Homoseksualizm w renesansowej Anglii

W Wielkiej Brytanii jeszcze do niedawna kontakty homoseksualne karano więzieniem. Zalegalizowano je w 1967 roku, choć dopiero w roku 2000 zniesiono zakaz „publicznej manifestacji orientacji seksualnej”. Według badań naukowych około 10% populacji stanowią osoby homoseksualne, można zatem zadać pytanie, jak w czasach Tudorów postrzegano takie osoby i homoseksualizm jako taki?

Edward II i jego faworyt, Piers Gaveston. Obraz pędzla Marcusa Stone’a. © Wikimedia Commons.

Buggery statutes

Za czasów Henryka VIII (w 1533 roku) i Elżbiety I (w 1562 roku) wprowadzono tzw. buggery statutes (rozporządzenia o pederastii), lecz nie miały one większego znaczenia dla życia społecznego. Źródła wymieniają zaledwie kilka znanych osób skazanych na ich podstawie, takich jak lord Hungerford, szlachcic, którego ścięto w 1540 roku, czy hrabia Castlehaven i jego kochanek, którzy stracili życie w 1631 roku, jednak generalnie homoseksualistów nie ścigano „z urzędu”, chyba że w grę wchodziły inne aspekty, w tym przemoc lub zoofilia. Rozporządzenia miały na celu raczej ochronę młodocianych przed przemocą lub gwałtem (odnosiło się to szczególnie do dziewcząt poniżej dwunastego roku życia).

Znani „sodomici” i ich zbrodnie

Zarzuty o naturze seksualnej wzbudzające sensację i odrazę gawiedzi chętnie dołączano do innych zbrodni, zwłaszcza zdrady. Przykładowo, Jerzego Boleyna oskarżano nie tylko o spiskowanie w celu zabicia króla Henryka VIII, ale także o kazirodcze stosunki z siostrą, Anną Boleyn, i homoseksualne związki z mężczyznami (czego oczywiście nie udowodniono). Inną znaną postacią niech będzie Christopher Marlowe – dramaturg i domniemany rywal Szekspira – którego oskarżano o herezję, homoseksualizm i zdradę.

Oczywiście znane są niepotwierdzone pogłoski o homoseksualnych skłonnościach niektórych władców Anglii, począwszy od syna Wilhelma Zdobywcy, Wilhelma Rudego (ponoć uwielbiającego fircykowaty, zniewieściały styl ubioru), poprzez Ryszarda Lwie Serce czy wreszcie jawnie okazywane uczucia Edwarda II wobec Piersa Gavestona (a potem podobno także Hugh Despensera Młodszego), jednak dopóki owe relacje nie zagrażały stabilności państwa, zbywano je jako nieistotne. Idea „męskiej przyjaźni” znana była ostatecznie od starożytności, a wraz z nastaniem humanizmu renesansowego przyjęto także antyczne umiłowanie piękna i „komunii dusz” między „braćmi”. Co wcale nie oznacza, że homoseksualne relacje akceptowano.

Co uważano za grzech i występek

Co ciekawe, w tamtych czasach nie używano terminu „homoseksualizm”, a jedynie „sodomia”, „pederastia” lub innych pejoratywnych określeń, które raczej ogólnie odnosiły się do grzechu i występku o naturze seksualnej.

Pamiętajmy, że ówczesne społeczeństwo miało zupełnie odmienny stosunek do seksualności niż ludzie współcześni, pod niektórymi względami niezwykle surowy, szczególnie wobec kobiet, co przejawiało się podwójnymi standardami moralnymi w traktowaniu symptomów męskiej i kobiecej seksualności. Przykładowo, inaczej postrzegano zdradę kobiet, a inaczej mężczyzn, potępiano nieślubne dzieci, samotne matki uważano za grzesznice, a ofiary gwałtu stały na straconej pozycji, jeśli zaszły w ciążę, gdyż uważano, że do poczęcia może dojść tylko wtedy, kiedy kobieta odczuwa przyjemność ze współżycia. Co więcej, niepełnosprawne i upośledzone dzieci postrzegano jako karę boską za grzechy rodziców.

W kategoriach grzechu postrzegano każde odstępstwo od współżycia małżeńskiego, a więc nie tylko seks przedmałżeński, kazirodztwo, zdradę, rozwiązłość, sodomię, masturbację, ale nawet współżycie małżonków niesłużące poczęciu, a jedynie zaspokojeniu przyjemności. Często ogólnym i niezwykle pojemnym słowem, jakiego używali kaznodzieje potępiający w swych kazaniach grzeszne zachowania, była „rozpusta”, a naturalnym biblijnym skojarzeniem były potępione miasta – Sodoma i Gomora. W opinii niektórych kaznodziejów, źródeł homoseksualizmu należy szukać w „pysze, nieumiarkowaniu w jedzeniu i piciu, gnuśności i pogardzie dla biednych” (Edward Coke) lub w pijaństwie (George Turberville).

Triada z piekła rodem

Sodomita wymieniany jest przez poetów w towarzystwie innych fantastycznych bestii – wilkołaków i bazyliszków (William Kennedy) lub „czarownic i heretyków” (Edward Coke). Co ciekawe, protestanci identyfikowali sodomitów z papistami, sugerując, że Watykan jest „drugą Sodomą”. Protestancka propaganda znakomicie wykorzystywała tu dokładnie te same skojarzenia, jakimi posługiwała się katolicka Inkwizycja, utożsamiająca w XII wieku herezję z dewiacją seksualną.

Protestanci ze szczególnym upodobaniem atakowali zakony (kwestia celibatu), a zwłaszcza jezuitów, których uważano nie tylko za sodomitów, ale także wrogów religii i króla Anglii.

Co ciekawe, kobiecy homoseksualizm praktycznie nie istnieje w źródłach, a wiedźmy i czarownice, choć oskarżane były o współżycie z diabłem, to nie o sodomię. Sodomita mógł być najwyżej produktem tego grzesznego związku.

W tamtych czasach życie codzienne przepełniała wiara w istnienie grzechu, przesądy i zabobony. Nieoczekiwane nieszczęścia traktowano jako dopust boży, a odpowiedzialnością za nie najprościej było obciążyć właśnie kobiety – czarownice. W większej skali, gdy nieszczęście dotykało całą lokalną społeczność, rolę czarownicy spełniali papiści – heretycy, a w przypadku klęsk dotykających cały naród, takich jak epidemie, powodzie i susze, winnych Bożego gniewu należało szukać wśród największych grzeszników, a najgorszymi przecież byli sodomici.

Miasto i wieś

W utworach literackich siedliskiem grzechu i upadku często staje się miasto, skontrastowane silnie zwłaszcza z sielskim obrazem niewinnej wsi. Londyn już wówczas był miejscem, gdzie pokusy i grzech czyhały na młodych ludzi, spragnionych pracy i przygody. Ucieleśnieniem upadku moralnego był sodomita – młodzieniec z kochanką u jednego boku, a z chłopcem-utrzymankiem (ang. catamite) u drugiego. Dandys to metafora ekstrawagancji, rozpusty i gnuśności. Z drugiej strony, to raczej twór wyobraźni aniżeli relacja świadka – pamiętajmy, że w tamtych czasach nikt nie obnosiłby się publicznie z podobnym zachowaniem.

Poza tym nie powinno się zakładać, że w Londynie dopuszczano niemoralne praktyki, potępiane na wsi. Po pierwsze przeczą temu zapisy ksiąg parafialnych – liczba urodzin nieślubnych dzieci wcale nie jest wyższa niż w parafiach wiejskich, tak jak i liczba samobójstw. Podobne wnioski można wyciągnąć z analizy spraw sądowych. Co więcej, przybywający do pracy w mieście często wiosną i latem wracali na wieś, by zatrudnić się przy żniwach. Także bogaci wielmoże dzielili swój czas między pobyt w mieście a w swych posiadłościach wiejskich.

Gospodarstwo domowe – siedlisko grzechu

W interesującej pracy na temat homoseksualizmu w renesansowej Anglii Alan Bray wyróżnia kilka „instytucji”, skupiających małe społeczności, w których można mówić o bujnym rozwoju życia seksualnego, także homoseksualnego. Pierwszym są wiejskie gospodarstwa rodzinne, składające się nie tylko z członków rodziny, ale ze służących, pracowników najemnych, ich krewnych itd. Owa wielopokoleniowa „rodzina” była instytucją hierarchiczną, gdzie każdy miał jasno określoną pozycję, i patriarchalną, czyli jej „głową” był zawsze pan domu (choć oczywiście zdarzało się, że w jego zastępstwie domem zawiadywała kobieta). Ścisła hierarchia oraz relacja władzy i podległości wyznaczała zależności między członkami gospodarstwa, także w sferze seksualnej. Najczęściej dochodziło do stosunków między panem (lub synem pana) i służącą, co często kończyło się narodzinami bękarta i potępieniem… matki. Jednak powszechnym zjawiskiem były również relacje homoseksualne między panem i służącym. Wiadomym faktem było, iż takie relacje utrzymywał na przykład Francis Bacon – na co utyskiwała jego matka w liście do drugiego syna, wspominając o „przeklętym Percym, z którym [Francis] sypia i podróżuje”.

Szkoły i uniwersytety

Kolejną instytucją, gdzie często rozwijały się związki homoseksualne, były szkoły z internatem i uniwersytety, gdzie zwyczajowo młodzi adepci dzielili pokoje z kilkoma kolegami i gdzie praktycznie nie było kobiet. Rzecz jasna, relacje te utrzymywano w tajemnicy i wychodziły na jaw głównie przy okazji innych skandali. W 1541 roku podczas dochodzenia Tajnej Rady w sprawie kradzieży zastawy szkolnej w Eton okazało się, że sprawca – uczeń był w homoseksualnym związku z ówczesnym dyrektorem szkoły, Nicholasem Udallem. Ten i inne przypadki, kiedy to zaangażowani w związki homoseksualne mężczyźni otrzymali jedynie niegroźne kary, dowodzą, że istniało pewne przyzwolenie na tego typu praktyki w systemie edukacji, o ile rzecz jasna nie wiązały się one z innymi, „poważniejszymi” wykroczeniami.

W owym czasie, czyli co najmniej do połowy XVII wieku, tolerowano również zinstytucjonalizowaną męską prostytucję, czego dowodzą wzmianki w utworach literackich, przykładowo w jednej z satyr Johna Donne’a. Zdarzało się również, że prostytuowali się giermkowie czy służący pełniący w posiadłości pana rolę „osobistego utrzymanka”.

Teatry i bohema artystyczna

Niemniej, homoseksualizm i męską prostytucję łączono także ze środowiskami artystycznymi. W XVI i XVII wieku w teatrach nie występowały kobiety, zatem takie skojarzenia wydawały się siłą rzeczy logiczne. Do teatrów zaś uczęszczali przedstawiciele wszystkich warstw – od szlachty po biedotę. Czasami relacje między aktorem a jego patronem – dworzaninem nosiły znamiona sodomii lub prostytucji. Stąd też zarzut purytanów o szerzenie sodomii jako jeden z argumentów za zamknięciem teatrów.

Co ciekawe, nie istniała żadna „subkultura gejowska” czy „tajne podziemie”. Wykształciły się one później, już w XVIII wieku, co zapewne należy powiązać z zaostrzeniem penalizacji zachowań homoseksualnych.

Sodomita, znaczy obcy

Wreszcie uznawano, że homoseksualizm jest czymś obcym, co często podkreślali podróżnicy w swych relacjach z wizyt we Włoszech, Rosji czy na Dalekim Wschodzie, gdzie spotykano się z jego przejawami. Porównując zwyczaje za granicą z rodzimymi, zazwyczaj podkreślano wyższość kultury angielskiej w tym względzie, co świadczy jedynie o hipokryzji autorów.

Podsumowując, choć sodomia czy pederastia – jak w renesansie określano homoseksualizm – stanowiły grzech śmiertelny, to nie było systematycznego prześladowania homoseksualistów. W normalnych warunkach sądy nie zajmowały się tą kwestią, o ile w grę nie wchodziła przemoc czy zdrada lub nie został zakłócony porządek społeczny, a relacje homoseksualne w patriarchalnych instytucjach, takich jak gospodarstwa rodzinne, szkoły z internatem czy teatry odzwierciedlały hierarchię społeczną, gdzie mocodawca mógł wykorzystywać swoją uprzywilejowaną pozycję. Niemniej, jako że rozdzielano sferę prywatną od publicznej, najczęściej seksualność, a zwłaszcza seksualność homoseksualna, pozostawała tematem tabu.

Źródła

A. Bray, Homosexualism in Renaissance England, Columbia University Press, New York 1995.

[online] www.tudorsociety.com.