Arthur Dudley – samozwaniec czy syn Elżbiety I?

Od rzekomych następców tronu i cudem ocalałych królów roi się w historii każdego kraju, ale żaden z władców nie doczekał się takiej gromadki synów jak Elżbieta I. Chociaż do dziś nie ma pewności, czy była dziewicą czy też nie, co chwila ożywają obalone (zdawałoby się) teorie o jej macierzyństwie.

Czy tajemniczy Arthur Dudley rzeczywiście mógł być synem królowej Elżbiety i Roberta Dudleya? © Wikimedia Commons

Czy tajemniczy Arthur Dudley rzeczywiście mógł być synem królowej Elżbiety i Roberta Dudleya? © Wikimedia Commons

Raport Englefielda

Jednym z podejrzanych o bycie synem Elżbiety I i Roberta Dudleya jest niejaki Arthur Dudley. I w przeciwieństwie do wielu innych hipotez na temat macierzyństwa królowej, wedle których nawet wielki Szekspir miał być jej potomkiem, nie jest to teoria nowa. Pojawiła się jeszcze w epoce elżbietańskiej, a jej autorem był nie kto inny, tylko sam Arthur.

Sir Francis Englefield, katolik, dawny doradca Marii I, a za panowania kolejnej władczyni z dynastii Tudorów wygnaniec przebywający na dworze hiszpańskim, spotkał tego tajemniczego człowieka w 1587 roku.

Jak wynika z relacji Englefielda, latem hiszpański statek przechwycił łódź u wybrzeży San Sebastian, która zmierzała ku Francji. Jednym z pasażerów był około dwudziestoletni Anglik, który twierdził, że jest katolickim uciekinierem i pielgrzymuje do sanktuarium w Montserrat. Hiszpanie, którzy szykowali wówczas Wielką Armadę do wyprawy na Anglię, nie dali wiary tłumaczeniom i aresztowali go za szpiegostwo.

Na tym jednak nie koniec. Rząd w Madrycie postanowił więźnia dokładnie wybadać i powierzył ten obowiązek Francisowi Englefieldowi, który – choć stary i niewidomy – z racji znajomości angielskiego dworu najlepiej nadawał się na śledczego. Chociaż Englefield nie do końca wierzył w historię opowiedzianą przez Arthura, dokładnie zrelacjonował ją w czterech listach wysłanych do hiszpańskiego króla Filipa.

Kat Ashley, zaufana dwórka królowej Elżbiety. © Wikimedia Commons

Kat Ashley, zaufana dwórka królowej Elżbiety. © Wikimedia Commons

Życiorys Arthura Dudleya

Zawarta w listach historia z powodzeniem mogłaby posłużyć za kanwę powieści pełnej zaskakujących zwrotów akcji. Na początek dowiadujemy się, że Arthur został wychowany przez Roberta Southerna, dawnego sługę Kat Ashley, zaufanej dwórki królowej. Będąc dzieckiem, nie znał prawdy o swoim pochodzeniu, a podejrzeń nabrał dopiero jako nastolatek, kiedy ukradł przybranemu ojcu pieniądze z sakiewki i postanowił wyruszyć na morze. Przygód jednak nie zaznał, bo na rozkaz siedmiu członków królewskiej Rady został zatrzymany i musiał wrócić do Londynu. List podpisany przez doradców królowej dał mu wtedy do myślenia i utwierdził w przekonaniu, że o syna jakiegoś Southerna rząd by się nie troszczył i że musi być kimś o wiele ważniejszym. A kiedy nie ustawał w prośbach i uzyskał zgodę na podróż, trafił pod opiekę sługi samego Roberta Dudleya i razem z nim udał się za granicę. Jednak dalszych wyjaśnień na temat swojego pochodzenia nie uzyskał – ani od ojca, ani od Johna Ashleya (męża Kat).

Po aresztowaniu francuskiego opiekuna włóczył się po Francji, poszukując przygód, dopóki nie otrzymał wiadomości o chorobie ojca. Kiedy wrócił do Anglii, bliski śmierci Southern wyznał mu część prawdy. Powiedział, że przed laty został wezwany do Hampton Court, gdzie powierzono mu niemowlę na wychowanie, ale nie chciał zdradzić tożsamości prawdziwych rodziców. Rozgniewany Arthur uciekł po raz kolejny i dopiero od wysłanego w pościg niejakiego Smytha, nauczyciela, usłyszał, że jest synem królowej i Roberta Dudleya. Wtedy zawrócił do domu, ale sparaliżowany Robert Southern nie mógł tych rewelacji potwierdzić na piśmie.

Tymczasem John Ashley, który najwyraźniej miał strzec sekretu monarchini, wpadł w furię. Przerażony Arthur wyjechał do Francji, licząc, że sprawa przycichnie. Tam podróżował od kolegium do kolegium i nawet odwiedził angielskiego ambasadora w Paryżu, ale nie odważył się wyjawić mu prawdy.

Jakiś czas później, po powrocie do kraju, wpadł w ręce zaufanych ludzi Roberta Dudleya – oficerów Blounta i Fludda, którzy sprowadzili go przed oblicze swojego pana. Istnienie tego drugiego oficera jest wątpliwe, ale takie nazwisko nosił sekretarz Dudleya. Blount natomiast miał być tym samym oddanym sługą, który we wrześniu 1560 roku poinformował Roberta o śmierci jego żony, która skręciła kark spadając ze schodów, i – jeśli wierzyć plotkom – był zamieszany w wypadek. Powiadano, że sfingował go na rozkaz swojego pana, który chciał ożenić się z ciężarną Elżbietą. Niestety skandal i związane z tajemniczą śmiercią Amy Dudley śledztwo przekreśliło plany Roberta, bo królowa nie mogła poślubić człowieka podejrzanego o morderstwo żony, i urodzone w tajemnicy dziecko oddała pod opiekę Southerna.

Wróćmy jednak do dorosłego już Arthura Dudleya. Pomimo obaw, udało mu się nawiązać z prawdziwym ojcem serdeczne stosunki. Robert, który od 1564 roku nosił tytuł hrabiego Leicester, zamiast gniewu okazał młodemu gościowi wiele sympatii i uczucia. Następnie wysłał go do Francisa Walsinghama, wpływowego polityka i zarazem szefa siatki szpiegowskiej, który miał mu zorganizować bezpieczny wyjazd z Anglii i tym samym ochronę przed ludźmi królowej. Istniało bowiem ryzyko, że rozsierdzona Elżbieta, która nie życzyła sobie ujawnienia tajemnicy o jej macierzyństwie, każe go raz na zawsze uciszyć. Dociekliwość Walsinghama tak przeraziła biednego Arthura, że… znów postanowił uciec! W ten sposób, pokonując po drodze wiele trudności, trafił na statek, który rozbił się u wybrzeży Hiszpanii.

John Ashley, mąż Kat, był wtajemniczony w sekretną sprawę. © Wikimedia Commons

John Ashley, mąż Kat, był wtajemniczony w sekretną sprawę. © Wikimedia Commons

Hultaj, który nazywa się synem Jej Królewskiej Mości

I tutaj pojawia się pewien problem – o żadnej katastrofie statku nie ma wzmianki w źródłach. Kim zatem był hiszpański więzień podający się za syna królowej Elżbiety i Roberta Dudleya? Według raportu z 1590 roku, Anglik przetrzymywany w całkiem przyzwoitych warunkach w mieście Alcantara, był człowiekiem wysokiego rodu, o szlachetnej powierzchowności. Ale czy autor tego dokumentu miał na myśli tego samego więźnia, o którym trzy lata wcześniej pisał Englefield do króla Filipa?

Załóżmy, że tak. Tylko czy mogła go urodzić królowa Elżbieta? Jeśli tak, to kiedy?

Przez wieki wokół ostatniej z Tudorów narosło tak wiele legend, że trudno czasami oddzielić prawdę od fikcji. Powiadano nawet, że letnie objazdy kraju miały na celu ukrycie jej ciąży (lub ciąż, jak chcą niektórzy) i właśnie podczas jednego z nich, w 1561 roku, Elżbieta miała urodzić Arthura. O ciąży zaś lub połogu miałyby świadczyć wzmianki na temat jej niezdrowego wyglądu i nienaturalnej bladości, odnotowane w owym czasie przez hiszpańskiego ambasadora. Natomiast inna wersja wydarzeń zakłada, że w 1562 roku Elżbieta wcale nie chorowała na czarną ospę, tylko urodziła syna, któremu nadano imię Arthur. I ono między innymi miałoby świadczyć o prawdziwym pochodzeniu dziecka – występuje zarówno w drzewie genealogicznym Tudorów, jak i w rodzie Dudleyów.

Są to jednak teorie mocno naciągane, szczególnie że świadkowie, w tym wrogi królowej ambasador Hiszpanii, nie sugerowali wtedy, jakoby była ona w odmiennym stanie.

Całemu zamieszaniu po części „winna” jest sama królowa, która nie dementowała plotek. Nigdy też, przynajmniej otwarcie, nie ustosunkowała się do „hultaja, który sam nazywał się jej synem”, a przecież wątpliwe, żeby o nim nie słyszała.

Wedle jednej z teorii Arthur Dudley był szpiegiem na usługach Francisa Walsinghama, wpływowego polityka i szefa siatki szpiegowskiej elżbietańskiej Anglii. © Wikimedia Commons

Wedle jednej z teorii Arthur Dudley był szpiegiem na usługach Francisa Walsinghama, wpływowego polityka i szefa siatki szpiegowskiej elżbietańskiej Anglii. © Wikimedia Commons

Syn, samozwaniec czy szpieg?

Na to pytanie zapewne nigdy nie uda się odpowiedzieć, tak jak nie zdołali tego zrobić Hiszpanie w XVI stuleciu. Niemniej człowiek podający się za Arthura Dudleya był postacią niezwykłą.

Przesłuchujący więźnia sir Francis Englefield pisał do króla Filipa, że nie można pozwolić mu na ucieczkę, ponieważ świadomie lub nieświadomie może być na usługach Anglii. Uważał też, że Elżbieta i Rada z Robertem Dudleyem na czele wiedzą o jego roszczeniach i wykorzystują go jako narzędzie. W królewskie pochodzenie młodzieńca jednak nie uwierzył. Wenecki ambasador w Madrycie przypuszczał, że aresztowany Anglik jest kimś znacznie ważniejszym – nie bezwolną marionetką, ale świadomym swoich czynów i wytrawnym szpiegiem. Król Filip musiał mieć mieszane uczucia, skoro domagał się dokładnego wybadania więźnia i zapewnił mu przyzwoite warunki w areszcie domowym.

Z punktu widzenia Anglików wysłanie szpiega do Hiszpanii w przededniu wyprawy Wielkiej Armady na ich kraj było jak najbardziej uzasadnione. Pytanie tylko: skąd pomysł, żeby mienić się synem Elżbiety I?

Kierujący angielską siatką wywiadowczą Walsingham nieraz korzystał z usług prowokatorów, i jeśli Arthur Dudley nie był synem królowej ani marionetką, której wmówiono królewskie pochodzenie, mógł być agentem, który celowo miał wprowadzić Hiszpanów w błąd. Wmawiając im, jak się okazało nieskutecznie, że jest potencjalnym – katolickim – następcą angielskiego tronu, mógł usiłować wprowadzić zamęt w hiszpańskiej polityce.

Wiadomo, że Hiszpanie nie dali się sprowokować, ale przez jakiś czas dobrze strzegli więźnia. Wkrótce jednak człowiek podający się za Arthura Dudleya zniknął z kart historii. Być może zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach lub uciekł i wrócił do prawdziwej tożsamości, która wciąż pozostaje zagadką.

Bibliografia

Alford, Obserwatorzy. Tajna historia panowania Elżbiety I, Wydawnictwo Astra, Kraków 2014.
Gristwood, Elżbieta I i Robert Dudley,WydawnictwoAstra,Kraków 2014.
Grzybowski, Elżbieta Wielka, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1984.
http://elizabethan-era.org.uk/elizabethan-courties.htm
http://www.elizabethfiles.com/the-arthur-dudley-myth/3298/