Bezwstydne zabawy i najgorsza maskarada Henryka VIII

Henryk VIII otrzymał od papieża Leona X honorowy tytuł Obrońcy Wiary. Wikimedia Commons, domena publiczna.

Henryk VIII, dumny i atrakcyjny władca, uwielbiał maskarady. Tę rozrywkę cenił sobie przez większość życia, dopóki dopisywało mu zdrowie i siły. © Wikimedia Commons, domena publiczna.

We wczesnym okresie panowania Henryk VIII wyjątkowo dużo uwagi i energii poświęcał budowaniu wokół własnej monarchii aury splendoru i wyjątkowości. Dziedzina, którą do tego celu wybrał, pozostawała w całkowitej zgodzie z jego temperamentem i usposobieniem. Młody władca postawił bowiem na rozrywkę. Jedną z ulubionych uciech Henryka VIII – obok polowań i rycerskich turniejów – były karnawałowe widowiska zwane maskami. Wywodziły się one z prymitywnych obrzędów religijnych i ludowych obyczajów, a między XVI i XVII w. przekształciły się w popularną i kosztowną królewską zabawę, powszechną na renesansowych dworach Europy. Wyjątkowe znaczenie w Anglii zyskały w czasach panowania Tudorów i Stuartów.

Przedstawienia te, które w późniejszym czasie zapoczątkowały powstanie baletu i opery, łączyły śpiew, muzykę, taniec i poezję z wykwintnością kostiumów i scenografii. Spektakl zakładał również motyw kontrolowanego zaskoczenia. Przedstawiciele arystokracji przebierali się za mitologiczne postacie i pojawiali się „nieoczekiwanie”, by wśród ogólnej ekscytacji oddać hołd swojemu władcy. Migotliwy blask płonących świec i pochodni, który rozświetlał ciemne zimowe wieczory, budował wokół widowiska atmosferę niezwykłości i tajemnicy. Wydarzenie było wyreżyserowane w taki sposób, by podkreślić nadzwyczajną, wręcz boską wartość monarchii. Maski, podobnie jak inne uroczystości dworskie, traktowane były jako skuteczne polityczne narzędzie kształtowania wizerunku króla. Czczony przez archetypicznych bohaterów, jawił się jako potężny heros roztaczający aurę niebiańskiej doskonałości i wszechwładzy. Trudno się zatem dziwić, że propagandowe spektakle przypadły do gustu również otwartemu na wszelką adorację Henrykowi VIII.

Dusza towarzystwa

20 lutego 1510 r. osiemnastoletni król nadspodziewanie mocno wziął sobie do serca właściwy dla masek element zaskoczenia. Jako pierwszy władca, ku zdziwieniu i radości dworzan, postanowił aktywnie uczestniczyć w maskaradzie. Wydarzenie to uświetniło wielką ucztę, którą Henryk, przy udziale żony Katarzyny Aragońskiej, wydał w Westminsterze dla wszystkich zagranicznych ambasadorów rezydujących w tym czasie w Anglii. Król osobiście usadowił przy stole królową i wszystkich zaproszonych gości, zabawił ich serdeczną rozmową, po czym nagle zniknął. Zjawił się chwilę później wraz ze swoimi przyjaciółmi, racząc zebranych serią efektownych scen kostiumowych. W pierwszej odsłonie pokazali się jako zadziorni Turcy z przypiętymi do pasów bułatami, wystrojeni w przetykane złotem jedwabie i przykuwające wzrok nakrycia głowy wykonane z czerwonego aksamitu. Po chwili zabawy przyszedł czas na drugą turę. Tym razem uradowanym widzom ukazała się grupa uzbrojonych w maczety żywiołowych Rusinów w wielkich futrzanych czapach i kozakach. Kolejne kostiumy królewskiego zespołu prezentowały dumnych Prusaków przyodzianych w szkarłatną satynę i zawadiackie czapki z piórami. Asystowali im niosący pochodnie mężczyźni ucharakteryzowani na ciemnoskórych Maurów. Następna w programie była grupa mimów, a po nich nadeszła wreszcie pora na tańce. Król, wraz ze swoimi kompanami, korzystając z radosnego zamieszania, wymknął się po raz kolejny z sali. Powrócił tym razem na czele barwnego korowodu rozbrzmiewającego skocznymi dźwiękami fletu i tamburynu. Mężczyźni w kolorowych strojach z wyszytymi złotymi emblematami towarzyszyli damom równie bogato wystrojonym w haftowany szkarłat i purpurę. Królowi partnerowała jego słynąca z urody siostra Maria, która, podobnie jak reszta przebranych tancerek, przysłoniła twarz czarną woalką. Zabawom i pląsom nie było końca. Od tej pory Henryk VIII z werwą i upodobaniem przewodził karnawałowym spektaklom, wprowadzając nowy zwyczaj. Energiczny władca mógł w końcu zamienić pasywną funkcję widza na aktywnego współtwórcę dzieła. Nie do końca wiadomo, na ile uczestnictwo króla w przedstawieniu było prawdziwą niespodzianką dla dworzan. Samo przygotowanie zabawy wymagało bowiem wielu prób, przymiarek i przygotowań, w których Henryk, siłą rzeczy, również musiał uczestniczyć. Jednak pierwsze tego typu wydarzenie i tak musiało wywoływać spore emocje niezależnie od tego, jak daleko rozniosły się plotki o ekscentrycznym pomyśle panującego.

Juan Luis Vives był wielkim przeciwnikiem balów maskowych, przed którymi przestrzegał zwłaszcza młode kobiety. © Wikimedia Commons, domena publiczna.

Juan Luis Vives był wielkim przeciwnikiem balów maskowych, przed którymi przestrzegał zwłaszcza młode kobiety.
© Wikimedia Commons, domena publiczna.

Król z bajki

Wizerunek, jaki tworzył dla siebie młody, dynamiczny monarcha, budził podziw i fascynował poprzez kontrast z dość poważną, powściągliwą i introwertyczną osobowością jego ojca. Mimo że to właśnie Henryk VII nauczył swego potomka, że niezmiernie ważna jest dbałość o to, w jaki sposób postrzegać będą go inni władcy, działania młodego króla przerosły najśmielsze wyobrażenia jego poprzednika. Rozmach, z jakim Henryk VIII organizował rozrywki na dworze, wzbudzał zainteresowanie i podziw w całej Europie. Zachwyceni ambasadorowie w listach do swoich krajów wychwalali niezwykły przepych, świetność i potęgę angielskiego dworu. Król zyskał sobie miano wybitnego, szczodrego i utalentowanego człowieka renesansu łączącego piękno ciała i ducha. Zabawy organizowano z okazji świąt religijnych i państwowych, ale także dla przełamania zwykłej, nudnej codzienności. Alegoryczne przedstawienia czasami zastępowano mitologicznymi opowieściami lub scenkami opartymi na angielskich legendach, np. o Robin Hoodzie. W rolę zgrai wyklętych spod prawa banitów z Sherwood wcieliła się grupa królewskich gwardzistów. Odziani w zielone kaftany zatrzymali królewską parę wraz z jej orszakami podczas konnej przejażdżki i zaprosili wszystkich na ucztę wydaną na leśnej polanie. Król z werwą i ochotą uczestniczył we wszystkich tego typu spektaklach, chętnie przebierając się i prezentując swoje aktorskie oraz taneczne umiejętności, a także wybitną zręczność we władaniu bronią.

Gorszyciel cnotliwych

Z drugiej strony przystojny, pociągający i namiętny Henryk narażał się na krytykę. Przyczyniał się do tego nie tylko uszczuplający się skarbiec, ale m.in. właśnie udział i promowanie nazbyt – jak sądziło wielu – frywolnych karnawałowych uciech. Ukrywanie twarzy pod maską umożliwiało wyjście ze sztywnych ról narzuconych przez tzw. dobre obyczaje. Tego typu rozrywki, wpisujące się w konwencję dworskiego romansu, przełamywały dopuszczalną barierę bliskości między przedstawicielami odmiennych płci i mogły prowadzić do przekroczenia granic określonych w scenariuszu. Taniec, tak typowy dla epoki, był jedyną publiczną okazją dopuszczającą fizyczny kontakt między kobietami i mężczyznami, tym chętniej więc z tej możliwości korzystano. Pod koniec balu zwyczajowo odsłaniano twarze, ujawniając swoją tożsamość. Mimo że zdziwienie okazywane królowi w momencie, gdy ten odkrywał swoje oblicze, było udawane, on sam, podobnie jak inni, traktował przebranie jak czapkę-niewidkę, a przynajmniej jako wystarczający pretekst umożliwiający flirtowanie na oczach całego dworu i wstęp do nawiązywania kolejnych romansów. W 1524 r. hiszpański humanista i pedagog Juan Luis Vives w dedykowanej królowej Katarzynie Aragońskiej książce The Education of a Christian Woman ostrzega przed balami maskowymi, niosącymi ze sobą widmo moralnego upadku. Oburzony Vives napomina młode kobiety, by unikały bezwstydnego tańca, który poprzez prymitywne ruchy, potrząsanie włosami i odsłanianie fragmentów ciała, które winny być ukryte, może wzbudzać cielesne pożądanie. Dodatkowo świadomość, że maska daje poczucie anonimowości, niechybnie sprawia, że tym łatwiej pozwolić sobie na nieprzyzwoite słowa i czyny. Z kolei angielski pisarz John Heywood w 1533 r. w dramacie The Play of the Weather dość bezceremonialnie opisuje rubaszne oblicze, motywy i konsekwencje niektórych zabaw popularnych za czasów Henryka VIII.

Swoją przyszłą żonę, Annę Kliwijska, Henryka powitał w stroju Robin Hooda. Niestety dama serca nie rozpoznała swojego rycerza… © Wikimedia Commons, domena publiczna.

Swoją przyszłą żonę, Annę Kliwijska, Henryka powitał w stroju Robin Hooda. Niestety dama serca nie rozpoznała swojego rycerza… © Wikimedia Commons, domena publiczna.

Najgorsza maskarada

Król w głębi duszy i na swój sposób był romantykiem. Przesiąknięty ideą dworskiej miłości nieustannie szukał okazji do wyrażenia swojej marzycielskiej natury. Status władcy, a także zniewalająca aparycja gwarantowały mu pełen sukces wśród wszystkich kobiet na dworze. Jeśli nawet znalazłaby się dama, której nie podobałoby się zainteresowanie ze strony Henryka, nie mogła tego okazać. Byłoby to oznaką ogromnego nietaktu i obrazy majestatu. Władca nie miał więc w kraju zbyt wielu okazji, by doświadczyć braku miłosnej wzajemności, niechęci czy odrzucenia. Wszyscy dokoła nieustannie komplementowali go, podkreślając, a wręcz wyolbrzymiając, jego zalety. Proces ten nasilał się wraz z wiekiem króla i jego przemianą z oszałamiającego półboga w otyłego despotę. Można nawet powiedzieć, że Henryk żył w nieco wyimaginowanym, oderwanym od rzeczywistości świecie, w którym fantazja mieszała się z autentyzmem. W 1539 r. król, mający już za sobą trzy małżeństwa, dał się namówić Tomaszowi Cromwellowi na czwarte. Wybór, podyktowany względami politycznymi, padł na córkę księcia Kleve, Annę. Tym razem Henrykowi wyjątkowo nie dane było wcześniej osobiście poznać swojej oblubienicy. Wyobrażenia na jej temat mógł budować jedynie w oparciu o zamówiony u Hansa Holbeina portret i serię pochlebnych opinii ludzi, którzy ją poznali. Aura tajemniczości, jaka towarzyszyła tej sytuacji, musiała mocno podziałać na zmysły króla. Gdy podróż przyszłej żony zbliżała się wreszcie ku końcowi, spragniony widoku i obecności narzeczonej, co tchu popędził jej na spotkanie. Przyzwyczajony, że wszystko zawsze dzieje się po jego myśli, musiał stworzyć w swojej głowie szczegółowy scenariusz ich niespodziewanego spotkania, czułych słów, spontanicznego wybuchu uczuć i ogólnej euforii. By jeszcze bardziej uświetnić tę chwilę, zaplanował, że stanie przed nią potajemnie i w… przebraniu, a ona – olśniona bijącym od niego blaskiem majestatu – natychmiast go rozpozna i zauroczona wpadnie prosto w królewskie ramiona przyszłego męża. Nie domyślił się, że Anna, która nie była częścią angielskiej świty przyzwyczajonej do pewnego schematu spektakli odgrywanych przez władcę, może zupełnie nie wpasować się w przewidzianą dla niej rolę. Co więcej, nie znała zupełnie charakteru tego typu przedstawień, które na niemieckich dworach nie były popularne. Nie miała też pojęcia o zamiłowaniu króla do maskarad. Zmęczona podróżą i zapewne przejęta czekającymi ją wyzwaniami, odpoczywała w rezydencji biskupów Rochester. Nagle do komnaty wtargnęło dziewięciu zamaskowanych mężczyzn w długich płaszczach z kapturami. Ku jej przerażeniu jeden z nich ruszył w jej stronę i usiłował ją ucałować. Cnotliwa panna, wierząca, że pocałunek może skutkować szybkim spłodzeniem potomstwa, odepchnęła napastnika, desperacko próbując wyzwolić się z jego objęć. Wychowana na surowym dworze, gdzie w obecności obcych musiała ukrywać twarz pod grubym woalem, z pewnością doznała szoku. Na domiar złego księżniczka posługiwała się jedynie rodzimym niemieckim, trudno było więc porozumieć się w tak niewygodnej i budzącej trwogę sytuacji. Oszołomiony Henryk, niezwykle mocno zawstydzony swoją porażką, udał się do osobnej izby, przebrał się w odpowiednie dla króla szaty i powrócił do narzeczonej, wyjawiając swoją tożsamość. Poruszona Anna pokłoniła się nisko, po czym oboje starali się prowadzić zwyczajową konwersację. Król próbował zachować pozory spokoju, ale nagła awersja, jaką poczuł do narzeczonej, odcisnęła się piętnem na ich dalszych losach. Zaistniałe nieporozumienie definitywnie przekreśliło kliwijską księżniczkę w oczach władcy, który od tej pory całą uwagę koncentrował na szybkim wycofaniu się z niechcianego związku.

Dworskie zabawy, bale i maskarady, które stanowiły ważną część życia króla, po latach rządów traciły na znaczeniu. Starzejący się Henryk stopniowo wycofywał się z artystycznej aktywności, przyjmując rolę widza. Prawdopodobne jest, że feralne spotkanie z czwartą małżonką również mogło wywrzeć wpływ na ostudzenie aktorskich zamiłowań władcy i przyczynić się do zamknięcia pewnego etapu w kulturze renesansowej Anglii.

Bibliografia

Alison Weir, Henryk VIII. Król i jego dwór, Wydawnictwo Astra, Kraków 2015.

Amy Licence, Sześć żon i wiele kochanek. Historie kobiet Henryka VIII, Wydawnictwo Astra, Kraków 2015.

Amy Licence, W łożu z Tudorami. Intymne życie dynastii, Wydawnictwo Astra, Kraków 2014.

http://www.hrp.org.uk/banqueting-house/history-and-stories/a-building-history/the-court-masque-era/#gs.4tPFi9w

http://www.ispan.pl/e.-olechnowicz-maska-weselna-w-burzy.pdf

http://www.mith.umd.edu/comus/cegenre.htm