Helen Castor – wywiad

Helen Castor jest historykiem, specjalizującym się w dziejach średniowiecznej Anglii, współpracownikiem Sidney Sussex College w Cambridge i autorką książek historycznych, na podstawie których telewizja BBC zrealizowała cieszące się dużą popularnością filmy dokumentalne. W Polsce, nakładem Wydawnictwa Astra, ukazały się jej dwie książki: Wilczyce. Angielskie królowe, oraz Joanna d’Arc. Jej historia. Helen Castor mieszka z mężem i synem w Londynie.

Zdjęcie: Chris Gibbions

Magdalena Loska: W imieniu czytelników magazynu „Tudorowie” poświęconemu historii Anglii witam serdecznie i chciałabym zadać Pani kilka pytań. Niedawno ukazały się w Polsce dwie książki Pani autorstwa: Wilczyce oraz Joanna d’Arc. Ponadto widzowie kanału Polsat Viasat History mieli okazję zobaczyć serię programów dokumentalnych z Pani udziałem, sądzę więc, że rosnąca grupa Pani fanów w Polsce z radością dowie się czegoś o Pani i o Pani pracy.

Chciałabym zacząć od pytania, jak to się stało, że zainteresowała się Pani historią?

Helen Castor: Uwielbiam historię już od dzieciństwa. Od zawsze wiedziałam, że to „mój” przedmiot. Pamiętam, że przeczytałam dwie książki Jean Plaidy o dzieciństwie Elżbiety I i Marii, królowej Szkotów. Musiałam mieć wtedy nie więcej niż pięć lat. I tak połknęłam „bakcyla”.

M.L.: Kto lub co zainspirowało Panią na tyle, że zdecydowała się Pani studiować historię, a potem zajmować się nią już zawodowo?

H.C.: Zawsze wiedziałam, że będę studiować historię, a przyczyniły się do tego dwie fantastyczne nauczycielki historii: Mary Yates i Helen Lenygon. Zadedykowałam im Wilczyce, aby choć w ten sposób podziękować za inspirację, wsparcie i pomoc. Nawet jeśli nie planowałam swojej kariery naukowej, to raczej nie brałam pod uwagę możliwości jakiejś innej „kariery” w dziedzinie historii. Kończąc studia, nawet do głowy mi nie przyszło, że mógłby to być koniec mojej przygody z historią. I tak, jedno doprowadziło do drugiego: zrobiłam doktorat, a dzięki temu zaczęłam pracę na uczelni; potem zaproponowano mi napisanie książki, która nie miałaby charakteru stricte naukowego. W ten sposób moja kariera zaczęła się rozwijać w kierunku, o jakim wcześniej w ogóle nie marzyłam. Czasem muszę się uszczypnąć, by uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło. Naprawdę, mam wielkie szczęście.

M.L.: Zyskała Pani ogromną popularność dzięki filmom dokumentalnym Wilczyce i cyklowi BBC Radio 4 Making History. Jak rozpoczęła się Pani przygoda z telewizją?

H.C.: Także i tym razem był to szczęśliwy zbieg okoliczności. Niektórzy producenci zainteresowali się moją pracą jeszcze przed powstaniem Wilczyc, ale nic z tego nie wyszło. Później moi nowi znajomi, którzy – jak się okazało – pracowali w telewizji, zaczęli intensywnie przekonywać swych szefów, by BBC nawiązało ze mną współpracę. I tak, dzięki ich uporowi, zrodziła się seria filmów pod tytułem Wilczyce.

M.L.: Jest pani pisarką, dziennikarką i wykładowczynią – która z tych ról sprawia Pani najwięcej satysfakcji? Czy może powiedzieć Pani coś więcej na temat wyzwań, z jakimi musiała się Pani uporać? Jak udaje się Pani łączyć życie osobiste z tak różnorodną karierą i mnogością zajęć?

H.C.: Najważniejsze jest pisanie książek. Jest to także zadanie najtrudniejsze: samotnie siedzę przy biurku, przede mną pusta kartka… dlatego jest to też sfera, która daje mi najwięcej zadowolenia. Niemniej uwielbiam również pracę w telewizji – to coś zupełnie odmiennego, wymaga innego sposobu komunikowania z odbiorcami i zupełnie innych umiejętności. Praca w zespole i prezentowanie opowieści za pomocą całkowicie innego medium to cudowne doświadczenie i cieszę się, że mogłam tego spróbować. Nie mam obecnie wielu zajęć na uczelni, więc łatwiej zaplanować czas i zachować równowagę między pracą a domem.

M.L.: Czy może opowiedzieć Pani, jak Pani pracuje, jak wygląda Pani typowy dzień i w jaki sposób zbiera Pani materiały?

H.C.: W moim przypadku nie istnieje coś takiego jak typowy dzień pracy. Gdy nagrywamy program dla telewizji lub radia, plan dnia ustawia się tak, by mi pasował. W przypadku telewizji zazwyczaj grafik jest bardzo napięty, gdyż realizatorzy chcą nagrać jak najwięcej materiału w czasie jednego dnia zdjęć. Z drugiej strony, gdy zbieram materiały i piszę, to ode mnie zależy, gdzie, kiedy i jak pracuję. Rozkręcam się powoli, jednak w miarę zbliżania się kolejnych terminów, praca pochłania mnie całkowicie. Byłoby idealnie, gdybym mogła pracować do późnego wieczora – w nocnej ciszy jest coś niezwykłego, co sprawia, że łatwiej przenoszę się wówczas do innych czasów. Niestety, dziś ten ideał trudno osiągnąć, zważywszy na to, że syn musi wstać wcześnie do szkoły…

M.L.: Która z postaci historycznych jest Pani ulubioną i dlaczego?

H.C.: Bez wątpienia, Eleonora Akwitańska. Kobieta żyjąca w XII wieku, która rozwiodła się z królem Francji, by poślubić przyszłego króla Anglii, i która wciąż w wieku 80 lat liczyła się na scenie politycznej Europy – z pewnością jest nie do pobicia.

M.L.: Napisała Pani wiele o kobietach średniowiecza. Wiadomo, że na temat życia kobiet w tamtych czasach źródła są bardzo skromne – w jaki sposób udało się Pani dotrzeć do tak wielu informacji na ich temat?

H.C.: Oczywiście, dzięki badaniom i poszukiwaniom! Z drugiej strony, jak pani wspomniała, zakres materiałów, jakie można odnaleźć o ówczesnych kobietach, jest dość ograniczony – zważywszy na rolę, jaką kobiety z racji swej płci mogły odgrywać w sferze publicznej, a trudno się domyślić, co naprawdę działo się w ich życiu prywatnym, z powodu braku listów i pamiętników, które dla współczesnego historyka są podstawowym źródłem badań. Niemniej dysponujemy przecież bogactwem informacji o epoce, nawet jeśli nie są one wyczerpujące, i w takiej sytuacji jest to kwestia połączenia tych elementów tak, by powstał możliwie najbardziej spójny i przekonujący obraz.

M.L.: Jaki jest, według Pani, najbardziej skuteczny sposób popularyzowania wiedzy historycznej wśród odbiorców, których znajomość historii opiera się na popularnych serialach telewizyjnych czy powieściach historycznych?

W jaki sposób naukowcy mogą sprawić, by ludzie bardziej zainteresowali się historią swego kraju? I wreszcie, czy dostrzega Pani spójność, czy też przepaść między pracami ze sfery tak zwanej historii popularnonaukowej a pracami stricte naukowymi?

H.C.: Wydaje mi się, że dziś podział na historię „popularnonaukową” i historię akademicką jest mniej widoczny. Bardziej dostrzegam podział na prace „dobre” i „złe”… Jeśli chodzi o historię „dobrą” – bez względu na jej styl i formę – to ważnym elementem jest zachowanie równowagi między informacją, sugestią i kreacją. Wszystkie trzy są niezbędne, a historycy sami decydują, jakie zachowają między nimi proporcje. I jest to słuszne, pod warunkiem że jasno i uczciwie dadzą do zrozumienia, którą z dróg zamierzają podążać.

Nie sądzę, by naukowcy mogli w jakiś sposób „sprawić”, że ludzie zainteresują się historią. Jednak zawsze powinni pisać o historii z pasją, pełnym zaangażowaniem i współczuciem oraz najdoskonalszym językiem, na jaki ich stać. Wówczas mają szansę przyciągnąć czytelników, których zainteresowania zostały rozbudzone właśnie przez powieści czy filmy – te, które pochłonęli i które same w sobie stanowią fantastyczny bodziec do odkrywania przeszłości.

M.L.: Pani najnowsza książka opowiada o Joannie d’Arc. Czy można powiedzieć coś nowego o osobie, która była obiektem tak szerokich badań i tak mocno wpisała się w kulturę popularną? Co dokładnie skłoniło Panią do zainteresowania tą jakże tragiczną postacią?

H.C.: Chciałam zrozumieć, jak to się stało, że młoda kobieta, którą znamy jako Joanna d’Arc, stanęła na czele armii, co przecież było niewyobrażalne z racji jej płci i pochodzenia. Chciałam też ponownie ożywić jej postać, tak byśmy pojęli istotę jej czasów, niezwykle złożoną sytuację piętnastowiecznej Francji; abyśmy zobaczyli w niej zwykłą kobietę, a nie ikonę czy świętą. Mam nadzieję, że udało mi się na nowo opowiedzieć nadzwyczajną historię jej życia. Ja sama, jeszcze przed ukończeniem książki, nabrałam przekonania, że udało mi się na nią spojrzeć inaczej i lepiej ją zrozumieć.

M.L.: Wydaje się Pani wielką pasjonatką historii. Czy kiedykolwiek miała Pani poczucie, że odkryła coś nadzwyczajnego? A jeśli tak, co to było?

H.C.: Cała przeszłość jest dla mnie fascynująca i niezwykła. A z całą pewnością jest coś niesamowitego w powolnym i stopniowym odkrywaniu – szczegół po szczególe – świata, którego już nie ma. Nie ma tu miejsca na wiele przełomowych odkryć, wywracających całą naukę do góry nogami, godnych okrzyku: Eureka! Niemniej, dla mnie właśnie to stanowi część uroku tej pracy.

M.L.: Jakie są obecnie główne sfery Pani zainteresowania? Czy może Pani zdradzić, nad czym obecnie Pani pracuje?

H.C.: Właśnie skończyłam nagrania do dwóch całkowicie odmiennych programów telewizyjnych – jeden (dla BBC) omawia sytuację siedemnastowiecznej Francji, drugi (dla Channel 4) dotyczy grobu Szekspira, a jego emisja zbiegła się dokładnie z czterechsetną rocznicą śmierci mistrza w kwietniu.

M.L.: I ostatnie pytanie: sądząc z planów zamieszczonych na Pani stronie, będzie Pani niezwykle zajęta w najbliższej przyszłości. O czym więc będzie Pani następna książka? O czym w ogóle chciałaby Pani napisać? Jakie są Pani kolejne zawodowe marzenia i ambicje?

H.C.: Moja następna książka będzie krótkim esejem o Elżbiecie I i ukaże się w ramach serii pod hasłem „The Penguin Monarchs”, obejmującej sylwetki wszystkich władców Anglii i Wielkiej Brytanii, począwszy od Athelstana, na dniu dzisiejszym skończywszy. Opisanie tak bogatego życia jak życie Elżbiety I w niewielkiej książeczce to naprawdę niełatwe zadanie, ale i wielka przyjemność.

Co do marzeń i ambicji, chcę dalej opowiadać historie o przeszłości w książkach i na ekranie. Jeśli to się uda, niczego więcej do szczęścia nie będzie mi brakować.

M.L.: Dziękuję bardzo za cierpliwość i poświęcony nam czas. Życzymy, by Pani kariera rozwijała się nadal w przyszłości i z zaciekawieniem czekamy na kolejne książki.

Wszystkiego najlepszego życzy redakcja i czytelnicy magazynu „Tudorowie”.