Eleonora Akwitańska w Ziemi Świętej. Skandal w kręgach władzy

Eleonora Akwitańska – fragment fresku. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Spośród wybitnych kobiet średniowiecza najbardziej niezwykłą była z pewnością Eleonora Akwitańska (1122 lub 1124–1204) – królowa Francji i Anglii, księżna potężnej Akwitanii, kobieta, która przez całe swoje długie życie zdołała zachować niezależność w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Jej życie z pewnością nie było zwyczajne, bo też trudno ją uznać za kobietę przeciętną. Nadzwyczajny hart ducha i polityczne wyczucie oraz przenikliwość sprawiły, że osiągnęła znacznie więcej niż niejeden mężczyzna, choć sukces i niezależność charakteru okupiła cierpieniem długoletniego uwięzienia, gdy zbuntowała się przeciwko własnemu mężowi. Nie chcemy tu jednak przedstawiać życiorysu tej nadzwyczajnej władczyni, ale skupimy się na epizodzie z wczesnego okresu jej życia, kiedy to wraz z pierwszym mężem, Ludwikiem, królem Francji, wzięła udział w drugiej wyprawie krzyżowej. To właśnie podczas wspomnianej wyprawy Eleonora nawiązała ponoć skandaliczny romans ze swoim wujem, Rajmundem, księciem Antiochii, co ostatecznie przyczyniło się do rozpadu jej pierwszego małżeństwa.

Upadek Edessy

Gdy po Europie rozeszła się wieść, że Zanki, przywódca Seldżuków, zaatakował podstępnie chrześcijańskie miasto Edessę, mordując jej mieszkańców i grabiąc majątek, rozpoczęto przygotowania do wyprawy, którą okrzyknięto drugą krucjatą. W rzeczywistości zarządzający miastem Joscelin sam sprowadził nieszczęście na Edessę, gdyż nie płacił swym najemnikom w terminie, a poza tym zaniedbał kwestie obronne. Co więcej, świadkowie twierdzili, że oblegający miasto Zanki wielokrotnie dawał jego mieszkańcom szansę na poddanie się i ocalenie życia.

W pobliżu Edessy znajdowała się Antiochia, skąd mogła nadejść pomoc, jednak Rajmund, który nie przepadał za Joscelinem, odmówił wysłania swoich oddziałów. W rezultacie, gdy Królestwo Jerozolimskie wreszcie zdecydowało się pomóc dogorywającej Edessie, było już za późno.

Ślub Ludwika i Eleonory Akwitańskiej. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Przystojny awanturnik

Rajmund był stryjem Eleonory, starszym od niej ledwie o 10 lat. Do Antiochii zaprowadziła go jego brawura, spryt i urok osobisty. Jako najmłodszy syn w rodzinie szlacheckiej powinien był wybrać karierę duchownego, jednak uznawszy, że życie klasztorne mu nie odpowiada, postanowić zostać żołnierzem. Trzeba przyznać, że miał sporo szczęścia w karierze. Znalazł się na dworze Henryka I, który pasował go na rycerza – tym samym Rajmund zdobył rumaka, uprząż i miecz. By zyskać sławę i majątek, musiał wsławić się w boju i w nagrodę otrzymać jakieś posiadłości. Udał się więc do egzotycznego Lewantu, gdzie tacy jak on z łatwością mogli zyskać sławę i przeżyć niezapomniane przygody, broniąc terenów zdobytych przez chrześcijan w czasie I wyprawy krzyżowej. Usłyszawszy, że Beomund, książę Antiochii, zmarł, nie zostawiwszy dziedzica, Rajmund zrozumiał, że pojawia się przed nim szansa, której nie może zlekceważyć. Z punktu widzenia wasali Antiochii wydawał się kandydatem idealnym na nowego władcę – był samotnym szlachcicem i rycerzem i nie był zbyt blisko spokrewniony z żadnym z rodów królewskich, co pozwalało uniknąć ewentualnych komplikacji dynastycznych. Rajmund – wiedząc, że nie jest jedynym kandydatem marzącym o przejęciu władzy w Antiochii – postanowił pokonać rywali sprytem. Przybył do Antiochii w przebraniu i upewnił się, że jest na miejscu jako pierwszy. Następnie udał się na dwór wdowy po księciu Boemundzie i tam, zauroczywszy owdowiałą kobietę, zaczął stwarzać pozory, jakoby zamierzał ją poślubić. Tymczasem postanowił już, że znacznie lepszą kandydatką będzie nie wdowa, lecz jej córka Konstancja, która co prawda miała dopiero 10 lat, ale była kuzynką króla Jerozolimy i – co oczywiste – wydawała się znacznie bardziej uległa niż jej matka, która liczyła na swój udział w rządach.

Nie do końca wiadomo, jak udało się przekonać dostojników kościelnych Antiochii do tego rozwiązania, niemniej przystali oni na małżeństwo Rajmunda z Konstancją i wygnali rozwścieczoną i rozczarowaną wdowę z dworu. Być może potrzeba silnego władcy, zaprawionego w walce z Saracenami, okazała się silniejsza niż względy moralne.

Papież Eugeniusz III wydał bullę obiecującą wiernym, którzy wyruszą na pomoc Edessie, odpuszczenie grzechów. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Druga wyprawa krzyżowa

Tak więc Rajmund został księciem Antiochii i przez 10 lat dzielnie stawiał czoła muzułmańskim najeźdźcom. Dopiero gdy upadła Edessa, do czego sam w pewnym stopniu się przyczynił, odmawiając miastu pomocy, zrozumiał, że teraz w bezpośrednim niebezpieczeństwie znajduje się jego własna domena. Dlatego wśród głosów rozpaczliwie błagających o wsparcie rycerzy i władców w Europie donośnie brzmiał także jego głos, skierowany do rządzących w jego rodzinnym księstwie Akwitanii. Podobno książę Rajmund wysłał królewskiej parze do Francji kosztowe podarunki, chcąc zachęcić Ludwika i Eleonorę do wysłania akwitańskich i francuskich rycerzy do Antiochii. Można przypuszczać, że Eleonorę, bardziej niż błyskotki i piękne tkaniny, kusiła chęć odmiany życia – na pozbawionym polotu dworze Ludwika ogarniała ją nuda. Być może marzyła również o egzotycznych przygodach w krajach, o których opowiadano niezwykłe historie. Co do Ludwika, to zapewne kierował się on bardziej chęcią odpokutowania za winy, które dręczyły jego duszę. W 1143 roku, podczas wyprawy przeciwko swemu wasalowi Tybaldowi z Szampanii, dopuścił bowiem do rzezi niewinnych mieszkańców miasta Vitry. Podczas pożaru miasta, a przede wszystkim kościoła, gdzie schronili się bezbronni mieszkańcy, zginęło ponoć 1300 osób. Wyrzuty sumienia, dręczące Ludwika, podsycały jeszcze ostre słowa krytyki ze strony Bernarda z Clairvaux, duchownego cieszącego się największym autorytetem w ówczesnej Europie. Mimo że Ludwik dokonał publicznego aktu skruchy i pogodził się z Tybaldem, to najwyraźniej jego sumienie wciąż nie mogło zaznać spokoju. Wyprawa krzyżowa dawała więc Ludwikowi wymarzoną sposobność, by odpokutować za grzechy. Jego zapał podsycała bulla wydana przez papieża Eugeniusza III, obiecująca wszystkim wiernym, którzy ruszą na pomoc Edessie, odpuszczenie grzechów. Podniecenie towarzyszące przygotowaniom do wyprawy sięgnęło zenitu trzy miesiące później w Vézelay w Burgundii, skąd tłumy, jakich wcześniej tu nie widziano, oficjalnie wyruszyły na drugą wyprawę krzyżową. Krzyż wzięła sama Eleonora, która wezwała również swych wasali z Akwitanii, by wzięli udział w wyprawie. W 1147 roku podczas starannie przygotowanej uroczystości w Saint-Denis królowa otrzymała błogosławieństwo samego papieża, podczas gdy jej mąż dzierżył proporzec bojowy z czerwonego jedwabiu – oriflamme – który zdejmowano ze ściany opactwa tylko wtedy, gdy król osobiście prowadził do boju wojska francuskie.


Bernard z Calirvaux cieszył się wielkim autorytetem w ówczesnej Europie. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Romantyczna przygoda czy duchowa pielgrzymka?

Obecność królowej i jej trzystuosobowej świty podczas tak trudnej wyprawy mogła dziwić. Bo czyż nie narażała się ona na ogromne niebezpieczeństwa podczas samej podróży? Czyż jej liczna świta nie opóźniała marszu wojsk? Najwyraźniej ci, którzy odradzali podróż królowej, niewiele mieli do powiedzenia, skoro Eleonora już podjęła decyzję, a z pewnością nie mógł odwieść jej od tego zamiaru król i małżonek, który w większości spraw ulegał królowej. Ludwik, którego wychowywano do stanu duchownego, nie był ani wybitnym władcą, ani strategiem. Jego łatwowierność i nieznajomość realiów źle wróżyły tej wyprawie, lecz król uparcie dążył do celu, kierując się naiwnym przekonaniem, że z Bożą pomocą pokona Saracenów i zatknie swój sztandar w odzyskanej Edessie. Eleonora zaś widziała siebie i swe damy dworu w roli walecznych amazonek, które w trakcie długiej podróży będą podsycać zapał mężczyzn. W końcu znano takie kobiety w starożytności, a nie brakowało ich także podczas niedawnej pierwszej wyprawy krzyżowej. Piszący pół wieku później kronikarz Wilhelm z Newburgha sugerował co prawda, że to Ludwik chciał, by Eleonora mu towarzyszyła w wyprawie. W jego opinii król, który złożył śluby czystości na czas krucjaty, obawiał się temperamentu królowej i tego, co mogłaby uczynić pod jego nieobecność. Dlatego wolał mieć ją przy sobie. Podobnie jak wielu innych uczestników wyprawy, także dla dam dworu stanowiła ona szansę na jedyną w swoim rodzaju ucieczkę od rutyny i obowiązków domowych, zaś złożone również przez nie śluby czystości miały na pewien czas uwolnić je od trudów rodzenia kolejnych potomków. Niestety już wkrótce miały się przekonać, że elementem całej „przygody” są przede wszystkim trudy podróżowania po koszmarnych drogach pamiętających czasy Imperium Rzymskiego, brak wygód i możliwości zadbania o higienę, choroby i… nuda. Tymczasem by zapobiec tarciom i konfliktom podzielono ogromne rzesze krzyżowców na grupy językowe, dzięki czemu Eleonora mogła spędzać czas w towarzystwie młodych szlachciców, którzy w jej własnej mowie prawili jej komplementy i flirtowali z nią, tak jak to było zwyczajem w wyrafinowanej kulturalnie Akwitanii. To jednak nie podobało się Frankom nieprzywykłym do takiego „spoufalania się”, zwłaszcza że gdy pobożny Ludwik umartwiał się i modlił w swym namiocie, jego małżonka, ubrana – mimo papieskiego zakazu – w piękne suknie, słuchała koncertów trubadurów i doskonale się bawiła. Jeśli zachowanie królowej budziło tak wielką dezaprobatę, to nie komentowano tego jeszcze – przynajmniej na razie – w obecności monarchy.

Konrad III był uczestnikiem krucjaty. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Pasmo nieszczęść

Gdy wreszcie umęczona przedłużającą się podróżą kawalkada dotarła do Konstantynopola, zgotowano im tam iście królewskie przyjęcie i okazano niezwykłą gościnność, która miała swój ukryty cel – opóźnienie wymarszu Franków, tak by uniemożliwić im spotkanie z armią drugiego przywódcy krucjaty – króla niemieckiego Konrada. Cesarz Bizancjum Komnen obawiał się bowiem, że zjednoczone armie obu władców po pokonaniu tureckich Seldżuków zwrócą się przeciwko Konstantynopolowi. Mimo przyjemnego pobytu w pełnej przepychu i olśniewającej stolicy Bizancjum, umilanego ucztami, występami tancerek i innymi popisami, wreszcie udało się wojskom Ludwika wyruszyć w stronę Królestwa Jerozolimskiego. Konieczne było bowiem pokonanie górskich przełęczy przed nastaniem zimy. Podczas przeprawy do obozu Ludwika dotarły straszliwe wieści o rozbiciu armii króla Konrada przez wojska tureckich Seldżuków, a później dołączył doń sam władca Niemiec, ranny w boju i ze zdziesiątkowaną armią. Zatem wspólnie podjęto dalszą podróż przez wrogie terytorium i w niesprzyjających warunkach pogodowych. Zima bowiem dawała się krzyżowcom straszliwie we znaki, mróz i wiatr smagał ich bezlitośnie, przy czym damy dworu i królowa i tak były w lepszej sytuacji, gdyż mogły schronić się we wnętrzu wozów. Po spędzonym wspólnie Bożym Narodzeniu Konrad zdecydował się jednak powrócić do Konstantynopola, by wyleczyć rany, a Ludwik i Frankowie ruszyli dalej. Teraz oni mieli doświadczyć straszliwej katastrofy na górze Kadmos, kiedy to rozciągnięty na znacznej przestrzeni orszak królewski zaatakowali Turcy, powodując ogromne straty w ludziach i ekwipunku. Był to kryzysowy moment wyprawy, a jednak można odnieść wrażenie, że królowa nie straciła ducha, nawet gdy to jej wasala (a więc pośrednio i ją) oskarżono o popełnienie błędu, a następnie odesłano go w hańbie do Francji.

Bezpieczny port – Antiochia

Wreszcie po niezwykle wyczerpującej przeprawie wojskom Ludwika udało się dotrzeć do Antiochii. Tu jednak ukrywana wcześniej wrogość wobec Eleonory i jej „karygodnej” swobody obyczajów znalazła swe ujście, a królowa sama dała pretekst swym wrogom.

Antiochia, choć nie dorównywała przepychem Konstantynopolowi, była wcieleniem spokoju i wygody, upragnioną przystanią po trudach i koszmarach wędrówki. Wreszcie też ktoś z radością witał Francuzów, a przede wszystkim – ich królową.

Rajmund – jak pisał Wilhelm z Tyru – uchodził za „najprzystojniejszego z władców na Ziemi”, okazał się wielce czarujący i nadzwyczaj szczodry wobec swej bratanicy i jej dworu. Niemniej pamiętamy, że był on również sprytnym i pozbawionym skrupułów krętaczem. Wielka gościnność, jaką okazał Eleonorze, Ludwikowi i ich ludziom miała na celu przekonanie króla Franków do podjęcia wspólnej wyprawy przeciwko Aleppo. I właśnie do tego była mu potrzebna bratanica. Wrogowie Eleonory od razu zauważyli, że cieszy się ona jego wyjątkowymi względami, podobnie jak jej wasale, których – w przeciwieństwie do pozostałych uczestników wyprawy – zakwaterowano we wspaniałych willach i pałacach. Kolejnym podejrzanym czynnikiem była kwestia języka – Eleonora rozmawiała ze swymi ziomkami i Rajmundem w języku oksytańskim, którego pozostali nie rozumieli.

Uroczysty wjazd krzyżowców do Konstantynopola. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Punkt zwrotny

Do poważnego spięcia między Rajmundem a jego gośćmi doszło podczas słynnej narady w maju 1148 roku, kiedy książę jasno wyłożył swe plany dotyczące Aleppo i spotkał się z jawną odmową. Oto bowiem Ludwik oświadczył, że zamierza udać się do Jerozolimy, gdzie tymczasem dotarł już wyleczony z ran Konrad. I właśnie wtedy, ku zgrozie dworu Ludwika, Eleonora opowiedziała się po stronie nie swego pana i małżonka, lecz po stronie stryja.

Rajmund bowiem, dostrzegłszy już wcześniej, że Frankowie nie pałają do niego sympatią, postanowił wykorzystać wpływy królowej. Eleonora zaś z radością odnalazła w nim bratnią duszę – wielbiciela tej samej muzyki i poezji, doskonale rozumiejącego niuanse dworskiej gry i czarującego bon vivanta. Jakże różnił się on od uduchowionego, a więc nieporadnego życiowo, prostolinijnego i dziecinnego Ludwika, na którego właściwie już nie mogła patrzeć. Z chęcią przyjmowała podarunki wuja, bawiła się w jego towarzystwie i żartowała. To wszystko coraz bardziej nie podobało się doradcom Ludwika, zwłaszcza że nie rozumieli, o czym Eleonora rozmawia z Rajmundem. Na tej podstawie wysnuli więc wniosek, że ich relacja musi mieć charakter niemoralny. Być może dla kronikarzy było to najprostsze wytłumaczenie decyzji Eleonory o pozostaniu wraz ze swymi wasalami w Antiochii. Nie brali pod uwagę, że decyzja ta była całkiem logiczna, jeśli wziąć pod uwagę dotychczasowy układ sojuszy Księstwa Akwitanii. Stając przed wyborem, czy poprzeć swego ziomka i wpływowego możnowładcę, który mógł przyczynić się do utrzymania Tuluzy przez Akwitanię, czy też posłusznie udać się dalej za swym nielubianym mężem, upierającym się nieracjonalnie przy – w mniemaniu Eleonory – błędnej decyzji, niezależnie myśląca i rozsądna królowa po prostu nie mogła zadziałać inaczej. Zapewne właśnie tego racjonalnego i przenikliwego osądu ze strony młodej kobiety nie mogli przyjąć do wiadomości doradcy króla Ludwika. Prościej było dać upust swej niechęci wobec upartej i dumnej damy. Kobieta – nawet królowa – nie miała prawa myśleć samodzielnie, należała najpierw do ojca lub brata, a po ślubie – do męża, który mógł nią dowolnie rozporządzać, a co najwyżej, jeśli się nią znudził, odesłać ją do klasztoru. Dlatego Ludwik z doradcami uznali, że to Rajmund musiał namówić bratanicę do podjęcia tego śmiałego kroku, tylko w jakim celu? Może była już jego kochanką, a może chciał ją wydać za któregoś ze swych wasali? Może planował pozbyć się Konstancji i poślubić bratanicę? Bez względu na to, jakie domysły snuli doradcy Ludwika, rozstanie w ogóle nie wchodziło w grę. Jak Ludwik miał to wytłumaczyć władcom Jerozolimy? Argument wysuwany przez Eleonorę, że są zbyt blisko spokrewnieni jako kuzyni czwartego stopnia, w żadnym razie nie był przekonujący, gdyż Kościół powszechnie akceptował w owym czasie takie związki wśród władców.

Rajmund wita w Antiochii Ludwika VII
i Eleonorę Akwitańską. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Skandal

Cóż pozostawało robić? Propozycja rozstania ze strony Eleonory była nie do przyjęcia. Król wydał więc rozkaz zatrzymania pod strażą małżonki w jej apartamentach i zmusił do wyjazdu do Jerozolimy. Zrozpaczony Ludwik, rozumiejąc, że i tak będzie musiał rozwiązać ów palący problem, napisał list do Francji, do opata Sugera, prosząc o radę. Ten sprytnie zasugerował, by monarcha wstrzymał się z radykalnymi posunięciami do czasu powrotu do Francji. Ludwik musiał jednak wytłumaczyć swym rycerzom, a przede wszystkim wasalom Eleonory, dlaczego królewska małżonka trzymana jest pod strażą. I tak zrodziła się plotka, iż królowa zlekceważyła przysięgę posłuszeństwa i małżeńskie więzy. Cokolwiek to miało znaczyć, w wygodny sposób tłumaczyło wcześniejsze „niestosowne” zachowanie królowej wobec wuja, które teraz zostało przykładnie, choć – jak przystało na dobrotliwego króla Ludwika – litościwie ukarane. Ówcześni kronikarze stosowali w tej kwestii znany z dzisiejszych tabloidów zabieg używania półsłówek, podsycania sensacji, zaprzeczania, które w rzeczywistości sugeruje coś przeciwnego. Choć powszechnie szeptano o romansie Eleonory z wujem, w oficjalnych źródłach z epoki, relacjonujących dalsze wydarzenia wyprawy, praktycznie brak wzmianek o królewskiej małżonce. Kronikarze wspominają, że podczas wielkiej narady w Akce, dotyczącej przyszłości krucjaty, były obecne szlachetne panie, takie jak królowa Melisanda czy hrabina Flandrii, lecz nie wymieniają Eleonory. Można jedynie się domyślać, że królowa wciąż przebywała w odosobnieniu.

Przywódcy wyprawy zadecydowali o oblężeniu Damaszku, gdzie wprawdzie odnieśli sukces, ale wkrótce miasto stracili, a przy okazji zrazili do siebie ostatnich umiarkowanych muzułmanów, którzy mogli wspierać dążenia do zawarcia jakiegoś kompromisu w regionie. Mówiąc krótko, kampania zakończyła się wielkim fiaskiem i skłóceni władcy europejscy ruszyli w drogę powrotną do Europy.

Bolesny powrót do domu

Rzecz jasna u boku Ludwika wciąż podróżowała „zbuntowana” małżonka. Wiadomo, że towarzyszyła mu w pielgrzymce do wszystkich miejsc kultu w Ziemi Świętej i w obchodach Wielkanocy w 1149 roku, choć okazywała mu w tym okresie taki sam chłód jak w Antiochii i dawała do zrozumienia, że wcale nie zmieniła zdania na temat konieczności rozstania. Na oziębłe relacje między małżonkami wskazuje prosty fakt, iż podróżowali na osobnych statkach, wynajętych od Rogera, króla Sycylii. W drodze zaatakowała ich bizantyjska flota cesarza Komnena, który uważał Rogera za uzurpatora. Bizantyjska flotylla rozbiła konwój statków i odseparowała statek Eleonory od pozostałych. Grecy zajęli statek i uwięzili królową, lecz wkrótce odbili ją Sycylijczycy. W tym czasie okręt Ludwika zniknął już z horyzontu, a sztorm zepchnął okręt Eleonory na południe. Stąd zrodziły się pogłoski, że królowa znalazła się w Tunezji. Nic ich nie potwierdza, ale wiadomo, że w końcu wylądowała w Palermo na Sycylii i tam spędziła kolejne tygodnie, złożona ciężką chorobą. Nastroju nie poprawiły jej wieści, jakie dotarły z Antiochii: oto bowiem w bitwie o Aleppo stracił życie Rajmund, a jego głowę wysłano w prezencie kalifowi Bagdadu. Zrozpaczona, a do tego osłabiona chorobą i trudami podróży Eleonora z niechęcią ruszyła w dalszą podróż u boku męża do Rzymu, gdzie oczekiwał ich Ojciec Święty Eugeniusz III.

Papież Eugeniusz III próbował pogodzić zwaśnionych małżonków – niestety bezskutecznie Wikimedia Commons, domena publiczna.

Papież – mediator

Papież przyjął życzliwie oboje utrudzonych pielgrzymów. Ludwik zadeklarował gotowość zebrania funduszy na następną wyprawę, gdy tymczasem Eleonora poprosiła o unieważnienie małżeństwa, ponownie powołując się na zbyt bliskie pokrewieństwo. Zręcznie przy tym wykorzystała stanowisko Bernarda z Clairvaux, który był dla papieża autorytetem w kwestiach prawa kanonicznego. Papież odrzucił jej prośbę, co więcej, obłożył klątwą każdego, kto chciałby w przyszłości powołać się na ten właśnie argument. Rozwścieczona królowa, zapomniawszy o kurtuazji, wylała wszystkie swe żale dotyczące wrogości i niedogodności, jakich doświadczyła w związku z Ludwikiem. Papież w dobrej wierze postanowił jednak, że doprowadzi do pojednania małżonków, i uznał, że doskonałym sposobem będzie podarowanie im wspaniałych tkanin do okrycia małżeńskiego łoża. Ludwik był rozanielony papieskim błogosławieństwem, liczył bowiem, że w niezwykły sposób odmieni ono nastawienie Eleonory. Na próżno. Królowa może zaprzestała na jakiś czas otwartej walki, lecz nie pogodziła się z losem wiążącym ją z człowiekiem o tak odmiennym temperamencie. Niemniej zdawało się, że sytuacja rozwijała się po myśli papieża i Ludwika, oto bowiem Eleonora wkrótce urodziła drugie dziecko – kolejną córkę, Alicję.

Niebanalny finał

W oczach dworu królowa zdawała się być „poskromiona”, choć z niezadowoleniem szeptano, że nie potrafi urodzić następcy tronu. Tymczasem właśnie to, że wydała na świat dwie córki (wcześniej, jeszcze przed wyprawą, urodziła Marię), umożliwiło Eleonorze wyplątanie się z niechcianego związku. Dwa lata po urodzeniu Alicji kwestia zbyt bliskiego pokrewieństwa małżonków znowu stała się – z inicjatywy królowej – przedmiotem dyskusji, lecz tym razem sytuacja wyglądała inaczej i biskupi orzekli unieważnienie królewskiego małżeństwa. Paradoksalnie to właśnie córka uratowała Eleonorę. Gdyby bowiem urodziła syna, następcę tronu, jej pozycja umocniłaby się i małżeństwa nie udałoby się anulować. Ponieważ była matką dwóch córek, jej pozycja była słaba, a i Ludwik zaczynał dochodzić do wniosku, że potrzebuje żony, która da mu syna. W tych okolicznościach przystał na rozwód. Eleonora była wolna i mogła decydować o swoim losie. Wkrótce, dwukrotnie uniknąwszy groźby porwania, poślubiła młodego księcia Normandii, Henryka Plantageneta, który w niedalekiej przyszłości miał zostać władcą Anglii i twórcą potężnego imperium Andegawenów po obu stronach kanału La Manche. Wreszcie był to małżonek godny niezrównanej Eleonorze, księżnej Akwitanii.

Grobowiec Eleonory Akwitańskiej z wizerunkiem królowej trzymającej w dłoniach książkę. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Tymczasem, chcąc wyjść z twarzą z bądź co bądź nieprzyjemnej sytuacji, Ludwik zgodził się, by znów zszargano reputację królowej. We Francji zaczęły krążyć pogłoski o jej „niewierności” i reakcji króla, który zamiast ją przykładnie ukarać, po prostu ją oddalił. Duma monarchy została ocalona, bo któż przejmował się opinią Eleonory? Wszak już poznano jej krnąbrny i zepsuty charakter w Antiochii, gdzie ponoć romansowała z własnym wujem. Plotki zaczęły żyć własnym życiem i niebawem twierdzono, że z tego kazirodczego zakazanego związku urodziło się dziecko, które zostało zamordowane, i podobnie jak inne owoce wiarołomstwa Eleonory, spoczęło na cmentarzu w Belin.

Rodzi się zatem pytanie, dlaczego na tak zepsutą kobietę, która zapewne dopuściła się nie tylko wiarołomstwa, lecz także kazirodztwa, w ogóle zwrócił uwagę Henryk Plantagenet? Małżeństwo ze skandalistką nie przysłużyłoby się jego sprawie i kampanii na rzecz uzyskania tronu Anglii. A jednak wybrał tę starszą od siebie kobietę, która przez 15 lat zasiadała na tronie Francji. Co więcej, uczynił to, wiedząc, że ryzykuje wojnę z Ludwikiem. Czy mógł być do tego stopnia ślepy i naiwny? Z pewnością nie. Ognisty temperament Henryka dorównywał energii Eleonory. Co więcej, było to przemyślane małżeństwo polityczne, dzięki któremu Eleonora uczyniła Henryka jednym z najpotężniejszych ludzi w Europie.