Anna Boleyn. Najszczęśliwsza…?

„Przybyłam tutaj, by z pokorą oddać się prawu, które wydało na mnie wyrok” – powiedziała Anna Boleyn na szafocie. Piękna i dumna, odziana w gronostaje i królewską purpurę, nie wyglądała na skruszoną, i chociaż nie wyparła się winy, nieliczni gapie mogli odnieść wrażenie, że oto stoi przed nimi osoba niewinna.

Konwencja

W noc poprzedzającą egzekucję Anna miała wisielczy humor, poprosiła bowiem, aby przekazano Henrykowi VIII, że bardzo mu dziękuje za wywyższanie jej, skoro najpierw uczynił ją markizą, potem królową, a teraz posyła ją do nieba, by została świętą. Żartując w ten sposób, próbowała zapewne ukryć prawdziwe uczucia, albo – nie widząc już dla siebie ratunku – chciała zakończyć życie z fasonem. Odwagi i fantazji nigdy jej zresztą nie brakowało, a i w przeszłości nie zawsze liczyła się ze słowami, co przez lata przysporzyło jej wielu wrogów i ostatecznie zaprowadziło ją na szafot.

tudorowie3

Oskarżona o cudzołóstwo, kazirodztwo i spiskowanie w celu uśmiercenia króla, miała umrzeć o wiele łagodniejszą śmiercią niż zwyczaj przewidywał dla zdrajców1. Była w końcu królową, i chociaż jej małżeństwo zostało uznane za nieważne, przysługiwał jej łagodniejszy wymiar kary i śmierć od miecza, a nie od topora, który spadł na karki skazanych z nią mężczyzn. I tak, 17 maja 1536 roku życie oddali brat Anny, Jerzy Boleyn, oraz Weston, Norris, Brereton i Smeaton. Ona zaś miała umrzeć dwa dni później, w środę…