Elżbieta I – dyktatorka mody

Królowa Elżbieta I mogła poszczycić się wyjątkowo bogatą i kosztowną garderobą. © Wikimedia Commons.

We wczesnej młodości skromna protestantka, z wiekiem stała się dyktatorką mody. Wyznaczała trendy, lecz żadnej damie nie wolno było przywdziać identycznego stroju. Kochała klejnoty, teatralny styl i ostentację, i – według niektórych źródeł – mogła pochwalić się garderobą liczącą ponad tysiąc sukien.

Lek na kompleksy?

Elżbieta była osobą szczupłą, drobną i wyjątkowo zgrabną. Po matce odziedziczyła czarne oczy o przenikliwym spojrzeniu, a po ojcu ognistorude włosy. Tak bardzo dbała o wizerunek, że wciąż niewiele wiemy na temat jej prawdziwego wyglądu, skrzętnie ukrywanego w późniejszych latach pod perukami, których miała ponad osiemdziesiąt, i za warstwami pudru, którym pokrywała twarz i dłonie.

Czy makijaż miał ukryć blizny po ospie? Czy na skrywanym pod szatami ciele, którego nie lubiła odsłaniać, również miała takie ślady? Wstydziła się płaskich piersi? A może był to kostium obmyślony jedynie w celach propagandowych lub zwykła moda?

Teorie są różne. Tym bardziej, że w samej Anglii co roku powstaje co najmniej jedna wartościowa biografia, której autor na nowo próbuje znaleźć klucz do tajemnic Elżbiety I. Niektórzy zaś, w oparciu o współczesną psychologię, usiłują wyjaśnić, skąd brało się umiłowanie królowej do paradnych strojów i drogich kamieni.

Konsekwentna dbałość o publiczny wizerunek, podkreślana za pomocą charakterystycznego makijażu (pokrytej bielidłem twarzy) i kapiących od kosztowności sukien, szła w parze z obsesyjną chęcią podobania się. I uważa się, że miała związek z kompleksem z dzieciństwa, kiedy po egzekucji matki Elżbieta została uznana za dziecko z nieprawego łoża i pozbawiono ją wszelkich symboli statusu: tytułu księżniczki, własnego dworu i kosztownych ubrań. Wiadomo też, że miłość Anny Boleyn do córki przejawiała się w obdarowywaniu jej wymyślnymi strojami, i kiedy ich dostawa nagle ustała, niespełna trzyletnia dziewczynka mogła przeżyć to bardziej niż utratę rzadko widywanej matki.

Zgodnie z obyczajem, Elżbietę wychowywała niania, a jej dworem kierowała lady Bryan, i to do nich księżniczka była najbardziej przywiązana. Kiedy wyrosła z ubrań, lady Bryan wysłała list do Cromwella. Henryk VIII wysłuchał doradcy, ale zabronił wypłacania pieniędzy na rzecz „bękarta” urodzonego z matki nierządnicy i spłodzonego przez zdrajcę Norrisa. Sytuacja poprawiła się rok później, kiedy trzecia żona urodziła królowi upragnionego syna, Edwarda. Czteroletniej Elżbiecie pozwolono nawet na udział w chrzcinach brata, choć nadal pozostawała nieślubnym dzieckiem i nadal tytułowano ją „lady”, a nie „księżniczką”. Dopiero sześć lat później, dzięki szóstej żonie, Katarzynie Parr, starzejący się Henryk VIII zbliżył się do swoich dzieci i przywrócił córki do sukcesji. Podobna do niego rudowłosa Elżbieta stała się jego wielką dumą i do końca życia córka, pomimo krzywdy wyrządzonej matce, będzie go wspominała z bałwochwalczą czcią.

Może więc to nie kompleksy, tylko podpatrzona u ojca dbałość o wizerunek wpłynęła na postępowanie Elżbiety? Jakkolwiek by nie było, kreacja na półboską Królową Dziewicę okazała się bardzo udana.

Elżbieta I w sukni z fortugałem. © Wikimedia Commons.

Nim nastała Elżbieta

W Anglii, podobnie jak i w całej Europie, ubiór średniowieczny zaczął zanikać na początku XVI wieku. Za panowania dwóch pierwszych Tudorów wciąż jeszcze noszono stroje o prostych krojach, chociaż pojawiły się już pewne nowinki zagraniczne (Anglia była pod względem mody dosyć zapóźniona). Za panowania Henryka VIII, kiedy zmiany nabrały szybszego tempa, obok nadmiernie bufiastych, odpinanych rękawów, pojawiły się nowe fasony i zaczęto wykorzystywać tkaniny wysokiej jakości. Wśród nich królował adamaszek, często misternie wyszywany w wyraźny motywy kwiatowy lub charakterystyczne dla angielskiej mody spiralne zawijasy. Na sukniach dworskich pojawiły się hafty złotą nicią, klejnoty oraz sztywne, wywinięte kołnierze, które w epoce elżbietańskiej przekształcą się w kryzy i rozłożyste kołnierze kryzowe. Damy nosiły usztywniane, maskujące biust staniki z szerokim, kwadratowym dekoltem. Najbardziej charakterystycznym elementem stroju dworskiego był wzorowany na modzie francuskiej czepek tudor. W przypadku panien było to nakrycie głowy składające się z okalającej twarz sztywnej opaski ze złotogłowiu i przymocowanego do niego opadającego na plecy welonu. Mężatki natomiast nosiły kapturek w kształcie trapezu lub trójkąta z szerszą, spłaszczoną górą. Czepki przybierały różnie formy i stanowiły wówczas jedno z najbardziej zróżnicowanych rodzajów nakryć głowy. Częstym typem był trzykrotnie załamany czepiec ze złotogłowia, który okalał twarz i całkowicie zakrywał włosy. Wszystkie nakrycia głowy typu tudor nadawały twarzy kształt smukłego trójkąta, zgodnie z pozostałą po gotyku modą.

Pod koniec panowania Henryka VIII, kiedy wpływy uzyskali purytanie ze stronnictwa reformatorskiego, stroje stały się skromniejsze. Kobiece czepki uległy zmniejszeniu, bufy zmalały, a kolory szat stały się ciemniejsze. Takie ubiory chętnie nosiła nastoletnia Elżbieta za panowania brata, Edwarda VI, który nazywał ją „słodką siostrą Temperance (powściągliwość)”. Niektórzy jednak wątpili w jej pobożność, podejrzewając ją o konformizm i chęć przypodobania się małoletniemu królowi. Podobnie zresztą Elżbieta postępowała później, za rządów Marii Tudor, do końca łudząc ją nadzieją, że nawróci się na katolicyzm, i nie zdradzając prawdziwych poglądów. Stylu jednak nie zmieniła.

W latach 40. stroje zaczęły czerpać z hiszpańskiej mody, która w Anglii wywierała wpływ aż do końca wieku. To wówczas pojawiły się sztywne kołnierze kryzowe, obcisłe staniki z wąskimi rękawami i przesadnie szerokie spódnice.

Królowa Elżbieta w jednej ze swoich kosztownych kreacji. © Wikimedia Commons.

Styl elżbietański

Kiedy 17 listopada 1558 roku Elżbieta wstąpiła na tron, w Anglii panowała moda hiszpańska. W ciągu swoich czterdziestopięcioletnich rządów królowa przystosowała obowiązujące trendy do swoich potrzeb i stworzyła własny styl, nazwany od jej imienia stylem elżbietańskim. Kojarzony głównie z architekturą i wyposażeniem wnętrz – gdzie rodzime elementy gotyckie łączyły się z zagranicznymi wpływami renesansowymi – przejawiał się również w ubiorach.

Styl hiszpański, który odmawiał kobiecie prawa do pokazania choćby skrawka ciała, był poważny i wyniosły. Z tych dwóch względów Elżbieta uznała, że doskonale posłuży jej wizerunkowi. Nie dość, że był modny, to jeszcze okazał się praktyczny – mógł podkreślić jej majestat, a kiedy zaczęła się starzeć, zamaskować pomarszczoną szyję. Dlatego musi tutaj upaść teoria, jakoby skrywała pod suknią coś tak wyjątkowego, jak np. blizny, defekty narządów rodnych, a nawet… inną płeć! Choć zasłonięta od stóp do głów, niekiedy z wyjątkiem dekoltu, nosiła się zgodnie z obowiązującymi trendami.

Oczywiście, nie obyło się bez pewnych zmian. I tak, modną czerń zaczęto obficie wyszywać złotymi nićmi i perłami (królowa nieustannie je gubiła ku rozpaczy służby, która musiała ich szukać), a urzekające misternymi haftami białe kryzy i sztywne kołnierze urosły do ogromnych rozmiarów. Stójka podtrzymująca kryzę, gorset spłaszczający, szeroka spódnica na fiszbinowym stelażu i wysoko upięta fryzura miały optycznie wysmuklić sylwetkę. Ideałem stał się kształt klepsydry, stąd na portretach z tego okresu widać poszerzone za pomocą bufiastych rękawów ramiona, mocno podkreśloną talię i rozszerzającą się ku dołowi obfitą spódnicę.

Początkowo kobieta mogła odsłonić tylko głowę i dłonie, dlatego głęboko wycięty dekolt przesłaniała biała, spodnia koszula. Z czasem, kiedy rozłożyste kołnierze otworzyły się na boki, szerokie dekolty zaczęły ukazywać skórę (na modłę francuską), a rękawy uległy skróceniu do nadgarstków. Jednocześnie modne stały się rękawiczki, które miały chronić nieskazitelną biel dłoni i były symbolem wysokiego statusu. Co ciekawe, dużym powodzeniem cieszyły się rękawiczki z nacięciami w poprzek palców, przez które po zgięciu prześwitywały oczka pierścionków. Równie modnym dodatkiem były składane wachlarze, z którymi Elżbieta pozowała do kilku portretów; na innych została ukazana z rękawiczkami.

W latach 1570–1580 wykończenia sukni stały się bardziej wyrafinowane, a barwy weselsze, co miało związek z dyktatem narzuconym na Elżbietę. Aby podkreślić swój status Królowej Dziewicy, zaczęła wówczas nosić białe stroje. Ponadto jasne kolory odmładzały. Dzięki zastosowaniu stalowej igły i zwiększonemu importowi jedwabiu, na tkaninach tych haftowano różnobarwnymi nićmi. Tak zwany haft elżbietański był gęsty i przebogaty. Przeważały stylizowane wzory roślinne, a nierzadko postacie zwierząt oplecione roślinną wicią. Dla uzyskania pożądanego efektu stosowano różne techniki, a jedwabne włókna mieszano z nicią metalową.

Kobiecy ubiór stał się majestatyczny i pełen przepychu. Elżbieta dodatkowo wzbogacała go dużą ilością biżuterii: modnych pereł, złotych naszyjników, broszek czy wysadzanych drogimi klejnotami pasków itd. Klejnoty zawsze podkreślały status właściciela, stąd tendencja do przesady. Im bardziej strój był wystawny, tym lepiej, ale żadna z dam nie miała prawa przyćmić królowej. Nie mogła też nosić identycznej sukni.

Plastyczna prezentacja hiszpańskiego verdugado na obrazie Pedra Garcíi de Benabarre’a. © Wikimedia Commons.

Co skrywały suknie?

Celom królowej najbardziej służył reprezentacyjny styl elżbietański, ale żadna nowinka świata mody nie mogła jej umknąć. Dlatego w garderobie monarchini nie brakowało bardziej frywolnych sukien francuskich, włoskich, a nawet polskich z charakterystycznymi pętlicami, które przyszły do Polski z Węgier.

Pod koniec XVI stulecia moda francuska wprowadziła – oprócz odsłoniętych dekoltów – przywiązywany w biodrach wałek (bumroll). Wcześniej w jego miejsce kobiety nosiły hiszpański verdugado, swego rodzaju usztywniony drutami stelaż. Zarówno jedno, jak i drugie rozwiązanie, tzw. fortugał, miało na celu poszerzenie bioder oraz nadanie nakładanej na niego spódnicy kształtu stożka bądź dzwonu. W 1585 roku pojawiła się petticoat, wielowarstwowa, często sztywna halka, która pełniła podobne funkcje. Ponadto pod bogato zdobioną suknią wierzchnią znajdowała się biała koszula (chemise), która często służyła jako strój nocny. Koszule były zdobione czarnym haftem, tzw. blackstitch, lub białymi koronkami typu reticelli, czyli szytymi, o motywach geometrycznych.

Pod tymi wymyślnymi i krępującymi ruchy konstrukcjami, kobiety mogły nosić bieliznę zakrywającą intymne części ciała. Mogły… ale nie chciały! Ówczesne ineksprymable (z francuskiego inexprimable – niewypowiedziany) były czymś w rodzaju sięgających do kolan lub połowy uda spodenek i niewątpliwie utrudniały wiele czynności intymnych. Dlatego damy sięgały po nie w ostateczności, na okoliczność dalekiej podróży lub w obawie przed zimnem. Dziewczęta, z monarchinią włącznie, ineksprymabli wolały unikać. Dowodzi tego chociażby wypadek z młodą Elżbietą I, która pewnego razu straciła przytomność po upadku z konia. Dworzanie, zamiast pospieszyć z pomocą, stali jak skamieniali, bo Najjaśniejsza Pani upadła tak fatalnie, że podwinięta suknia w całości odsłoniła jej płeć. Kiedy odzyskała zmysły, skwitowała całą sprawę śmiechem.

Tak więc ineksprymable nie zrobiły kariery w epoce elżbietańskiej. Gdyby jednak Elżbieta w nich zagustowała, wszystkie elegantki niechybnie zaopatrzyłyby się w tę część garderoby. Cokolwiek bowiem uczyniła, stawało się normą dla jej dworu. Trendy wyznaczała nawet u schyłku życia, kiedy musiała ukrywać zmarszczki pod warstwami pudru, a rzadkie włosy pod wymyślnymi perukami, których styl dwórki naśladowały.

Źródła

F. Boucher, Historia mody, Wydawnictwo Arkady, Warszawa 2003, s. 198–205.

A. Grzybowski, Elżbieta Wielka, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1984.

[online] http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/ 726359,Elzbieta-krolowadziewica-Anglii [dostęp: 20 września 2015].