się jednak zmienić. Na przełomie lat 70. i 80. XVI wieku Dee doświadczył szeregu pechowych wydarzeń, które odmieniły jego los. Najpierw przyszła klęska wyprawy Martina Frobishera z 1578 roku, której celem było odnalezienie północno-zachodniego szlaku do krajów Orientu. W przekonaniu, że taki szlak morski istnieje, Dee wsparł wyprawę finansowo, a także udzielił niektórym marynarzom lekcji geografii i nawigacji. Wierzył także, że ruda, którą Frobisher odnalazł podczas wcześniejszej wyprawy, zawiera złoto. Powrót floty jesienią 1578 roku przyniósł podwójne rozczarowanie. Szlaku nie odnaleziono, a ogromny ładunek rudy zamiast cennym złotem okazał się jedynie bezwartościowym pirytem. Pierwsze poważne przymiarki Anglików, by zdobyć miano potęgi morskiej, zakończyły się upokorzeniem. Być może dlatego nikt już nie wziął na siebie kosztów wydania pozostałych trzech tomów prac Dee na temat nawigacji. A on sam już nigdy nie wydał żadnej książki.

Co gorsza, ludzie wzięli królewskiego maga na języki. Od września 1583 do grudnia 1589 roku przebywał na kontynencie, gdzie otwarcie praktykował kabałę wraz z mającym złą reputację Edwardem Kelleyem, który został jego medium. Do kraju powrócił, ale do dawnych łask – już nigdy. Od tamtej pory zmagał się z ostracyzmem i ubóstwem, jego bezcenną bibliotekę rozkradziono, a wszyscy wokół traktowali go jak prawdziwą plagę. „Nie znam nikogo – skarżył się gorzko w liście do sir Edwarda Dyera – z szanownej Rady Jej Wysokości, kto dobrowolnie wysłuchałby mej skargi”. Wszyscy, którzy go szanowali i wspierali, zestarzeli się lub zmarli. Nikt nie miał już czasu dla starego czarnoksiężnika w niełasce.

Gdy rządy po Elżbiecie w 1603 roku objął przesądny Szkot, Jakub I, życie Johna Dee nie miało szans na poprawę. 4 czerwca 1604 roku napisał wprawdzie dramatyczny list do króla z prośbą o proces, aby mógł oczyścić się z zarzutów o czarnoksięstwo przed „niewdzięcznymi, niemiłymi i wzgardliwymi rodakami”, którzy zmienili jego życie w piekło. W apelu do władcy 77-letni Dee pisze: „sam poddaję się karze śmierci (czy to ukamienowania, czy pogrzebania żywcem, czy spalenia bez miłosierdzia), jeśli prawdziwym okaże się, że imię Czarnoksiężnika, Zaklinacza lub Wywoływacza diabłów lub duchów przeklętych zostanie mi udowodnione”. Król pozostał głuchy na błaganie, ale być może właśnie jego brak reakcji należy poczytywać za rodzaj miłosierdzia. Jedyną pociechą mógł być fakt, że najstarszy syn Johna Dee, Artur, który właśnie rozpoczynał wspaniałą karierę lekarza, niedawno się ożenił i zamieszkał w pobliżu, a Dee mógł cieszyć się wnukami. Zmarł spokojną śmiercią w wieku 81 lat, a po stuleciach doczekał się wreszcie uznania za swoje zasługi dla nauki i kraju. Potomni zrehabilitowali go i uznali za człowieka o wielkim umyśle, dla którego nauka nie miała granic: nie tylko śledził trendy rozwojowe swoich czasów, ale poprzez swoje pisma i nauki zainspirował wiele z nich.

Źródła

Ch. Fell-Smith, John Dee (1527–1608), Constable & Company Ltd., London 1909.

E. Fenton (ed.), The Diaries of John Dee, Day Books, Oxfordshire 1998.

P. French, John Dee. The World of Elizabethan Magus, Routledge, New York 2006.

J.H. Peterson (ed), John Dee’s Five Books of Mystery. Original Sourcebook of Enochian Magic, Red Wheell/Weiser, LLC, Boston 2003.

J.M. Rampling, John Dee and the sciences: early modern networks of knowledge, Studies in History and Philosophy of Science 43 (2012) 432–436.

William H. Sherman, John Dee: The Politics of Reading and Writing in the English Renaissance, Massachusetts Studies in Early Modern Culture, University of Massachusetts Press, Amherst 1995.

B. Woolley, The queen’s conjurer: the science and magic of Dr. John Dee, adviser to Queen, Henry Holt and Company, LLC, New York 2001.