La Voisin. Afera trucicielska w kręgu Ludwika XIV

La Voisin, słynna francuska trucicielka. © Wikimedia Commons, domena publiczna.

Catherine Monvoisin z domu Deshayes, znana jako La Voisin, słynna francuska trucicielka, organizatorka czarnych mszy, początkowo pracowała jako akuszerka. Chiromancją, produkcją trucizn i innych specyfików zajęła się dla zwiększenia zarobku, ponieważ jej mąż, Antoine Montvoisin, nie potrafił zapewnić utrzymania rodzinie. Mimo prostackich manier zyskała wielką popularność w kręgach dworskich – z jej usług miała korzystać starzejąca się metresa Ludwika XIV, markiza de Montespan.

Catherine Montvoisin, znana jako La Voisin, zajęła się chiromancją w celach zarobkowych, aby utrzymać nie tylko siebie, lecz także matkę, gromadkę dzieci oraz męża, złotnika nieudacznika, który lubił trunki i wystawne życie, lecz nie kwapił się do żadnej pracy. Z czasem okazało się, że praktyki wróżbiarskie, spędzanie płodów oraz sporządzanie afrodyzjaków i trujących mikstur to intratne zajęcie.

Zainteresowanie nauką i alchemią oraz umiejętność rozpoznawania ludzkich potrzeb sprawiły, że La Voisin łatwo zdobywała zaufanie zamożnych klientek, które „pomimo jej ordynarnej natury i odrażających manier – jak pisze Helmut Werner – traktowały ją z szacunkiem należnym wielkiej damie”. Spragnionych miłości kobiet nie brakowało, więc zamówień zaczęło przybywać, a wraz ze sławą rosła sakiewka rubasznej wróżbitki, która zarabiała rocznie 100 tys. talarów, kupiła pałacyk w Villeneuve-sur-Gravois i mogła wieść życie godne arystokratki.

Popularność wśród wyższych sfer, znajomość z damami z Wersalu i blask złota tak ją rozzuchwaliły, że przestała zważać na bezpieczeństwo, co szybko obróciło się przeciwko niej – po sześciu latach intensywnej działalności trafiła do więzienia, a w końcu na stos.

Słynna trucicielka

Ciemne sprawki La Voisin wyszły na jaw z końcem 1678 r., kiedy niejaka Marie Bosse, jedna ze współpracujących z nią osób, pochwaliła się na przyjęciu suto zakrapianym alkoholem, jak to wzbogaciła się na truciznach sprzedawanych kobietom, które chciały uwolnić się od niechcianych małżonków. Wyznanie to szybko doszło do uszu prefekta policji, sumiennego Nicolasa Gabriela de La Reynie, który kilka lat wcześniej zajmował się sprawą markizy de Brinvilliers, oskarżonej o otrucie ojca oraz braci i sukcesywne podtruwanie męża.

Prefekt powiązał obie te sprawy, polecił aresztować gadatliwą kobietę i przeszukać jej dom. Kiedy znaleziono w nim fiolki z truciznami i innymi podejrzanymi specyfikami, Marie Bosse oraz zaprzyjaźniona z nią pani Vigoureux, żona krawca, w którego domu odbywało się przyjęcie, prędko wyznały, że w wyrobie mikstur pomagała im znana w szerszych kręgach La Voisin.

Aby nie wywoływać paniki i nie prowokować mieszkańców stolicy do polowań na czarownice, ludzie prefekta z początku bardzo dyskretnie penetrowali paryski półświatek, pełen osób zajmujących się wróżbiarstwem, produkcją afrodyzjaków, handlem truciznami i przerywaniem ciąży.

Wkrótce grono aresztowanych osób poszerzyło się o amatorów czarnej magii, domorosłych alchemików, aptekarzy, ludzi znających się na ziołach oraz wszelkiej maści informatorów. Z zeznań tych ludzi wynikało, że centralną postacią paryskiego półświatka była La Voisin, która swoje bogactwo zawdzięczała zleceniom przyjmowanym od dam z dworskich kręgów.

Rycina przedstawiająca księdza Étienne Guibourga wraz z La Voisin podczas czarnej mszy. © Wikimedia Commons, domena publiczna.

Chciwość ukarana

La Voisin została aresztowała 12 marca 1679 r. pod zarzutem czarów i osadzona w podparyskim Vincennes, a w Paryżu zaczęto plotkować, że zaślepiona chciwością, nie wzdragała się przed dokonaniem najgorszej nawet zbrodni. Z uwagi na fakt, że w aferę było zamieszanych wiele osób z arystokracji, 7 kwietnia król powołał specjalny trybunał, złożony z 14 jurystów. Komisja, w której prefekt La Reynie miał pełnić funkcję sędziego, prokuratora oraz głównego śledczego, przyjęła nazwę Chambre Ardente od sali w paryskim Arsenale, miejsca swoich spotkań. Od lipca Chambre Ardente odbyła 210 tajnych posiedzeń i na podstawie zebranych dowodów przygotowała równolegle wiele procesów, wydała 319 nakazów aresztowań i miała osądzić La Voisin oraz współpracujących z nią trucicieli.

W trakcie śledztwa udało się potwierdzić, że La Voisin przyjmowała zlecenia od arystokratek, które chciały otruć swoich mężów. Pojawiły się także podejrzenia, że rosnąca od 1676 r. liczba niewyjaśnionych zgonów była jej sprawką, a ponieważ używała wielu rodzajów trucizn, dających rozmaite objawy, trudno było wcześniej te śmierci ze sobą powiązać. Mówiono również, że trucicielka była w stanie pozbyć się każdej osoby, jeśli zleceniodawca dobrze zapłacił.

Ponadto La Voisin niemałe zyski czerpała ze spędzania płodów i zabijania niechcianych noworodków. Poza pieniędzmi, morderstwa dzieci miały dostarczać jej popiołów, koniecznych do przyrządzania miłosnych eliksirów, za które także kazała sobie słono płacić. Zbrodni zaś dowodził stale dymiący piec w ogrodzie (w innej wersji na strychu), służący do palenia szczątków, oraz kości odkopane po jej śmierci w pobliżu domu.

Większość przesłuchiwanych twierdziła, że La Voisin i jej pomocnicy mieli zgładzić około 2,5 tys. dzieci. Część z nich złożono w ofierze podczas groteskowych czarnych mszy, w których uczestniczyła markiza de Montespan, tracąca młodzieńcze wdzięki metresa Ludwika XIV, próbująca za pomocą czarów zachować jego miłość.

Artykuł jest fragmentem rozdziału La Voisin z książki Siedem śmierci. Jak umierano w dawnych wiekach.

Od 10 kwietnia do 21 lipca 1679 r. trybunał rozpatrzył 442 sprawy i wydał 34 wyroki śmierci.

Chociaż wydano zgodę na przeprowadzenie tortur, La Voisin nie została im poddana. Wynikało to zapewne stąd, że sędziowie nie chcieli, aby na mękach wskazała kolejne osoby z arystokracji zamieszane w aferę. Niemniej w jej dobrowolnych zeznaniach pojawiły się znane nazwiska, w tym nazwisko Racine’a, którego w listopadzie oskarżyła o otrucie kochanki. Sławnemu dramatopisarzowi udało się uniknąć aresztowania, podobnie jak markizie de Montespan, dzięki dyskretnej interwencji Ludwika XIV.

Języki aresztowanym rozwiązała śmierć La Voisin, którą skazano na stos w trakcie procesu trwającego do maja 1682 r., a więc jeszcze dwa lata po jej śmierci. Szczególnie obciążające zeznania złożyli ksiądz Étienne Guibourg, który brał udział w czarnych mszach, oraz jej córka, Marguerite, która uciekła z domu w obawie o życie swojego nowo narodzonego dziecka. Z opowieści duchownego wynikało, że w czasie satanistycznych obrzędów, urządzanych w odludnym pałacyku w Villeneuve-sur-Gravois, gospodyni paradowała nago, jedynie z maską na twarzy, a za „ołtarz” służyło obnażone ciało innej kobiety, nad którym składano krwawe ofiary z noworodków. Czarne msze były szczególnie modne wśród arystokratek, które za pomocą czarów chciały zdobyć lub zatrzymać miłość, szczęście, bogactwo i zaspokoić inny kaprys albo sprowadzić nieszczęście na wrogów. Podczas jednej z ceremonii ofiarę z własnego kilkumiesięcznego dziecka złożyła ponoć sama markiza de Montespan.

Według zeznań Marguerite markiza zleciła także jej matce zabójstwo Ludwika XIV, któremu powoli stawała się obojętna. Kobiety wyceniły życie monarchy na 100 tys. talarów, a chciwa i pewna siebie La Voisin nie zawahała się podjąć próby jego otrucia. W jaki sposób miała tego dokonać? Nikt nie był do końca pewien, niemniej podejrzenia prefekta policji wzbudził fakt, że dwukrotnie próbowała dostać się przed oblicze króla, aby wręczyć mu pismo z rzekomą prośbą. Skoro nie starała się przekazać listu za pośrednictwem jednej z dam obracających się na dworze, które dobrze znała, doszedł do wniosku, że papier musiał być nasączony trucizną.

Nigdy się nie dowiemy, czy Ludwik XIV uwierzył we wszystkie rewelacje i czy zażądał jakichkolwiek wyjaśnień od markizy de Montespan. Wiadomo tylko, że polecił wyłączenie z dokumentów procesowych dotyczących jej akt, a w roku 1682 kazał zamknąć śledztwo i rozwiązał Chambre Ardente. Chociaż nie udało się udowodnić istnienia spisku mającego na celu uśmiercenie monarchy, z upływem czasu cała afera obrosła mnóstwem domysłów i legend.

Główna sprawczyni zamieszania została stracona 22 lutego 1680 r., a opis jej egzekucji zawdzięczamy markizie de Sévigné, znanej w historii literatury z listów pisanych do córki. Ze wspomnień markizy wynika, że La Voisin dowiedziała się o wyroku w poniedziałek 19 lutego. Kara śmierci nie była dla niej zaskoczeniem, więc nie rozpaczała. Nie czuła również skruchy. Zabójstwa na zlecenie i krwawe praktyki magiczne traktowała jako źródło dochodu, a skoro istniało zapotrzebowanie na takie usługi, wyszła naprzeciw życzeniom bogatej klienteli. Żałować mogła tylko jednego – że została złapana.

W czwartek 22 lutego La Voisin została przewieziona z Vincennes do Paryża. Kiedy zjawił się ksiądz, żeby ją wyspowiadać, nie odezwała się ani słowem. O godzinie piątej niepogodzoną z Bogiem trucicielkę strażnicy ubrali w białą koszulę, związali, włożyli w jej rękę pochodnię i wepchnęli na wóz. Pod drzwiami katedry Notre Dame, wezwana do publicznego wyznania win, odmówiła, a po przybyciu na plac de Grève, gdzie miała odbyć się egzekucja, nie chciała wysiąść z wozu. Strażnicy musieli użyć siły i na oczach gapiów, choć mocno się opierała, wciągnąć ją na stos wzniesiony na placu. W końcu udało się ją posadzić przy słupie w pozycji siedzącej, związaną żelaznym drutem.

Wykonawcą wyroku był jeden z licznych amantów La Voisin, kat, u którego w przeszłości ponoć zaopatrywała się w krew, trzewia i kawałki ciał skazańców, potrzebne do sporządzania rzekomo czarodziejskich mikstur.

Chociaż istnienie antykrólewskiego spisku oraz udział w nim La Voisin i jej najważniejszej klientki, markizy de Montespan, która bez Ludwika XIV byłaby przecież nikim, jest sprawą dyskusyjną, to nie ma wątpliwości, że słynną chiromantkę zgubiła chciwość. Gdyby ostrożniej szafowała swoim talentem do oszukiwania ludzi i nie przyjmowała zleceń od królewskiej metresy, nie wzbogaciłaby się tak szybko, ale z pewnością ocaliłaby życie. Tymczasem markizie się upiekło, a ona, okrzyknięta na wieki czarownicą i trucicielką, w wieku 40 lat spłonęła na oczach gawiedzi.

Fragment rozdziału La Voisin z książki Siedem śmierci. Jak umierano w dawnych wiekach.