Maria Tudor – królowa Francji. Nad tym małżeństwem od początku wisiało fatum

Maria Tudor z małżonkiemLudwikiem XII, ok. 1514 roku. © Wikimedia Commons.

Maria Tudor z małżonkiem Ludwikiem XII, ok. 1514 roku. © Wikimedia Commons.

Osiemnastoletnią angielską księżniczkę Marię Tudor wydano za niemal trzykrotnie od niej starszego króla Francji – Ludwika XII. Małżeństwo było do cna polityczne i pieczętowało sojusz między dwoma krajami. Młoda królowa nie zdążyła się nacieszyć nowo zdobytą pozycją – szybko stała się problemem i powodem dyplomatycznego impasu.

Gdy 9 stycznia 1514 roku w wieku 37 lat zmarła Anna Bretońska, Ludwik XII stanął przed poważnym problemem natury państwowej. 52-letni król wciąż wierzył, że jest szansa na następcę tronu – z odpowiednio młodą i płodną żoną. Znalazł ją w osobie młodziutkiej Marii Tudor, której – według relacji Marino Sanuto – „nie przeszkadza, że król jest starym kozłem, a ona młodą, piękną damą – tak wielka jest jej radość z osiągniętej pozycji”. Małżeństwo miało odnowić sojusz między krajami oraz odbyć się „z wielką korzyścią dla chrześcijaństwa”. 7 sierpnia 1514 roku negocjacje między stronami dobiegły końca, traktat pokojowy został podpisany, a Ludwik zobowiązał się zapłacić milion koron w złocie w ratach po 50 tys. rocznie – pod karą ekskomuniki. Posag miał wynieść 200 tys. koron, które angielski król zamierzał podjąć z depozytu w wysokości 250 tys., założonego na ten cel w Brugii. Henryk był zachwycony perspektywą, że jego siostra poślubi tak potężnego władcę, a on sam zemści się na swoim dawnym sojuszniku – królu Hiszpanii. W liście do papieża wyraził nadzieję, że Anglia i Francja razem będą chronić interesów chrześcijaństwa.

Ślub w zastępstwie i noga zamiast męża

Ludwik już 8 sierpnia wystawił pełnomocnictwo księciu Longueville, a 13 sierpnia w Greenwich odbył się ślub per verba de praesenti. Uroczystość prowadził arcybiskup Warham, towarzyszył mu Wolsey jako biskup Londynu oraz liczni prałaci. Po odczytaniu upoważnienia przez biskupa Durham podszedł książę Longueville, trzymając Marię za prawą dłoń, i w imieniu Ludwika wypowiedział przysięgę małżeńską po francusku. Maria powiedziała swoją kwestię, na jej palec wsunięto pierścień, po czym odbył się obrzędowy pocałunek. Na tym jednak nie koniec. Tuż po zakończeniu ceremonii Maria przebrała się w dyskretną koszulę i położyła do specjalnie przygotowanego łoża. Obok niej położył się Longueville, który odsłonił jedną nogę, i leżał na tyle długo, aby jego noga i ciało Marii dotknęły się. Wówczas biskup Warham ogłosił, że małżeństwo zostało skonsumowane. Podczas podobnej ceremonii w Paryżu 14 września królową reprezentował Earl Worcester, jednak w tym wypadku ceremonię pokładzin pominięto.

Młodą królową gratulacjami i prezentami zasypała cała Europa, ale najwspanialszy dar miała otrzymać od męża – dwa kufry wypełnione srebrami i klejnotami. Wśród prezentów znajdował się m.in. legendarny naszyjnik „Mirror of Naples” o wartości szacowanej na 60 tys. koron z diamentem „wielkim niczym palec mężczyzny”, a umocowana doń perła była „wielkości gołębiego jaja”. Maria otrzymała również od swojego męża majątek o wartości ok. 300 tys. koron. Henryk z Wolseyem wynegocjowali w traktacie, że gdyby Maria przeżyła męża i powróciła do Anglii, wówczas koszty jej podróży do Abbeville oraz dobytek osobisty zostaną zwrócone.

Ceremonia ślubna Marii Tudor i króla Ludwika w Abbeville. © Wikimedia Commons.

Ceremonia ślubna Marii Tudor i króla Ludwika w Abbeville. © Wikimedia Commons.

Złe znaki wieszczą nieszczęście

Przysięgi zachowania traktatu pokojowego wymieniono 14 września, ambasadora poinstruowano, by odeskortował królową do Abbeville, gdzie miała spotkać się z małżonkiem pod koniec miesiąca. Powierzono ją pieczy księcia Norfolk, któremu towarzyszyło kilku innych nobilów, w tym markiz Dorset i Earl Worcester. Ludwik wyruszył na spotkanie 22 września, a Maria dopiero tydzień później, głównie z powodu fatalnej pogody. Według Lorenzo Pasqualigo towarzyszyło jej – prócz Henryka i Katarzyny – czterech hrabiów oraz 400 rycerzy i baronów, a także wszystkie ich damy, podróżujące wozami. Pomimo niepogody Maria wyglądała zachwycająco – ponoć „drugiej takiej piękności nie było w Anglii”. Burza przeszkodziła jednak w skompletowaniu floty, a jeden z okrętów o nazwie „Great Elizabeth”, ważący 900 ton, który Henryk niedawno zakupił z Lubeki, zatonął nieopodal Sandgate. W końcu udało się w Dover zebrać flotę liczącą czternaście „wielkich statków”. 2 października król odprowadził siostrę na nabrzeże i to właśnie wtedy miał jej obiecać, że będzie mogła sama wybrać drugiego męża, gdyby Ludwik zmarł.

Gdy okręty były pośrodku Kanału, szalejący sztorm rozproszył je, rozrzucając od Calais do Ostend. Zaledwie czterem udało się dopłynąć do Boulogne. Szczęśliwie na pokładzie jednego z nich była Maria. Cierpiąca na chorobę morską, przypłynęła do portu w łodzi, a na suchy ląd zniósł ją na rękach jeden z jej rycerzy – sir Christopher Garnish. Przemoczoną i wykończoną Marię przywitała delegacja królewska i można jedynie mieć nadzieję, że książę Vendome oraz kardynał d’Amboise okazali dostateczne współczucie dla trudów podróży, które zniosła. Wydarzenia te okazały się zaledwie pierwszym złym omenem dla małżeństwa.

Gdy Maria zbliżała się do Abbeville, Ludwika uprzedził zięć, Franciszek. Zniecierpliwiony i ciekawski król pojawił się „przypadkiem” na wspaniałym ogierze rasy hunter w czarno-złotym stroju, a Maria, udając zaskoczenie, zdjęła z głowy kapelusz i przygotowała się, by zsiąść z konia. Ludwik powstrzymał ją, a ona posłała mu całusa. Nie znał tego angielskiego gestu, ale odwzajemnił go, po czym objął Marię za szyję i „ucałował tak czule, jakby miał 25 lat”. Po kilku minutach rozmowy król wrócił do Abbeville inną trasą, aby nie zepsuć ceremonii. Maria wyglądała wspaniale w sztywnej sukni ze złotego brokatu, siedząc pod baldachimem niesionym przez czterech miejskich oficjeli. Mieszkańcy miasta byli zachwyceni; jeden z komentatorów nie mógł znaleźć słów, by opisać „wspaniałość królowej”. Witały ją wystrzały z dział i stu muzyków, a ulice odpowiednio przystrojono. Niestety tej nocy pożar strawił część miasta, co okazało się kolejnym fatum. Kilka osób zginęło, wiele domów spłonęło, a rodziny straciły swój dobytek.

Rycina z wizerunkiem królowej Marii. © Wikimedia Commons.

Rycina z wizerunkiem królowej Marii. © Wikimedia Commons.

Posty na bok, pora na bal!

Ceremonia ślubna miała odbyć się rankiem 9 października w wielkiej sali Hotelu de la Gruthose. Procesja miała być jeszcze wspanialsza i wystawniejsza, co oznaczało, że trzeba było złamać posty, ale nikt z tego powodu nie rozpaczał. Maria zachwycała wszystkich, ubrana w suknię ze złotego brokatu skrojoną na modłę francuską i obszytą gronostajem. Zgodnie z francuską modą dosłownie obwieszona była klejnotami, ale Ludwik znalazł jakimś cudem miejsce na kolejny naszyjnik – diamentowy z rubinem o wartości niemalże dorównującej „Mirror of Naples”. „Jeśli pompa Najbardziej Chrześcijańskiej Królowej była wielka w dniu jej przybycia, to w dzień jej ślubu jeszcze wzrosła” – donosił jeden z obserwatorów. Ludwik wyglądał z pewnością dostojnie w złocie i gronostaju, choć przyćmiło go kilku jego własnych nobilów, którzy nie zawahaliby się przed niczym, byleby wypaść lepiej od Anglików. Francuzki również wyglądały nad wyraz okazale – suknia jednej z dam dworu kosztowała ponoć dwa tysiące koron. Mawiano, że bogactwo Francuza mierzy się jego strojem, a Anglika – wagą złotego łańcucha noszonego na szyi (niektórym wręcz przeszkadzały one w chodzeniu).

Przyjęcie weselne trwało do godziny ósmej wieczorem, gdy w końcu miały odbyć się pokładziny pary królewskiej, których Ludwik już nie mógł się doczekać. Ponoć był tak zniecierpliwiony, że przez cały dzień nie był w stanie od Marii oderwać rąk. Łoże małżeńskie pobłogosławiono, a pannę młodą zaprowadziła do niego Klaudia – ledwie kilka lat młodsza pasierbica Marii i żona Franciszka. Kolejnego dnia królowa pozostawała zwyczajowo w odosobnieniu, za to z twarzy Ludwika biło ponoć wrażenie „umiłowania dla żony”. Twierdził również, że w trakcie nocy poślubnej trzykrotnie „przekroczył rzekę”. Jeśli tak rzeczywiście było, to niestety – bezowocnie.

Portret króla Ludwika XII. © Wikimedia Commons.

Portret króla Ludwika XII. © Wikimedia Commons.

„Rumiana róża” przybywa do Paryża

Przygotowania do koronacji ruszyły pełną parą. W każdym mieście po drodze do Paryża Maria korzystała ze swojego prawa do amnestii, co musiało przyprawiać lokalnych urzędników o ból głowy, ale jej przysporzyło popularności wśród poddanych. Zwyczajowo nie wolno było jej wjechać do stolicy przed koronacją, więc odbyła się ona 5 listopada. Biskup Bayeux wręczył królowej pierścień, berło i laskę sprawiedliwości, po czym Maria usiadła na tronie, wysłuchała mszy i przyjęła Najświętszy Sakrament. Przez cały ten czas Franciszek trzymał nad jej głową koronę, która okazała się dla królowej zbyt ciężka.

Wjazd do Paryża odbył się z pompą pomimo fatalnej pogody. Paryżanie wylegli tłumnie na ulice, które wcześniej udekorowali liliami i różami, niektóre przybrano jedwabiem i arrasami. Królową porównywano do „rumianej róży”, rosnącej w ogrodach Jerycha – kwiatu pojawiającego się w wielu współczesnych romansach i oznaczającego dla mieszkańców Paryża wcielenie miłości. Ludwika porównywano do słońca, a Marię do księżyca. Pełen wrażeń dzień okazał się dla królowej tak męczący, że… zasnęła w trakcie wieczornego przyjęcia i trzeba ją było zanieść do jej komnat.

Królowa-pielęgniarka

24 listopada 1514 roku para królewska udała się wraz z dworem do Saint-Germain-en-Laye, aby spędzić tam trzytygodniowy okres przedświąteczny. Ludwikowi coraz bardziej dokuczała podagra i przez większość czasu przykuty był do łóżka. Po powrocie do Paryża w grudniu król już nie wstawał i zaczął godzić się z myślą o śmierci. Maria nie odchodziła od łóżka męża, ale dwór huczał od plotek: uważano ją za lekkomyślną i nieodpowiedzialną uwodzicielkę, która „paplała w sześciu językach”. Nie było w tym prawdy.

28 grudnia 1514 roku Ludwik zebrał ostatnie siły, aby napisać do swojego „dobrego brata” Henryka. Wyraził w liście zadowolenie z żony, którą „kochał i czcił coraz mocniej każdego dnia”, zapewniając, że zawsze tak będzie. Nie dotarły do niego najwyraźniej złośliwe plotki, a jeśli tak było – puścił je mimo uszu. Trzy dni później już nie żył, a Maria, której akurat nie było przy łożu męża, zemdlała na wieść o tym. Odesłano ją do klasztoru w Cluny i pozostawiono tam do 25 stycznia, aby móc stwierdzić, czy nosi w łonie następcę tronu. Była pewna, że nie, ale tak zalecali ówcześni medycy. Na czas żałoby przybrała tradycyjną biel, od której powstał jej przydomek – la reine blanche – Biała Królowa. Jej małżeństwo trwało zaledwie 82 dni, a żałoba – 40.

Maria Tudor i Karol Brandon, książę Suffolk, jej drugi mąż. © Wikimedia Commons.

Maria Tudor i Karol Brandon, książę Suffolk, jej drugi mąż. © Wikimedia Commons.

Kolejka chętnych do młodej wdówki

W międzyczasie zgodnie z zasadą, że francuski król nigdy nie umiera, tron błyskawicznie objął Franciszek, który utrzymał pokój z Anglią. Pozostawała jeszcze kwestia odesłania Marii do domu wraz z możliwie największą ilością dóbr. Negocjacjami, za radą Wolseya, miał zająć się Suffolk. Pierwszą rzeczą był posag, drugą – klejnoty, którymi Ludwik obsypywał młodą żonę. Poza tym, co gorsza, Franciszek wcale nie chciał wypuścić Marii, która była zbyt cenna politycznie. Mógł przecież wydać niespełna dwudziestoletnią, piękną królową-wdowę za kogo chciał – dlaczego miałby ją oddać bratu? Sir Thomas Spinelly zrelacjonował Henrykowi VIII, że 6 lutego 1515 roku Marię zaproponowano już książętom Savoy i Lorraine. Ona wprawdzie odmówiła, ale dopóki znajdowała się we władzy Franciszka, niewiele mogła zrobić.

Ostatecznie Franciszek przystał na warunki. Nie bez znaczenia był tu fakt, że Maria jeszcze we Francji potajemnie poślubiła Suffolka. Doskonale wiedziała, że znajduje się między młotem a kowadłem, będąc zdana na Franciszka lub Henryka. Król Francji ucieszył się, bo Maria przestała być dla niego dyplomatycznym zagrożeniem, za to Henryk był na siostrę wściekły, ale ostatecznie przebaczył obojgu samowolę. Małżeństwo było udane, a Maria urodziła Suffolkowi troje dzieci. Wnuczka Marii, lady Jane Grey, niemal cztery dekady później została królową Anglii i po zaledwie dziewięciu dniach panowania trafiła do Tower. Kilka miesięcy później, z rozkazu córki Henryka, królowej Marii, straciła życie na szafocie.

Bibliografia:

Loades, Mary Rose. Tudor Princess, Queen of France, the extraordinary life of Henry VIII’s sister, Gloucestershire, 2012.
F. Pollard, The Reign of Henry VII from Contemporary Sources, London-New York.
C. Richardson, Mary Tudor: The White Queen, London 1970.