Marysieńka Sobieska, adoptowana córka Ludwika XIV

Portret Marysieńki pędzla Jana Triciusa. © Wikimedia Commons, domena publiczna.

W nieco zapomnianym filmie Ojciec królowej Jan Englert wciela się w postać kawalera de Charentes, wyruszającego do Polski z misją uprowadzenia niesfornego ojca królowej Marysieńki, który przez swoje zamiłowanie do hazardu i trunków plami dobre imię Francji. W rzeczywistości tak zabawnie nie było, niemniej faktem jest, że polska królowa starała się uzyskać od Ludwika XIV przywileje dla ojca, a w pewnym momencie została nawet adoptowana przez króla Francji.

Marysieńka w Paryżu

Ojciec królowej (1979) w reżyserii Wojciecha Solarza to film z gatunku płaszcza i szpady, w którym naiwny nieco kawaler de Charentes nie może się nadziwić upodobaniu Polaków do politycznych sporów. I rzeczywiście, za czasów Jana III Sobieskiego w Rzeczypospolitej ścierały się ze sobą dwie frakcje – proaustriacka i profrancuska, którą aktywnie wspierała królowa Marysieńka, de domo de la Grange d’Arquien. Zanim jednak Lew Chocimski zasiadł na tronie Polski, oboje małżonkowie rozważali możliwość osiedlenia się we Francji, gdzie od 1643 roku sprawował rządy Ludwik XIV.

Wyjeżdżając do Paryża latem 1667 roku, Marysieńka liczyła, że uda jej się ściągnąć tam męża, który był w owym czasie przeciwny przeprowadzce nad Sekwanę. Historycy spierają się o przyczynę wyjazdu jego ciężarnej żony, sądząc, że albo w Polsce doskwierała jej nuda, albo była lekkomyślna i bardziej od dworu królewskiego w Warszawie nęcił ją wspaniały Wersal. Mogło też chodzić o wyjednanie w imieniu męża poparcia u Ludwika XIV dla tworzonego w Polsce stronnictwa profrancuskiego. Michał Komaszewski natomiast stwierdził, że mogła wyjechać z powodów spadkowych, przy okazji załatwiając sprawy polityczne, lub – jak uważał Tadeusz Boy-Żeleński – konieczności podreperowania słabego zdrowia, przez całe życie dokuczały jej bowiem rozmaite dolegliwości, w tym choroby weneryczne, którymi zaraził ją pierwszy mąż, Jan Zamoyski zwany Sobiepanem.

Pomimo kłótni małżeńskich, rozstanie nie służyło ani Janowi, ani Marysieńce, ale mąż nie mógł do niej dołączyć nawet na wieść o jej poważnej chorobie i sam ze zgryzoty zapadł na zdrowiu. Zimą zaś, gdy oboje z wielką niepewnością oczekiwali narodzin dziecka (chorowite córeczki Marysieńki z poprzedniego małżeństwa niedługo cieszyły się życiem), Sobieski musiał walczyć z turecką ordą, napierającą na wschodnie rubieże Rzeczypospolitej. Wreszcie, 2 listopada 1667 roku, ku zaskoczeniu, ale i radości obojga, na świat przyszedł zdrowy i tłuściutki chłopiec, który potrafił wrzeszczeć równie donośnie jak jego rodzice podczas małżeńskich kłótni. Kłócili się bowiem i kochali z równą namiętnością.

Malec, o którego narodzinach Sobieski dowiedział się dopiero miesiąc później, chował się nadzwyczaj zdrowo i był żywym dzieckiem, które miało siłę, żeby tarmosić włosy mamki. Wszystko więc wskazywało na to, że pozostanie przy życiu.

Jan III Sobieski z rodziną. © Wikimedia Commons, domena publiczna.

Co to były za chrzciny!

Zabiegi Marysieńki o godność marszałka Francji dla męża nie powiodły się. Porażką zakończyły się także próby namówienia go do wyprowadzki z kraju, gdzie tymczasem jego sława, jako pogromcy Turków, rosła. Mówiono nawet, że ma szansę na koronę po abdykacji Jana Kazimierza, ale  indagowany przez ambasadora Francji nie potwierdził plotek i odparł, że we wszystkim zdaje się na małżonkę. Następnie posłał jej do Paryża upoważnienie in blanco, zezwalając tym samym na zawarcie przez nią stosownego układu z Ludwikiem XIV i wypromowania francuskiego kandydata do elekcji.

Marysieńce bez wątpienia udało się wzmocnić prestiż rodziny Sobieskich, kiedy rodzicami chrzestnymi jej kilkumiesięcznego syna zostali Ludwik XIV oraz jego ciotka, Henrietta Maria Burbon, wdowa po Karolu I Stuarcie, jedynym brytyjskim władcy, który został obalony i ścięty (1649).

Chrzciny półrocznego chłopca odbyły się w maju. Na cześć obojga rodziców chrzestnych nadano mu imiona Ludwik Henryk, a trzecie imię – Jakub, otrzymał po dziadku Jakubie Sobieskim, kasztelanie krakowskim. Ojciec jednak zmienił imię syna, kiedy Marysieńka wróciła do kraju, i odtąd nazywano go Jakubem Ludwikiem.

Chociaż jego matce zależało na jak najlepszych stosunkach z Ludwikiem XIV, mały Jakub niewiele robił sobie z obecności Króla Słońce, wrzeszcząc wniebogłosy, co przyprawiło ją o rumieniec wstydu. Nie mógł również wiedzieć, że wiele lat później los ponownie zetknie go z rodziną Stuartów. 3 września 1719 roku jego ukochana córka, Maria Klementyna, poślubi bowiem wnuka jego matki chrzestnej – Jakuba Edwarda Stuarta, tytularnego króla Anglii.

Portret królowej Marii Kazimiery z dziećmi z 1684 roku. © Wikimedia Commons, domena publiczna.

Rozczarowanie Wersalem

Marysieńka zbyt późno zorientowała się, że mąż mógłby mieć szansę na koronę po ustąpieniu Jana Kazimierza. Historyk Tadeusz Korzon uważał nawet, że wiedziałaby o tym, gdyby była w Polsce, zamiast przeciągać pobyt we Francji, gdzie obiecywała Ludwikowi XIV działać na rzecz księcia Kondeusza. Tymczasem Król Słońce, od którego w zamian na poparcie kandydatury Francuza na tron Polski domagała się opactwa dla swojego brata, Ludwika d’Arquien, stracił cierpliwość. Nie urzekła go również jej uroda.

W tej sytuacji rozżalona Marysieńka zabrała synka i wyruszyła w drogę powrotną do Polski, gdzie czekał stęskniony Sobieski. Spotkali się w Gdańsku w połowie września 1668 roku.

Zabiegi o wybór księcia Kondeusza nie powiodły się i 19 czerwca 1669 roku stronnictwo zwane patriotycznym podczas wolnej elekcji wybrało „Piasta”, Michała Korybuta Wiśniowieckiego, który ani trochę nie przypominał swojego walecznego ojca, Jaremy, zwanego Młotem na Kozaków. Z drugiej strony był on synem Gryzeldy z Zamoyskich, siostry Sobiepana, która starała się teraz osłabić pozycję Sobieskiego, a w przeszłości nie szczędziła upokorzeń jego żonie, a swojej eksbratowej.

Za panowania nieudolnego Michała Korybuta, nazywanego przez hetmana „małpą na tronie”, Sobiescy znów zaczęli zastanawiać się nad przeprowadzką do Francji. W międzyczasie Marysieńka po raz kolejny wyruszyła na dwór Króla Słońce, gdzie znów upominała się o opactwo dla brata. Zirytowany Ludwik XIV stwierdził, że niewiele zrobiła w interesie francuskiego kandydata do tronu Polski, choć stale żądała w zamian pieniędzy dla męża.

Polityczna gra ambitnej Marysieńki z Wersalem nie skończyła się jednak, a wprost przeciwnie – rozpoczęła się na nowo, kiedy Michał Korybut zmarł po trzech latach panowania, a jej mąż został wybrany na króla.

Należy posługiwać się tym wpływem

Ludwik XIV wiedział doskonale, że Marysieńka ma duży wpływ na męża, więc uważał, że „należy posługiwać się tym wpływem”, aby skłonić go do działań korzystnych dla Francji. Chociaż kiedyś go zirytowała, domagając się stanowisk dla brata i ojca, teraz postanowił uczynić wszystko, aby czuła się jego dłużniczką. Kiedy została koronowana na królową Polski, przekazał przez ambasadora informację, że pragnie ją adoptować. Ten symboliczny akt ze strony wielkiego władcy, starszego o raptem trzy lata, bardzo połechtał jej próżność.

Pomimo krytyki pod adresem królowej, której aktywność polityczna nie podobała się szlachcie, nie należy jej demonizować ani przeceniać jej wpływu na męża. Po pierwsze, energiczny na polach bitew Sobieski nie przepadał za polityką, wiele decyzji odwlekał w nieskończoność i chętnie zdawał się na żonę. Po drugie, nie wszystkie jej pomysły akceptował – na przykład w 1692 roku nie podpisał traktatu łamiącego sojusz z Austrią i Świętą Ligą, który potajemnie zawarła z królem Francji.

Niektórzy historycy uważają również, że to Marysieńka popchnęła męża do antytureckiej koalicji w 1683 roku, rozczarowana lekceważącym stosunkiem Ludwika XIV do Polski i osobistymi urazami. Adopcyjny ojciec nie chciał bowiem przyznać godności diuka jej rodzonemu ojcu, markizowi d’Arquien, natomiast Habsburgowie obiecywali mianować staruszka księciem Rzeszy, o ile Sobieski pospieszy im na pomoc w wojnie z Turkami. Intryga ta została zresztą ukazana w Ojcu królowej, gdzie w tytułowego bohatera wcielił się znakomity Ignacy Machowski.

Portret królowej Marii Kazimiery w stroju koronacyjnym. © Wikimedia Commons, domena publiczna.

Powrót do Francji

Pomimo skomplikowanych relacji z Ludwikiem XIV, u schyłku życia owdowiała Marysieńka powróciła do Francji. Kiedy jesienią 1698 roku postanowiła na zawsze opuścić Polskę, kierowała się do Rzymu, gdzie miała mieszkać przez kilkanaście lat.

Podróż wdowy po legendarnym obrońcy Wiednia budziła sensację, a jej orszak, złożony z ponad trzystu ludzi i trzydziestu powozów, wywoływał podziw. Ona sama również imponowała śladami dawnej urody, którą zachwycał się ukochany Jachniczek, i pomimo 57 lat, kilkunastu przebytych porodów i wielu chorób, trzymała się dobrze. Odziedziczyła widać gen długowieczności po ojcu, wiekowym już markizie d’Arquien, dla którego po śmierci matki uzyskała u papieża kapelusz kardynalski. Żwawy i swawolny staruszek, mimo swoich blisko stu lat (zmarł w 1707 roku, w wieku 105 lat), podróżował konno, a w Rzymie, jak i kiedyś w Wilanowie, zaciągał karciane długi i przyprawiał córkę o palpitacje serca.

Na kilka miesięcy przed śmiercią Marysieńka postanowiła przeprowadzić się do Francji, lecz zamiast spodziewanych honorów, do jakich przywykła w Rzymie, czekało ją tam wielkie rozczarowanie, a Ludwik XIV nie chciał jej widzieć. Kiedyś, jako królowa Polski, zdawała się mu przydatna i mógł sobie pozwolić na symboliczny gest adopcji, jednak teraz nie było dla niej miejsca w Wersalu. Dodatkowo miał jej za złe, że przekonała Sobieskiego do polityki proaustriackiej.

Adoptowana córka otrzymała więc kategoryczny zakaz wjazdu do Paryżu, a król łaskawie pozwolił jej na osiedlenie się w środkowej Francji, w starym zamku w Blois, który wymagał gruntownego remontu. Na szczęście stać ją było na naprawę licznych usterek i służbę.

Pomimo usilnych zabiegów, Marysieńce nie udało się zmiękczyć uporu Ludwika XIV, który aż do końca odmawiał jej prawa przyjazdu do Wersalu. Zmarła niecałe pięć miesięcy po jego śmierci, 30 stycznia 1716 roku.

Bibliografia

Besala, Najsłynniejsze miłości królów polskich, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2009–2012, s. 209–286.

Skrzypietz, Królewscy synowie – Jakub, Aleksander i Konstanty Sobiescy, Prace Naukowe Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Katowice 2011.

Skrzypietz, Rozkwit i upadek rodu Sobieskich, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2014.