Elżbieta York i książę Artur. Narodziny nowej dynastii

18 stycznia 1486 roku w londyńskim opactwie westminsterskim odbył się ślub. Nie była to jednak zwykła królewska uroczystość, jakich wiele. Ślub nie tylko zakończył wyniszczającą wojnę Dwóch Róż, ale oznaczał także nadzieję, że narodziny nowej dynastii.

Panna młoda, która nie ukończyła jeszcze dwudziestu lat, była wysoką i szczupłą blondynką. Jej typowa dla Plantagenetów bladoróżowa karnacja miała przejść do legendy: sławiono ją na obrazach i w rzeźbach, wierszem i prozą. Dla kronikarzy – ówczesnych i przyszłych – kwintesencją jej urody były regularne rysy twarzy oraz spływające na ramiona złociste pukle. Najstarsza córka równie urodziwych rodziców na wiele lat wyznaczyła obowiązujący w królestwie ideał piękna. Gdy Elżbieta York zbliżała się do ołtarza, czując na sobie spojrzenia wszystkich obecnych, zastanawiała się zapewne, kim jest mężczyzna, z którym miała związać swoją przyszłość – człowiek, którego ledwie znała, który spędził znaczną część dorosłego życia na wygnaniu i praktycznie rzecz biorąc, był jej wrogiem, a teraz miał zostać jej mężem […].

Kadr z serialu „Biała księżniczka” (The White Princess). © Agencja BE&W

Przy ołtarzu czekał na Elżbietę pan młody, starszy od niej o dziesięć lat, o bladoniebieskich oczach, uważnym spojrzeniu i ciemnych włosach upiętych w loki na europejską modę. Tworzyli imponującą parę: nowo namaszczony władca Anglii i córka popularnego króla z dynastii Plantagenetów, Edwarda IV. Ich związek wreszcie jednoczył kraj po dziesiątkach lat krwawej wojny domowej. Zaledwie pół roku wcześniej Henryk Tudor był nikim, pretendentem liczącym jedynie na łaskawość fortuny podczas bitwy, cierniem w boku panujących Yorków oraz ich zwolenników. Był człowiekiem naznaczonym przez błoto, pot i krew pól bitewnych; człowiekiem, który postawił wszystko na jedną kartę, zaryzykował i zdobył główną nagrodę. I teraz stał się Henrykiem VII. Do historii miał przejść jako założyciel niezwykłej dynastii, mądry i roztropny władca, który bezlitośnie zmiażdżywszy wrogów, zapewnił krajowi trwały pokój.

Dotychczasowe dzieje obojga królewskich małżonków naznaczyły burzliwe przeżycia. Elżbieta – uosobienie absolutnej urody i cnót – panna pochodząca z królewskiego rodu, cieszyła się powszechną popularnością, jednak jej pozycja u boku Henryka wcale nie wydawała się ugruntowana. Była owocem potajemnie zawartego i kontrowersyjnego związku, a w wyniku zawiłych kolei losu podczas wieloletniej wojny domowej już od dzieciństwa raz pławiła się w luksusie, by za chwilę tułać się na wygnaniu.

Czternastoletni okres wygnania Henryka sugeruje, że jeśli wcześniej w ogóle się widzieli, to Elżbieta była wówczas małym dzieckiem. Do zawarcia tego związku dążyły obie matki, Elżbieta Woodville i Małgorzata Beaufort, które wiele wycierpiały za rządów Ryszarda III. Mimo iż Elżbietę uznawano za dziecko z nieprawego łoża, Henryk był zdecydowany ją poślubić. Podczas Bożego Narodzenia w katedrze w Rennes w 1483 roku złożył stosowną przysięgę, a następnie uzyskał papieską dyspensę na początku 1484 roku, po czym jeszcze raz w styczniu 1486 roku, niespełna dwa dni przed samą ceremonią. Gdy tylko zasiadł na tronie, wezwał narzeczoną do Londynu i umieścił ją w Coldharbour nad Tamizą, w domu swej matki.

Nawet po zakończeniu uroczystości kościelnych małżeństwa nie uważano za wiążące (i jako takie mogło wciąż zostać rozwiązane), dopóki związku nie skonsumowano. Formalne skonsumowanie małżeństwa było kwestią rytuału i miało ogromne znaczenie we wszystkich warstwach społeczeństwa. W przypadku pary królewskiej niepowodzenia w sferze seksualnej nie były jedynie wstydliwą sprawą osobistą, lecz miały znacznie poważniejsze konsekwencje, czasem wręcz prowadzące do wojen dynastycznych czy zmian politycznych lub religijnych. Jako że wiele małżeństw wśród arystokracji aranżowano, gdy główni zainteresowani byli jeszcze dziećmi, skonsumowanie małżeństwa odwlekano do chwili osiągnięcia przez nich dojrzałości fizycznej, czyli do wieku lat dwunastu w przypadku dziewcząt, a czternastu – chłopców.

Choć Henryk i Elżbieta byli znacznie starsi, jest wielce prawdopodobne, że nie posiadali wielkich doświadczeń w sferze seksualnej. Mimo burzliwego dzieciństwa, przez cały okres panowania ojca Elżbieta znajdowała się pod ścisłą kuratelą. Niedawne teorie na temat jej miłosnych zamiarów wobec wuja, Ryszarda III, opierające się na pokrętnej interpretacji listu siedemnastowiecznego historyka, George’a Bucka, znajdują nikłe poparcie w faktach. Nie ma dowodów na to, by Elżbietę i Ryszarda łączyło jakiekolwiek romantyczne uczucie, o związku fizycznym nie wspominając. Najcenniejszą kartą przetargową królewskiej oblubienicy była jej cnota. Jako matka przyszłych następców tronu w sferze moralności musiała być poza wszelkimi podejrzeniami. Wydaje się nie do pomyślenia, by Elżbieta nie była dziewicą przed spotkaniem z Henrykiem. Inaczej jednak sprawy miały się w przypadku Henryka, dobiegającego już trzydziestki, który nigdy nie prowadził życia zakonnego. Choć dopiero od niedawna zasiadał na tronie i planował się ożenić, trudno uwierzyć, by wcześniej przestrzegał czystości przedmałżeńskiej. Okres jego wygnania w Bretanii zbiegł się z osiągnięciem przez niego dojrzałości seksualnej i doprawdy nie istniały powody, by musiał zachowywać wstrzemięźliwość w tej sferze. Co więcej, z punktu widzenia kulturowego nawet oczekiwano, by nawiązywał przelotne miłostki. Jeśli tak było, to nie przetrwały na ten temat żadne wzmianki. Z uwagi na brak jakichkolwiek dowodów w tej sprawie pozostają nam jedynie domniemania.

Prawdopodobnie Henryk i Elżbieta spędzili noc poślubną w Malowanej Komnacie Westminsteru, czyli w najokazalszym apartamencie pałacu, gdzie znajdowało się łoże, kominek i bogato zdobiona kaplica, w „łożu paradnym” (bed of state). Później królowa zamieszkała we własnych apartamentach, gdzie królewski małżonek miał odtąd jedynie ją odwiedzać. Zwyczajowo para nie dzieliła ze sobą łoża, nie licząc okazji, gdy dochodziło do stosunku. Bez względu na to, gdzie małżonkowie faktycznie spędzili noc poślubną, oficjalne pokładziny stanowiły ważny etap ceremonii zaślubin.

Artykuł jest fragmentem książki Amy Licence W łożu z Tudorami. Intymne życie dynastii.

Istnieje też możliwość, że małżeństwo zostało skonsumowane już wcześniej. Elżbieta urodziła pierwsze dziecko we wrześniu, dokładnie osiem miesięcy po ślubie, co dawało później historykom pole do przeróżnych spekulacji. Zakładając, że książę Artur urodził się w terminie, do jego poczęcia musiało dojść około miesiąca przed ceremonią zaślubin, w połowie grudnia 1485 roku. Nie byłoby to niczym niezwykłym ani niemożliwym. Po bitwie pod Bosworth odbyły się formalne zaręczyny pary w obecności świadków, a Henrykowi bardzo zależało na szybkim uzyskaniu papieskiej dyspensy. Parlament zaakceptował jego wybrankę w grudniu 1485 roku, co sugeruje, że do skonsumowania związku mogło dojść właśnie wtedy, niemal dokładnie dziewięć miesięcy przed narodzinami księcia. Ustna obietnica małżeństwa czy też zrękowiny (handfasting – małżeństwo na próbę poprzez złączenie rąk) mogły być dostatecznym przyzwoleniem na utrzymywanie stosunków fizycznych, a zapał Henryka, by posiąść narzeczoną i spłodzić dziedzica, być może sprawił, że para dzieliła łożnicę jeszcze przed ślubem. Było to łatwe do zrealizowania w zaciszu Coldharbour, siedziby matki króla. Być może poprzez szybkie poczęcie potomka pragnął dowieść, że jego związek cieszy się boską aprobatą. Być może jego działania wynikały z troski o młodą narzeczoną, dla której uroczystości dnia ślubu i nocy poślubnej musiały oznaczać wielki stres. Obie możliwości oczywiście się nie wykluczają. W ówczesnym przekonaniu przyjemność doświadczana przez kobietę wręcz warunkowała poczęcie. Sądzono, że ciało niewiasty, traktowane najwyżej jako mizerny cień lub niedoskonała wersja ciała męskiego, mogło począć dziecko jedynie w wyniku orgazmu, podczas którego żeńskie „nasienie” łączyło się z męskim. Publiczne oczekiwania związane z dniem weselnym z pewnością nie tworzyły atmosfery sprzyjającej rozluźnieniu panny młodej, a co za tym idzie, poczęciu. Może zatem Henryk wykazał się wyjątkowo nowoczesnym podejściem do kwestii przyjemności swej dziewiczej żony. Z drugiej strony, mały książę mógł po prostu urodzić się przedwcześnie: Bacon z całym przekonaniem twierdził, że Artur urodził się „w ósmym miesiącu”, choć był „silny i zdrowy”. Tak czy inaczej dziewiętnastoletnia narzeczona zaszła w ciążę podczas skonsumowania związku lub niedługo potem, a jej płodność utwierdziła króla i naród w pewności, że małżeństwo to cieszy się boską przychylnością.

Narodziny żadnego Tudora nie miały takiego znaczenia jak przyjście na świat następcy tronu Henryka VII. Jako że dynastia ciągle jeszcze nie mogła cieszyć się mocną pozycją, przetrwanie nowej linii zależało od tego, jak królowa sprawi się podczas porodu. Można powiedzieć, że „rodziła” przyszłą dynastię. Gdy Elżbieta powiła chłopca, po szybkim badaniu położna orzekła, że dziecko cieszy się doskonałym zdrowiem. Gdy odcięto pępowinę, pępek posmarowano żywicą lub aloesem. Następnie malca wykąpano w mieszance wina, ziół albo mleka, po czym natarto go masłem lub olejem migdałowym, różanym bądź orzechowym, by tym samym zamknąć pory jego ciałka i nie dopuścić świeżego powietrza, które – jak wierzono – mogłoby mu zaszkodzić. Gdy wykonano wspomniane czynności, niemowlę ciasno owinięto w powijaki, umieszczono w kołysce i podano mu łyżeczkę wina z cukrem. Jedenastowieczna włoska lekarka Trotula z Salerno zalecała przemycie języka noworodka gorącą wodą – co miało zapewniać dziecku czysty głos – lub natarcie go miodem na poprawę apetytu. Gdy chłopiec zasnął, Elżbieta urodziła łożysko za sprawą „miniporodu”, podczas którego ponownie wymasowano macicę w celu wywołania skurczów. Kobiety bardzo uważnie sprawdziły stan łożyska przed jego wyrzuceniem, gdyż jakiekolwiek fragmenty pozostawione w macicy mogły później doprowadzić do śmiertelnego krwotoku. Wreszcie Elżbietę pobieżnie umyto delikatnym lnianym płótnem lub czystą gąbką i pozwolono jej odpocząć. Królowej nie wolno było zasnąć przez kilka godzin po porodzie, więc kobiety zabawiały ją i dodawały otuchy swą radosną paplaniną.

Na początku października Elżbieta wróciła do zdrowia na tyle, by udać się do kościoła. Trzymając płonącą świecę, szła dopełnić ceremonii wywodu. Po niej powróciła do roli królowej i żony i mogła już zasiąść uroczyście na tronie pod baldachimem. Pod koniec miesiąca dwór przeniósł się do Greenwich, a po Nowym Roku zaczęto urządzać posiadłość dla Artura w Farnham w hrabstwie Surrey. Nadzór nad nim sprawowała dama będąca główną piastunką, mająca do pomocy niańkę, mamkę oraz członków straży przybocznej i wiele innych osób zajmujących się praktycznymi aspektami prowadzenia domu. Od tej chwili kontakt Elżbiety z synem miał być jedynie sporadyczny – królowe nie karmiły piersią ani nie spełniały pozostałych obowiązków wynikających z macierzyństwa. Odtąd inne kobiety miały chłopca karmić i ubierać, tulić go w nocy, bawić się z nim i doglądać w chorobie. Tak miało pozostać do chwili osiągnięcia przez Artura stosownego wieku, kiedy to ojciec zajmie się przygotowaniem pierworodnego do ważnej roli, jaką będzie miał do odegrania w przyszłości. Z punktu widzenia dynastii ciało Elżbiety spełniło swoją rolę: jej pierwsza ciąża zakończyła się sukcesem. Teraz cały proces miał rozpocząć się od nowa.

Wszystkich zainteresowanych niezwykłą postacią Elżbiety York i początków dynastii Tudorów zapraszamy do zapoznania się z książką:
W łożu z Tudorami. Intymne życie dynastii Amy Licence.
http://wydawnictwo-astra.pl/produkt/w-lozu-z-tudorami-intymne-zycie-dynastii/