Krucjata dziecięca 1212 roku

Krucjata dziecięca według XIX-wiecznej wizji Gustave’a Doré. Wikimedia Commons, domena publiczna.

W kwietniu 1204 roku doszło w dziejach krucjat do wydarzenia bez precedensu. Armia „krzyżowców”, mająca dążyć do odzyskania z rąk muzułmanów Grobu Świętego i innych miejsc świętych, za namową Wenecjan obległa i zdobyła Konstantynopol – stolicę chrześcijan wschodnich, „Miasto Strzeżone przez Boga”. W Europie zawrzało. Jak mogło dojść do czynu tak haniebnego, w dodatku nieprzynoszącego sprawie krucjatowej żadnego pożytku, a wykopującego między łacinnikami a Grekami wiekuistą przepaść. Oburzony papież Innocenty III, główny propagator czwartej wyprawy krzyżowej, był już gotów rzucić na wyrodnych krzyżowców klątwę, jednak ostatecznie zamiast tego zaczął głosić wezwania do oczyszczenia, odrodzenia moralnego i pokuty, dzięki czemu Zachód miał stać się na nowo gotowy do podjęcia swojej misji na Wschodzie.

Mogło się wydawać, że hasła te trafiają na podatny grunt, choć nie do końca po myśli papieża. W każdym razie odnotowano swoisty nawrót mistycyzmu. Z jednej strony powstały wówczas zakony żebracze – franciszkanów i dominikanów, z drugiej – rozwijała się herezja katarów, zwanych również albigensami. Jednak najbardziej spektakularną formę przybrał mistyczny ruch dzieci, zwanych pueri1, który przeszedł do historii jako krucjata dziecięca.

Drzeworyt przedstawiający krucjatę dziecięcą autorstwa Johanna Jakoba Kirchhoffa. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Stefan z Cloyes i Filip August

Maj 1212 roku, Saint-Denis pod Paryżem. Przed królem Francji Filipem Augustem stoi pastuszek Stefan z Cloyes, liczący zaledwie dwanaście lat. Twierdzi, że otrzymał we śnie misję od samego Chrystusa, który zalecił mu zwołanie nowej krucjaty. Na dowód prawdziwości swoich słów pokazuje list, przekazany mu jakoby przez Zbawiciela. Król patrzy uważnie w oczy młodzieńca. Czy to kłamca, czy obłąkany, a może tylko głupiec, który padł ofiarą oszustów? Jego słowa są szczere, głos wzniosły, a oczy ukazują, że mocno wierzy w to, co mówi. Tak, zdecydowanie obłąkany – król nie ma już żadnych wątpliwości – a z takimi nie warto dyskutować. Wracaj do domu, chłopcze – mógł wtedy powiedzieć – i zapomnij o krucjacie. To był tylko twój sen2.

Jednak sen Stefana okazuje się zadziwiająco realny. Młodzieniec nie wraca do siebie, tylko postanawia działać, nawet bez wsparcia ze strony króla. Okazuje się, że ma dar przemawiania, zaczyna więc głosić kazania zgromadzonym dzieciom, które miały jakoby przejść do Ziemi Świętej suchą nogą po dnie morza na podobieństwo biblijnych Izraelitów i wyzwolić ją bez oręża. Przekonuje, że tylko niewinni i bez grzechu, czyli dzieci, są w stanie wyzwolić Grób Chrystusa, wypierając Saracenów samą tylko potęgą swojej wiary. Jego wiara i pewność siebie sprawiają, że pueri wzrastają w siłę. Stopniowo wokół Stefana zaczynają gromadzić się coraz większe tłumy dzieci w wieku od siedmiu do czternastu lat, głównie z warstw uboższych. Czyż zgromadzenie to nie przypomina początków wypraw krzyżowych sprzed stu szesnastu lat, mistycyzmu Piotra Eremity i jego „krucjaty ludowej”? Dzieci jest już około trzydziestu tysięcy. Tłumy niosące sporządzone własnoręcznie krzyże kierują się na południe, do portu w Marsylii. Ubodzy idą piechotą, choć do krzyżowców dołączają również młodzieńcy z dobrych rodów, jadący konno. Po wielotygodniowej wędrówce w upale, trudzie i znoju przybywają na miejsce, klękają na marsylskim brzegu, modląc się, śpiewając i oczekując na zapowiedziany przez Stefana cud… Ten jednak nie następuje. Morze pozostaje nieugięte, nie rozstępuje się, nie przepuszcza dzieci, żaden znak nie wskazuje im drogi do Grobu Chrystusa. Dlaczego? Co się stało? Przecież postąpili, jak było trzeba! Czyż nie powiedziano im, że Jerozolimę zdołają odzyskać jedynie oni? Zawód, wstyd i rozczarowanie. Niektóre z dzieci zarzucają swemu przywódcy oszustwo, opuszczają Marsylię, chcą wracać do domu. Inni czekają, licząc, że może coś jeszcze się wydarzy. Mijają dni. I rzeczywiście, coś się dzieje. Dwaj marsylscy kupcy Hugon Ferrus i Wilhelm Porcus ofiarują swoją pomoc; chcą bez opłaty przewieźć dzieci na swoich statkach do Ziemi Świętej! To jest właśnie zapowiadany cud! Mali wędrowcy zostają zaokrętowani na siedem statków, które wkrótce wypływają w morze, niknąc z oczu wzruszonym, lecz i zaniepokojonym marsylczykom za linią horyzontu…

Czy to już koniec krucjaty pueri? Bynajmniej! Z Genui, Rzymu i Ankony dochodzą bowiem wieści o następnych tłumach małych krzyżowców, przybyłych tym razem aż spod niemieckiej Kolonii.

Papież Innocenty III. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Mikołaj z Kolonii i Innocenty III

Nie wiadomo, jakimi drogami idee dziecięcej krucjaty dotarły do sąsiadujących z Francją krajów niemieckich. Być może zadziałali tu emisariusze Stefana z Cloyes, w każdym razie i tam znalazł się przywódca, zdolny poprowadzić natchnione, rozentuzjazmowane rzesze niedorostków na południe, ku ich przeznaczeniu. Nazywał się Mikołaj z Kolonii, był synem miejscowego piwowara i podobno liczył sobie zaledwie dziesięć lat. Droga niemieckiej „krucjaty” była jednak dłuższa i trudniejsza, gdyż mali pielgrzymi kierowali się ku portom w Italii, przekraczając Alpy. Jak łatwo się domyślić, nie wszystkim młodym „krzyżowcom” udało się pokonać niebezpieczne górskie przełęcze, zwłaszcza że tak jak we Francji podążali przeważnie piechotą. Wyprawa podzieliła się na dwie grupy. Jedna pod przywództwem samego Mikołaja obrała jako cel Genuę, inna zaś, trudniejszą drogą przez Przełęcz św. Gotarda, podążała w kierunku Ankony i dalej do Brindisi. Jak wspomina krótko genueński annalista z epoki, Ogerio Pane:

…do miasta przybyły tłumy niemieckich pueri. Wiódł ich pewien niemiecki chłopak imieniem Mikołaj. Celem ich była pielgrzymka, nieśli bowiem krucjatowe krzyże i pielgrzymkowe kostury oraz sakwy. A byli wśród nich mężowie i niewiasty, chłopcy i dziewczęta w liczbie ponad siedmiu tysięcy3.

Genueńczycy nie okazali jednak pomocy, pozwalając jedynie hordom pueri spędzić w mieście jedną noc, po czym albo pozostać na stałe w Genui, albo ruszać dalej. Dzieci oczekiwały cudu, który jednak nie nastąpił. Podobnie jak w Marsylii morze się nie rozstąpiło. Część dzieci, zawiedziona, zdecydowała się zostać w mieście, inne poszły dalej, jedne do Pizy, licząc na transport do Palestyny, inne pod przywództwem Mikołaja do Rzymu. Tam podobno Mikołaj został przyjęty przez papieża Innocentego III. Choć ten nakazał Mikołajowi wracać do domu, to później miał podobno powiedzieć: „Te dzieci udzielają nam napomnienia, podczas gdy my śpimy, one wyruszają, by wyzwolić Ziemię Świętą”.

Niewielu „krzyżowcom” udało się powrócić w rodzinne strony, do Nadrenii. Na pewno nie było to dane młodemu Mikołajowi, który być może przeczuwał, że powrót w rodzinne strony nie przyniesie mu nic dobrego. Rozgniewani rodzice pueri, nie mogąc go dosięgnąć, ukarali jego ojca, który został przez nich pochwycony, a następnie powieszony. Część dzieci zmarła w drodze z trudów i wyczerpania, znaczna grupa znalazła schronienie w Italii, nielicznym zaś podobno udało się dostać na statki płynące do Palestyny, choć o ich losie nic nie wiadomo.

Zasłona milczenia miała opaść również na dzieje dzieci z Marsylii, gdyby historia nie dopisała po latach ostatniego, jakże tragicznego w wymowie rozdziału.

Wymarsz młodych krzyżowców. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Opowieść kapelana

W Europie zdążono już zapomnieć o krótkim epizodzie dziecięcej krucjaty, kiedy nagle w 1230 roku przybył do Francji zza morza pewien duchowny, który opowiedział niesamowitą historię swojej tułaczki po krainach Wschodu. Był on mianowicie jednym z kapelanów i spowiedników, towarzyszących Stefanowi z Cloyes i jego pueri w drodze do Marsylii. Wraz z częścią dzieci miał się dostać na jeden z tych siedmiu statków, które miały małych krzyżowców przewieźć do Ziemi Świętej.

Już dwa dni po wypłynięciu z marsylskiego portu flotyllę dopadła burza, która zatopiła dwa statki u brzegów wyspy San Pietro na południe od Sardynii. Ocalałe na pozostałych statkach dzieci nie zdążyły jeszcze podziękować Bogu za szczęśliwe uratowanie życia, kiedy otoczyły je muzułmańskie galery, przybyłe z wybrzeża Maghrebu. Ich obecność w tym miejscu była, jak się okazało, uzgodniona z Wilhelmem i Hugonem: wszystkie dzieci zostały sprzedane do niewoli muzułmańskim handlarzom niewolników. Los pueri podzielił także kapelan, który trafił po wielu perypetiach na dwór egipski, gdzie przez lata służył jako tłumacz i nauczyciel języków. Uzyskawszy po latach wolność, powrócił do Francji, aby dać świadectwo prawdzie. O losie samego Stefana nic nie wiadomo. Czy zatonął wraz z innymi u brzegów Sardynii, czy trafił na targ niewolników, a może znalazł się wśród tych kilkunastu chłopców, którzy według wspomnianej relacji kapelana ponieśli śmierć męczeńską za odmowę przejścia na islam?

Czy opowieść ta mogła być prawdziwa, czy też kronikarz, przekazujący tę historię wiele lat później, wymyślił ją lub powtórzył zasłyszaną plotkę? Nikt tego do końca nie wie. Współcześnie podnoszą się głosy podające w wątpliwość wiele ze wspomnianych epizodów, zasięg ruchu oraz jego znaczenie. Z drugiej strony dzieje krótkotrwałego i zakończonego tragicznie ruchu pueri stały się pasjonującym motywem, po który często sięgają zarówno powieściopisarze, jak i filmowcy. Można tu wspomnieć chociażby nieco zapomniany film Andrzeja Wajdy Bramy raju, podejmujący ten temat.

Żałować należy, że ów bolesny krucjatowy epizod prawdopodobnie już nigdy nie zostanie w pełni dopowiedziany.

1 Słowo pueri tłumaczy się najczęściej jako „chłopcy” lub „dzieci”.

2 O przywódcy francuskich pueri, Stefanie z Cloyes-sur-le-Loir, wspomina tylko jeden z kronikarzy, Anonim z Laon.

3 Na podstawie tłumaczenia M. Sałańskiego w: https://histmag.org/Krucjata-dziecieca-miedzy-historia-a-mitem-9530/2, z niewielkimi zmianami.