Kim byliby Anglicy bez Normanów, czyli podbój normański z dzisiejszej perspektywy

Layout 1

Marc Morris, Podbój normański,
Wydawnictwo Astra, wiosna 2016.

Rok 1066 każdemu miłośnikowi historii Europy kojarzy się ze słynną bitwą pod Hastings i podbojem Wysp Brytyjskich przez Normanów. Brytyjczycy szczycą się faktem, że była to ostatnia udana inwazja obcych w historii ich kraju. Wydarzenie to miało ogromny wpływ na rozwój Anglii i wyznaczyło bieg jej historii na co najmniej kilkaset lat.

Co słychać na rynku wydawniczym?

Na rynku polskim miłośnik historii Anglii nie znajdzie wielu pozycji poświęconych podbojowi normańskiemu – owszem, jest dostępna biografia Wilhelma Zdobywcy autorstwa Paula Zumthora; ukazała się także Historia Normanów Allena Browna, Podbój Anglii przez Normanów Nicka Highama czy Hastings 1066 Jacka Soszyńskiego. Niestety, czytelnik polski nie ma tak bogatego wyboru jak czytelnik anglojęzyczny, bombardowany kolejnymi pozycjami, zajmującymi się różnymi aspektami dosłownie każdego ważniejszego wydarzenia historycznego. Trzeba się doskonale orientować, by z tej masy wyłowić pozycje wartościowe i nowatorskie.

Taką perełką może być wydana w roku 2012 przez wydawnictwo Hutchinson obszerna praca historyka specjalizującego się w historii średniowiecza, Marca Morrisa, zatytułowana The Norman Conquest: The Battle of Hastings and the Fall of Anglo-Saxon England (Podbój normański: bitwa pod Hastings i upadek anglosaskiej Anglii). Marc Morris jest cenionym autorem programów telewizyjnych w BBC, ale przede wszystkim autorem wyśmienitej monografii Edwarda I.

Przybliżamy zatem polskiemu czytelnikowi główne aspekty pracy Morrisa, gdyż jest to dzieło wyjątkowe – nie tylko ze względu na jego obszerność (ponad 450 stron), ale przede wszystkim na obiektywizm i bogactwo argumentacji.

Lądowanie Normanów przedstawione na tkaninie z Bayeux. © Wikimedia Commons.

Lądowanie Normanów przedstawione na tkaninie z Bayeux. © Wikimedia Commons.

Fakty i mity

Podbój normański zrewolucjonizował istniejący anglosaski system polityczny Anglii oraz kulturę mieszkańców wyspy. Do dziś istnieje utrwalony pogląd, jakoby podli Normanowie (obcy) najechali tubylców, czyli Anglosasów. To Normanowie sprowadzili do Anglii feudalizm i system klasowy. Przed najazdem Anglia była rzekomo cudowną krainą, gdzie wszyscy mieszkańcy żyli wolni, ciesząc się pełnią praw (podobno nawet kobiety), a władza była liberalna i przyjazna. Cóż, jest to tylko jeden z wielu mitów – o władzę walczono krwawo, wyżynając potencjalnych i rzeczywistych rywali, zróżnicowanie majątkowe i klasowe istniało zawsze, a kobiety, które specjalnych praw nie miały później, nie posiadały ich także wcześniej.

Nie ma wątpliwości, że inwazja zmiotła większość anglosaskich możnowładców, których zastąpili normańscy baronowie, ci zaś przywieźli ze sobą nowe zwyczaje i nieco odmienną kulturę oraz język. Nie sposób ukryć faktu, że Anglosasi zostali zepchnięci na margines władzy i stali się „narodem podbitym”. Język stanowił kolejny bardzo istotny aspekt podboju – Normanowie mówili po francusku (a właściwie w jego normandzkiej odmianie) i odtąd na wiele stuleci utrwalił się podział na elitę, szlachtę, dwór królewski i Kościół, gdzie wszyscy używali francuskiego, oraz plebs mówiący po angielsku. Nie znaczy to, że żaden ze szlachciców nie mówił po angielsku. Pierwsze pokolenie najeźdźców próbowało się nauczyć tego języka (nawet Wilhelm Zdobywca), a drugiemu i każdemu następnemu – w których coraz więcej było związków mieszanych – przychodziło to już z coraz większą łatwością. Jednakże wszelkie dokumenty, rozkazy oraz inne oficjalne pisma powstawały w języku francuskim. Nie sposób zaprzeczyć, że dzisiejszy język angielski zawdzięcza ogromną ilość słów właśnie francuszczyźnie.

Na terenie całej Anglii Normanowie stworzyli solidną sieć warowni i zamków obronnych, z których wiele przetrwało do czasów dzisiejszych. To oni wybudowali także pierwsze katedry w stylu romańskim i wczesnogotyckim, i wreszcie przeszczepili na grunt anglosaski nową moralność oraz stworzyli podwaliny nowego prawa – także prawa dziedziczenia tronu.

Żołnierze Wilhelma Zdobywcy w bitwie pod Hastings ukazani na tkaninie z Bayeux. © Wikimedia Commons.

Żołnierze Wilhelma Zdobywcy w bitwie pod Hastings ukazani na tkaninie z Bayeux. © Wikimedia Commons.

Gdzie leży prawda?

Niektórzy recenzenci zarzucają Morrisowi, że stoi po stronie Normanów, tak jakby niemal tysiąc lat później możliwe było opowiadanie się po jednej ze stron. Inni sugerują, że nim zajmie wreszcie stanowisko, rozważa każdą możliwą opcję. Czy to zarzut? Według mnie raczej zaleta – wśród dostępnych materiałów źródłowych, których nie ma zbyt wiele, autor powołuje się na najważniejszych kronikarzy tamtych czasów – przywołuje Vitalisa Ordericusa, Williama z Malmesbury, Wilhelma z Poitiers, a także Kronikę Anglosaską. Porównuje przemilczenia jednych z relacją drugich, stara się przedstawić różne punkty widzenia i daje czytelnikowi wybór, pozwalając mu na wyrobienie sobie samodzielnego zdania. I to jest w tej książce bodaj najbardziej fascynujące – Morris nie przedstawia jedynie suchych faktów, lecz odwołuje się do późniejszych interpretacji i skutków kulturowych. Szuka źródeł antagonizmów angielsko-francuskich, widocznych nawet w tak odległych wydarzeniach, jak choćby siedemnastowieczna rewolucja. Morris zestawia te poglądy i porównuje z innymi, odmiennymi opiniami.

Podbój normański prezentuje sytuację polityczną anglosaskich wysp pod panowaniem Edwarda Wyznawcy i Harolda. Autor tłumaczy, dlaczego w ogóle doszło do najazdu i dlaczego w tym czasie i miejscu (ciekawostką może być fakt, że Normanowie wylądowali w tym właśnie miejscu angielskiego wybrzeża przypadkiem, zniesieni przez sztorm).

Wilhelmm Zdobywca po wylądowaniu w Normandii. © Wikimedia Commons.

Wilhelm Zdobywca po wylądowaniu w Normandii. © Wikimedia Commons.

Bastard Zdobywca i jego Domesday Book

Morris prezentuje samą bitwę pod Hastings, lecz przede wszystkim skupia się na postaci Wilhelma (Williama, Guillaume’a), założyciela dynastii, jego rozterkach, charyzmie, a także jego śmierci i jej znaczenia dla potomnych.

W błyskotliwy sposób charakteryzuje najeźdźców, opisuje początki nowego prawa i powolny proces integracji. Swoją ciekawą opowieść toczy aż do Domesday Book, czyli wielkiego spisu majątku królestwa zorganizowanego przez Normanów w 1086 roku. Dane statystyczne, społeczne i ekonomiczne zgromadzone w tej opasłej księdze stanowiły ewenement w skali ówczesnej Europy.

Imperium andegaweńskie

Odwołując się do mitologii i symboliki zielonego drzewa, Morris przytacza opowieść z Kroniki Anglosaskiej, jakoby Edward Wyznawca na łożu śmierci miał wizję, podczas której ujrzał kraj ukarany przez Boga najazdem diabłów, niosących pożogę i wojnę. Kraj miał odrodzić się, gdy ścięte zielone drzewo zrośnie się za sprawą żywicy i wyda ponownie liście i owoce. Na poziomie symbolicznym historia ta nie dawała Anglikom zbyt dużo nadziei na odrodzenie, jednak jak pokazała przyszłość, już niebawem, pod panowaniem Henryka I (1100–1135) i Henryka II (1154–1189), nastały czasy imperium – potężnego państwa europejskiego usytuowanego po obu stronach Kanału – i narodziła się nowa tożsamość: tożsamość anglonormańska.

Aby się przekonać, jak do tego doszło, warto przeczytać znakomicie napisaną i wciągającą niczym powieść sensacyjna książkę Marca Morrisa Podbój normański, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Astra wiosną 2016 roku. Mamy nadzieję, że naszych Czytelników – miłośników epoki Tudorów – zafascynują również nieco starsze, choć równie zajmujące dzieje Anglii.