Demony, wampiry i wilkołaki, czyli czego bali się Anglicy

Diabła przedstawiano jako hybrydę różnych zwierząt. Święty Wolfgang i diabeł (XV w.). Wikimedia Commons, domena publiczna.

W dawnej Anglii powszechna była wiara zarówno w Opatrzność i opiekę aniołów, jak i w działanie wszechobecnych demonów. Jedne przypominały byty znane w całej Europie, inne nieco się od nich różniły…

Diabeł

W chrześcijaństwie diabeł utożsamiany był z biblijnym szatanem, wężem, który skusił Ewę w Raju, na co nałożyła się pogańska wiara w istnienie demonów, magicznych sił, złe spojrzenie, zamianę w zwierzę itp. W efekcie diabła zaczęto sobie wyobrażać jako hybrydę różnych zwierząt, z koźlimi rogami, ptasimi szponami, krowim kopytem lub ogonem. Ponadto mógł on przybierać postać ludzką lub zwierzęcą i wcielać się w skórę psa, kota bądź kozła.

Diabeł czyhał na człowieka w każdym momencie życia – we wszelkich miejscach granicznych czy na rozstajach dróg, ale najbardziej niebezpieczny był w chwili zgonu człowieka, kiedy walczył z aniołami o duszę konającego. Przed piekłem nieśmiertelną duszę mogły uratować tylko ostatnie sakramenty i dlatego angielscy katolicy bardzo obawiali się gwałtownej śmierci, która uniemożliwiała pojednanie z Bogiem. Spowiedź, komunia i ostatnie namaszczenie miały zapobiec przemianie umierającego w upiora lub wampira, którymi za sprawą diabła mogli stać się po śmierci zatwardziali grzesznicy.

W średniowiecznej tradycji chrześcijańskiej utrzymywał się również pogląd, że diabeł ma zdolności wywoływania chaosu w atmosferze, bo jak pisał św. Tomasz z Akwinu, Bóg wyznaczył diabłom dwie siedziby – piekło jako miejsce kary za bunt przeciwko niemu, i powietrze, gdzie miały poddawać ludzi próbie. Wielcy teologowie utrzymywali, że diabeł z racji swej natury jest zdolny wywoływać gradobicia i burze, wichury i ognie w powietrzu, i na tej podstawie popierali oskarżanie czarownic. Na starą demonologię w IX wieku nałożyła się bowiem wiara w wiedźmy i czarowników, które do spółki z diabłem wywołują zamieszanie w świecie. Ponadto diabeł zsyłał na pola uprawne szkodliwe zwierzęta, ptaki i robactwo, a można go było pokonać poprzez egzorcyzmy lub… ośmieszenie, jak to często działo się w legendach ludowych, a także w słynnych Opowieściach kanterberyjskich Chaucera, w których sprytny chłop na różne sposoby wyprowadza sługę piekieł w pole.

Wiara w diabła nie uległa osłabieniu za czasów protestanckich. Chociaż była to religia oparta na kulcie Boga, wpływ szatana na ludzkie sprawy pozostał równie mocny co wpływ Stwórcy – Bóg był siłą dobra, a diabeł – siłą zła. Powszechna była również wiara w to, że może on przybrać każdą postać, aby nakłonić swoje ofiary do złych uczynków. Jego wcieleniem miały być także duchy, do czego odnosił się między innymi Szekspir w Hamlecie.

Wiara w pakty z diabłem sprawiała, że wiele osób żywiło przekonanie, iż może on zawładnąć ciałem niewinnej ofiary. Powszechnie uważano, że diabeł może zagnieździć się w ciele człowieka, wchodząc przez usta, kiedy ów kicha. Na szczęście można było temu zapobiec, jeśli inna osoba powiedziała: „Na zdrowie!” (jest to przesąd, który przetrwał od czasów elżbietańskich do dnia dzisiejszego).

Wierzono także, że niektórzy ludzie mogą świadomie przywołać diabła za pomocą magicznych rytuałów i zawrzeć z nim pakt, dzięki któremu – w zamian za nieśmiertelną duszę – szatan lub pomniejszy demon z diabelskiej hierarchii będzie im służył, przysparzając władzy i bogactwa. Motyw ten jest na przykład tematem sztuki Doktor Faustus Marlowe’a oraz wielu podań ludowych.

Teorię o pakcie zawieranym z diabłem rozwinęli teologowie, tacy jak Augustyn i Tomasz z Akwinu. O przypieczętowaniu paktu z diabłem miał natomiast świadczyć „szatański znak”, niezatarty ślad na ciele, którego zazwyczaj szukano u domniemanych czarownic. Mogło to być znamię, pieprzyk, przebarwienie czy dodatkowa brodawka sutkowa, służąca do karmienia chowańców. Niektórzy wierzyli, że miała ją (lub dodatkową pierś) Anna Boleyn, której prosty lud zarzucał uprawianie czarów.

Chowańce

O wyjątkowości angielskiego czarownictwa świadczy głównie motyw pomocnika czarownicy, tzw. chowańca, zwanego również familiariuszem. Mógł być nim każdy pomniejszy demon (diablik) pozostający w zażyłych, familiarnych stosunkach z jakąś osobą, zgodnie z jej wolą lub na przekór niej.

Motyw chowańca, leniwego wiejskiego diabła „chowanego” przez czarownicę, pojawia się również w polskim folklorze, ale jest to przypadkowa zbieżność nazwy i nie można go utożsamiać z chowańcami znanymi z angielskich wierzeń. Zbliżoną rolę do tych ostatnich pełniły demony pomagające domniemanym wiedźmom w protestanckich Prusach Książęcych, ale w żadnym kraju wątek chowańców nie był tak ważny jak w Anglii.

Według Anglików chowaniec był stałym towarzyszem i sługą czarownic, dla niepoznaki przybierającym postać zwierzęcia, najczęściej kota lub psa. Co ciekawe, istnieniu wiary w familiariuszy sprzyjało wyjątkowo silne przywiązanie mieszkańców Wysp Brytyjskich do trzymanych w domu zwierząt, które pojawiło się u schyłku średniowiecza i przetrwało do dziś.

XIII-wieczna miniatura z angielskiego lub francuskiego manuskryptu. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Te demoniczne istoty, odpowiedzialne za czarną robotę, były sprawcami maleficium, czyli zła wyrządzanego przez człowieka za pomocą sił nadprzyrodzonych. Dzięki chowańcowi angielska czarownica nie musiała rzucać zaklęć. Wystarczyło, że kazała mu sprowadzić chorobę na sąsiada czy zabić członków jego rodziny, przeważnie niemowlęta, lub zwierzęta domowe.

A jak wchodziła w posiadanie demonicznego służącego? Było na to kilka sposobów: po pierwsze, można go było kupić lub otrzymać od innej wiedźmy albo po niej odziedziczyć; po drugie, można się było zwrócić z prośbą o niego do samego diabła w trakcie magicznego rytuału; zdarzało się również, że chowańce przychodziły same, aby zaoferować swoje usługi.

Bez względu na sposób pojawienia się, familiariusz musiał być we wszystkim posłuszny swojej pani, która w zamian winna była o niego należycie zadbać: przyjąć do domu, wymościć mu posłanie i karmić. Na co dzień żywił się mlekiem, chlebem i mięsem, lecz od czasu do czasu dostawał na żądanie porcję jej krwi, którą wysysał z dodatkowego sutka, zwanego „szatańskim znakiem”, „znamieniem czarownicy” lub „wiedźmim sutkiem”.

Tę odmienną formę wampiryzmu można było spotkać tylko w Anglii, a wierzenia na jej temat ujawniły się w okresie pierwszych procesów o czary w XVI wieku, choć musiały rozwijać się znacznie wcześniej. Warto nadmienić, że ten działający na wyobraźnię motyw wysysania krwi przez demona był angielskim odpowiednikiem znanego na kontynencie paktu z diabłem, podpisywanego krwią.

Wampiry

Tradycyjnie wampiry kojarzy się z Europą Wschodnią, niemniej wiara w nieumarłych była obecna także w Anglii od XII wieku. Według niej źli ludzie, wskrzeszeni przez diabła, mieli powstawać z grobów, aby nękać żywych.

O nikczemnikach, zmarłych i pogrzebanych, którzy powracali, aby błądzić pośród śmiertelników, pisał w swoim Gesta Regum Anglorum angielski historyk William z Malmesbury (ok. 1090–1143) i bibliotekarz tamtejszego opactwa. Tematyce tej wiele uwagi poświęcił także Walter Map w swoim De Nugis Curialium. Kronikarz ten, żyjący prawdopodobnie w latach 1140 –1209 i pełniący w Kościele różne funkcje, w tym urząd archidiakona Oksfordu, w wielu rozdziałach wspominał o duchach średniowiecznych, w tym krwiopijcach i wampirach-demonach, obwinianych o szerzenie śmierci i epidemii. Opisał on między innymi historię kobiety-demona mordującej niemowlęta i walijskiego złoczyńcy przemienionego w wampira, który co noc przyzywał jednego ze swoich krewnych i kolejno sprowadzał na nich śmierć.

Bardziej szczegółową opowieść o wampirach można znaleźć w Historia Rerum Anglicarum kanonika Williama z Newburgha (1136–1208), piszącego o zmarłych, którzy nie tylko opuszczali swoje groby, by wysysać ludzką i zwierzęcą krew, ale także rozsiewali zarazy. To z jego dzieła pochodzi mroczna historia związana z zamczyskiem w Alnwick, którego niecny właściciel przeobraził się po śmierci w wampira. Przemianie nie zapobiegł nawet katolicki pochówek, na który ów żadną miarą nie zasłużył, i dzięki potędze diabła nocami opuszczał grobowiec, błąkając się wśród pozamykanych na trzy spusty domów i skamlących psów. Chociaż ludzie unikali spotkania z nim, rozsiewany przez niego fetor wywołał zarazę, która doprowadziła w mieście do licznych zgonów. Wreszcie dwaj młodzieńcy, zrozpaczeni po śmierci ojca, postanowili położyć temu kres i udali się do grobu wampira. Nie musieli głęboko kopać, bo napuchłe ciało ze wzdętym brzuchem i rumianą twarzą leżało pod niewielką warstwą ziemi. Kiedy wbili w nie rydel, z rany chlusnęła ciepła krew, którą krwiopijca wyssał z uśmierconych ludzi. Następne wywlekli je za miasto i rzucili na zapalony stos, a ogień pochłonął potwora i oczyścił skażone powietrze.

Kapłan udziela ostatnich sakramentów wilczycy. Ilustracja z Topographia Hibernica pióra Giraldusa z Cambridge. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Wilkołaki

Istniejący w wielu wariantach motyw wilkołaka jest powszechnym zjawiskiem w europejskim folklorze, w którym rozwinął się w epoce średniowiecza i zyskał na popularności, poczynając od XIV wieku. Według wierzeń, wilkołakiem można było zostać na skutek klątwy lub przez ugryzienie innego wilkołaka.

Angielskie kroniki są raczej ubogie w historie o wilkołakach, co pewnie wynika stąd, że wilki zostały w Anglii wytrzebione przez królów anglosaskich i przestały wzbudzać strach wśród ludności. Niemniej wiara w ich istnienie musiała być głęboko zakorzeniona, skoro przetrwały w opowieściach ustnych, które później spisano. Jedno z pierwszych świadectw dotyczących przemiany człowieka w zwierzę pochodzi z Topographia Hibernica pióra Giraldusa z Cambridge (1147–1216/1220), arcybiskupa Brecknock. W jego historii przemiana w wilka nie jest niczym innym jak przejawem kary boskiej za grzechy.

W jednej z opowieści Giraldusa kapłan zostaje wezwany przez mówiącego ludzkim głosem wilka do umierającej wilczycy, a kiedy ów waha się przed udzieleniem jej ostatniego sakramentu, wilk obnaża jej skórę do pasa, pod którą ukazuje się ciało starej kobiety, i wyjaśnia, że ich wilcza postać jest karą za grzechy rodu.

Według kolejnej legendy do powstania wilkołaków miał przyczynić się sam święty Patryk. Kiedy zaczął on krzewić wiarę chrześcijańską w Irlandii, na wyspie żył potężny ród, a ponieważ był nieprzyjazny nowej religii, starał się na wszelkie sposoby uniemożliwić misję świętego. Mimo to Patryk postanowił się do nich udać, a gdy rzucili się na niego, wyjąc niczym wilki, rozgniewał się i poprosił Boga, aby ich ukarał. Wkrótce cały ród dotknęła straszna klątwa, która miała przypominać wszystkim jego członkom o nikczemności przodków – od tego bowiem czasu wszyscy w różnych okresach życia stawali się wilkołakami. Jedni mieli przemieniać się na krótki czas co siedem lat, inni zaś stawali się wilkami na całe siedem lat, po czym uwalniali się od kary boskiej.

Znacznie bardziej popularną legendą jest spisana później – bo w XIV wieku – przechowywana w Oksfordzie opowieść Artur and Gorlagon, która powiela jeden z wiodących motywów z celtyckich podań – niewierność żony i stosowną za to karę. Bohaterem historii jest król Gorlagon i jego niewierna małżonka, która za sprawą magicznego drzewka zamieniła go w wilka. Wypowiadając zaklęcie, które miało brzmieć: „Bądź wilkiem i miej rozum wilka”, nieopatrznie przekręciła drugą część i w ten sposób król przeobraził się w wilka z „rozumem człowieka”. Po wielu latach, wypełnionych próbami zemsty, nieszczęśnik, dzięki pomocy swojego młodszego brata, odzyskał ludzką postać i ukarał wiarołomną żonę.

Najsłynniejszym duchem w literaturze elżbietańskiej był duch zamordowanego ojca Hamleta. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Duchy i upiory

Powszechna w epoce Tudorów wiara w duchy – manifestacje dusz zmarłych – zaczęła zanikać wraz z pojawieniem się religii protestanckiej, ponieważ protestanci uważali, że dusze nie mogą wracać do świata żywych. W każdym razie istnienie duchów i upiorów, którymi w odchodzącej w przeszłość tradycji katolickiej stawali się ludzie zmarli bez ostatniego namaszczenia, kwestionowała wykształcona elita. W renesansie duchy nie przerażały już tak bardzo i stały się bohaterami ówczesnej sztuki, w tym wielu dramatów Szekspira, jak chociażby duch Banka w Makbecie czy najsłynniejszy, nawołujący do zemsty duch zamordowanego ojca Hamleta.

W kulturze ludowej średniowieczna wiara w duchy nawiedzające śmiertelników przetrwała jednak znacznie dłużej. W czasach elżbietańskich znane były liczne opowieści o nawiedzonych zamkach i miejscach kaźni, których sława przetrwała do dziś. Do tego z czasem doszły opowieści o duchach ofiar zamordowanych w Tower w rozkazu Henryka VIII; w Hever Castle wciąż można ponoć spotkać ducha Anny Boleyn, a po Hampton Court przechadza się duch Katarzyny Howard. Z kolei ducha samego Henryka VIII widziano w zamku Windsor…

Nawet jeśli są to opowieści mające podnieść atrakcyjność miejsc turystycznych, potrafią przyprawić o gęsią skórkę również w dzisiejszym racjonalnym świecie, więc tym bardziej nie należy dziwić się lękom ludzi z dawnych epok.