„Ambasadorowie” Holbeina hołdem dla Anny Boleyn?

Tożsamość dwóch młodych, szykownie ubranych mężczyzn przedstawionych w pełnej postaci na obrazie Holbeina została ustalona dopiero na początku XX stulecia. Utalentowany francuski arystokrata Jean de Dinteville oraz Georges de Selve, biskup Lavaur, przebywali w Londynie w kwietniu 1533 roku, gdy w całej Anglii wrzało, a Henryk VIII z nadzieją wyczekiwał narodzin upragnionego męskiego dziedzica…

Ambasadorowie Hansa Holbeina Młodszego; 1533, olej na desce. © Wikimedia Commons.

Jean de Dinteville (po lewej stronie obrazu), pochodzący z rodu arystokratycznego z siedzibą w Polisy, niewielkim miasteczku pod Paryżem, oraz Georges de Selve (po prawej stronie), biskup Lavaur, obaj będący francuskimi przedstawicielami Franciszka I w Anglii, zostali sportretowani na podwójnym obrazie Hansa Holbeina Młodszego, nadwornego malarza Henryka VIII. Takie wizerunki w sztuce XVI stulecia należy uznać za nietypowe. Zdarzały się, owszem, w sztuce włoskiej, ale rzadkością było, aby dwoje ludzi zostało ukazanych w pełnej postaci – takie przedstawienie było zarezerwowane wyłącznie dla monarchów. Jeszcze bardziej niezwykły wydaje się fakt, że są to dwaj mężczyźni, nie para małżeńska, gdyż w przedstawieniu męża i żony nikt nie dopatrywałby się znamion niezwykłości.

Portret Hansa Holbeina Młodszego, utalentowanego artysty, nadwornego malarza Henryka VIII. © Wikimedia Commons.

Pod czujnym spojrzeniem Europy

Ci dwaj wybitni mężowie przebywali w Anglii w momencie, gdy sytuacja polityczna królestwa była bardzo skomplikowana. Henryk VIII, który nie tak dawno, wbrew woli papieża, poślubił Annę Boleyn i oddalił od siebie – w oczach Kościoła także niezgodnie z prawem – swoją pierwszą żonę, Katarzynę Aragońską, właśnie oczekiwał narodzin następcy tronu. Anna Boleyn od kilku miesięcy spodziewała się dziecka i żyła nadzieją, że urodzi Henrykowi upragnionego syna. Chociaż płeć noworodka miała pokrzyżować królowi plany, a samą Annę w efekcie po trzech latach doprowadzić na szafot, wiosną 1533 roku europejskie dwory z zapartym tchem śledziły bieg wydarzeń w Anglii. Taka była również misja francuskich ambasadorów – to oni mieli informować swojego władcę o nastrojach panujących w królestwie po kontrowersyjnym ślubie króla i wynikającym z tego oderwaniu Anglii od Kościoła katolickiego. Najprawdopodobniej w kwietniu 1533 roku Jean de Dinteville – który zresztą w imieniu Franciszka I miał zostać ojcem chrzestnym oczekiwanego księcia – spotkał Holbeina na dworze królewskim Henryka VIII i zamówił u niego tak dobrze znany dziś obraz.

Czy Hans Holbein pracował dla królowej Anny?

Hans Holbein Młodszy był z pewnością najciekawszą postacią w grupie artystów ówczesnej Anglii. Otwarte pozostaje pytanie, czy pracował dla królowej Anny Boleyn. Pierwsze potwierdzone zlecenie, które utalentowany malarz otrzymał od Henryka VIII, jest znacznie późniejsze i dotyczy namalowania portretu kolejnej żony króla, Jane Seymour, a jego pierwsze stałe zatrudnienie na dworze królewskim, o którym zachowały się wzmianki, pochodzi dopiero z 1538 roku. Przyjmuje się, że na początku lat 30. XVI stulecia Holbein pracował dla londyńskich kupców cudzoziemskich i niższych rangą dworzan. Przebywający w Londynie kupcy hanzeatyccy, w 1533 roku uczestniczący w tworzeniu wzgórza Parnasu – dekoracji jednego z przedstawień koronacyjnych Anny – w rzeczywistości tylko finansowali przedsięwzięcie, a stroną artystyczną, na zlecenie Korony, zajmował się Holbein, tworząc tym samym pierwsze dzieło poświęcone Annie. Czy oprócz wzgórza Parnasu istnieją inne przedstawienia artystyczne związane z królową? Według Erica Ivesa, nieżyjącego już brytyjskiego historyka, specjalizującego się w epoce Tudorów, autora obszernej biografii Anny Boleyn, kandydatem bardzo wiarygodnym są właśnie Ambasadorowie wspomnianego malarza.

Zegar słoneczny – detal orazu. © Wikimedia Commons.

Podwójny portret wyrazem hołdu dla Anny?

Według Erica Ivesa pierwszym argumentem przemawiającym za powiązaniem największego zachowanego dzieła Holbeina z osobą Anny jest data jego powstania. Jean de Dinteville przybył do Anglii jako francuski ambasador tuż przed 15 lutego 1533 roku. Z kolei de Selve przyjechał później, aby spotkać się z Dinteville’em, lecz wyjechał przed 4 czerwca – a możliwe, że nawet jeszcze wcześniej, przed 23 maja. Przypuszcza się zatem, że obraz został namalowany dokładnie wtedy, gdy publicznie obwieszczono królewski status Anny i trwały gorące przygotowania do jej koronacji, a więc w czasie, gdy Holbein pracował również nad wspomnianym wzgórzem Parnasu.

Kolejnym argumentem, według Ivesa, mógł być cel przyjazdu biskupa. Czy była to wizyta czysto towarzyska? Wydaje się to mało prawdopodobne, gdyż nie ma pewności, że wspomniani mężczyźni wystarczająco dobrze się znali (choć istnieją i takie przesłanki, według których łączyła ich przyjaźń). Bardziej przekonująca jest teza, że biskup przybył z nowymi, poufnymi wskazówkami dla Dinteville’a, które wynikały ze zmieniającej się dynamicznie sytuacji politycznej w Anglii i faktu, że publicznie uznano już status Anny. Być może biskup miał też osobistą wiadomość dla samej królowej. Co znamienne, Dinteville nalegał ponoć, aby wieści o wizycie de Selve’a trzymać w ścisłej tajemnicy przed głównym ministrem Franciszka i zagorzałym imperialistą, księciem Montmorency. Ambasador najprawdopodobniej otrzymał instrukcję, zgodnie z którą miał przyjąć na siebie ważną rolę podczas koronacji Anny, planowanej na 1 czerwca. Jeśli de Selve rzeczywiście przybył z taką misją, a Anna została uznana jako królowa 11 kwietnia, musiał pozować Holbeinowi pomiędzy końcem kwietnia a końcem maja 1533 roku. Co jednak łączy sam projekt z Anną? Otóż według Ivesa obraz zawiera dwa elementy, które pozwalają brać taki związek pod uwagę…

Glob ziemski z zaznaczoną miejscowością Polisy oraz lutnia z pękniętą struną – detale obrazu. © Wikimedia Commons.

Świat ziemski i świat niebieski

Pomiędzy ambasadorami Hans Holbein zamieścił na dwóch półkach szereg przedmiotów, które niejako dzielą jego obraz – a zarazem ówczesny świat – na pół. Na górnej półce widzimy to wszystko, co związane jest z niebem: instrumenty astronomiczne i astrologiczne służące do pomiaru czasu i określenia położenia ciał niebieskich, m.in. glob niebieski, cylindryczny zegar słoneczny, torkwetum czy kwadranty, znane już starożytnym, w tym Ptolemeuszowi. Na dolnej półce z kolei znalazł się m.in. glob ziemski z ówczesnym politycznym podziałem świata i przedmioty związane z działalnością człowieka na ziemi, w tym trójkąt kreślarski, książka do arytmetyki, lutnia z pękniętą struną czy księga z hymnami. (Co ciekawe, na globie ziemskim została ukazana nawet niewielka, wspominana już miejscowość Polisy pod Paryżem, siedziba rodu Dinteville’a, choć – co zrozumiałe – na innych globach z tamtego okresu nie była zaznaczana). Badacze zajmujący się analizą Holbeinowskigo dzieła twierdzą, że z przedmiotów astronomicznych i astrologicznych ukazanych na górnej półce można odczytać konkretną datę: jest to wielki piątek 11 kwietnia 1533 roku, o godz. 16 (przy czym rok wskazał już sam malarz). Jeśli data jest odczytana prawidłowo – choć taka interpretacja ma też swoich przeciwników – byłoby to dokładnie 1500 lat po śmierci Chrystusa, co z kolei wpisywałoby się w tak powszechny wówczas nurt apokaliptyczny, do którego nawiązują także inne elementy ukazane na obrazie, w tym fragment krucyfiksu w lewym górnym rogu za lekko odsłoniętą kotarą czy ludzka czaszka przedstawiona przez Holbeina jako anamorficzna plama w dolnej części obrazu. Holbein, chcąc za jej pomocą zaakcentować przesłanie „memento mori” i nawiązać do śmierci Chrystusa na Golgocie, w iście mistrzowski sposób posłużył się zabiegiem zwanym anamorfozą, celowo zniekształcając ten fragment obrazu. W postaci niezdeformowanej można go zobaczyć, stając przed nim pod pewnym kątem lub przyglądając się jego odbiciu w zwierciadle wypukłym lub w zwykłej łyżce.

Eric Ives, nawiązując do wspomnianych ustaleń, twierdzi, że data 11 kwietnia 1533 roku może też informować o innym, bardzo przyziemnym wydarzeniu… Otóż dokładnie tego dnia, jak informuje Ives, dwór angielski, w tym niewątpliwie sam przebywający na nim Dinteville, oficjalnie dowiedział się, że odtąd królewskie honory należą się Annie Boleyn. Według biografa królowej fakt, że data, którą można odczytać z przyrządów, nie jest przypadkowa, potwierdza drugie nawiązanie – tym razem do koronacji Anny. Wyraża się ono poprzez umieszczenie postaci nie na tureckim dywanie – tak jak można by tego oczekiwać – lecz na podłodze wyłożonej bardzo charakterystyczną mozaiką cosmati. Jedyny przykład takiej mozaiki w Anglii znajduje się na podłodze prezbiterium opactwa westminsterskiego, czyli w miejscu, gdzie Anna została namaszczona na królową i gdzie odbyła się najbardziej podniosła część obrzędu koronacyjnego, którego Dinteville był świadkiem na specjalne zaproszenie króla. Ze względu na wyobrażenie podłogi wyłożonej mozaiką cosmati obraz ten stał się pamiątką kulminacyjnego momentu w karierze ambasadora. W związku z tym można się pokusić o przypuszczenie, iż Holbein uwiecznił Dinteville’a w kosztownym stroju, w którym ten pojawił się na koronacji.

Anamorficzna plama z obrazu Holbeina oglądana pod pewnym kątem lub w zwierciadle wypukłym przedstawia ludzką czaszkę. © Wikimedia Commons.

Rozłam w Kościele chrześcijańskim

Eric Ives przyjmuje również, że spora część elementów przedstawionych na obrazie została przez Annę zaakceptowana. Ponieważ dzieło to doczekało się już licznych interpretacji, wiadomo, że wiele z przedmiotów namalowanych przez Holbeina zdaje się nawiązywać do ówczesnej kondycji Kościoła. Wśród nich najbardziej rzuca się w oczy lutnia z zerwaną struną. Obok niej można zobaczyć inny symbol harmonii czy raczej w tym wypadku dysharmonii – pudełko z fletami, w którym brakuje jednego instrumentu. Z tyłu widać cyrkiel, a po lewej stronie książkę do arytmetyki, na wpół otwartą na stronie o podziałach w Kościele.

Dinteville, co znamienne, znajdował się wówczas pod silnym wpływem nienawołującej do schizmy francuskiej reformy ewangelicznej, a w szczególności pism Jacquesa Lefèvre’a d’Etaplesa. Tym samym obraz jest równocześnie wyrazem nadziei. Zielona zasłona za plecami mężczyzn jest lekko odsunięta i, co zostało już wspomniane, ukazuje fragment wiszącego na ścianie krucyfiksu. Książka do arytmetyki nie zamknęła się na stronie o dzieleniu, ponieważ położono na niej trójkąt kreślarski. Przed lutnią widzimy śpiewnik z hymnem Veni Creator Spiritus („O Stworzycielu, Duchu, przyjdź”) na jednej stronie i dziesięcioma przykazaniami na drugiej. Choć te wersy są jednym z podstawowych hymnów Kościoła łacińskiego, Holbein przedstawił je w luterańskim przekładzie. Krucyfiks, trójkąt kreślarski, luterański przekład na język ojczysty i wersy znane wszystkim chrześcijanom są wyrazem ewangelicznego przekonania, że sposobem na jedność w Kościele jest wsłuchiwanie się w wezwanie Chrystusowe poprzez podążanie za Duchem Świętym, który poprowadzi ludzi do życia w codziennej zgodzie z przykazaniami. Właśnie dlatego fragment krucyfiksu, choć ukazany na obrazie na drugm planie i jedynie fragmentarycznie, jest tak istotny.

Jak powszechnie wiadomo, Anna Boleyn, która niemal na pewno poznała Dinteville’a w 1531 roku, jeśli nie wcześniej, podzielała jego przekonania religijne. Zważywszy że i Holbein miał skłonności reformatorskie, można przypuszczać, że religijne przesłanie Ambasadorów łączyło modela, artystę i patronkę artysty – królową Annę.

Tekst: Aleksandra Marczuk

Źródła

Eric Ives, Życie i śmierć Anny Boleyn, Wydawnictwo Astra, Kraków 2012.

[online] http://www.polskieradio.pl/8/406/Artykul/ 269104/ [dostęp: 8 stycznia 2016].