Drakula. Od krzyżowca do wampira

Rodzinny dom Drakuli w Sighișoarze. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Jakby zapytać przeciętnego Europejczyka o najbardziej znanego mu „krwiopijcę”, bez wahania wskazałby bohatera słynnej powieści Brama Stokera. Czy jednak adaptacja historycznego Włada Palownika na mrocznego wampira z klasyki powieści grozy ma wiele wspólnego z rzeczywistością? I czy irlandzki powieściopisarz mógł wiedzieć, że jego tytułowy bohater mógł być w swojej epoce najlepszym kandydatem na krzyżowca?

Syn Diabła

W ujęciu popularnym postać Drakuli nierozerwalnie kojarzy się z Transylwanią, w polskiej tradycji zwanej powszechnie Siedmiogrodem. Tymczasem w rzeczywistości kraina ta o tyle może uchodzić za ojczyznę naszego bohatera, że właśnie tam (choć dość przypadkowo) przyszedł on na świat w listopadzie lub grudniu 1431 roku w należącym wówczas do Królestwa Węgier miasteczku Segesvár (dzisiaj: Sighișoara). Jego rodzice: wołoski książę Wład z panującego rodu Besarabów i jego bezimienna pierwsza małżonka schronili się na tym obszarze po wygnaniu z Wołoszczyzny w wyniku walk wewnętrznych między kandydatami do hospodarskiego tronu. W istniejącym po dziś dzień domu przy miejskim rynku, u powały na parterze, zachował się nawet fresk z wyobrażeniem obojga rodziców przyszłego Drakuli.

Skąd jednak wziął się przydomek, który miał go na zawsze unieśmiertelnić? Duża w tym zasługa jego ojca, który uzyskawszy po latach, w 1436 roku, godność hospodara Wołoszczyzny, został zaszczycony przez króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego członkostwem w założonym w 1408 roku przez monarchę Zakonie Smoka (Societas Draconistrarum). Jako członków swojego nowego elitarnego „klubu” król Zygmunt wybierał wpływowych magnatów węgierskich, znanych powszechnie „celebrytów”, takich jak niemiecki poeta i dyplomata Oswald von Wolkenstein. Największe znaczenie propagandowe miało jednak zaproszenie obcych władców, w tym króla polskiego Władysława Jagiełły i jego stryjecznego brata Witolda. Symbol nowego zakonu – zwinięty w krąg wokół własnego ogona smok miażdżony przez ognisty krzyż – nawiązywał niewątpliwie do idei walki z niewiernymi, był to bowiem czas krucjat bałkańskich przeciwko wyznających islam Turkom Osmańskim. Narażony na bezpośrednie sąsiedztwo muzułmanów na całej długości swojej południowej granicy władca Wołoszczyzny był dla Węgier cennym sojusznikiem. Odtąd hospodar Wład II był znany wśród swoich rumuńskojęzycznych poddanych jako „Draco”, (Smok), który to przydomek szybko został zmieniony na „Dracul” (Diabeł). Jego syn i imiennik był – w nawiązaniu do przydomka ojca – określany jako Drakula: syn Diabła.

Wład Palownik (Drakula) na portrecie z XVI wieku. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Łby ścinać, oczy wyłupiać, na pal wbijać!

Młody Wład już jako nastolatek musiał doświadczać na własnej skórze zmienności losów, który zwykle jest udziałem książąt z rodów podległych Turkom. Chociaż Wołoszczyzna formalnie była wasalem królów Węgier, musiała płacić okup osmańskim sułtanom i dostarczać na jego dwór zakładników. Sułtan pragnął mieć stale w swojej mocy synów, braci lub innych bliskich krewnych swoich wasali jako gwarantów ich lojalności. Zdarzało się, że zakładnicy lub jeńcy płacili własnym zdrowiem, a nawet życiem poczynania swoich rodziców, jak dowodzi tego los Stefana i Grzegorza Brankoviciów, synów despoty serbskiego Jerzego, których spotkała okrutna kara oślepienia. Nie pomogły nawet zabiegi sułtańskiej małżonki Mary, siostry obu skazanych braci.

Drakula, wzięty wraz z ojcem i młodszym bratem Radu do tureckiej niewoli, nawet po uwolnieniu Włada II pozostał zakładnikiem ojcowskiej wierności na dworze sułtańskim przez siedem lat (1442–1447). Podobno to właśnie w czasie swojego pobytu musiał napatrzeć się na okrutne metody karania opornych stosowane przez Turków. Na porządku dziennym były różne sposoby zadawania cierpień, okaleczania i trwałego eliminowania prawdziwych i domniemanych wrogów padyszacha. Młody Drakula musiał nie tylko uodpornić się na wywołujące dreszcz przerażenia widowisko, ale także dojść do wniosku co do skuteczności podobnych metod – choć przez Turków stosowanych z pewnym umiarem, jako metoda zastraszania, nie zaś masowa eksterminacja. Trudno nie zauważyć jednak, że Drakula z jednej strony nabrał głębokiej odrazy do Turków, z drugiej zaś nie miał w przyszłości żadnych oporów zastosowania podobnych nieludzkich środków represyjnych na masową skalę.

W cieniu warneńskiej krucjaty

Jako zakładnik turecki Dracula w 1444 roku szczęśliwie uniknął tragicznego losu: okaleczenia lub nawet śmierci, kiedy jego panujący na Wołoszczyźnie ojciec zaangażował się zbrojnie w antyosmańską krucjatę króla Polski i Węgier Władysława III, później nazwanego Warneńczykiem. Wład Diabeł miał jeszcze na tyle rozsądku, że widząc pod Nikopolis szczupłość sił krzyżowców, wymówił się z osobistego udziału w wyprawie, pozostawiając czterotysięczny oddział jazdy wołoskiej pod dowództwem swojego starszego syna Mirczy. Jak widać, obawiał się konsekwencji dla siebie i własnej rodziny w razie przegranej, czego zresztą i tak nie uniknął. W bitwie pod Warną, stoczonej 10 listopada 1444 roku, Wołosi całkiem nieźle pokazali swą siłę. Pomimo rozbicia prawego skrzydła wojsk chrześcijańskich, na którym walczyli, zachowali możliwości manewrów, a w pewnym momencie zaatakowali nawet główny obóz sił osmańskich. Podobno wówczas sułtan Murad II wysłał do Mirczy list, w którym zagroził mu śmiercią jego braci, jeśli Wołosi nie wycofają się z bitwy. Czy tak było w rzeczywistości, nie wiadomo, ale faktem pozostaje, że Mircza i jego wojownicy wycofali się po przegranej batalii przez Dobrudżę do swego kraju. Tam też znalazły schronienie niedobitki krzyżowców. Hospodar Wład, który swoich dwóch młodszych synów i tak uważał już za martwych, jeszcze raz w następnym roku podjął współpracę w strefie dolnego Dunaju z Węgrami pod wodzą wojewody siedmiogrodzkiego Jana Hunyadyego i z eskadrą Burgunczyków dowodzoną przez Waleranda de Wavrin, choć działania te nie przyniosły żadnych wymiernych skutków. Tymczasem Drakula czekał cierpliwie w osmańskim więzieniu na swoją godzinę.

Portret Drakuli jako Piłata. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Hospodar Drakula

Lawirowanie władcy Wołochów między Węgrami a Turkami miało w sobie coś z chodzenia po linie na wysokości: w którąkolwiek stronę by się nie obrócić, i tak możesz spaść i skręcić sobie kark. Dla hospodara Włada Diabła akrobacje te skończyły się definitywnie w 1447 roku, kiedy zdradzony przez bojarów, po przegranej walce z Węgrami został na rozkaz Hunyadyego zamordowany wraz z synem Mirczą. Sułtan na następcę Włada Diabła upatrzył właśnie jego syna Drakulę, którego na krótko wprowadził na tron w 1448 roku jako Włada III. Jednak i tym razem się przeliczył. Uwolniwszy się w następnym roku od ciążącej mu opieki osmańskich protektorów, po długoletnim wygnaniu w Mołdawii i na Węgrzech Wład III objął w 1456 roku wołoski tron. Mógł wreszcie pofolgować swemu srogiemu temperamentowi, dzięki czemu zyskał przydomek „Palownik”.

Kara śmierci przez wbicie na pal należała do najokrutniejszych tortur, jakie kiedykolwiek wymyśliła ludzkość. Stosowano ją już w starożytności wobec najcięższych przestępców lub wrogów. Zachowały się nawet ikonograficzne przedstawienia palowania ludzi przez Asyryjczyków, Hindusów czy Persów. Do Europy kara ta trafiła za pośrednictwem Turków, by rozprzestrzenić się następnie po tych krajach i ziemiach, które z niebezpieczeństwem osmańskim miały najwięcej do czynienia.

Plastyczny opis egzekucji przez nawleczenie na pal przedstawił trzy stulecia później Jędrzej Kitowicz, ukazując kaźń hajdamaków za panowania Augusta III, a techniczne szczegóły podobnej operacji nie różniły się zapewne od tych wykonywanych w XV wieku:

…która egzekucja takim szła sposobem: obnażonego hajdamakę położyli na ziemi na brzuch; mistrz albo który chłop sprawny do egzekucji użyty naciął mu toporkiem kupra, zacierany pal ostro z jednego końca wetchnął w tę jamę, którą gnój wychodzi z człowieka, założył do nóg parę wołów w jarzmie i tak z wolna wciągał hajdamakę na pal rychtując go, aby szedł prosto. Zasadziwszy hajdamaka na pal, a czasem i dwóch na jeden, kiedy było wiele osób do egzekucji, a mało palów, podnosili pal do góry i wkopywali w ziemię. Jeżeli pal wyszedł prosto głową lub karkiem, hajdamak prędko skonał; lecz jeżeli wyszedł ramieniem albo bokiem, żył na palu do dnia trzeciego[1].

Warto jeszcze dodać, że kara pala mogła być też dodatkowo „uatrakcyjniona”, między innymi poprzez przypiekanie ogniem. Czytelnicy Sienkiewiczowskiej Trylogii pamiętają zapewne sugestywną scenę nawlekania na pal Azji Tuchajbejowicza, w której ręce skazańca oplecione słomą ze smołą podpalono, a jedyne pozostałe mu oko wyświdrowano, choć należy przyznać, że polski pisarz i tak najbardziej drastyczne szczegóły pominął.

Dla Włada Drakuli brutalność i strach stały się metodą na sprawowanie rządów. Wiedział dobrze, jak zgubną dla kraju rolę odgrywają bojarzy, których zdrady, konszachty i wzajemna rywalizacja nieraz skracały panowanie, a nawet życie niejednemu hospodarowi, aktywnie przyczyniając się do wydawania kraju na łup Turkom, Tatarom czy Węgrom. Jego represje dotykały zatem możnowładczą opozycję wewnętrzną, choć potrafił srożyć się też wobec mieszczan (głównie Sasów i Węgrów), zarówno z własnego kraju, jak i sąsiedniego Siedmiogrodu, którym wyraźnie nie ufał i oskarżał o zdradę i sprzyjanie jego wrogom. Jednak i prości ludzie, i chłopi nie mogli czuć się pod jego rządami bezpiecznie. Drakula karał srogo nie tylko najmniejsze objawy nieposłuszeństwa czy oporu, ale także przypadki lenistwa, niedbalstwa czy uchybienia obowiązkom.

Jednak największym jego pragnieniem było odpłacenie się Turkom, z którymi miał własne porachunki jeszcze z czasów młodości; chciał odreagować w ten sposób za lata strachu, cierpień moralnych i poniżeń zaznanych w osmańskiej niewoli. Miała to być jego osobista vendetta, jego własna „krucjata”.

Przez pierwsze trzy lata lojalnie płacił Turkom haracz, ale nagle w 1459 roku tego obowiązku zaniechał, otwarcie rzucając wyzwanie sułtanowi Mehmedowi II. Co więcej, snuł własne antyosmańskie projekty krucjaty i w tym celu podjął nawet próbę dojścia do porozumienia z królem węgierskim Maciejem Korwinem, synem Jana Hunyadyego, zabójcy jego ojca i brata. Sojusz miał wzmocnić związek małżeński między Władem a krewniaczką Macieja. Jednak Osmanowie te plany odkryli i z miejsca zapałali chęcią pozbycia się kłopotliwego trybutariusza. W tym celu zorganizowali nawet próbę zwabienia hospodara Włada w pułapkę i porwania, wykorzystując do tego celu oficjalne poselstwo na czele z Grekiem Tomaszem Katabolenosem. Zażądali dostarczenia zaległego trybutu i 500 wołoskich młodzieńców do korpusu janczarów, w zamian zapewniając o sułtańskiej łasce i zapraszając hospodara na osmański dwór. Zwłaszcza to ostatnie obudziło u Włada czujność, i nie tylko sam nie dał się ściągnąć do Adrianopola, ale osobiście porwał nieszczęsnego Greka, a także zarządcę Nikopolis, nadzorcę sokolników Hamzę Ceakirdżibasiego, wciągniętych uprzednio do spisku. Obaj zostali wbici na pale, dla większego efektu z odrąbanymi rękami i nogami. To jednak oznaczało otwarte wypowiedzenie Mehmedowi wojny!

Nocna bitwa pod Târgoviște. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Nocna bitwa i „palowy las”

Drakula nie czekał bezczynnie na reakcję sułtana i na początku 1462 roku dokonał niszczącego najazdu na bułgarskie pogranicze. Hospodar chełpił się później w sprawozdaniu dla króla Węgier Macieja Korwina poczynionymi zniszczeniami i liczbą wymordowanych wrogów niezależnie od płci i wieku:

…w okolicy miast Oblucita i Enisala zabitych zostało 1250 człeka; w Silistrze, Kartalu i Didopotromie zabito 6840 człeka, w Harsowej – 343, w Wardyniu – 840, a w Turtukai zabito 630 człeka; mury obronne miasto otaczające szturmem wzięto, a ostała się z nich jeno samotna wieża; w Marotinie zabito 210 człeka, zasię w Giurgiu po obu stronach padło 6414 osób, a forteca na drugim brzegu Dunaju zdobyta została i zajęta. Pan na tym zamku – subaszi zabity został; tam też pojmano Hamzę-beja i głowę mu ścięto. Schwytano także subasziego Nikopolis – syna Firuz-beja i o głowę go skrócono, a wraz z nim zginęli najpotężniejsi spośród Turków zamieszkujących Nikopolis. Potem w Turnu, Batyniu i Nowogrodzie zabito 384, a w Sistowie i dwóch przyległych miasteczkach 410 człeka. Most w Nikopolis został doszczętnie spalony i zniszczony; takoż w Samowicie. Zasię w Gigen zabito 1318, a w miasteczku Rahowa 1460 człeka…[2]

W sumie wymordowanych miało zostać 23 883 mieszkańców pogranicza, i to zarówno Turków, jak i chrześcijańskich Bułgarów. Nic zatem dziwnego, że najazd ten doprowadził jeszcze w tym samym 1462 roku do odwetowej wyprawy sułtana na Wołoszczyznę. Niespodziewanie jednak hospodar znalazł się w osamotnieniu; węgierska pomoc bowiem zawiodła. Mehmed II, idący dotychczas od zwycięstwa do zwycięstwa, zdobywca Konstantynopola, Serbii, Morei i Trepizuntu, budził od lat w całej Europie uzasadniony strach. Jednak Wład Drakula nie przejął się grozą wywoływaną jego imieniem ani famą potęgi i waleczności jego zastępów. Sam potrafił równie dobrze wywoływać przerażenie i siać terror.

Armia pod osobistą komendą sułtana, licząca podobno 80 tysięcy ludzi, wyruszyła w kwietniu 1462 roku na Wołoszczyznę. Drakula, który zabezpieczywszy ludność kraju w lasach i górach powołał pod broń wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni, mógł przeciwstawić mu około 30 tysięcy wojowników. Było to jednak za mało, aby liczyć na sukces, tym bardziej że hospodar musiał część sił oddelegować przeciwko szykującej się w tym czasie do ataku na niego Mołdawii. Mehmed II, po przekroczeniu w czerwcu Dunaju, posuwał się z armią w kierunku stolicy Drakuli w Tirgoviste, szarpany cały ten czas przez lotne oddziały hospodara.

Do większego starcia doszło nocą z 17 na 18 czerwca pod Tirgoviste. Drakula na czele 7–10 tysięcy ludzi wpadł w świetle pochodni do obozu tureckiego z zamiarem zabicia lub wzięcia do niewoli samego sułtana. Atak, choć wywołał spore zamieszanie i przyniósł wojskom osmańskim straty, nie doprowadził do rozbicia wojsk muzułmańskich, a sam Mehmed II szczęśliwie ocalał. Wołosi z nastaniem świtu musieli się wycofać. Pościg konnych oddziałów akyndżych co prawda dopadł uchodzących wojowników Drakuli, jednak większość z nich bezpiecznie uszła. Tysiąc wołoskich jeńców (według tureckich kronik 7 tysięcy) zostało od razu z rozkazu sułtana ściętych. Mimo tego „nocna bitwa” i tak napełniła serca Turków obawą, która zamieniła się wręcz w trwogę, gdy oczom tureckich oddziałów ukazał się – w miarę zbliżania się do Tirgoviste – potworny widok. Grecki kronikarz Chalkokondyles pisał:

Cesarz [turecki], przechodząc wedle miasta i nie widząc na murach nikogo poza kanonierami, którzy do armii jego strzelali, nie rozbił obozu ani oblężenia nie wszczął. Idąc dalej, gdy przeszedł jakieś 27 stadiów, ujrzał swoich ludzi na pal wbitych. Armia cesarza zobaczyła tedy tłum wbitych na pale, które ciągnęły się pasem o długości 17 stadiów i szerokości ponad siedmiu stadiów. A były to wielkie pale, na których tkwili mężowie, niewiasty i pacholęta w liczbie, jak powiadano, około 20 tysięcy. Cóż za widowisko dla Turków i samego cesarza! Zaś cesarz, porażony zdumieniem, rzekł jeno, iż nie mógł odebrać kraju mężowi, który do takich rzeczy był zdolny i w tak nadzwyczajny sposób władzy swojej i swoich poddanych używać potrafił[3].

Armia sułtana skierowała się zatem na wschód, by połączyć się z atakujących czarnomorską Kilię Mołdawianami pod wodzą ich hospodara Stefana Wielkiego. Oblężenie tego miasta nie przyniosło rezultatu, a choć w potyczkach Wołosi ponosili wielkie straty, to i wojsko tureckie topniało. W końcu lipca sułtan zarządził odwrót. Kampania była przegrana. Poniżona i przygnębiona armia sułtańska wracała do domu.

Odparcie najazdu z 1462 roku, jak żaden inny wyczyn Włada Drakuli, przyczyniło się do ugruntowania jego legendy, będąc swego rodzaju uwieńczeniem jego kariery władcy i okrutnika. Jeszcze bowiem w tym samym roku stracił on władzę w swoim kraju na rzecz brata Radu III Pięknego (również zwanego Drakulą). Intrygi Węgrów i Turków, niechęć bojarów i prawosławnego duchowieństwa, ale przede wszystkim okrucieństwo krwawego tyrana i wyczerpanie kraju wojną z Turkami zrobiło swoje – Wołosi mieli już dość rządów Palownika. Jego późniejsze dzieje: kilkunastoletnie wygnanie, chwilowy powrót w 1476 roku do władzy i śmierć w potyczce pod Bukaresztem w walce ze swoim starym wrogiem Besarabem III Starym były już podzwonnym jego dokonań. Jego zakonserwowaną w miodzie głowę Besarab wysłał w podarunku sułtanowi Mehmedowi, czym zapewne niezmiernie go ucieszył. Jednak z tą chwilą Drakula narodził się niejako na nowo.

Uczta Drakuli wśród skazańców. Drzeworyt z Geschichte Dracole Waide. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Legenda wampira

Jeszcze za życia Włada III, w 1463 roku ukazał się w Wiedniu niemiecki anonimowy pamflet zatytułowany Geschichte Dracole Waide (Historia wojewody Drakuli), szczegółowo rozpisujący się na temat rzeczywistych i wydumanych dokonań hospodara Włada, mających za zadanie szokować czytelnika, koncentrując się na jego okrucieństwach i sadyzmie. Pamflet, krążący przez dziesięciolecia w licznych, nieraz różniących się w szczegółach odpisach, w 1488 roku znalazł się w „masowym” obiegu, wydrukowany wraz z sugestywnym drzeworytem ukazującym ucztującego wśród konających na palach skazańców. Legenda krwawego tyrana (choć jeszcze nie wampira) znalazła wyraz nawet w przekazie moskiewskiego ambasadora Fiodora Kuricyna Skazanije o Drakule wojewodie (Opowieść o wojewodzie Drakuli), który z historią Włada zapoznał się podczas swego posłowania na Węgry w latach 1482–1483. Mroczna sława hospodara, żywa jeszcze w połowie XVI wieku, w następnych dziesięcioleciach i stuleciach nieco podupadła, do czego przyczyniło się też zejście ze sceny dziejowej jego ostatnich potomków w połowie XVII wieku, używających wciąż nazwiska „Drakulya”. Dopiero w XIX wieku odkryto Drakulę na nowo – najpierw za sprawą rumuńskiego historyka Iona Bogdana, a później irlandzkiego powieściopisarza Brama Stokera, który ostatecznie przypisał historycznemu Władowi Palownikowi cechy ponurego wampira.

Czy przekaz ten ma wiele wspólnego z lokalną tradycją? Raczej nie. Mit Drakuli przetrwał bowiem w niektórych ludowych opowiadaniach rumuńskich, opisujących go nie jako potwora, ale jako sprawiedliwego, choć surowego władcę. Najlepszym tego przykładem jest ta oto historia:

W pewnej wiosce Drakula rozkazał umieścić u źródła szczerozłoty czerpak na wodę, aby wszyscy spragnieni mogli z niego korzystać. Nikt nie ośmielał się go ruszyć ze strachu przed gniewem hospodara. Jednak pewnego dnia przechodzący obok starzec zauważył, że złoty czerpak zniknął, skradziony przez nieznanego złoczyńcę. Starzec dzięki temu już wiedział, że Drakula nie żyje, inaczej złodziej już sterczałby obok na palu, na przestrogę innym zbrodniarzom…   

Bibliografia

Babinger, Z dziejów Imperium Osmanów. Sułtan Mehmed Zdobywca i jego czasy, przeł. T. Zabłudowski, Warszawa 1977.

Bieńkowska, Opowieści z Wołoszy, Mołdawii i Siedmiogrodu, Warszawa 1987.

Cazacu, Drakula, tłum. B. Biały, Warszawa 2007.

Demel, Historia Rumunii, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk – Łódź 1986.

Kitowicz, Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III, https://pl.wikisource.org/wiki/Opis_obyczaj%C3%B3w_i_zwyczaj%C3%B3w_za_panowania_Augusta_III

Węgłowski, Krzyżowiec Drakula, „Focus Historia Extra”, nr 4/2016.

[1] J. Kitowicz, Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III, rozdz.6: O wojnie z hajdamakami https://pl.wikisource.org/wiki/O_wojnie_z_hajdamakami

[2] M. Cazacu, Drakula, tłum. B. Biały, Warszawa 2007, s. 150.

[3] Tamże, s. 157-158.